Filerastika – antyczny homoerotyzm odnaleziony

FILERASTIKA
czyli trzy zaginione teksty do dziejów antycznego homoerotyzmu.
Odnalazł, wstępem i komentarzami opatrzył Paweł Fijałkowski.

Wstęp

„Filerastika” zawiera trzy teksty, nieznane dotąd szerszemu gronu czytelników, wprowadzające w dawno przeminiony świat starożytnego, greckiego i rzymskiego homoerotyzmu. Pozwalają nam one ujrzeć kulturę Greków i Rzymian w całej pełni jej wielkiego bogactwa, zrodzonego z bogactwa i różnorodności natury ludzkiej. Uzupełniają naszą wiedzę o antyku, którego obraz był przez stulecia bezwzględnie zacierany przez pokolenia gorliwych chrześcijan, skrupulatnie oczyszczających spuściznę wieków ze świadectw „moralnego upadku” pogaństwa.

Pierwszy z dokumentów to „Dialog o rozkoszach miłości” przypisywany Platonowi, a w rzeczywistości będący zapewne dziełem któregoś z jego uczniów, kontynuujących dzieło mistrza w ateńskiej Akademii. Jego tekst znajdował się w tzw. Kodeksie Kolońskim, rękopiśmiennej księdze z XI w., zawierającej kilka platońskich dialogów, m.in. „Ucztę” i „Fajdrosa”. Kodeks ten został odnaleziony w skarbcu katedralnym przez filozofa i pedagoga Jana Fryderyka Herbarta, od 1809 r. profesora Uniwersytetu w Królewcu, a od 1833 r. profesora Uniwersytetu w Getyndze. Sporządził on odpis „Dialogu …”, który po jego śmierci został wraz z całym obszernym księgozbiorem ofiarowany przez wdowę bibliotece królewieckiej uczelni, gdzie spoczywał przez ponad sto lat. Tuż przed oblężeniem miasta przez wojska radzieckie, w początkach 1945 r., odpis został spakowany wraz z najcenniejszymi zasobami biblioteki i wywieziony z Królewca lub ukryty w podziemiach zamku. Od tego czasu wszelki ślad po nim zaginął. Przez długi czas sądzono, że spłonął lub zatonął w Bałtyku, dopiero przed sześcioma laty pojawił się w Gdańsku, w jednym z antykwariatów nad Motławą.

Następne świadectwo antycznego homoerotyzmu to „Obrona Tymarcha”, czyli mowa ateńskiego polityka Tymarcha wygłoszona podczas procesu przed areopagiem w 345 r. p.n.e. Jej tekst znajdował się wśród papirusów z połowy II w. n.e. odkrytych w 1896 r. w ruinach Antinoupolis nad Nilem przez ekspedycję badawczą francuskiego egiptologa Alberta Gayet'a. Niestety, papirus ten niedługo później zaginął, najprawdopodobniej nastąpiło to w latach I wojny światowej. Na szczęście jego tekst został skopiowany przez belgijskiego uczonego z Wolnego Uniwersytetu w Brukseli, Karola Filipa Desnoyer'a, który jedną z kopii ofiarował swemu przyjacielowi z lat młodości, Marcinowi de Vries, antykwariuszowi w Groningen. Ten zaś przetłumaczył tekst na język niderlandzki. W nieznanych nam bliżej czasie i okolicznościach przekład zawędrował do Torunia, gdzie został znaleziony w 1968 r. wraz z kompletem dzieł Jana Joachima Winckelmanna na strychu kamienicy przy Rynku Nowomiejskim 13, dokładnie nad „Apteką pod Lwem”.

Trzeci z dokumentów to tzw. „List o Aleksandrze”, skierowany przez żyjącego w II poło-wie III w. n.e. rzymskiego dziejopisa Paulusa Violaceusa do mało – niestety! – znanego Hyacinthusa Thuleanusa Vestificusa. Sądząc po jego nazwisku rodowym (nomen gentile), Thuleanusa wiązało wiele z ziemiami położonymi poza północnymi granicami Imperium Rzymskiego, być może ze Skandynawią (mianem Thule określano nieznane ziemie na dalekiej Północy). List Violaceusa został odkryty w 1938 r. w oprawie XIV-wiecznego ewangeliarza, przechowywanego wówczas w bibliotece Seminarium Duchownego w Płocku. Przez długi czas sądzono, że ewangeliarz ten pochodził z klasztoru w niedalekim Czerwińsku. Jednakże dokładne oględziny księgi, przeprowadzone w 1942 r. przez niemieckiego uczonego Dagoberta Freya (który zresztą wykradł z biblioteki i kodeks, i wydobyty z jego oprawy rękopis datowany na VIII w.!) pozwoliły stwierdzić, że zabytek ten został przywieziony do Płocka przez znanego niemieckiego pisarza i kompozytora epoki romantyzmu Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna, który w latach 1802-1804 był tu pruskim urzędnikiem. Ten zaś otrzymał go od kapelmistrza Jana Kreislera, nadwornego muzyka u księcia Ireneusza von und zu Sieghartsweiler. Dowodzą tego zarówno wpisy na ostatniej stronie księgi, jak i ślady kocich łap oraz pazurów, należące być może do kota Mruczysława. Opisywany ewangeliarz zaginął, natomiast rękopis listu Violaceusa został w 1982 r. wystawiony na sprzedaż w berlińskim Domu Aukcyjnym Salomon Friedlaender & Sohn.

Oto co wiemy o dziejach tekstów tworzących niniejszy tomik. Na zakończenie trzeba jeszcze powiedzieć, że ich przekład oraz wydanie drukiem było możliwe dzięki łaskawej uprzejmości obecnego posiadacza, dra Piotra Schlegla z Łodzi, historyka, poety i kolekcjonera, który zamierza stworzyć w swym mieście Muzeum Homoerotyzmu. Inicjatywie tej życzymy powodzenia, a czytelnikowi przyjemnych doznań podczas lektury.

Zachwyconym życzę, by wędrując wzdłuż rzeki czasu odkrywali wciąż nowe Arkadie, zgorszonym zaś, by bogowie obdarzyli ich spokojem ducha i obfitością czasu na przemyślenia. Niech dobiegnie ich poprzez stulecia głos Marka Tuliusza Cycerona: Naturam si sequemur ducem, nunquam aberrabimus: Jeśli przewodniczką naszą będzie natura, nigdy nie zbłądzimy.

I. Dialog o rozkoszach miłości

Fedon: Zauważyłem, Lyzisie , ze od dłuższego czasu chodzisz za mną po agorze. Czyżby ktoś polecił ci, byś mnie śledził?
Lyzis: Wybacz mi, Fedonie. Po prostu nie mogłem zdobyć się na odwagę, by podejść do ciebie i zagadnąć.
Fedon: A więc to chyba prawda, co mówią o twej nieśmiałości, mój młody przyjacielu. Rozumiem, że chcesz ze mną porozmawiać.
Lyzis: Tak, Fedonie! Chciałbym zasięgnąć twej rady w pewnej sprawie.
Fedon: Mów więc, cóż cię sprowadza?
Lyzis: Widzisz, przed kilkoma dniami poznałem pewnego chłopca … .
Fedon: Chłopca, powiadasz. To zaczyna być interesujące. Lecz dlaczego postanowiłeś zwrócić się z tym akurat do mnie?
Lyzis: Jak to dlaczego. Przecież wszystkim w Atenach wiadomo, że trudno w naszym mieście znaleźć człowieka, który wiedziałby więcej od ciebie o sprawach miłości i który posiadałby w tej dziedzinie większe doświadczenie.
Fedon: Uważaj Lizysie! Nie mam dziś ochoty na kiepskie żarty i niemądre aluzje. Jeśli więc nasłał cię na mnie jeden z tych obrońców cnoty, którzy wykorzystują każdą okazję, by wypmnieć mi mą przeszłość …!
Lyzis: Ależ skąd, Fedonie. Gdzieżbym śmiał! Po prostu bardzo cię lubię i szanuję, i sądzę, że rozumiesz nasz świat lepiej od tych właśnie, którzy potrafią głównie oskarżać i kpić.
Fedon: Być może. A więc opowiedz mi o swym problemie.
Lyzis: Przed dziesięcioma dniami, odpoczywając po ćwiczeniach w gimnazjonie, dostrzegłem pięknego chłopca, który dotąd uchodził mej uwadze, choć jak później stwierdziłem, cechuje go nie tylko uroda, lecz także miły sposób bycia.
Fedon: Powiedz mi o nim coś więcej.
Lyzis: Z przyjemnością, Fedonie! Właśnie rozpoczął czternasty rok życia. Jest raczej nieduży i szczupły, choć ciało ma już pięknie ukształtowane ćwiczeniami, niczym u młodego Hermesa. A najpiękniejsza jest jego twarz, pociągła i delikatna, z dużymi ciemnymi oczyma. Włosy ma zaś wspaniale gęste, barwy lipcowego miodu.
Fedon: Prawdziwa słodycz! Z tego, co mówisz, sądzę, że chłopiec jest rzeczywiście wyjątkowo piękny. Lecz czy jest również mądry?
Lyzis: I pod tym względem prześciga wielu innych. Wspaniale gra na lirze i pięknie śpiewa. Posiada również dużą wiedzę i umiejętność wypowiadania się na różne tematy.
Fedon: Ho, ho! Nasz mistrz Sokrates pewnie powiedziałby o tym pięknym duszą i ciałem młodzieńcu, że jest odblaskiem doskonałego świata bogów, w którym dusza miłośnika tego co piękne i dobre odnajduje namiastkę swej niebiańskiej ojczyzny.
Lyzis: To prawda!
Fedon: Ja zaś powiem, że ty, Lyzisie, jesteś po prostu zakochany.
Lyzis: To również prawda. Zakochałem się w tym chłopcu i niczego bardziej nie pragnę jak tego, by i on obdarzył mnie miłością.
Fedon: Jakież to piękne! Czy próbowałeś już nawiązać z nim bliższą znajomość?
Lyzis: O tak! Od wielu dni wciąż go wypatruję na ulicach i placach lub wyczekuję nań w gimnazjonie, i chodzę za nim jak cień, ilekroć go napotkam. Kilka razy towarzyszyłem mu podczas spaceru i w trakcie ćwiczeń. Rozmawialiśmy, był dla mnie bardzo miły, lecz szybko kończył rozmowę.
Fedon: Może ma już miłośnika?
Lyzis: Nie, nie zauważyłem, by był z kimś związany.
Fedon: A może ma wielu adoratorów, ubiegających się o jego względy?
Lyzis: To owszem, wielu mężczyzn i młodzieńców interesuje się nim. Lecz on jest raczej obojętny na ich zabiegi.
Fedon: Wybredny jest, jak słyszę, i zimny ten twój bożek miłości. A może po prostu nie czuły na pokusy miłości? Czy spoglądałeś mu w oczy? Wierz mi, że można w nich dostrzec nie tylko tajemnicę cnót chłopca.
Lyzis: O tak, podczas rozmowy wciąż wpatruję się w jego oczy. A ich płomienny blask rozpala we mnie tak wielkie pragnienie i wznieca żar miłości, jakiego dotąd nie znałem!
Fedon: Biedny Lyzisie, widzę, że odnalazłeś swą zagubioną połowę, jak to wyjaśniał Arystofanes na jednej z biesiad u Agatona , połowę pochodzącą od tej samej istoty męskomęskiej, rozciętej u zarania dziejów przez Zeusa. A teraz pragniesz stopić się z umiłowanym, z dwóch stać się na powrót jednym i nie rozłączać się nawet na krótki czas. Jakże ci zazdroszczę twych miłosnych cierpień i kryjących się tuż za nimi rozkoszy.
Lyzis: W tej chwili wydają mi się one bardzo odległe.
Fedon: Nie zniechęcaj się tym, że chłopiec, otoczony ubiegającymi się o jego względy mężczyznami, zachowuje roztropnie pozorną obojętność. Panujące u nas zasady miłosnej gry mówią, że nie powinien zbyt szybko ulec swemu wielbicielowi lub jednemu z ich grona, choć, jak powiada Sokrates, często już pierwsze spotkania chłopca z zabiegającym o jego względy mężczyzną wywołują w nim wielkie poruszenie i falę pragnień, które uskrzydlają jego duszę marzeniem, by miłośnika widzieć, czuć blisko siebie, obejmować i całować. Ja zaś dodam do tego tę naukę, że nic tak nie pobudza do urzeczywistniania marzeń jak prezenty.
Lyzis: Tak też myślałem, lecz nie wiem, jaki prezent byłby najwłaściwszy. Nie chciałbym urazić jego godności.
Fedon: Myślisz, że zakochany młodzieniec może urazić lubego prezentem dawanym mu ze szczerego serca?
Lyzis: Różnie mówią na ten temat.
Fedon: To prawda. Ateńczycy są pod tym względem wyjątkowo przesądni, a może nawet wręcz zakłamani. Większość nie widzi nic złego w obsypywaniu lubego nawet najdroższymi prezentami, lecz gdy chłopiec przyjmuje pieniądze, ryzykuje opinię nierządnika, co jak wiemy grozi przyszłemu obywatelowi dożywotnią niesławą i utrata prawa sprawowania urzędów. Tymczasem, wierz memu doświadczeniu, które przywołałeś na początku naszej rozmowy, to co na ten temat głoszą obywatele ateńscy, nijak ma się do tego, co czynią. Wielu z nich, powszechnie szanowanych i podziwianych za zasługi dla państwa, w młodości przyjmowało pieniądze od miłośników, darząc ich w zamian wdziękami swych ciał. Dziś zaś czynią podobnie z synami innych obywateli, którzy zresztą bardzo chętnie zdobywają w ten sposób środki na zaspokojenie swych potrzeb. Moim zdaniem, rzeczą najważniejszą jest, by podarunek był stosowny do chwili, w której jest wręczany, do upodobań i potrzeb lubego. Na początku znajomości powinny to być wyłącznie drobne prezenty, mające zwrócić uwagę chłopca na zainteresowanego nim mężczyznę, takie jak gałązka kwitnącego krzewu, garść fig lub kawałek pieczonej ryby. Dopiero później, jeśli pomogą one nawiązać nić wzajemnej sympatii, powinny nastąpić podarunki swą wartością skłaniające lubego, by pomyślał o odwzajemnieniu sprawianych mu przyjemności. Jeśli więc chłopiec lubi ćwiczyć się w pisaniu, można ofiarować mu tabliczkę i rylec, jeśli marzy o sukcesach w gimnazjonie, właściwym prezentem będzie dzbanuszek oliwy i skrobaczka. A jeśli pasjonują go gry i zabawy z udziałem zwierząt, można obdarować go kogutem lub zającem. Zachwycony tak miłą niespodzianką, z całą pewnością rzuci się miłośnikowi na szyję i we właściwej chwili pozwoli mu sycić się wdziękami swej młodości.
Lyzis: A jeśli to zawiedzie?
Fedon: Nie sądzę, by młodzieniec tak piękny jak ty mógł się obawiać porażki w miłosnych zabiegach. Lecz jeśli nawet nie udałoby ci się pozyskać podarunkami uczuć kochanego chłopca, albo jeśli wciąż powstrzymywałaby go nieśmiałość lub niezdecydowanie, wówczas warto miłości dopomóc podstępem. Zapewne nie raz widziałeś jak nauczyciel muzyki obejmuje ramieniem swego ucznia, chcąc pokierować jego dłońmi podczas gry na lirze, a przy tym czerpie przyjemność z bliskości młodego ciała i rozbudza w swym uczniu podobne odczucia. Chyba nie muszę ci wyjaśniać dokąd to po takiej lekcji wędrują dłonie mistrza i w jaką grę wtajemniczają chłopca. Również nauczyciel w gimnazjonie w podobny sposób kieruje podczas ćwiczeń ciałami swych uczniów, a nauka zapasów staje się zaczątkiem miłosnych zmagań, toczonych później w miejscu ukrytym przed oczyma ciekawskich. Każdy Ateńczyk wie, że ćwiczący w gimnazjonie chłopcy chętnie odwiedzają, pod pretekstem napicia się wody, jedno z tylnych pomieszczeń, w którym pośród posągów i ołtarzy poświęconych Hermesowi i Heraklesowi piją wszystkimi zmysłami piękno swych ciał. Czasem zdarza się, że i nauczyciel wędruje tam za szczególnie mu miłym uczniem.
Lyzis: Ale ja nie jestem przecież nauczycielem.
Fedon: Nic nie szkodzi. Lecz cóż, skoro brak ci odwagi, by próbować w gimnazjonie, zabierz lubego na spacer za miasto. A gdy znajdziecie się sami w przyjemnym cieniu drzew, włóż w swe usta złotą monetę, połóż swą dłoń na ramieniu chłopca lub chwyć go delikatnie za podbródek i całując wsuń monetę w jego usta. Jestem pewien, że niebawem luby pozwoli ci wkładać między swe piękne wargi nie tylko monety. Niebawem sam zarzuci dłonie na twe ramiona, byś go mógł całować, a wówczas, gdy spleciecie mocno usta i oddechy, pieść jego uda, a gdy poczujesz jak dreszcz rozkoszy przebiega jego ciało, ujmij w dłoń jego męskość i tarmoś ją aż będzie dyszał i pojękiwał. Twój miłosny oręż będzie już, jak mniemam, gotowy do dalszych działań. Toteż podniósłszy tuniki własną i chłopca, delikatnie chwyć go za pośladki i wsuń swą męskość między jego uda, i walcz nią póki nie zaspokoisz swego pożądania. Jestem pewien, że podczas następnych spotkań, w cieniu drzew, w domowym zaciszu lub podczas biesiady w gronie bliskich przyjaciół, będziecie jeden szybciej od drugiego pozbywać się odzieży, by niczym nie skrępowani podążać ścieżkami rozkoszy. Gdy po jakimś czasie poczujesz, że luby należy do ciebie całą duszą, będziesz mógł zawładnąć w pełni jego ciałem. Całując i pieszcząc go, stań lub połóż się za nim i obejmując jedną ręką, skieruj drugą na wędrówkę ku jego pośladkom. Twoje palce odnajdą kryjąca się między nimi głębię i choćby nawet chłopiec drżał z lęku przed nieznanym mu doznaniem, powoli i delikatnie utoruj nimi drogę swej męskości. W chwilach takich jak ta luby bardzo często jęczy, tyleż samo z bólu, co z rozkoszy, aby więc ta druga w końcu przeważyła, napominam cię raz jeszcze, posuwaj się powoli i delikatnie, najlepiej pomagając sobie pocałunkami. Zapewniam cię, nic nie jest w stanie sprawić ci wspanialszych doznań i aby chłopcu było równie przyjemnie, zagłębiając się weń, pieść jednocześnie jego męskość aż osiągnie w twych dłoniach pełnię swej wielkości i całą wspaniałość kształtu. Tak oto, osiągnąwszy najwyższą rozkosz, ty napełnisz go swym nasieniem, a on wypełni swoim twoje dłonie.
Lyzis: Co mówisz, Fedonie! Dawno już chciałem ci przerwać. Przecież w czasie miłosnego zbliżenia chłopiec powinien pozostawać obojętny na to, co dzieje się z jego miłośnikiem. Obyczaj nakazuje, by oddawał się mężczyźnie wyłącznie z podziwu, wdzięczności i przywiązania. Nie wolno mu ulegać namiętności i przeżywać zmysłowej rozkoszy.
Fedon: Oszczędź mi wzniosłych wizji naszych myślicieli, którym wydaje się, że w trosce o moralność mogą poprawiać nawet miłość. Upiększanie rzeczywistości zostaw malarzom waz, na których dbałość o cnotę nie pozwala chłopcom poddawać się pożądaniu. Nie powiesz mi chyba, że na prawdę w to wierzysz? Czyżbyś już zapomniał o tym, jakim sam byłeś w młodości?
Lyzis: Masz rację, Fedonie! Pamiętam, że gdy sam byłem lubym, wystarczyło, że miłośnik dotknął mej męskości, a ona już wznosiła się ku górze wiedziona pragnieniem rozkoszy.
Fedon: Sam widzisz! Nic nie rozpala mężczyzny i chłopca tak silnie jak żar miłości, a powodowani nim miłośnik i luby pozwalają sobie na wszystko w zaspokajaniu miłosnych pragnień, wzajemnie sprawiając sobie zmysłowe przyjemności na wszelkie możliwe sposoby. Wiedziony pożądaniem miłośnik powierza swą męskość ustom lubego, a następnie sam rozpala jego zmysły w ten sam sposób, a później, zagłębiwszy się między jego pośladki w poszukiwaniu jeszcze większej rozkoszy, sam pozwala mu na to, by go posiadł.
Lyzis: Zadziwiasz mnie, Fedonie. Mówi się przecież, że zaspokajanie miłosnych pragnień ustami nie przystoi obywatelowi. A jeszcze większą ujmę przynosi dorosłemu mężczyźnie oddawanie się partnerowi.
Fedon: Tak, tak mówią, że kto biernie zaspokaja żądze innego mężczyzny postępuje jak nierządnik. Wierz mi jednak, że w rzeczywistości czynią tak nie tylko nierządnicy, do których niegdyś należałem, zanim Alkibiades, ulegając prośbom Sokratesa, wykupił mnie z niewoli w burdelu .
Lyzis: Sam już nie wiem, czy powinienem się chlubić, czy też raczej wstydzić, że większość z miłosnych doświadczeń, o których mówisz, pozostaje mi dotąd obca.
Fedon: Cóż, widocznie w młodości miałeś wyłącznie bardzo powściągliwych miłośników, postępujących z chłopcem tak, jak to głoszą zgodnym chórem nasi moraliści. Lecz przecież, jak twierdzi jeden z przyjaciół mego mistrza Sokratesa, Pauzaniasz , miłośnik i luby mogą w służbie prawdziwej miłości wzajem zaspokajać wszelkie swe pragnienia i żadna z cielesnych rozkoszy, jaką jeden obdarza drugiego, nie przynosi im hańby.
Lyzis: To, co mówisz, daje mi wiele do myślenia.
Fedon: Nie wątpię i mam nadzieję, że niebawem pobudzi cię także do miłosnych działań na chwałę Erosa i wszechlubnej Afrodyty. Mówią, że napełniła nas ona duchowym i cielesnym nasieniem miłości do chłopców, byśmy zapładniali pięknem i dobrem dusze mieszkające w pięknych ciałach. Ale o tym porozmawiamy następnym razem. Teraz pozwól, że się pożegnam. Sokrates na mnie czeka.
Lyzis: Ja zaś śpieszę na poszukiwania miłego mi chłopca.

Już wkrótce opublikujemy drugi dialog pt. Obrona Tymarcha.

Powyższy tekst jest historyczno-literackim żartem, pastiszem osnutym na motywach autentycznych wydarzeń z dziejów starożytnej Grecji. Ukazały się w formie broszury pt.: Filerastika czyli trzy zaginione teksty do dziejów antycznego homoerotyzmu, Sochaczew 2004.

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

4 komentarzy do:Filerastika – antyczny homoerotyzm odnaleziony

  • Fedon3

    [Re: Filerastika - antyczny homoerotyzm odnaleziony]

    Czy nie jest czas na wydanie malej antalogii klasyki literatury homoerotycznej w jezyku polskim?

  • Czarek

    [Re: Filerastika - antyczny homoerotyzm odnaleziony]

    bardzo ladne – ale apokryf

  • Joto

    [Re: Filerastika - antyczny homoerotyzm odnaleziony]

    No, niestety apokryf, choc dosyc udany :) moze kiedys sie znajda takie teksty, ktore beda prawdziwie starozytne :)

  • Bawarka

    [apokryf]

    Gałęzie owszem, ale nie przyszła mi na myśl nawet mała garść fig lub kawałek pieczonej ryby. Źwiece – tak, ale skąd dzbanuszek oliwy i skrobaczka. może chodzi o sfinansowanie aborcji – nawet drogi i adrenalinowy podarunek. Ale spieszę obdarować ją kogutem lub zającem.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa