Skupmy się na sobie?

Po śmierci papieża umieściliśmy na naszych stronach teksty okolicznościowe, co wzbudziło wśród niektórych naszych użytkowników sensację: jak to – TU?! I lawinę krytycznych komentarzy. Jednym się to podobało, inni rzucali gromami. Po publikacji artykułów krytycznych wobec Kościoła zebraliśmy niemałe cięgi od wierzących homików. Dlaczego teksty oraz opinie pro i kontra sąsiadują obok siebie? Bowiem nasz portal jest otwartym forum, na którym prezentowane są różnorodne idee, opinie i poglądy i nikomu – sobie przede wszystkim – nie przyznajemy statusu osoby najmądrzejszej i wszystkowiedzącej.

Otrzymaliśmy interesujący list od Szarej w sprawie artykułów „kościelnych” – postanowiliśmy go opublikować. Ciekawi jesteśmy Waszych opinii.

Witajcie

Mało się znam na polityce – czy to świeckiej, czy kościelnej – mało mnie też ona jak dotąd obchodziła. Czytając jednak komentarze pod artykułami, spory i (chyba nieco) ideologiczne dysputy dochodzę do wniosku, że – mimo mojej ignorancji na tym polu – czas się odezwać.

Bezsprzecznie jestem kobietą i to wyzutą z zacięcia do władania światem, choć zbawiać – i to odruchowo – uwielbiam. Idąc za tą myślą wpadłam na pomysł, że nowy papież jeszcze dobrze nie rozsiadł się na swoim tronie, a już nas dość skutecznie skłócił. Wniosek z tego prosty, że tak naprawdę stary Niemiec nie musi już nic więcej robić, ogłaszać, czy nawet nakazywać. Najwyższy rangą katolik nie jest bowiem w stanie zrobić nam już nic gorszego niż sami sobie robimy. W sumie przecież nie on póki co skacze nam do gardeł, jeszcze się nie zdążył nawet odezwać – konkretnie na temat homoseksualizmu – więc macie/mamy tylko gdybania do dyspozycji.

Strach ma wielkie oczy, zabija umysł – jak kiedyś napisał Frank Herbert. Zamiast więc tworzyć kolejne mroczne scenariusze i to tylko po to, żeby móc się o nie kłócić, może wrócimy do „pracy u podstaw”. Rzeczywiście niech polityką i pro, czy antyklerykalizmem zajmą się inni? Może wzorem uosobienia rozsądku poczekajmy na rozwój wypadków. Zaniechajmy niesnasek. Środowisko już i tak jest wystarczająco skłócone i niespójne, nie pogłębiajmy tego stanu projekcjami własnych lęków.

Osobiście proponowałabym odłożyć na bok temat kościelny – na jakiś czas. Skupmy się na sobie odpuszczając tym samym katolikom. Każde słowo napisane i zamieszczone na portalu tyczące polityki kościelnej może zostać w każdej chwili wykorzystane przeciwko nam. Nietolerancyjna Polska nie zawaha się użyć naszych wewnętrznych nieporozumień w swoich ew. akcjach, czy niemal świętej wojnie ze „zboczeńcami”. To nierozsądne tak jawnie pokazywać światu swoje słabe strony. A nasze wewnętrzne swary są właśnie jedną z takich słabych stron.

Kiedy ludzi kupa i Herkules dupa – pamiętacie jeszcze to durnowate powiedzonko? Ale jest w nim przecież stara dobra prawda. Jeżeli w naszym „dziele” chcemy naprawdę ludziom (i sobie samym) pomóc, musimy być zjednoczeni. Nie musimy się nawzajem lubić, nie musimy też się ze sobą zgadzać, ale powinniśmy współpracować jak osoby cywilizowane (w pewnym sensie przynajmniej). Coraz częściej żądamy tolerancji, kiedy wobec siebie nawzajem miewamy z nią kłopoty.

Kto sieje wiatry, zbiera burze – kolejne powiedzonko niebezpiecznie bliskie prawdy. Jeśli nowa-stara polityka kościoła zacznie jeszcze silniej w nas uderzać, skłóceni i pozbawieni pewności siebie bezsensownie zareagujemy emocjami, zamiast rozsądkiem i wewnętrzną siłą. Znowu się zacznie licytowanie kto jest gorszy, a kto lepszy, kto psuje wizerunek idealnego geja, czy lesbijki, a kto daje dobry przykład (jakby coś takiego w ogóle mogło w czystej formie istnieć).

Warto oczywiście pamiętać, że większość społeczeństwa w naszym kraju to katolicy, a co za tym idzie, większość z nas to katolicy. Nawet jeśli z wielu przyczyn szereg z nas odeszła od kościoła – zagniewana i rozżalona – to i tak gdzieś głęboko w mózgach, we krwi i podświadomości nosimy w sobie nawyki dawnego myślenia o grzechu, piekle i potępieniu. Walcząc z kościołem – choćby tylko słowem bazgranym na papierze – zdaje się niektórym z nas, że zwalczą w sobie poczucie winy za inność. Dlatego doradzałabym na jakiś czas skupić się bardziej na sobie, a mniej na cudzych poglądach i decyzjach papieskich, których jeszcze nie podjął. Wróćmy do pracy nad prawdziwym lubieniem siebie (żeby uniknąć słowa zaakceptowaniem), zamiast kierować tę energię nie tam gdzie jej miejsce, czyli na zewnątrz.

Nie próbuję nawet przeczyć, że najprawdopodobniej będzie ciężko. Kościół w obecnej swojej formie łatwo nam nie odpuści. Nie oznacza to jednak, że musimy pogłębiać własną paranoję w kółko pisząc o tym – szczególnie na portali, gdzie wchodzą bardzo różni ludzie. Pokażmy światu własny spokój, czy też spokojną pewność, że żyjemy naprawdę w zgodzie z sobą – czy jak kto woli – Bogiem.

Wet za wet to nienajlepszy sposób na szczęśliwe i spokojne życie. Skoro kościół nam się nadokuczał – i nadal to robi – nie musimy mu wcale odpłacać tym samym. Można jak Ghandi usiąść na środku drogi i po prostu się nie dać ruszyć. Zaniechajmy polemik, piszmy o tym jak dobrze nam jest mimo wszystko. Przecież głównie za to nas tak „nieszczęśliwi, dźwigający przez całe życie krzyż” katolicy nienawidzą. W pojęciu wielu rozmodlonych wszechpolan jesteśmy zgnilizną, bo żyjemy w grzechu i dobrze nam z tym. Mamy swoje instynkty, których nie chcemy zakłamywać. Wiedze się nam w większości całkiem dobrze i to bez spowiedzi dwa razy do roku. Bóg, również ten katolicki – zgodnie z wykładnią kościoła – który jest miłością kocha nas nadal, czego wielu nie może znieść mściwie stawiając nas na tej samej półce z dewiantami. I tak dalej, i tym podobne. Wszyscy wiemy – jak przypuszczam – o co chodzi, więc nie ma sensu dalej ciągnąć tego wątku.

Ale jeśli jesteśmy zwalczani – co tu dużo mówić – przez katolików jako personifikacja ich domniemanych grzechów, to wcale nie znaczy, że my musimy łapać za ten sam miecz ognisty i obracać go przeciw nim jakby byli personifikacją naszego strachu przed potępieniem. Rozdzielmy politykę i wielkie słowa dotyczące działania na rzecz tolerancji dla osób homoseksualnych. Mam wrażenie, że za kurtyną sloganów kryją się głównie nasze co najmniej atawistyczne lęki. Zupełnie jakbyśmy stawali u progu epoki palenia na stosach za czyny lubieżne i sodomię.

Proszę państwa, mamy dwudziesty pierwszy wiek. Owszem, kościół bierze udział w polityce świata i nadal ma wpływ na umysły wielu bogobojnych, ale chciałam nieśmiało zwrócić uwagę, że stary papież tak dobrze sobie radził z „ustawianiem” naszych rodaków, bo był Polakiem. Skąd przypuszczenie, że nowego również tak grzecznie będą słuchać, kiedy w polskiej naturze nie leży posłuszeństwo?

A nawet jeśli będą, to czy namiestnik kościoła pozbawiony takiego autorytetu jak jego poprzedni – już właściwie obwołany świętym – będzie nadal w stanie wymuszać jakiekolwiek decyzje na arenie politycznej całego świata? Śmiem twierdzić, że niekoniecznie. Dlatego moja propozycja wygląda następująco: poczekajmy!.

Jestem za odpuszczeniem sobie na Homikach tekstów dotyczących polityki kościoła – bez względu na to czy byłyby pro, czy antyklerykalne. Sprawę sumienia zostawmy do rozwagi każdemu z osobna, „czyniąc” tolerancję a nie tylko postulując o nią. Reszta czy tego chcemy czy nie i tak zrobi się sama. Cokolwiek powie lub napisze, czy nawet wymusi na wielkim świecie nowy papież i tak odbędzie się poza nami, więc po co się kłócić?

„Nie lękajcie się” – że tak nieco szyderczo sparafrazuję bardzo modny ostatnio cytat. Panowie i Panie – będzie dobrze jeśli w to uwierzymy i będziemy żyć w zgodzie ze sobą. To tylko tak gwoli przypomnienia.

Szara

12 komentarzy do:Skupmy się na sobie?

  • M

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Zgadzam sie z Szarą. Nic dodać, nic ująć. Już dostajemy po dupie, śmiem twierdzić, że z każdej (dosłownie) strony. Nie będzie wesoło, poczekajmy na osłabienie kultu i narodziny nowej lewicy. Trudno się tym nie przejąć.

    Co nie zmienia faktu, że niektórzy moi znajomi z branży, widząc, że nie dotknęła mnie narodowa histeria, marsze i show w TV i łańcuszki szczęścia itp. (przy czym nie krytykowałem ich, ani papieża), pokazali mi środkowy palec.

  • Faeton

    [Hmm, a kto sie skupia na kościele?]

    Mitologizowanie niesamowicie silnej pozycji kościoła w Polsce czy w Europie troche mnie smieszy. Dlaczego? To proste. Na Zachodzie kosciol juz praktycznie umarl, ludzie maja wlasny rozum i nie musza byc prowadzeniu na postronku ksiezy, biskupow, kardynalow i calej te purpurowej reprezentacji Watykanu. Wiara jest prywatna sprawa kazdego czlowieka, a „duszpasterze” nie sa w stanie zaakceprowac faktu, ze ich posrednictwo jest coraz mniej potrzebne. Kazdy, jezeli wierzy, moze siegnac po ten swiety tekst czy inny i interpretowac go samodzielnie, bez jedynej i niepodwazalnej wykladni Swietego Kosciola Rzymskiego. Co wiecej rozwoj cywilizacyjno-spoleczny stoi w sprzecznosci z reakcyjna „nauka” kosciola, ktory nie chce nawiazac kontaktu z rzeczywistoscia i tak pozostanie mu tylko najwierniejsza grupka dogmatycznych wyznawcow, bo calej reszczcie nie jest on juz potrzebny.

    Ilu z Waszych znajomych chodzi do kosciola, albo przywiazuje wage do jego wytycznych w kwestiach zwiazanych z seksualnoscia, wychowaniem itd.? Pytanie jest skierowane szczegolnie do ludzi mlodych, gdyz to od nich zalezy przyszlosci kosciola. W moim przypadku odpowiedz brzmi: 1. Jedna osoba z kregu przyjaciol chodzi regularnie do kosciola, ale juz nie przywiazuje wagi chocby do katolickiego zakazu stosowania antykoncepcji…. Wiec o co tyle tego szumu?

  • Ankh

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Przede wszystkim droga Szara- mylisz sie w sprawie stosunku Benedykta XVI do homoseksualizmu. On juz dawno wypowiedzial sie jako kardynal, ze homoseksualizm jest zlem moralnym. Nie bede tego komentowal pozostawiam jedynie do przemyslenia.

    Poza tym… Przez kosciol stracilem wspanialego chlopaka (nie bede upublicznial szczegolow) i dopoki nie zablysnie nadzieja na rozsadek wsrod koscielnych hierarchow, bede wymachiwal „mieczem ognistym”. Nie przeciwko gejom-katolikom, ale przeciwko glupocie i ograniczeniu. Przeciwko narzucaniu „jedynie slusznego swiatopogladu”.

  • Ankh

    [i jeszcze...]

    Dlaczego czekac na narodziny lewicy akurat? Prawica tez moglaby byc tolerancyjna gdyby chciala. Wiec powiem tak- czekajmy na narodziny nowej polityki.

  • P M-d

    [Zastrzeżenie]

    Ta wypowiedź jest nierzetelna i obnaża jak „niektórzy” słuchają hierarchów kościoła, nie słysząc tego, co głoszą.
    Pancernik z Watykanu znany jest, i był, z wojującej homofobii.

  • jork

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Skupmy się na sobie, ale nie bądźmy egoistami, to bym jeszcze dodał.

    1. Zyjemy tu i teraz – Polska: czyli my wszyscy jesteśmy zdeterminowani naszymi romantycznymi podrywami, do których dochodzi, gdy wymaga tego sytuacja. Potrafimi walczyć wręcz na śmierć i życie, z obcym okupantem i z sobą.

    2. Polska – Europa – nie ma odwrotu od tej tendencji, którą wybraliśmy. Oznacza ona, że przyjmujemy zakreślone modele życia społeczno-polityczno-gospodarczego, które zostały wypracowane przez zachodnie kultury. I nie nastąpiło to za przyczyną rzadnego zrywu, a poprzez długotrwały dyskurs, w którym uczestnikami przez długie lata były różnego rodzaju podmioty społeczne.

    WNIOSEK: Każda grupa społeczna, a w demokracji jest ich szereg, powinna mieć zagwarantowane poczucie przynależności to społeczeństwa – społeczeństwa polskiego.
    Standarty, nie te wykraczające ponad średnią europejską (np. Szwecja), lecz te właśnie uśrednione, musimy sami wypracować, poprzez żmudny dialog.

    CHCĄC BYĆ PODMIOTEM TOLEROWANYM, TOLERUJMY NIE TYLKO SIEBIE

  • Viva Espania!!!

    [Viva Espania!!!]

    W dniu dzisiejszym krzyczmy: VIVA ESPANIA!!! :) ))
    http://fakty.interia.pl/news?inf=614987

  • magdalenka

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    I znowu się wzruszyłam Hiszpanią. Naprawdę.

    A co do listu Szarej…hm….nie wiem czy akurat Homiki są najtrafniejszym adresatem :) , tu bylo raczej spokojnie. Mam nadzieje, że list zostal wysłany też na bardziej agresywne portale :) .
    I mala uwaga, w calym liście autorka krytykując sama też ustosunkowuje się do poruszanych kwestii i krytykuje działanie Kościoła….zatem troszke to niekonsekwentne.
    Ale zgadzam się generalnie z ideą dyplomacji i kultury, choć bez ostentacyjnego unikania polemiki tam gdzie ewidentnie potrzebna jest reakcja.

  • ekto

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Teksty religijne ? Kościelne te pro jak i anty, Ich miejsce jest – moim zdaniem- również tu, ma ich nie być bo to portal o takiej tematyce? Przecież każdy z Nas ma jakiś stosunek do kościoła i wiary (własnej bądź cudzej) i fakt iż łączy nas orientacja wcale nie oznacza ze w tej kwestii [Kościół/ religia ] musimy być zgodni. Gdzieś opinie musimy wymieniać, niektóre można było stonować, poprowadzić ścieżką dyplomacji . Jednak nie zgadzam się z Szarą iż w tej kwestii musimy prezentować jedno stanowisko – wybacz Szara – jestem protestantem i ciężko będzie Ci reprezentować wspólne ze mną stanowisko na temat religii i kościoła a tym bardziej jego roli w moim życiu . Dlatego proponuje zostawić tematy kościoła i religii w Homiki.pl a ocenę ich wartości zostawić czytelnikowi .

  • wmraf

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Szczerze popieram!

    A teraz cytacik:
    „Koniec wiecowania – bierzemy się do pracy!”

  • Grzechu

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Lewica nas nie zbawi, miala szanse przez kilka dziesiatkow lat i co nam dala? Akcje Hiacynt i SB-ckie teczki obyczajowe, ktorymi obracala, zeby szantazem wymusic co jej sie podobalo. Naprawde wierzycie, ze te ich obietnice znajda pokrycie? Nowa lewica zaczepi sie na starej (kontakty, synekury, wladzuchna), poobiecuje, a jak dopcha sie do wladzy, to bedzie chuchac i dmuchac na swoje stolki. Jak sami sobie nie poprawimy (nie jako lewica, ale jako geje), to nikt tego za nas nie zrobi. Nie lubie byc robiony w balona.

  • Stryj

    [Re: Skupmy się na sobie?]

    Skupienie się na akceptacji siebie jest moim zdaniem dobrą drogą. Nie sądzę, aby Kościół Katolicki miał upaść (a tym bardziej – że byłoby to dobre dla kogokolwiek), bo Kościół tworzą ludzie. Tzw. „nieomylność” papieża nie obejmuje wg prawa kościelnego takich kwestii jak stosunek do homoseksualizmu i nawet wśród księży spotyka się bardzo różne opinie na ten temat.
    Wśród członków Kościoła jest wielu ludzi tolerancyjnych, dobrych, otwartych. Jest też wielu gejów. Do czego prowadzić ma obrażanie ich wszystkich w ślepym odwecie? Czy naprawdę godzi się przylepiać komuś etykietkę bez próby poznania go? Czy powinna to robić osoba homoseksualna, która słusznie domaga się tolerancji dla siebie i swoich poglądów?

    W kwietniu odczułem szczególnie boleśnie nietolerancję ze strony niektórych homoseksualistów, którzy uznali ten czas za najlepszy dla wyrażania swoich antyreligijnych fobii. Na stronach, które mają być naszym forum, roiło się od ociekających jadem i nienawiścią opinii. Nie rozumiem, na jakiej podstawie ktoś oceniał moje czy czyjekolwiek uczucia, pisał o fałszu, zakłamaniu, histerii. Ktoś z pozycji ateisty oceniał to, czy ja albo ktoś inny jest prawdziwym katolikiem albo chrześcijaninem. Oceniał, deklarując zarazem brak zainteresowania prawdziwymi poglądami czy emocjami obiektów swojej złości czy nienawiści. Takiego stopnia obrzydliwej zajadłości nie tłumaczy nic poza lękami autorów. Poczucie krzywdy jest wielkie i często uzasadnione, wiem o tym, ale twierdzę z całą odpowiedzialnością, że pozostawanie przy nim do niczego nie prowadzi. Ciekaw jestem, czy ktokolwiek z autorów tych wiązanek obelg choć przez chwilę poczuł się lepiej. Wątpię.

    Wciąż zadziwia mnie, kiedy czytam, że jako gej powinienem odrzucać religię albo wyznawać lewicowe poglądy. Osobiście zgadzam się np. ze stanowiskiem prof. Szyszkowskiej w sprawie związków osób jednej płci, ale już jej janosikowe poglądy ekonomiczne budzą we mnie opór i irytację. Nikt też nie zmusi mnie do głosowania na panów, którym „zawdzięczam” dzieciństwo w realsocjalizmie, choćby obiecywali mi homoseksualny raj.

    W przeciwieństwie do wielu „wściekłych” uważam religijność za zjawisko pozytywne, a jej obecność w życiu publicznym za naturalną. Czym innym jest kształt dialogu między ludźmi o różnych poglądach. Tygodnie po śmierci Papieża pokazały dobitnie, że ludzie przeżywają swoją religijność niezależnie od postaw hierarchii kościelnej. Myślę, że na Placu Piłsudskiego, na Błoniach, na St. Pietro było wielu ludzi, którzy akceptują osoby homoseksualne i szanują poglądy innych. Wystarczy podjąć prostą próbę zdobycia informacji, by dowiedzieć się, że tacy ludzie są też wśród duchowieństwa na całym świecie, i to duchowieństwa wpływowego. Dlaczego to oni nie mieliby stanowić o obliczu Kościoła Katolickiego w przyszłości? Kto podejmie z nimi dialog, utwierdzając w słuszności obranej drogi? Kto stanie po drugiej stronie? Dumne(-i) ze swojej tożsamości lesbijki i geje, czy agresywna grupa zastraszonych frustratów? (Jonasz Kofta streścił moją wątpliwość w dwuwierszu: „Czy świat się wiele zmieni, / gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy wkurwieni?”)

    Nie wiem, czy Szara ma rację nawołując do ignorowania Kościoła Katolickiego w publicystyce. Może warto zamienić gazetowe doniesienia na pogłębione analizy z różnych (nie tylko lewicowo-ateistycznych) punktów widzenia?
    Gorąco popieram jej apel o pracę nad sobą, o zastanowienie, bo „jeśli jesteśmy zwalczani – co tu dużo mówić – przez katolików jako personifikacja ich domniemanych grzechów”, to zastanówmy się, jaki jest prawdziwy powód tego, że my zwalczamy kogokolwiek, zamiast z nim rozmawiać.

    Na koniec bez cudzysłowu i szyderstwa przytoczę cytat: „Nie lękajcie się”. Te słowa dotyczą nas wszystkich.

    Stryj




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa