Żonglerka – c.d. polemiki

Żonglerka to wybitna umiejętność, której cyrkowcom można pozazdrościć. Sprawność oraz staranna koncentracja są dla niej niezbędne, także wtedy gdy chodzi o żonglerkę słowną. Prawem każdego dyskutanta jest przedstawianie swojej opinii i w miarę możliwości jej obrona. Źle się jednak dzieje, gdy prezentacja własnych przekonań dzieje się kosztem argumentów. Modne slogany zastępują rzetelną polemikę, a umiejętność słuchania zagłuszana jest kolejnym słowotokiem z pseudowolnościowego kanału. Szkoda, że dzieje się to przy okazji tak tragicznej sprawy, jaką jest zabójstwo Terri Schiavo. Znudzonych tematem Czytelników proszę o wyrozumiałość, a cierpliwych zachęcam do dalszej lektury tekstu, który jest odpowiedzią na artykuł Pana Pawlika Medwida.

Pan Medwid zarzuca mi uprawianie demagogii religijnej. Domyślam się, że każda argumentacja posiadająca religijne tło jest dla obiektywnego ducha Pana Pawlika skażona „religijną demagogią”, a sama zbitka wyrazowa stanowi dla Niego linię programową: religijne musi się przecież prędzej czy później okazać demagogiczne. Czy to będzie tęczowe szkiełko, czy zabrudzony horyzont minister Środy. Otóż, Panie Medwid, religijna demagogia to termin dobrze znany od bardzo dawna. Prócz imponującego pocztu niemieckojęzycznych filozofów, trudniących się obalaniem hipotezy Boga, praktykowali go architekci sowieckiej Rosji i funkcjonariusze bezpieki w komunistycznych katowniach w Polsce i poza nią. Język, którym raczył się Pan posłużyć, sięga nieśmiało do ideologicznie czystej epoki światłego rozumu. Wszystkiego dobrego na drodze do zdroworozsądkowego raju!

Zanim to nastąpi pójdźmy dalej: czy naprawdę łudzi się Pan, że stawiane przez Pana pytania nabiorą rangi pytań retorycznych? Skąd wziął się w Pańskim tekście niekontrolowany przeskok od śp. Terri Schiavo do, jak zwykle okrutnego, Kościoła Rzymskokatolickiego? Czyżby chciał Pan (pod)świadomie potwierdzić wypowiedzianą wcześniej na tym forum opinię, że każda okazja jest dobra, aby powiesić psy na Kościele? Jednym tchem wymienia Pan „dominujący wpływ Kościoła”, ba, nawet chęć kontrolowania jednostki (znów totalitarne upiory z ubeckich korytarzy), a na samym końcu sięga Pan po nie dosyć, że wyświechtane, to na dodatek arcypopulistyczne hasło „Kościół nie ma prawa ingerować”.

Otóż albo Pan nie rozumie, czym jest Kościół i jaka jest jego misja, albo Pan rozumie i świadomie broni się przed zrozumieniem czegoś, co w końcowym efekcie wykazałoby niekonsekwencje Pańskiego rozumienia. Powtórzyć jeszcze raz? Może innym razem. Żeby była jasność: Kościół miał prawo ingerować i miał nawet obowiązek to uczynić. Życie Terri Schiavo nie było bezwolnym grymasem twarzy, ani też, podtrzymywanymi przez aparaturę medyczną, drgawkami hospitalizowanego mięsa. To było życie kobiety, która widziała, czuła, cieszyła się na widok rodziców, którzy nie mieli nawet nic do powiedzenia, co stanie się z ciałem ich córki, gdy ta już zostanie zagłodzona na śmierć.

Mało prawdopodobne jest to, że gdyby nie nakaz sądowy troskliwy pan małżonek nie powiadomiłby rodziców Terri o czasie i miejscu pochówku. Gdy mąż Terri zdecydował się, za przyzwoleniem sądu, na zagłodzenie swojej żony rodzice prosili ze łzami w oczach jego i jego nową żonę: pozwólcie jej żyć, wy też macie dzieci! Miejcie serce! W ogóle cud, że mąż-morderca pozwolił Terri na przyjęcie wiatyku. Może pomyślał, że i tak to jej nic nie pomoże, bo przecież to on najlepiej wie, co dzieje się w sercu i umyśle Terri. Abstrahując od chrześcijańskiej nadziei, nie tylko na ciała zmartwychwstanie, ale i na możliwą ingerencję Boga w los pojedynczego człowieka, należy stwierdzić, że medycyna zna ogromną ilość przypadków niewyjaśnionego ozdrowienia i to w sytuacji, gdy nieomylne konsylia lekarskie orzekały beznadzieję. Nie wierzy Pan? Zachęcam do lektury przedostatniego wydania „Newsweek”.

Znajdzie Pan tam zdjęcie bardzo chorej dziewczynki, Malwiny. Nie wiadomo ile jeszcze pożyje, ale żyje i uśmiecha się do matki, mimo że nigdy nic do niej nie powie. Według lekarzy dziewczynka jest roślinką. Ją też należałoby wyeliminować, bo malują się jej grymasy niekontrolowane? Zachęcam do uważnej lektury, a dowie się Pan też czegoś o uśmiercaniu noworodków. Kiedyś ludzie szli do parku, aby topić po porodzie zbyt dużą ilość szczeniąt, które przyszły na świat. Ino czekać, jak powstaną oazy dla aborcji na życzenie lub automaty samoobsługowe. Wolność ponad wszystko, oczywiście wolność macicy.

I na sam koniec: nie śmiem kreować się na obrońcę moralności. Jeśli Pan tak uważa, to ma Pan pewnie trudności z odróżnianiem zagadnień etycznych i moralnych. Między nimi istnieje cienka granica. Jeśli jej Pan nie dostrzega, to tym bardziej jest mi przykro stwierdzić, że brak jest fundamentalnej płaszczyzny porozumienia.

Autorzy:

zdjęcie Eliasz Walachniewicz

Eliasz Walachniewicz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 76; nazwa: EliaszWlachniewicz

3 komentarzy do:Żonglerka – c.d. polemiki

  • Lexi

    [Re: Żonglerka - c.d. polemiki]

    wydaje mi sie ze sa w tej chwili wazniejsze tematy do dyskusji niz smierc kobiety ktora i tak byla przxez 15 lat niezywa. Moze zamiast polemiki bez sensu zaswiccie swieczke dla zmarlego JP II

  • Olzi

    [Re: Żonglerka]

    Dawno nie widziałem takiego tekstu (może dlatego, że staram się nie odwiedzać stron RM i ND oraz pokrewnych). Jest to grający wyłączne na emocjach i skojarzeniach bełkot, pozbawiony jakichkolwiek argumentów rozumowych. Najgłębszą ironią jest to, że autor zarzuca demagogię innym. Chrzescijanie mają takie piękne powiedzenie o belce i źdźble w oku, ale w tym przypadku mamy doczynienia nie z belką a z pniem sekwoi…
    Nie będę cytował dziesiątek sformułowań z dziedziny nowomowy urzytych w artykule, że wspomnę o co najsoczystszych: ‚Ubeckie korytarze”, ‚mąż-morderca”, czy „zabrudzony horyzont minister Źrody” (nowomowa – termin wywodzący się z książki G. Orwella, urzywanie słów i sloganów mających wydźwięk silnie emocjonalny, nie niosących jednak konkretnej treści. Zabieg mający na celu odwołanie sie do sfery emocji i wyłączenie analizy rozumowej. Nowomowa uniemożliwia polemikę.)
    A co do treści, to zdaje się właśnie cała złożoność sytuacji polegała na tym, że nie było jasne czy Terri jest żyjącym człowiekiem czy jedynie funkcjonującym, bezmózgim ciałem. Tą właśnie kwestię sądy i lekarze rozstrzygali parę lat a zdania były podzielone. Natomiast pan Eliasz Walachniewicz w swej wszechwiedzy zna odpowiedź i nie ma najmniejszych wątpliwości. Powtarzam więc raz jeszcze, jeśli autor artykułu jest jedną z osób, które osobiście badały tą sprawę, a jeszczcze na dodatek gdyby posiadał wystarczającą wiedzę medyczna pozwalającą odpowiednio ocenić styuacje to zwracam honor i jestem gotów przyznać rację. Natomiast jeżeli nie, to jest kolejnym przykładem „nieomylnych” którzy zawsze „wiedzą lepiej” o wszystkim i polemika z nim ma mniej więcej taki sens jak dyskusja z kaktusem.
    A co do argumentów religijnych, to niektórzy bardzo chętnie je rzucają a potem dziwią się, że inni ich nie słuchają i udają „obrażoną cnotkę”. Niestety, dyskutując z kimś, trzeba przedstawiać argumenty mogące do niego dotrzeć i stanowić wartość, a nie te które są istotne wyłącznie dla argumentującego.

  • Myname

    [Re: Żonglerka - c.d. polemiki]

    > Otóż albo Pan nie rozumie, czym jest Kościół i jaka jest jego misja, albo Pan rozumie i świadomie broni się przed zrozumieniem czegoś, co w końcowym efekcie wykazałoby niekonsekwencje Pańskiego rozumienia.

    No właśnie:
    1. czym (zrozumiale i odnosząc się do weryfikowalnych doświadczeń)?
    2. jaka jest misja?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa