- homiki.pl - http://homiki.pl -

Ku światłu, ku słońcu

Posted By PTT On 14 kwietnia 2005 @ 09:46 In Świadectwa | 24 Comments

Długo zastanawiałem się czy napisać o swoim „wyjściu z cienia”. Prawdopodobnie schowałbym tych kilkanaście zdań głęboko w komputerze, ale pojawiła się we mnie myśl, że może komuś pomogę.

Moja rodzina nigdy nie była idealna, zawsze było coś co przeszkadzało, coś co powodowało, że nie byliśmy przykładną rodziną. Matka odkąd pamiętam wychowywała mnie w przekonaniu, że kobieta jest od mężczyzny dużo ważniejsza, mądrzejsza i wspanialsza. To właśnie ona była kimś kto dużo lepiej dba o dzieci, o dom i o to by wszystko układało się w rodzinie jak najlepiej. Zawsze poświęcała mi więcej czasu, bo ojciec jakoś specjalnie nie angażował się w moje wychowanie. Dziś, kiedy to piszę, myślę sobie że ten facet nie dorósł do roli ojca i męża. Kiedy na horyzoncie pojawiały się problemy to on chował głowę w piasek i udawał, że nie ma żadnego kłopotu. Nie powiedziałem mu i nie zamierzam, bo to tylko jeszcze jeden kłopot, który by pokazowo – za przeproszeniem – „olał”…

Był poranek po zarwanej nocy, którą próbowałem spędzić z przyjacielem w hotelu. Od jakiegoś czasu matka pilnowała mnie szczególnie, więc ledwo po północy próbowała mnie namierzyć za pomocą telefonu. Ściągnęła mnie do domu, po krótkiej wymianie ostrych zdań położyliśmy się spać. Ojciec nawet nie otworzył jednego oka, widać miał dobry, mocny sen…

Rano nie zdążyłem wstać i otworzyć drzwi do pokoju, kiedy ona już siedziała na łóżku i zażądała wyjaśnień. Pierwsze wyjaśnienia to rzecz jasna były kłamstwa, które od jakiegoś czasu ciągle podsuwałem całej rodzinie. Moje kłamstwa, albo inaczej – pięknie opakowane cukierki, które najwidoczniej już się przejadły… Matka nie dała wiary i zapytała wprost: wolisz chłopaków? Siedziałem i czułem, że moje nogi robią się miękkie, serce bije jakoś dziwnie za szybko, że najzwyczajniej to już koniec wygodnego życia w ukryciu. Miałem wrażenie, że świat się zatrzymał, jestem na wielkiej scenie i wszyscy w ciszy czekają na wyjaśnienie. Tak mamo, jestem pieprzonym pedałem – odpowiedziałem. To jedno wyznanie spowodowało tyle łez, nie wiedziałem, że ludzie potrafią tak płakać.

Wiedziałem, że zaczyna się w moim życiu coś nowego i niekoniecznie łatwego i przyjemnego, a mówiąc realniej pojawiło się w moim domu piekło. Tygodnie mijania się w domu bez słowa, trawienie w sobie żalu i rozczarowania. Z jednej strony matka, która żeniła mnie w swoich marzeniach, chrzciła moje dzieci, a swoje wnuki i patrzyła na to wszystko jak spełniona babcia. Z drugiej strony ja – gej w ciemnym kącie rodzinnego domu, rozczarowany postawą matki, jedynej osoby która dawała mi miłość. Miałem do niej wielki żal, że nie zachowała się jak matka kochająca ponad wszystko swoje dziecko, na dobre i na złe. Po ciszy przyszły pytania, czasem mówione w panice i zawsze dotyczące tego samego – mojego gejowskiego życia.

Nigdy nie zapomnę jak powiedziała mi, że nie może patrzeć ludziom w oczy. Gdyby mogła dodałaby pewnie „… przez ciebie”. Pytała o wszystko, o seks, o choroby, o to jak sobie wyobrażam życie w tym mieście i czy mój facet będzie mieszkał tutaj w jej domu po ich śmierci. Wiele z tych pytań zostawiłem bez odpowiedzi i żałuje tego, bo mógłbym wiele wyjaśnić, ale ja wolałem milczeć, zagryźć zęby lub przez łzy szeptać – dajcie mi już święty spokój, nienawidzę was wszystkich… Chciałem zwyczajnie, po cichu umrzec, bo może wtedy rozwiązałby się dla nich ten problem.

Od tamtego dnia minął już rok. Wiele się zmieniło, w międzyczasie mój starszy brat zaakceptował mnie i stara się być dla mnie oparciem. Wiem, ze wiele go to kosztowało, pewnie tez się rozczarował, ale nie daje tego po sobie poznać i za to go podziwiam. Matka stara się w tym wszystkim odnaleźć, dalej się modli o moje nawrócenie, ale nie wywołuje to we mnie już irytacji. To jest jej sposób na tę sytuację i to staram się zrozumieć.

Dziś mówię sobie, że to co się działo musiało się zdarzyć, bo tak trzeba. Być może mój coming out nie jest dość duży jeśli chodzi o wtajemniczone osoby, ale to chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Dla mnie było to wyjście z cienia, a dopóki się z niego nie wyjdzie trwa się w jakimś zakłamaniu, oszukuje się samego siebie i swoich najbliższych. Kiedy powie się prawdę to można z czystym sumieniem spojrzeć w słońce. Może się mylę, ale wiem jedno – lubię słońce…


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2005/04/ku-wiatu-ku-socu/

URLs in this post:

[1] chocolate: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_224/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.