Ton nieco romansowy

Za parę godzin minie 28 lat odkąd jestem gejem. I było to prawie dwadzieścia osiem lat chowania tajemnicy przed najbliższą rodziną. Z czasem zaczynałem kojarzyć pewne fakty swojego życia. Wyobraźcie sobie, że mając 5-6 lat miewałem piękne sny, w których jakiś ciepły i pogodny chłopak trzymał mnie na rękach. Do dziś pamiętam uczucie, jakie tym snom towarzyszyło. Wtedy tego nie rozumiałem. Cieszyłem się nimi i lubiłem je wspominać. Dziś wiem dlaczego i chyba nie muszę tego Wam tłumaczyć.

To, że jestem gejem uświadomiłem sobie mając piętnaście lat. I wtedy zaczął się mój stres. Dość łatwo zaakceptowałem siebie i właściwie nie miałem z tym problemu. Po prostu taki byłem i jestem. Oglądałem się za chłopakami. W ukryciu kupowałem gejowskie pisemka. Ale musiałem udawać kogoś, kim nie byłem. Dziś żałuję, że nie powiedziałem o wszystkim rodzicom wtedy, kiedy to sobie uświadomiłem. Ale w Tamtych Czasach było jeszcze gorsze podejście społeczeństwa do tego tematu jak dziś. Bałem się, nie byłem gotowy, w sumie ukrywanie w niczym nie przeszkadzało na co dzień. Jednak dorastałem. Zaczęły pojawiać się chucie, zaczęły padać pytania o dziewczyny… Próbowałem poszukać sobie dziewczyny. Poznałem Magdę. Spotykaliśmy się. Jednak nie potrafiłem nic więcej poza spotkania. Niedługo potem Magda zmarła. Problem niejako się rozwiązał. Od tamtej pory zacząłem poznawać chłopaków, innych gejów. I wtedy zacząłem kłamać. Że dzwonił kolega z klasy, że pojechałem do kolegi ze szkoły itd. Dziś chyba jestem mistrzem kłamstw. Wiem, nie ma się czym chwalić!

Po maturze wyjechałem na studia. Zamieszkałem w wielkim mieście, poczułem się wolny i niekontrolowany. Poszedłem do gejowskiego klubu. Strasznie się bałem. Wypiłem szybko drinka, popatrzyłem trochę na tańczących i uciekłem stamtąd. Na początku drugiego semestru poznałem swojego pierwszego chłopaka. Spotykaliśmy się regularnie. Po paru miesiącach przeżyłem z nim swój Pierwszy Raz. Będąc daleko od domu nie musiałem nikomu mówić, co i z kim robię. Problem Odkrycia znów się odsunął. Na wakacjach moja rodzina poznała tego chłopaka. Był to oczywiście Kolega-ze-studiów. Kiedy go poznali, trochę mi ulżyło. Nie musiałem ukrywać, że z nim przebywam. Znali go i lubili. A. był starszy ode mnie. Szybciej ode mnie skończył studia i się usamodzielnił. Wtedy to poczułem niesamowite bezpieczeństwo. Wiedziałem, że gdyby co, jest on i będę miał w nim zupełne oparcie.

To był wiosenny dzień. Musiałem mieć wolne od zajęć, bo siedziałem w laboratorium komputerowym i buszowałem w sieci. Rozmawiałem z kuzynką przez GG. Była świeżo po ślubie i z głupia frant spytałem, kiedy będę w końcu wujkiem? Na to ona odpowiedziała analogicznym pytaniem… Zapadła chwila ciszy. Odpisałem: Nigdy! Jak to??? Po prostu, geje zwykle nie mają dzieci! Ubyło ze mnie wtedy parę kilogramów. Jej reakcja z totalnego zaskoczenia przechodziła w zupełną akceptację i zrozumienie. Zaczęły się pytania o A., o rodziców, czy wiedzą itp. Parę dni po tym, napisał do mnie kuzyn. Napisał, że kuzynka mu wszystko powiedziała i że nic to między nami nie zmienia. I nie zmieniło do dziś.
Minęło dwa lata. A. nie był już moim chłopakiem. Zakochałem się jak szczeniak w małolacie. To stało się po moim powrocie ze studiów. Znów byłem w domu, przy rodzicach i znów musiałem kłamać. Z D. zupełnie się nie udało. Musiałem wszystko trzymać w tajemnicy. Musiałem w ukryciu płakać i uśmiechać się na użytek mojej rodziny…

Wszystko było we mnie i nie mogłem tego wyrzucić. Napisałem list do drugiej kuzynki. „Już dawno powinienem to był powiedzieć, jestem gejem!”. Bardzo szybko nadeszła odpowiedź: Czekałam, kiedy to wreszcie powiesz, chyba zawsze to wiedziałam, chyba bym się zdziwiła, gdybyś miał dziewczynę!”. Ulżyło mi. Od tamtej pory wiedziałem, że są osoby bliskie, którym mogę zaufać we wszystkich swoich problemach. Poczułem ulgę. Życie nabrało barw. Od tamtej pory kuzynki zaczęły nalegać, żeby wyjaśnić wszystko rodzicom. Że raz kozie śmierć, że w końcu muszą się dowiedzieć. Bałem się bardzo. Zupełnie nie wiedziałem jak to zrobić. Mam niestety dość słaby kontakt z rodzicami. Nasza rodzina jest sucha. Nie mówi się o swoich problemach, w ogóle mało mówi. Często brak jest zrozumienia i porozumienia. Bałem się, że przeze mnie wszystko się rozleci, bo i tak więzy nie są najmocniejsze. Do tego odzywało się moje fobiczne absurdalne poczucie winy. Takie zawieszenie i roztrząsanie trwało prawie rok.

Piątego października dwa tysiące czwartego roku moje życie diametralnie się zmieniło. Poznałem swoje Szczęście. Znów zacząłem kłamać. Zaraz potem Wydarzyło się Coś. Był to dla mnie ogromny cios. Wtedy powiesiłem Jego zdjęcie nad swoim biurkiem. W ciągu paru dni moje życie musiało się zmienić w dość kardynalnych filarach. Potrzebowałem pomocy i rady. Poszedłem do swojej ciotki. Po drodze kupiłem wódkę. Wypiliśmy po jednym i powiedziałem jej o wszystkim. Tak jak kuzynka wszystkiego się domyśliła i brakowało jej tylko kropki nad i. Postawiłem tą kropkę. Usłyszałem od niej najważniejsze słowa: „Kocham Cię jak własnego syna, wiesz o tym, i to nigdy się nie zmieni!”. Od tamtej pory mówimy sobie o wszystkim. Ja opowiadam o swoim Szczęściu, ona o swoim. Ciotka również pomogła mi przemóc się w stosunku do rodziców.

Parę dni po tym, gdy wydarzyło się Coś, stało się coś gorszego. Szczęście musiało wyjechać, a ja byłem zrozpaczony i przekonany, że to koniec. Płakałem, podarłem zdjęcie… Poraz pierwszy niczego nie ukrywałem. Mama to zauważyła. Nic mi jednak nie powiedziała. Poszła do ciotki… Początek ich rozmowy wyglądał tak: „Marek jest zakochany, prawda? Tak! Ale to nie jest dziewczyna? „. Polały się wtedy łzy, pojawiły się wyrzuty, groźby. Jestem ogromnie wdzięczny ciotce, że wzięła to wszystko na swój karb. Ale to wszystko miało dla mnie niesamowity koniec. Stosunek mojej matki do mnie zupełnie się nie zmienił. Zachowywała się tak jak dotychczas. I wydaje mi się, że nawet w tych trudnych chwilach pomagała mi drobnymi rzeczami. Wytworzyła się ciekawa sytuacja. Mama nic nie powiedziała mi o swojej rozmowie z ciotka. Ja matce też niczego bezpośrednio nie powiedziałem. Ale od ciotki wiedziałem o ich rozmowie. Tak więc mama wszystko wiedziała, a ja wiedziałem, że wie.

Nadszedł też ten moment, że Szczęście miało wrócić. Nigdy zawczasu nie znamy, co za chwilę przyniesie nam los. Znów w ciągu kilku dni musiało zmienić się moje życie. Do powrotu został tydzień. Tylko tydzień. Wyjeżdżałem w delegację. Dzień wcześniej wydrukowałem kilka artykułów o gejach, homoseksualizmie, comming-outach. Wychodząc z domu wręczyłem je mamie: „Tu są artykuły, o mnie, o nas. Poczytaj sobie.” Wyjechałem na kilka dni. Wracałem z sercem na ramieniu. Przywitanie było, jakby nic się nie stało. Żadne z nas nie podjęło tematu. Minęły trzy dni. Dopiero wtedy, kiedy łupaliśmy oboje orzechy, mama zaczęła: „Chcę porozmawiać o tych artykułach!” Rozmowa potoczyła się bez żalów, wyrzutów, płaczu. Wszystko się dla niej wyjaśniło. Mnie niesamowicie ulżyło. Widziałem i wiedziałem, że jest jej ogromnie trudno z tym się pogodzić i oswoić. „Jesteś moim synem” – wtórowała za ciotką – „Tylko proszę cię, uważaj!”. Niedługo potem spłynął na nią kolejny cios. Zamieszkało u nas na jakiś czas moje Szczęście. Nie zdążyła oswoić się ze mną, kiedy musiała Jemu spojrzeć w oczy. Pierwszy ich kontakt był straszny. Ale jej miłość musi być wielka. Niedawno powiedziała mi, że ma teraz przecież dwóch synów… Kocham ją! Kocham moje Szczęście! To przez Niego i dla Niego wreszcie uprzątnąłem i naprawiłem swoje życie. Nie muszę już kłamać, nie musze ukrywać Jego i swoich chęci. Mogę normalnie żyć.

Wiem, nie wspomniałem tu żadnym słowem o ojcu. Nie wiem, czy się domyśla, nie wiem, czy wie, kto to jest W. Nie wiem, czy kiedyś zdobędę się, żeby mu to powiedzieć. Na razie postanowiłem nie mówić nic. Tak będzie lepiej.

Autorzy:

zdjęcie Marek

Marek

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 11; nazwa: Marek

13 komentarzy do:Ton nieco romansowy

  • Cinnamic_girl

    [Re: Ton nieco romansowy]

    Hmm… ja jeszcze nie odważyłam się powiedzieć tego rodzicom.. cały czas boję się ich reakcji.. tzn. reakcji mamy, bo tak samo jak Ty nie mam najlepszego kontaktu z ojcem i wydaje mi się, że on nigdy się nie dowie.. nie wiem nawet po co miałabym mu o tym mówić.. Mimo, że wiele moich znajomych wie o mojej orientacji i że przyjęli to całkiem spokojnie.. to wciąż mnie to przeraża.. Chyba sama jeszcze się z tym nie oswoiłam do końca.. tym trudniej jest mi, że jeszcze nie spotkałam swego Szczęścia… ale staram się na to patrzeć optymistycznie… jakoś się ułoży.

  • arkh

    [Re: Ton nieco romansowy]

    zazdroszczę, że poszło tak łatwo.

  • fanwin

    [Re: Ton nieco romansowy]

    Znam to wszystko, oj znam. I gratuluję takiego rozwiązania. Mnie rodzice nie chcą znać. [Vide komentarz do artykułu: http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=432

  • js1809

    [Re: Ton nieco romansowy]

    hehe a ja jestem ową kuzynką o ile się domyslam chronologii wydarzeń.;-) i wszystko się zgadza z tym ,że jedna uwaga do arkh:
    nie poszło wcale tak łatwo.ja mysle ze Marek i sobie i swojej Mamie odjął pare lat życia przez cały ten stres..
    i wcale nie poszlo tak łatwo..

  • creeperli

    [Re: Ton nieco romansowy]

    no fajnie jak sie komus udaje….
    ale (nie zeby byc masochistom)ale moze by tak tez wyciagnac na swiatlo dzienne te smutne historie-bo w koncu nie wszystko sie happy konczy???

    a ostatnio widze jakby maly odcien propagandy…ze comming out ,jest ciezkim przezycie ze czasami osiwiec mozna i kilogramy stracic(wiem bo tez to przezylem) ale jednak nie mozna ukazywac tylko jednej storny medalu-tej pozytywnej-bo ktos czytajac takie artykuly moze skusic sie na takie wyznanie i ……..poczuc smak homofobii- a szczegolnie jesli rodzina nam serwuje takie danie niesmaczne (najblizsi)

  • to ja

    [Re: Ton nieco romansowy]

    @js1809: no tak, ale malo ktora matka jest w stanie po fakcie stwierdzic „teraz mam dwoch synow”. wiesz, to jednak jest niejako wpisane w swiadomosc ze kiedy facet znajduje sobie zone to ona wchodzi to rodziny, mowi do tesciow mamo tato i w ogole. W momencie kiedy osoba homoseksualna znajduje sobie partnera, jej rodzina czesto stara sie jak najbardziej tego partnera wyobcowac niestety. dlatego gratuluje i zycze szczescia :)

  • Adek

    [Re: Ton nieco romansowy]

    ładnie napisane podobało mi się optymizm bje po twarzy poprzez szaruge dnia ja narzaie nie mam odwagi żeby to wyjawić rodzicą ale moja matka chyba coś podejrzewa pytała się o zięcia:) moje otoczenie rówieśnikow wie nic poza tym że jeszcze bardziej jesteśmy sobie bliscy się nie zmieniło ale padały pytania jak to robimy;)ta ciekawość pozdrawiam wszystkich tyhc którzy mają więcje odwagi ode mnie pa

  • Passavent

    [Re: Ton nieco romansowy]

    Bardzo dobry artykuł. Również pamiętam te dni kiedy po kolei, w wielkiej konspiracji, wyjawiałem członkom rodziny prawdę o sobie. Trwało to chyba 3 lata. Najpierw mamie, następnie rodzeństwu… Z początku okazywali zmieszanie, jednakże nigdy wtedy ani później nie usłyszałem od nich przykrych słów na temat mojej orientacji. Najbardziej obawiałem się reakcji taty, niesłusznie. Kiedy wreszcie jąkając się wypowiedziałem przed nim to niesłychanie trudne zdanie uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i powiedział, że się wszystkiego domyślał i że nie jest to dla niego problem. Chyba trafiło mi się duże szczęście, mieć taką rodzinę. Pzdr

  • raczej ja

    [nieco mniej romansowo]

    chce Wam zwrocic uwage na jedna rzecz – nigdy nie wiadomo, co sie stanie. od dluzszego czasu planowalem porozmawiac z Mama, wierzac, ze wszystko zrozumie. czekalem tylko na jakas odpowiednia chwile w moim zyciu. nie doczekalem sie. rak mozgu. Mama wegetuje, a nie zyje, a i to nie wiadomo, jak dlugo. prawie nic do Niej nie dociera.

    mam nadzieje, ze pomyslicie o tym banalnym memento mori. zaluje, ze wlasna Matka nie pozna juz prawdy o mnie. uwazaj, bo moze dla Ciebie, nie daj Boze, tez bedzie o jeden dzien wahania za duzo… pozdrawiam.

  • Łukasz

    [Re: Ton nieco romansowy]

    TAK – taka rozmowa z rodzicami jest bardzo ważna – mnie pomogła, chociaż teraz wiem że im też jest ciężej to żyjemy w prawdzie. Ale mój problem jest nieco inny. Pożądam facetów ale kocham kobiety. Chcę założyć rodzinę i wierzę że miłość przezwycięży wszystko – już zwycięża.

  • Łukasz

    [Re: Ton nieco romansowy]

    Czasami my tego nie wiemy, ale druga osoba wie co chcemy jej powiedzieć. Chodzi mi o to żeby się nie bać comming-outu, bo rodzice, rodzina, rodzeństwo, wie jak się zachowujemy jakimi ludźmi jesteśmy i często póxniej dowiadujemy się że dla nich – to żadne zaskoczenie. Oni to już wcześniej wiedzą – a tak na prawdę to MY się przyznajemy przed samym sobą.

  • :-f

    [Re: Ton nieco romansowy]

    A moja Mama wie, ze mam dziewczynę:) Spotkam się z Nią niedługo, bo na razie to niemozliwe…Mama się ze mną założyła ze za pare lat bede mieć faceta i bede sie z tego smiać…ale moj ojciec z kolei nic nie wie…i lepiej zeby sie nie dowiedzial…Moi rodzice to jak niebo i pieklo..moze pewnego dnia…
    (mam nadzieje ze moja siostra dam im wnuki
    ;)

  • lothriel

    [Re: Ton nieco romansowy]

    Podrawiam odważnych…..oby moja mama kiedyś powiedziała, że TERAZ ma dwóch synów….wtedy poczuł bym naprawdę wiatr w skrzydłahc ;-)
    trzymajcie się!!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa