- homiki.pl - http://homiki.pl -

Tik tak o trzeciej nad ranem

tik-tak
zegar tyka miarowo
a papieros jest słodki.

adam śpi rozwalony na całej szerokości łóżka.

która to może być godzina? nie widzę w mroku tych przeklętych wskazówek, tylko słyszę je, jak biegną, zapierdalają niczym koń pod górkę, powoli… jeśli można powoli zapierdalać, to one czynią tak właśnie, a noc zmierza ku końcowi.
jest bardzo ciemno i forma właściwie nie ma kształtów, żadne formy ich nie mają, są tylko niewyraźne kontury i jaśniejący żar mojego papierosa. palę powoli, jakby z namysłem, choć w mojej głowie istnieje tylko ssąca i bolesna pustka.
papieros jest ohydny,
zwietrzały,
smakuje jak gówno.
a on śpi.
teraz dopiero dostrzegam pewną prawidłowość, której wcześniej nie było… była, choć jej nie dostrzegałem, bo czynię to właśnie teraz i nie czyniłem wcześniej.

on śpi rozwalony na plecach.
zawsze tak sypiał.

na wznak, z szeroko rozrzuconymi nogami, z rękoma niczym mały chrystusik – rozciągnięty, jakby całe łóżko należało do niego.
i oddycha miarowo – śpi przecież – świszczy ledwie dosłyszalnie półprzymkniętymi ustami, a wargą, korytem pomiędzy nimi, błyszczy cienka – niczym pajęcza sieć – strużka śliny.
jest ciekawie rozebrany, czystość natury, na brzuchu zaś skrawek białego prześcieradła. spoglądam tam, niewielka wypukłość oceanem jasności, i odwracam głowę.
poezja… on jest poezją i wszystko wokół niego.

gaszę papierosa i choć nie chce mi się zupełnie palić, odpalam kolejnego. do rana jeszcze chwila. dotykam zimnego kubka i próbuję odgadnąć czy jest w nim jeszcze kawa… nie ma oczywiście, dawno już wypita pozostawiła po sobie garść wysuszonych na wiór fusów. to czego się napiję?
niczego.
nie mam ochoty wstawać.

on śpi jak aniołek.
zawsze tak sypia.
za dnia po prostu piękny, w nocy po dwakroć przypomina boga.

przypominam sobie jak usypia, zawsze wtulony, wplątany w moje ręce, nogi, we wszystko wplątany i scalony, że nigdy nie jest chłodno, nawet zimą przy otwartym oknie. tak usypia za każdym razem, małe dziecko w objęciach mamy, wyczekując buzi na dobranoc. i otrzymuje je, w czółeczko, a potem oddala się razem z morfeuszem i spada w odległą i barwną krainę.
a rano opowiada sny.
nigdy nie było mi lepiej,
nie znam chwil piękniejszych od tych,
tuż przed zaśnięciem.
a jak się budzi?
rozwalony na całej szerokości łóżka.
po prostu.
a ja niczym sardynka, która zawsze ustępuje miejsca, gdzieś pod ścianą, połamany połamaniec wciśnięty w najdalsze, najciaśniejsze kąta.
sardynka.
i nigdy nie mam pretensji, bo i o cóż?

Autorzy:

zdjęcie Michał Nowacki

Michał Nowacki [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 59; nazwa: MichałNowacki