Ku światłu, ku słońcu

Długo zastanawiałem się czy napisać o swoim „wyjściu z cienia”. Prawdopodobnie schowałbym tych kilkanaście zdań głęboko w komputerze, ale pojawiła się we mnie myśl, że może komuś pomogę.

Moja rodzina nigdy nie była idealna, zawsze było coś co przeszkadzało, coś co powodowało, że nie byliśmy przykładną rodziną. Matka odkąd pamiętam wychowywała mnie w przekonaniu, że kobieta jest od mężczyzny dużo ważniejsza, mądrzejsza i wspanialsza. To właśnie ona była kimś kto dużo lepiej dba o dzieci, o dom i o to by wszystko układało się w rodzinie jak najlepiej. Zawsze poświęcała mi więcej czasu, bo ojciec jakoś specjalnie nie angażował się w moje wychowanie. Dziś, kiedy to piszę, myślę sobie że ten facet nie dorósł do roli ojca i męża. Kiedy na horyzoncie pojawiały się problemy to on chował głowę w piasek i udawał, że nie ma żadnego kłopotu. Nie powiedziałem mu i nie zamierzam, bo to tylko jeszcze jeden kłopot, który by pokazowo – za przeproszeniem – „olał”…

Był poranek po zarwanej nocy, którą próbowałem spędzić z przyjacielem w hotelu. Od jakiegoś czasu matka pilnowała mnie szczególnie, więc ledwo po północy próbowała mnie namierzyć za pomocą telefonu. Ściągnęła mnie do domu, po krótkiej wymianie ostrych zdań położyliśmy się spać. Ojciec nawet nie otworzył jednego oka, widać miał dobry, mocny sen…

Rano nie zdążyłem wstać i otworzyć drzwi do pokoju, kiedy ona już siedziała na łóżku i zażądała wyjaśnień. Pierwsze wyjaśnienia to rzecz jasna były kłamstwa, które od jakiegoś czasu ciągle podsuwałem całej rodzinie. Moje kłamstwa, albo inaczej – pięknie opakowane cukierki, które najwidoczniej już się przejadły… Matka nie dała wiary i zapytała wprost: wolisz chłopaków? Siedziałem i czułem, że moje nogi robią się miękkie, serce bije jakoś dziwnie za szybko, że najzwyczajniej to już koniec wygodnego życia w ukryciu. Miałem wrażenie, że świat się zatrzymał, jestem na wielkiej scenie i wszyscy w ciszy czekają na wyjaśnienie. Tak mamo, jestem pieprzonym pedałem – odpowiedziałem. To jedno wyznanie spowodowało tyle łez, nie wiedziałem, że ludzie potrafią tak płakać.

Wiedziałem, że zaczyna się w moim życiu coś nowego i niekoniecznie łatwego i przyjemnego, a mówiąc realniej pojawiło się w moim domu piekło. Tygodnie mijania się w domu bez słowa, trawienie w sobie żalu i rozczarowania. Z jednej strony matka, która żeniła mnie w swoich marzeniach, chrzciła moje dzieci, a swoje wnuki i patrzyła na to wszystko jak spełniona babcia. Z drugiej strony ja – gej w ciemnym kącie rodzinnego domu, rozczarowany postawą matki, jedynej osoby która dawała mi miłość. Miałem do niej wielki żal, że nie zachowała się jak matka kochająca ponad wszystko swoje dziecko, na dobre i na złe. Po ciszy przyszły pytania, czasem mówione w panice i zawsze dotyczące tego samego – mojego gejowskiego życia.

Nigdy nie zapomnę jak powiedziała mi, że nie może patrzeć ludziom w oczy. Gdyby mogła dodałaby pewnie „… przez ciebie”. Pytała o wszystko, o seks, o choroby, o to jak sobie wyobrażam życie w tym mieście i czy mój facet będzie mieszkał tutaj w jej domu po ich śmierci. Wiele z tych pytań zostawiłem bez odpowiedzi i żałuje tego, bo mógłbym wiele wyjaśnić, ale ja wolałem milczeć, zagryźć zęby lub przez łzy szeptać – dajcie mi już święty spokój, nienawidzę was wszystkich… Chciałem zwyczajnie, po cichu umrzec, bo może wtedy rozwiązałby się dla nich ten problem.

Od tamtego dnia minął już rok. Wiele się zmieniło, w międzyczasie mój starszy brat zaakceptował mnie i stara się być dla mnie oparciem. Wiem, ze wiele go to kosztowało, pewnie tez się rozczarował, ale nie daje tego po sobie poznać i za to go podziwiam. Matka stara się w tym wszystkim odnaleźć, dalej się modli o moje nawrócenie, ale nie wywołuje to we mnie już irytacji. To jest jej sposób na tę sytuację i to staram się zrozumieć.

Dziś mówię sobie, że to co się działo musiało się zdarzyć, bo tak trzeba. Być może mój coming out nie jest dość duży jeśli chodzi o wtajemniczone osoby, ale to chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Dla mnie było to wyjście z cienia, a dopóki się z niego nie wyjdzie trwa się w jakimś zakłamaniu, oszukuje się samego siebie i swoich najbliższych. Kiedy powie się prawdę to można z czystym sumieniem spojrzeć w słońce. Może się mylę, ale wiem jedno – lubię słońce…

24 komentarzy do:Ku światłu, ku słońcu

  • Ja

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Przejmujace… dzieki za podzielenie sie Twoja historia

  • Uschi

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]
    :) . Wielka Księga mówi „prawda was wyzwoli”. :) . Dzięki za to, co napisałeś.

  • Chocolate

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    To ja dziekuje, ze jednak czytacie :)

  • f_f

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    a czytamy czytam i zastanawiamy sie……
    moze jestem smierdzącym tchozem jednak……wychodzenie z szafy przed rodzina nie traktuje jako czegos absolutnie koniecznego a jedynie jako cos co moze przyspozyc niepotrzebnych kłopotow. wiem ze w twoim przypadku było to sprowokowane przez matke i zastanawiam sie czy zrobił bys to jeszcze raz.
    serdecznie pozdrawiam f_f

  • [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Heh, obawiam się, że w moim przypadku byłoby podobnie. Co gorsza nie mam starszego brata skłonnego ku akceptacji, a młodszego, homofoba. Na razie wolę myśleć jak f_f. Pozdrawiam.:))))

  • ́ukasz

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Jednak warto! Choć z całą pewnością to takie salto mortale, nie zawsze można wpaść w ramiona kochającej rodziny, czasem boleśnie rozbijesz sie o bruk ich obojętności i wzgardy. Hm, ale z drugiej strony takie życie w cieniu, w ukryciu demoralizuje, zaniża naszą wartość…ku światłu, ku słońcu…mamy do niego prawo! Chocolate, wszystkimi pozytywnymi myślami jestem z Tobą! Szybuj ku marzeniom, rozkwitaj !!!

  • f_f

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    to co napisałem nie było zaproszeniem czy nawoływaniem zeby isc w moje slady. zastanowiło mnie to co napisał łukasz…… o tej moralności. ciekawe. ja narazie nie czuje takiej potrzeby bo zycia nie koncentruje na tej sferze, na love-life. ale…..wiem, czuje to coraz mocniej ze brakuje mi tego i zaden sukces nie zastapi oparcia jakie mozna miec w partnerze (to teoria!), tak mysle. wiec boje sie troche tych mometow w ktorych bede musial tlumaczyc pokretnie moje konexje. to jeszcze przedemną……. to tez ze strachu….znam opinie matki na ten temat…….chociaz rodzenstwo mysle ze nie bylo by zaskoczone, hahahaha…bodoba mi sie ich reakcja na moich ‚dobrych znajomych’. eh…..moze cos kiedys z tego bedzie…….zdravim. franz

  • Chocolate

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    f_f nie mialem wyboru, a teraz mysle ze Lukasz ma racje mowiac o zanizaniu wlasnej wartosci, przynajmniej jesli chodzi o mnie… ….rozkwitaj? moze na wiosne… czego Tobie tez zycze… :)

  • ́ukasz

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    …tytułem wyjaśnienia :) demoralizacja- jedynie w sensie życia w pewnym kłamstwie (choć czasem to konieczność wyboru mniejszego zła, zatem chyba mimo wszystko z f_f się zgadzam), sami doskonale wiecie, że konieczność życia w dwóch światach, to dość schizofreniczne. Moja sytuacja po coming out’cie jest juz jasna i przyjazna, ale rozumiem strach…sam przez to przechodziłem. Choć w moim wypadku, obawy były bezzasadne. Trzymajcie się! Solidarny ;)

  • alpenliebe

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Prawie tak jak u mnie….ciekawe :P

  • Felix

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Jestem pełen uznania dla autora.. że się odważył, że się odnalazł. Osobiście jestem w podobnej sytuacji, niewinne kłamstwa, zejścia z tematów.. ale czuję że nadchodzi czas mojego comin out i przestania ściemniania. :)

  • Sedith

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Dzięki za to, że podzieliłeś się swoją historią, ja zrobiłam to samo. Wiem jak Ci ciężko, u mnie wie jeszcze babcia (matka jej podkablowała)… Wpółczuję, rozumię i życzę dużo siły…

  • Blondasek

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Coming out zawsze boli, ale czasami warto się na niego zdecydować, bo ile można wytrzymać żyjąc w ciagłym zakłamaniu?? Trzeba uwarzać, zeby nie pogubić się w zeznaniach. A rodzina kiedyś na pewno to zrozumie- potrzeba tylko trochę cierpliwości- rozczarownie niestety pozostawia po sobie bliznę.
    P.S.: Tak jak obiecałam- wreszcie przeczyatłam artykuł i szczerze jestem pełna podziwu- chyba poznałam Cię też z innej- tej bardziej uczuciowej i naturalnej- strony.

  • lakis

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    kurcze…gratuluje odwagi- ja jak narazie nie wyobrażam sobie takiej sytuacji!moja rodzina pewnie na chama starałaby się mnie „wyprostować”!albo nic by się na ten temat na forum mojej rodziny nie mówiło.jednak nie jestem tchórzem, bo o „moim przypadku” wiedzą moi najbliźsi przyjaciele- zapewne było to dla nich niezłym kopem, ale mimo upływu czasu ni między nami się nie zmieniło- w końcu prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. po przeczytaniu historii Chocolate nurtuje mnie jedna rzecz,a mianowicie „co na to twój ojciec???????”pisałeś, że nie miałeś z nim za dobrego kontaktu.co on na to, o ile o tym wie???

  • fanwin

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Warto, żeby wiedzieli. Mój pierwszy związek był trzymany w ścisłej tajemnicy. Mój eks mnie przekręcił finansowo i musiałem siedzieć cicho, żeby nikt się nie dowiedział. Potem poznałem Obecnego, zmieniłem mieszkanie, urzadzałem się, a raczej -liśmy się, a ja stale myślałem, co powiem rodzicom, jeżeli do mnie przyjadą. Dawałem niedwuznacznie do zrozumienia, że nie jestem sam i nie jestem z kobietą. W końcu wyszło. Ojciec powiedział mi przez telefon:”Co ty tam za pedałów trzymasz u siebie? Matka była pod blokiem i jej sąsiedzi powiedzieli”. /w to, że była, wątpię/ Wtedy potwierdziłem swoją orientację. Ojciec powiedział, że „z ciotami nie chce mieć do czynienia” i odłożył słuchawkę. Po 3 dniach pojechałem oddać im znaczną sumę pieniędzy. Rozpętało się piekło – szlochy, histerie, „Boże – dlaczego, dlaczego?” – z Matką nie szło się dogadać. Odepchnęła mnie, gdy chciałem ją pocałować na powitanie, a potem usłyszałem, ze mój homoseksualizm to fanaberie i wypróbowywanie czegoś nowego. Ojciec stwierdził, że „roznoszę choroby”, a moja bratanica, która się mnie boi, „dobrze wyczuła, z kim ma do czynienia”. Prosiłem, zeby przeliczył kasę i wyszedłem z ich mieszkania. Na pożegnanie ojcieć wydarł się na klatce: „Spierdalaj jebana cioto”. Od razu od nich poszedłem do brata, który też mieszka w owej miejscowości i powiedziałem mu o sobie. Przyjął to w miarę spokojnie, a po tygodniu bedąc u rodziców stał się ich wrogiem na pół roku, bo stanął po mojej stronie.
    Od 20 maja 2004 nie mam kontaktu z rodzicami. Wydzwaniali jeszcze do rodziców mojego faceta /mamusia była tak przebiegła, ze wzięła biling rozmów, aby mieć numer telefonu/ i grozili, zeby się ode mnie wyprowadził, bo oni „tam pojadą i zrobią porzadek”./mieszkam 40 km dalej/.
    Tak więc z rodziny mam kontakt jedynie z bratem oraz z ciotką, której się wyoutowałem, ale śpię spokojnie i nie noszę balastu – „co będzie, gdy mnie najdą.”

  • Chocolate

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Dzieki za mile slowa. Chcialbym odpowiedziec -lakis- tak jak napisalem on nic nie wie i ode mnie sie nie dowie, bo nie widze w tym najmniejszego sensu. Coz, taki typ czlowieka… -fawin- podziwiam za odwage, bo dla milosci zrobilbym tak samo.

  • creeperli

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    pomysl sobie ze od tego czasu juz 2 osoby inaczej patrza na gejow. przez co zwieksza sie zrozumienie. po moim „obnarzeniu”rodzice unikaja sormuowanai,gej pedal.( hehe bo sie boja ze sie obraze-czesciej to ja sobie zartuje) mowia ze im to nei przejdzie przez gardlo-wola powiedziec – WY czy tez, Mniejszosc sexualna:). jak to wszystko przetrawie to postaram sie tez opisac- u mnie bylo troszke gorzej z akceptacja – bo jestem bi..

  • fanwin

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    przykro sie robi po przeczytaniu czegos takiego i mam nadzieje ze oboje przemysla to co powiedzieli i jak sie zachowali bo wierze ze jest to mozliwe…….

  • colo4

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    witaj!!! Bardzo dziękuje ci za podzielenie się swoim jakże trudnym przeżyciem. naprawde zasługujesz na miano wielkiej i szczerej osoby.
    Zawsze w domu mawiano mi: ,, najgorsza prawda ale nie kłamstwo”.
    Ty wybrałeś prawde i jeszce raz
    gratuluje ci odwagi …… Na pewno było i jest ci cięzko, ale wiedz
    ze nie jesteś sam.

    - pamiętaj : Tylko Ten co nigdy nic nie robi się nie myli, zapamiętaj że Pomimo swoich popełnionych błędów i upadków
    sa ludzie, na ktorych zawsze możesz liczyć…
    -Ja sam jeszce się nie przyznałem,
    wiem jednak że ten dzień kiedyś nastąpi
    i chciałbym mieć w tym dniu tyle samo odwagi co Ty….
    Życzę ci wszystkiego dobrego w życiu,
    a w szczególnośći Miłośći i Zrozumienia….
    -Trzymaj się przyjacielu….. :)
    ,, Dokonawszy raz wyboru, ciągle wybierać muszę”……..
    pozdrawiam: SEBA!!!!!!!!

  • DevilBoi69x

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Gratulacje Chocolate! Przynajmniej masz to juz za sobą. Ja jestem out dla większości moich znajomych z pracy i szkoły, ale ciągle nie powiedziałem nic moim rodzicom. Moja mama pytała mnie już kilka razy, za kazdym razem zaprzeczam, bo zbieram kase na mieszkanie. Mam dziwne wrazenie ze już niedługo będę musiał sie wyprowadzic. Moi rodzice nigdy mnie nie zaakceptują.
    Show must go on.

  • Kaska

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Piękne… :)

  • GoodBoy

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    Tak sobie czytam artykóły o coming-out’cie i niestety, ale z większości wyjawia się obraz sytuacji, w której na „luksus” ujawnienia się mogą pozwolić sobie tylko osoby, które są w jakiś sposób zabezpieczone materialnie na wypadek odzrucenia przez rodzinę. Mają własne mieszkania, bądć partnerów, u których na wszelki wypadek będą mogli zamieszkać.
    Jestem osobą, która już dawno by się chciała ujawnić przed rodziną. Wiedzą o mnie praktycznie wszyscy z mojego otoczenia, wiedzą przyjaciele, wie większość znajomych. Wiedzą wszyscy oprócz rodziny. Nie boję się comin-out’u, nie boję się pytań, nie boję się rozmów, nie wstydzę się tego kim jestem, nie boję się odrzucenia i braku akceptacji. Boję się wyrzucenia z domu, boję się braku dachu nad głową, boję się braku środków do życia. Ktoś zaraz powie „co za problem, skończ studia i idź do pracy a się usamodzielnisz!” Otóż nie jest to takie różowe jak się wydaje. Mam 22lata, oczywiście po studiach pójdę do pracy, jednak to mnie nie usamodzielni i nie uniezależni od rodziny. Do tego jest potrzebne mieszkanie, swój własny kąt, który daje poczucie bezpieczeństwa i wolność działania. Nawet nie chcę liczyć ile bym musiał lat pracować przy średnich lub nawet nieco lepszych zarobkach, żeby sobie kupić mieszkanie. Zazdroszczę tym wszystkim dwudziesto kilkuletnim gejom, którzy w tak młodym wieku mają dobrą prace i własne mieszkania. Jednym słowem są całkowicie niezależni od nikogo. Ja nie należę do tych szczęściaży dlatego problem coming outu w rodzinie w moim przypadku wogóle nie istnieje, bo zwyczajnie nie mogę sobie pozwolić na takie ryzyko.
    Pozdrawiam autora artykółu i wszystkich homików. Trzymajcie się ciepło.

  • młoda

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    podziwiam i pozdrawiam autora! niestety podzielam zdanie GoodBoy… studiow jeszcze nie zaczelam wiec tym bardziej nie ma mowy o usamodzielnieniu sie.. smutne a prawdziwe… zazdroszcze odwagi tym ktorzy sie zdecydowali…

  • Chocolate

    [Re: Ku światłu, ku słońcu]

    GoodBoy ja tez sie tego boje, bo nic dzis nie wyglada rozowo. Ale… Trzeba miec nadzieje mimo wszystko i trzeba pamietac o tym, ze jesli z kims bedziesz to bedziesz klopoty dzielil na dwoje. Te materialne tez. Pozdrawiam.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa