Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem

„Nie istnieje prawo do życia w ukryciu. Jeśli w nim żyjesz, nie jest to wynikiem twojego wyboru. Do kryjówki wtłoczono cię w dzieciństwie i jesteś w niewoli obłudnego, homofobicznego społeczeństwa. Nadszedł czas zaplanować ucieczkę…”

(fragment pochodzi z antologii „Queer in America: Sex, the Media and the Closets of Power” New York, Random House, 1993, tłum. Jerzy Jaworski)

Przez wieki znakomita większość cór Safony i greckich synów zmuszona była w celu uniknięcia represji do heteroseksualnego kamuflażu, maskowania swojej seksualności, odgrywania heteroseksualnych ról. Niewątpliwie od czasów Oskara Wilde preferencje seksualne stały się sprawą publiczną, choć warto pamiętać, że podczas procesu tego słynnego męczennika purytańskiej Anglii prasa karkołomnie eufemizowała szczegóły jego aresztowania. Opięta w gorset wiktoriańskiej moralności prasa wolała prawić o zepsuciu moralnym, demoralizacji i zgorszeniu, niż rzucić na żer opinii publicznej jawnego pedała.

Współcześnie coming out stał się niejako aktem inicjacyjnym wprowadzającym nas w przestrzeń heteroseksualną. Wstępujemy do niej jako odmieńcy z balastem traumatycznych, lub nie, doświadczeń heteroseksualnej korekty. Od skuteczności tego swoistego mechanizmu nawracania na heteroseksualność zależy w jakim stopniu identyfikujemy się z własną orientacją, powiedzmy inaczej: seksualną tożsamością, bądź świadomością. Nasz kultura zakłada, że wszyscy są heteroseksualni, dlatego geje i lesbijki muszą się niejako stworzyć sami, zanegować tę powszechą opinię. Finałem gejowskiej autokreacji jest właśnie ów moment zmazania heteroseksualnego makijażu i pokazania autentycznego oblicza. Zawsze jest to doświaczenie bardzo osobiste. Piszę o nim, ponieważ problem coming out'u jest naszym wspólnym, z którym borykają się niemal wszystkie osoby homoseksualne lub ich przyjaciele oraz by odramatyzować go, pokazać alternatywne sposoby „wyjścia z ukrycia”.

Moment „wyjścia” oznacza zawsze przełom. Przez jedną deklarację wyginają się ludziom wizje przyszłości najbliższych. Poczucie zdezorientowania lub oszukania są bolesnym oskarżeniem adresowanym nie wiadomo do kogo; pytanie „dlaczego?” tłucze się po głowie rodzicom, odbija się echem w rodzinie. Potrzeba znalezienia wytłumaczenia tego stanu rzeczy, towarzyszące temu poczucie winy czy złość z powodu zaprzepaszczonych marzeń o „normalnej” rodzinie, ciągłości tradycji itp., częstokroć psują relacje z najbliższymi. Dramat i jednocześnie ulga – jestem bardziej sobą i nie muszę już lawirować i maskować swej intymności. Drastyczne przypadki wyrzucenia „delikwenta” z domu po ujawnieniu orientacji są marginalne, reagują tak najczęściej osoby o konserwatywnych przekonaniach lub zindoktrynowane religijnie. W naszym społeczeństwie, w którym nie istnieje nowoczesna edukacja seksualna wiedza Polaków o ludzkiej seksualności zredukowana do kilku lekcji biologii, dodatkowo wzmocniona pogadankami nawiedzonych katechetów, nie pozostawia szans gejom i lesbijkom po „wyjściu z ukrycia”, po zrzucenia „przymusowej heteroseksualności”. Nie istnieją, poza warszawskim wyjątkiem, poradnie dla rodziców, którym samotnie przyszło zmierzyć się z tym problemem. Dlatego każdy z nas, chcąc dokonać coming out'u, musi uzbroić się w fachową wiedzę, powinien przewidzieć reakcje i skutki ujawnienia swojej homoseksualności.

Czy robienie z coming out'u spektakularnego wydarzenia w życiu nie szkodzi całej sprawie? Czy nie wyobrażamy sobie na wyrost tego dramatyzmu, doniosłości chwili, nie nękamy się szalonymi wizjami? Czy nie należy załatwić tego mimochodem jako sprawy oczywistej, odramatyzować swoje nastawienie. Może lepiej warto zawczasu prowokować rodziców ( bo o nich cała afera ) do domysłów, sugerować swoją odmienność i w ten sposób przeprowadzić coming out? Takie rozwiązanie, poprzez sukcesywne edukowanie, wymagające delikatności i pewnej przemyślanej taktyki, wybrałem jako najlepszą strategię. Wielokrotnie słyszałem o spartaczonych coming outach: w ferworze kłótni ktoś wykrzyczał „wychowałaś/-eś mnie na pedała”, co brzmiało wyjątkowo okrutnie jak najcięższe oskarżenie, ktoś inny zrzucając poczucie winy z powodu ciągłego kłamstwa umocnił przekonanie o swej reputacji – ukrywałem się, bo jestem pedałem ( wciąż pokutuje w odbiorze społecznym przekonanie, że ciąży na nas wstyd, przebiegły wynalazek chrześcijaństwa ). „Przyznać się” implikuje winę…

W moim przypadku coming out był swego rodzaju świadomą terapią antyhomofobiczną, której pacjenci – rodzice – musieli przechodzić kolejno etapy wtajemniczenia. Z prokuratorskim zacięciem badałem stopień tolerancji moich rodziców prowokując, choćby przy telewizyjnych migawkach w sprawie pierwszego projektu posłanki Sosnowskiej w 2002 roku, dyskusje o związkach partnerskich. Usłyszałem wtedy od matki – „Jestem absolutnie za, ale przeciw adopcji” i tak potencjalna babcia pozbawiła się wnucząt… Kilka adresów pornograficznych stron gejowskich, w wersji soft, umyślnie nie wykasowanych miało nie pozostawić żadnego złudzenia. Niebawem wykorzystałem sposobność i coming out'u dokonałem przez telefon, spokojnie oznajmiając – „Mamo, XY nie jest dla mnie tylko kolegą…”. Nie było spodziewanego szoku, matka rzeczowo zagadnęła o naszą wspólną przyszłość! Z ojcem zawsze miałem doskonałe relacje ( nigdy mnie nie „zdradził”, to raczej ja go zdradzałem… ), więc nigdy ze sobą o tym nie rozmawialiśmy, nie ma takiej potrzeby – akceptuje mnie bez ograniczeń. Od tego czasu dwa tygodnie wakacji spędzamy z moimi Rodzicami nad morzem. Postawiłem raz sprawę jasno, bez niedomówień i uniknąłem tym samym kłopotliwych dywagacji o żonie i dzieciach, o scenariuszach pisanych dla „wszystkich”, bez pytania o rzeczywiste plany każdego z osobna. Spytałem tylko, gdzie podziały się złote obrączki pieczołowicie przechowywane w futeraliku, nie chciała mi powiedzieć, co się z nimi stało…

12 komentarzy do:Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem

  • Uschi

    [Fajnie tak...]

    Zazdroszczę, że przeszło tak łatwo – ale i zazdroszczę konsekwencji w działaniu. Mądrze to zrobiłeś :) . Gratulacje.

  • Gayart

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Życzę, żeby w odpowiednim momencie obrączki odnalazły się :) )
    … też bym tak chciał.

  • cecylia

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Niesamowicie dobrze napisany tekst – gratuluję!

  • S

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    „Opięta w gorset wiktoriańskiej moralności prasa wolała prawić o zepsuciu moralnym, demoralizacji i zgorszeniu, niż rzucić na żer opinii publicznej jawnego pedała.”
    bardzo ładne zdanie…

  • michał

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Źwietny artykuł. Ja tylko chciałbym, by outowanie przebiegło choć w podobny sposób. Przyznam, że ten artykuł dodał mi troche otuchy i przede wszystkim odwagi

  • mloda

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    super:)wole swoim tego nie mowiec.moze by to spokojnie przyjeli ale czasem mi sie wydaje ze tego nie zrozumieja.zwlaszcza ze jestem jedynaczka i pewnei bardzo by chcieli miec wnuki itp.

    pozdro

  • Denton

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Miło ze chociaz komus poszlo to latwo …ja ostatnio uslyszalem od swojej matki ze ona odbierze sobie zycie jesli ja bede gayem…i co ja mam tera zrobic sam sobie odebrac zycie ??!?!?bo ten kraj jest porabany a ludzie w nim jeszcze bardziej?!?!?!…eh…ponioslo mnie pozdrawiam wszystkich…swietny artykol…

  • sebastian

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    a co jeśli rodzice w ogóle nie mowią o tym. nawet przy tv nie odzywają się słowem jak idzie jakiś program o homo :( czuję że na razie bede w ukryciu puki sam sie nie usamodzielnie :( czemu musi tak być ;(

  • Kuba

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Warto było przeczytać. Nie ze względu na wskazówki, bo to żadne rozwiązanie, to opis jednorazowej sytuacji, a nie recepta na comming out. Ale ten język, poprostu epicka poezja, dla mnie bomba, jeżeli mówisz, jak piszesz, to mógłbym cię słuchać godzinami. Dziękuję.

  • KMalewicki

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Mój Ty rasowy krasomówco!

  • janek

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Źwietny tekst… Rzeczywiście ciężka sprawa z tym wyjściem… Ja zacząłem od przyjaciół… Przeszło łatwo. Czasem tylko ktoś zapytał czy se jaja robię… Ciężki orzech to była ukochana siostra, jak przyjaciel, znamy się super… Pewnej nocki siedzieliśmy sobie przy herbatce IrishCream i gadaliśmy o planach na przyszłość… wtedy jej powiedziałem i wielkie było moje zdziwienie jak ona powiedziała „Nareszcie…”. Wtedy się oboje popłakaliśmy… Moja sistra wiedziała od 3 lat i tylko czekała kiedy sam jej to powiem… i sie doczekała… Teraz ja czekam… na miłość…

  • asia

    [Re: Dezerter z heteroseksualnej utopii. Rzecz o coming oucie z happy endem]

    Zazdroszczę Wam, którzy się już ujawniliście… Ja ciągle zwlekam, czekam na „dobry moment”… Nie potrafię sobie wyobrazić, co będzie, gdy powiem rodzicom o swojej tożsamości seksualnej. Boję się, że zupełnie stracę z nimi kontakt. A życie w ukryciu coraz bardziej mnie dołuje, zniewala…

    Dziękuję za tekst, mimo wszystko trochę podniósł mnie na duchu :)




Skomentuj: cecylia Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa