Zniechęcenie

Prowadzenie czynnego trybu życia, chęć urzeczywistnienia szybko pewnych zamysłów, które uczyniliśmy celami naszego istnienia sprawia, że niejednokrotnie żyjemy zbyt intensywnie. Wypalają się w nas siły. Przy tym obciążają nas trudności życia codziennego, zmuszajace do wydatkowania energii, która mogłaby zostać przeznaczona na poważniejsze sprawy. Zdarza się jeszcze inaczej. Mimo wytężonej woli, i podjętych działań, nasze zamierzenia się nie ziszczają.

Spalamy się w dążeniu do trudno osiągalnego celu, bo brak nam umiejętności cierpliwego czekania. Spełnia się przecież to,o co umiemy z wewnętrznym żarem zabiegać, ale rzadko w momencie, w którym najbardziej spełnienia tego oczekujemy. Popadamy więc w zniechęcenie. Objawia się ono nie tyle brakiem sił witalnych, choći ten może też występować, co brakiem wewnętrznej mobilizacji.

Zniechęcenie przyjmuje rozmaite postacie: rezygnacji, smutku, przygnębienia, załamania wewnętrznego, poczucia niewiary we własne siły, przeżywania osamotnienia, wątpienia w słuszność wartości, o które się walczy aż do stanu depresji i apatii. Może też przybrać maskę cynizmu. Na przykład, poczucie, że nie jest się dostatecznie cenionym przez otoczenie, może prowadzić do twierdzeń, iż nie warto ani pracować z oddaniem, ani wkładać wysiłku we własny rozwój.

Dla jednostek pracujących nad kształtowaniem swojego charakteru i wkładających energię w swój rozwój bywają szczególnie trudne pewne przejawy życia społecznego. Zniechęcenie ich ma źródło w fałszywych mairach wartości przyjętych w społeczeństwie. Ocenia się bowiem powszechnie ludzi według ich miejsca w hierarchii społecznej, według cenzusu wykształcenia i zasobów materialnych. W potocznym rozumieniu, zdobycie dyplomu czy stopnia naukowego świadczyć ma o tym, że jego posiadacz jest lepszy i mądrzejszy.

Obserwuje się brak zainteresowania wartościami rzeczywistymi, reprezentowanymi przez człowieka niezależnie od pełnionej funkcji w społeczeństwie, zamożności czy stopni naukowych.

A zdarza się przecież, że, na przykład, ludzi o wysokim poziomie intelektualnym wykazują niedorozwój uczuciowy i że daleko im do człowieczeństwa. Ci, którzy chcą być sobą i żyją według własnego planu, wydaą się często innym śmieszni, naiwni, niezaradni.
Nie każdy ma niestrudziną wolę, by walczyć bez wytchnienia przeciw wszystkim i przeciw wszystkiemu. Zwłaszcza, że nie zawsze można liczyć na zrozumienie za strony rodziny. I wtedy osoby psychicznie słabsze sięgają po środki przynoszące wytchnienie, pozwalajace na chwilę ucieczki od sytuacji konfliktowej oraz wewnętrznego niepokoju.

Najłatwiejsza jest ucieczka w świat alkoholu. Ale potem trudno się od niego uwolnić, bowiem przynosi ulgę, pozwalając na bardziej optymistyczną ocenę własnej sytuacji. Sprzyja też odnajdywaniu się w jakiejś grupie, zmiejszając poczucie niezrozumienia i obcośi we własnym, najbliższym środowisku. Ułatwia – zmniejszając nieufność – otwarcie się wewnętrzne wobec innego człowieka i przynosi w ten sposób chwilową poprawę samopoczucia.

Tragizm alkoholu polega między innymi na zagubieniu poczucia upływu czasu i na odkładaniu na potem swoich planów. Jest to choroba, w której opinia społeczna odgrywa istotną rolę. Otóż działania przestępcze, dokonywane pod wppływem alkoholu, stanowią okoliczność obciążającą, mimo że sprawca ma ograniczoną zdolność rozpoznawania sowich czynów i kierowania swym postępowaniem. Dochodzi tu do głosu nie tylko biologiczno – lekarski punkt widzenia, lecz i społeczno – prawny.
Alkohol wybierają w okresach dla siebie trudnych przede wszystkim mężczyźni. Za to w jednakowej mierze obie płcie stosują ucieczkę od rozwiązywania trudnych problemów oraz od drogi wewnętrznego kształtowania siebie – w świat telewizji. Jest to często podświadoma ucieczka. Niechęć do wejrzenia w siebie i dokonywania obrachunku ze sobą. Telewizja stale oglądana rodzi birność, wzmaga stan wewnętrznego rozproszenia. Pozwala na życie obok siebie.

Zdarzają się też w stanach zniechęcenia czy załamania ucieczki w chorobę. Następuje to często wtedy, gdy źródłem takiego stanu psychicznego są sprawy uczuciowe, nie układające się w sposób przez jednostkę pożądany. Ucieczka w chorobę – podświadoma zresztą – staje się sposobem wymuszenia na kimś, kto, na przykład, pragnąłby odejść, zainteresowania sobą. Chorując, stawiamy siebie w centrum zainteresowania ze strony otoczenia, oczywiście, dopóki nadmierna częstotliwość takich zdarzeń nie wywoła nastroju zobojętnienia.

W świecie zachodnim Europy i Ameryki częstą formą ucieczek od siebie, od zniechęcenia, rozczarować, od otoczenia bywa przystąpienie do jakiejś sekty religijnej, w której szuka się wartości nie odnalezionych w najbliższym otoczeniu. W USA około 6 milionów wybrało tę drogę. Nie zawsze można to uznać za rozwiązanie. Wystarczy przypomnieć Świątynię Ludu, której członkowie w Gujanie na rozkaz Jima Jonesa, przywódcy, popełnili zbiorowe samobójstwo. Inny wymiar i znaczenie ma, na przykład, decyzja osiedlenia się w Auorville – międzynarodowym mieście w Indiach, wybudowanym na ziemi zwiezionej symbolicznie z krajów całego świata.
W sektach, czyli małych grupach religijnych, odnajduje się zespoleniez innymi oraz uwolnienie od własnego „ja” ze względu na konieczność poddania się bezwzględnej władzy przywódcy. Znajduje się afirmację współuczestników i przeżywa wspólnotę z grupą, polegającą m.in. na pełnym przystosowaniu do mikrospołeczności. Uwalnia to z ciążącego jednostkom odczucia ich odmienności i odstawania od otoczenia. Sekta przezwycięża uczucie zniechęcenia i załamania, proponując swym członkom wyraziście ustaloną hierarchię wartości. Uwalnia też przed podejmowaniem odpoweidzialności za własne życie: istenienie toczy się w skalach wartości ustalonych poza jednostką i przez nią akceptowanych.

Najbardziej niebezpieczne są próby rozwiązania stanów załamania psychicznego poprzez narkotyki. Środki te nie tylko nie rozwiązują konfliktów, ale wręcz wytwarzają zależność. Wzmagają chęć ucieczki od rzeczywistości, która z takich czy innych przyczyn przyniosła rozczarowanie. Dają niektórym pozór odgrodzenia się od pospolitości i bywają wyrazem protestu, nieraz – tylko mody.
Obserwatorzy oceniają osoby uzależnione od środków odurzających jako leniwe, aspołeczne, wyrodne, a nawet jako psychopatyczne i zdegenerowane. Oceny są czysto zewnętrzne i zazwyczaj pochopne. Najczęściej nie jednostki są chore; bywają chore sotsunki społeczne.

Środki psychodeliczne, jak LSD czy meskalina, ułatwiają osiągnięcie stanu tzw. nadświadomości. Niektórzy pod wpływem halucogenów mogą osiągać szczyt możliwości twórczych, ale środki odurzające nie są w stanie zaspokoić naszych podstawowych potrzeb psychicznych w sposób bardziej trwały. Czynią spustoszenia w psychice i w organizmie. Lekarz często jest bezradny, zwłaszcza że nie ma prawa narzucać cżłowiekowi swojej własnej prawdy. Nie jest upoważniony do tego, by dawać leczonemu odpowiedź na pytanie, jaka ma być jego droga życia. Terapeuta może tylko stawiać pytania i starać się służyć pomocą w celu usunięcia chorobliwych mechanizmów oraz stereotypowych sposobów myślenia i odczuwania.

Trudnym problemem może stać się utrata zapału czy entuzjazmu we własnych działaniach. Stają się one wtedy wymuszone bądź przez poczucie obowiązku, bądź przez konieczności zewnętrzne. Znużenie, zniechęcenie, spleen – uosobnione w psotaci Obłomowa z powieści Gonczrowa – trudno jest przezwyciężyć. Niemoc najczęściej tkwi w nas, w jakimś naszym defekci, chociaż chętnie oskarżamy świat zewnętrzny. A na chorobotwórcze niebezpieczeństwo długotrwałego smutku zwróclili uwagę lekarze.

W najpomyślniejszej sytuacji znajdują się ci, których pochłania praca czy jakaś idea. Łatwiej wtedy rpzemóc zniechęcenie. Simone Signoret w jednym z wywiadów, mówiąc o swojej rpacy, szczerze wyznała: „Film to wspaniałe alibi, pozwalające uciec od nudnych obowiązków, usprawiedliwienie nieobecności w świecie i jego kłopotach. Inaczej zresztą nie dałoby się grać w filmie”. Ucieczka od zniechęcenia w działalność ma znaczenie większe niż się wydaje.

W dawnych czasach mechanizmem obronnym bywały też omdlenia. Pozwalały one uniknąć działania dalszych przykrych bodźców. Utrata świadomosci w czasie omdlenia nie z powodów organicznych, lecz psychicznych. Bronią naszych prababek bywały migreny, których przynajmniej część okazywała się wyrazem ucieczki od rzeczywistości w chorobę.

Jest wiele powodów stanu zniechęcenia. Dostrzegana i przeżywana niewspółmierność między dużymi wysiłkami a nieproporcjonalnymi do nich efektami należy do częstszych.
W twórczości artystycznej czy naukowej moment spełnienia, choćby się było nawet zadowolonym z uzyskanego efektu, jest jednocześnie stanem, który przypomina zniechęcenie. Oto osiągnięty cel i brak w pierwszej chwili wyraźnie nakreślonej perspektywy przypomina stan próżni, zważywszy natężona wolę i działania w okresie wcześniejszym. Jest się wyzwolonym od wewnętrznego przymusu, lecz nie zawsze przynosi to zadowolenie.

Istnienie nasze ściśle wiąże się z wszechstronnym i nieustannym rozwojem. Jeśli tak się nie dzieje, to po latach rodzi się poczucie zmarnowanego życia, a w rezultacie załamanie; dochodzi do konfliktów z sobą samym.

Fragmet książki prof. Marii Szyszkowskiej „Twórcze niepokoje codzienności”, wydanej nakładem Wydawnictwa Łódzkiego, Łódź 1985.

Dziękujemy Autorce za zgodę na publikację tekstu.

Autorzy:

zdjęcie Maria Szyszkowska

Maria Szyszkowska

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 58; nazwa: MariaSzyszkowska

12 komentarzy do:Zniechęcenie

  • szpaku7g

    [Re: Zniechęcenie]

    Bu! :]

  • Tadeusz

    [Re: Zniechęcenie]

    Dawno już nie czytałem tekstu z taką ilością błędów – literówek. Może to świadczyć o braku szacunku wobec odbiorców. Pani profesor napisała w sposób łatwy, miły i przyjemny, a także półprawdziwy. A dla wielu półprawda to już nie prawda. Dziwi mnie ta lekkość wyciągania wniosków na tak wybiórczych przykładach, a nieraz braku przykładów, bo liczy się tylko teza, i co gorsza, braku odniesienia do uwarunkowań potwierdzonych naukowo. Ale pani Szyszkowskiej to w karierze nie przeszkodzi, bo pani Szyszkowska mówi to, co wielu chce usłyszeć. To się nazywa naukowe podejście.

  • Grzegorz

    [Re: Zniechęcenie]

    Brak ładu i porządku doprowadził mnie do początku mego istnienia w świecie bez … : )

  • marek

    [Re: Zniechęcenie]

    z całym szacunkiem dla p.SZyszkowskiej bo to na pewno się jej należy!!! literówki to wina kretyna który to przepisywał! a akurat obraz przedstawiony miał za zadanie uzmysłowić ludziom jak jest a jeśli ktoś się z tym nie zgadza to trudno, wg mnie jest dokładnie tak jak przedstawia to p.Szyszkowska i dokładnie tak to czuje…

  • Twoje imię Robert

    [Re: Zniechęcenie]

    Zajmujac glos w sprawie zniechecenia warto pamietec ze stany psychiczne i emocjonalne sa tak zroznicowane jak jest odmienna osobowosc ludzka. Sprostanie opisu tegoz stanu w krutkim artykule wg odczuc co niektorych recenzentow byloby brakiem rozsadku i mijaloby sie z celem przedstawienia tego tematu na forum internetu. Jesli ktos czuje sie nieusatysfakcjonowany iloscia materjalu, jak i jakoscia informacji nic nie stoi na przeszkodzie aby odwiedzil odpowiedniego specjalisty w swoim rejonie zamieszkania. Zastanawiam sie czy slowa krytyki pod adresem autora artykulu nie wynika ze stressu opiniodawcy, tym bardziej ze nie jest tajemnica rola krytyki w dowartosciowaniu sie kosztem osob drugich. – Usatysfakcjonowany.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa