Na chwilę przed Wielkanocą…

„Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą.”Dezyderata

Wielki Post to dla katolików czas refleksji, moment zadumy, któremu towarzyszy metafizyczna potrzeba pokuty, jaka staje się bramą do wyzwolenia duszy z ciężaru grzechu. Sakrament spowiedzi jest szansą na oczyszczenie, które warunkuje wewnętrzną harmonię, i które pomaga zrozumieć istotę Boskiego miłosierdzia. Nie można żyć bez moralnej równowagi tak, jak nie można egzystować wbrew własnemu sumieniu. Myślę, że nikomu nie są obce podobne uczucia, przecież każdy z nas dąży do szczęścia, którego filarem musi być nadzieja i pokój duszy.

W tym roku bardzo długo zastanawiałem się nad tym, czy przystąpić do sakramentu pokuty. Ostatni rok nie był dla mnie łatwy i pewnie dlatego okazał się tak ważny, a może nawet decydujący w kwestiach samookreślenia mojej tożsamości. Towarzyszyło mi nieustannie wiele wątpliwości. Zadawałem sobie mnóstwo pytań, na które odpowiedzi musiałem szukać u źródła wyłącznie własnej świadomości. Kryzys wiary pojawił się jakby mimochodem, jakby z boku bieżących myśli, histerycznych emocji i całego chaosu zmysłów. Pojawił się i trwał, czekając na rozwiązanie, czekając na finał mojej z nim rozprawy. Po długim czasie burzy nadszedł spokój. Wszystko stało się bardziej wyraźne i bardziej klarowne. Nie walczę już ze swoim życiem, nie walczę już ze sobą, bo wreszcie osiągnąłem cel trudnej drogi do samoakceptacji (stało się to kilka miesięcy temu). Teraz wiem: jestem homoseksualistą. Teraz wiem: nie chcę stracić mojej wiary, która znaczy dla mnie znacznie więcej niż mogłem się tego spodziewać jeszcze kilka lat temu. Na pewno jest na tyle istotna, aby nie wolno mi było z niej zrezygnować. Ale jak realizować założenia religii, która otwarcie potępia moją życiową postawę i kwestionuje prawo do czerpania radości z emocji, jakie nazywa „zboczeniem”? Wygląda na to, że stałem się heretykiem, bo podjąłem własną drogę. Przedtem jednak poszedłem do spowiedzi, aby ostatecznie przekonać się jaką mam szansę na życie w katolickiej społeczności nie wyrzekając się siebie. Poszedłem dość późno, na chwilę przed Wielkanocą, bo długo borykałem się z wątpliwościami co do sensu samego aktu sakramentalnego.

Poszedłem do spowiedzi wiedząc, że nie mogę liczyć na rozgrzeszenie. Od początku chyba zdawałem sobie sprawę z tego, iż będą to pierwsze święta, które przeżyję „nie będąc w stanie łaski”, ale jednocześnie wiedziałem, że muszę spróbować, bo jestem przecież częścią tej kultury, tej zbiorowej świadomości i nie wypada od niej uciec z podkulonym ogonem. Musiałem usłyszeć słowa kapłana, który zwracając się bezpośrednio do mnie nakazał mi dokonać wyboru: albo wiara, albo chora miłość, jaka „podstępnie” mną zawładnęła. Pewnie nie byłem pierwszym, który został postawiony przed podobnym dylematem, ale poczułem wówczas, że jestem sam. Poczułem się jak bohater egzystencjalnej rozprawy Sartre'a, jak istota, która mimo swej niedoskonałości musi udowodnić samej tylko sobie wartość własnego istnienia. I tak w samotności odnalazłem siłę, odkryłem ją pośród wszelkich swoich wad, wszelkich ułomności i słabości. Zrozumiałem, że tak naprawdę dylemat nie istnieje, że to tylko iluzoryczne uproszczenie. Bóg jest miłością i z miłości nie każe mi rezygnować. Konieczność wyboru pomiędzy Nim, a kimś bliskim wydała mi się smutnym nonsensem. W konfesjonale przyznałem się do grzechów, wyraziłem skruchę, ale wspomniałem także o moim uczuciu do drugiego mężczyzny, o uczuciu, którego nigdy nie nazwę grzechem, bo jest ono dla mnie źródłem niewypowiedzianej radości i szczęścia, a także czystego dobra. Choć postawiono mnie przed wyborem, to wiem, że moje sumienie nie podejmie nigdy podobnej decyzji, bo przecież nie funkcjonuje ani wbrew mojemu ciału ani wbrew mojej duszy.

Z konfesjonału wyszedłem z błogosławieństwem, lecz bez rozgrzeszenia. Ktoś mógłby powiedzieć, że wyszedłem z niczym, że zostałem odprawiony z kwitkiem przez instytucję kościoła, ale ja wiem, że opuściłem wtedy kaplicę z całym sobą, z całą swoją hierarchią wartości, która tylko się umocniła. Niczego nie utraciłem, niczego się pochopnie nie wyzbyłem. Nie skłamałem (choć bałem się powiedzieć o wszystkim), nie odsunąłem się od prawdy i przede wszystkim nie wyrzekłem się miłości. Powiedziałem: kocham M., kocham Go i tak pozostanie. To była próba, egzamin z życia i dotychczasowych doświadczeń, które pozwoliły mi na wejrzenie we własną świadomość. Czy zdałem? Ktoś wewnątrz mówi mi, że owszem, bo przecież gdybym wyrzekł się prawdziwej miłości w zamian za rozgrzeszenie nie potrafiłbym więcej spojrzeć w lustro, a tym bardziej w twarz M. Czy na tym miałoby opierać się moje pojednanie z Bogiem?! Nie odżegnałem się od tego, w co wierzę, czemu ufam i co stanowi o mojej tożsamości. Wsłuchując się w wokale zespołu „Piwnicy pod baranami” powtarzam z nimi słowa Dezyderaty: „zachowaj spokój ze swoją duszą.” Ów, może i nieco banalny, ale wiecznie autentyczny i wart przypomnienia, cytat zawsze będzie dla mnie kluczowy w kwestii indywidualnej moralności jednostki.

Tegoroczny Wielki Post i moja „spowiedź” nie były drastycznym przełomem, a jedynie potwierdzeniem słuszności drogi, jaką obrałem już jakiś czas temu. Ciężko jest kroczyć ścieżką wiary, która tak naprawdę będzie realizowana samoistnie, bez kontroli księdza czy innego kapłana, poza strukturą chrześcijańskiej wspólnoty. Wiem jednak, że nie mogę pójść w innym kierunku, innym traktem, ponieważ nie byłaby to już moja droga i nie moje życie.

Autorzy:

zdjęcie Przemysław Kryniewicz

Przemysław Kryniewicz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 82; nazwa: PKryniewicz

30 komentarzyNa chwilę przed Wielkanocą…

  • Jerzyk

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Bardzo osobiste, przejmujące… Powodzenia!

  • DevilBoi69x

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Mam ten sam dylemat. Joz od dwoch lat nie bylem u spowiedzi ani nawet w kosciele z wlasnej woli. Nie wiem jak mam wierzyc.

  • Uschi

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    DevilBoi – może trzeba wierzyć po prostu w zgodzie z samym sobą? Wielu Nazwie taki wybór oportunizmem, bo – tak jak ja – wybierasz sobie wtedy z religii to, co jesteś w stanie zaakceptować. Wiary Twojej to przecież nie zmienia, prawda? Ja pojęłam kiedyś rozłączność wiary i religii – i choć był to dla mnie dramat, pozwolił mi zachować łącznośćz Bogiem. Chodzę do kościoła, daje mi to dużą radość, choć od lat nie przystąpiłam do żadnego sakramentu. Może po prostu taki nasz los (jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi) i mamy go jak najlepiej, jak najpełniej realizowac, starając się być jak najlepszymi ludźmi?

  • ja

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Dla mnie spowiedz to wymysl czlowieka i nie wiele ma wspolnego z Bogiem, podobnie jak sam kosciol, mozna obcowac z Bogiem gdzie kolwiek i kiedykolwiek bez interwencji czlowieka zwanego ksiedzem. Mnie Bog nie potepia , nie karze, nie wyzywa mnie od najgorszych, to tylko ludzie to czynia podobno w jego imieniu co jest klamstwem i absurdem. Wspolczuje tym wszystkim ktorzy nie potrafia znalezc Boga poza murami kosciola, ktorzy nie potrafia z nim porozmawiac o sowich radosciach i smutkach tylko tkwia w narzuconych im przez kulture kanwach i co jakis czas przezywaja dramaty z powodu spowiedzi i swojej orientacji.
    Bog was kocha takimi jakimi jestescie, to tylko ludzie wam wmawiaja ze jestescie niczym i Bog was nie chce. Uwierzcie w to a bedzie wam o wiele lzej. A to ze kochacie kogos tej samej plci, wcale nie zabrania wam przyjmowania komuni sw. jezeli tak wam na niej zalezy.

  • Dlugoszczyk

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Spowiedz uszna zostala wprowadzona w kosciele zachodnim w XIIIw., dokladnie na 4 soborze lateranskim. Powodem tej reformy byla bardzo trudna sytuacja owczesnego papiestwa. Duzo obszarow europy bylo pod wplywem kosciolow, ktore pomysly papieza, uwiklanego w polityke, rywalizacje o feudalne prergatywy i wladze nad monarchami; traktowaly jaka antychrzescijanskie, podkreslajac, ze kosciol, by móc nasladowac Jezusa musi zyc tak samo skromnie jak Mistrz. Dodatkowo zauwazali, ze Jezus przeciez nie umarl, daltego bpa Rzymu uwazajacego sie za nastepce Chrystusa na ziemi traktowali jako samozwanca podszywajacego sie pod Ojca Siwietego, ktorym w pismie jest sam Bog W odwecie papieze tradycjonalistow-opozycjonistow nazywali heretykami, i to okreslenie przetrwalo do dnia dzisiejszego, dzieki inkwizycji i wyprawom krzyzowym feudalnego rycerstwa. Zmotywowani rycerze za udzial, jak obiecywali papieze uzyskiwali w najgorszym razie po smierci zycie wieczne, a gdy los ise do nich usmiechnie….majatek heretyka, oczywiscie po podziale z kosciolem.
    Pierwotne chrzescijanstwo nie znalo, ani nie praktykowalo spowiedzi usznej. Spowedz znano jako powszechna, aczkolwiek inaczej ja praktykowana, otoz na nabozenstwi ci, ktorzy czuli , ze zawinili swoim braciom prosili ich o wybaczenie, lub publicznie i dobrowolnie wypowiadali swoje grzechy, albo tez w swoim sumieniu dokonywali rachunku sumiena proszac w modlitwie Boga o wybaczenie. Na koniec przewodniczacy zgromadzenia oznajmial, ze jezeli zal byl szczery Bog odpuscil winy.
    Wspolczesnie takie rozumienie spowiedzi przechowuje kosciol protestancki.
    Swiat chrzescijanski jest podzielony odnosnie uwazania homoseksualizmu za grzech. Niektore Koscioly chrzescijanskie z kanady, usa, ue, te wierne Reformacyjnej zasadzie, iz kazde nowe pokolenie ma na nowo odczytac alegorie w Biblii, by byly Zywym Slowem uwazaja, ze homoseksualizm to orientacja seksualna czlowieka, ze homoseksualisci chrzescijanie grzesza w tych samych momentach, co heteroseksualisci. W Polsce, monopol KRK, brak wiedzy o kosciele powszechnym sklania wielu homoseksualistow do stawiania sobie fundamentalnych pytan. Wiara jest laska, a ona nie zalezy od czlowieka, tylko od daru Boga dla czlowieka. Ci, co zostali ja obdarzeni i z orientacja homoseksualna nawet zyjac w Polsce beda blisko Boga, pokladajac w Nim ufnosc.

  • K.

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Naprawdę fajny, ważny i wartościowy tekst. Myślę, że bardzo wielu gejów przeżywa w swoim życiu podobne dylematy, bo przecież Bóg nie pozostawia nikogo tak po prostu i od nikogo sie nie odwraca. Bóg jest przede wszystkim miłością. Ja osobiście też borykam się z podobnymi dylematami, ale wiem napewno, że wiara, miłość i Bóg są i będą dla mnie najważniejsze. Przecież Chrześcijanie to nie tylko Kościół Katolicki (warto zauważyć, że nawet Kościół Katolicki jest troszeczke bardziej liberalny np. w Niemczech niż w Polsce), ale Kościół Ewangelicko-Augsburski czy Ewangelicko Reformowany. To także Kościoły chrzescijańskie, które jednak zupełnie mają inne podejście do orientacji homoseksualnej. Kościół Luterański (Ewangelicko-Augsburski) z reguły wprowadza błogosławieństwa par homoseksualnych w tych krajach gdzie są wprowadzone związki partnerskie (np. kraje skandynawskie, Holandia, itd.). Bycie człowiekiem o orientacji homoseksualnej jest rzeczą najzupełniej normalną. Najważniejsze to być dobrym, prawdziwie kochać i stawiać Boga na pierwszym miejscu i być mu posłusznym. Uważam, że bardzo pomaga cztanie Pisma Źw. (Polecam). Kościół Luterański jest drugim co do wielkości kościołem Chrześcijańskim na świecie (w Polsce również). Mi osobiście bardzo pomogły strony Parafii gejów i lesbijek http://www.kosciol-gejow.prv.pl i http://www.luteranie.pl W Warszawie są też spotkania Ekumenicznej grupy gejów i lesbijek Chrześcijan http://www.republika.pl/berithprzymierze/

  • BaR

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Może lepiej zadać sobie pytanie, czym jest Bóg? Dla mnie Bogiem jest to, w co wierze, to ikona, z którą rozmawiam w chwilach dla mnie ciężkich, proszę o pomoc, tylko ja i „ona” i to jest ta wiara, o która warto walczyć (oczywiście to tylko moje zdanie). Nie zapomnijmy, że ikona religii chrześcijańskiej jest tak naprawdę jedną wielka szmirą służącą do siania nienawiści, nietolerancji i rozpętywania wojen. Swoją drogą nie tylko chrześcijańska, ale ta interesuje mnie najbardziej, bo jej wyznawcy otaczają mnie ze wszystkich stron.

  • Chello

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    hmmm.. a po co w ogole chodzic do kosciola.. dl amnie to miasto czubkow z tymi ichnimi obrzadkami wszystkimi

  • Faeton

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Kosciół jest instytucją, która nie jest niezbędna do tego aby wierzyć w Boga. JA sam jestem agnostykiem-wątpiącym, nie uważam jednak aby do wiary potrzebna była instytucja. To, że grupka opętanych schematycznym myśleniem wyrosłym z zabobonów, nietolerancji i ciemnoty nazywa gejów heretykami, diabelskim pomiotem, zboczeńcami itd, nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. To oni mają ze soba problem, bo zamiast postępować w zgodzie z nauka jaką wyznają żyją zaślepieni nienawiścią, zatem żyją w grzechu. Gdyby Bóg nienawidził homoseksualistów, to by ich nie stworzył:P. AMEN!

  • ́ukasz

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Bóg jest z Tobą zawsze. Nigdy nie musisz dokonywać wyboru pomiędzy nim a czymś innym. On Ciebie kocha niezaleznie od tego, kim jesteś. To nie kapłan decyduje, czy możesz nazwać się dzieckiem Bożym.
    Pozdrawiam! 🙂

  • Morgiana

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    wspaniały tekst… naprawdę.

    A co do religii… jak zauważlyli poprzednicy, tylko kosciół katolicki uważa homoseksualizm za grzech. W_Ewangeill_Nie_Ma_Potępienia_Homoseksualizmu.

  • gayart

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    To jest rzeczywiście ważny problem. Jak żyć i jak wierzyć. Ja jako gej codziennie borykam się z tym problemem. Przystępuję do sakramentów, chodze regularnie a czasami nawet częściej niż tylko w niedzielę do kościoła. „Cierpienie to źródło nadziei”. Bóg mnie kocha. Wierzę w to głęboko. Tyle razy mi juz pomógł, podniósł. Nie opuścił mnie nigdy. Z księgi proroka Jeremiasza: „Znałem Cię zanim zostałeś poczęty, wybrałem Cię zanim przyszedłeś na świat”. Wierzę, że tacy jacy jesteśmy – jesteśmy stworzeni i wybrani przez Boga. Każdy ku własnemu powołaniu.

  • Erico

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Jezus nigdy nie potępił homoseksualizmu.
    Ba, według Woodsa, uleczył geja swego czasu….

  • Morgiana

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    tak, chłopca na posyłki pewnego setnika, który z resztą wzruszył Jezusa i zasłużył na całkiem sporą pochwałę.

  • jork

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Teks opublikowany tutaj „pisałem” też, tylko że dla siebie, przed 10 laty.
    Historia i doświadczenie identyczne. Wybór formalny, ponieważ pociągnął za sobą rezygnację z rytuału, (aktywnej wiary) któremu poddawałem się do owego punktu zwrotnego.
    Kto tego doświadczył, może mówić o swego rodzaju KATHARSIS dla duszy. A to wierzcie mi, uspokaja, czas przecież wszystko leczy.
    Źwiąt Spokojnych

  • Dzek

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Potwierdzam. Dawno temu to przezylem. Akt zerwania z rytualem religijnym, zaleznosci mentalnej od hierarchicznej kasty kaplanskiej przezylem jak katharsis dla mej duszy szukajacej Boga. Obmycie oczu przerazilo mnie, bo zobaczylem wszystkie swoje watpliwosci, a z drugiej strony uswiadomilem sobie, ze nie jestem sam, ze na drodze mojego zycia jest Jezus, ze sumienie ma wystarczajace kompetencje, by odroznic dobro od zla.

  • natrorr

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    otrzymuję rozgrzeszenie niczego nie ukrywając na spowiedzi: jestem mężczyzną w stałym związku z mężczyzną, Bóg dał mi mądrego spowiednika. sam się dziwię, jak to możliwe: chodzi o rozumienie sakramentu pojednania z Jezusem i miłością w centrum, a przepis i definicja też się wtedy zgodzą.

  • Twoje imię to Tim21

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Spowiadal cie gej ksiadz. Jednak nie zastanowiles sie dlaczego milosc do twojego partnera nazywasz grzechem? Chyba, ze go zdradziles…. Poza tym, kto odpuszcza ewentualne grzechy, czlowiek, czy Bog?

  • Radek

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Serdecznie współczuję – nie wątpię, że obaj jesteście dobrymi ludźmi – nie odwracajcie się od Bogą – jak sam powiedzałeś – „Bóg jest miłością”, On rozumie wszystkich i wszystko. . .

  • Czarek

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Byc moze ta spowiedz bardziej byla potrzebna temu ksiedzu, a posrednio i Kosciolowi… Radosnych Źwiąt! 🙂

  • Stefek

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Dwa lata temu byłem chrzestnym mojego bratanka. Wiadomo, formalności, a chciałem, żeby formalnie wszystko było jak trzeba. Pojechałem specjalnie do innej miejscowości do księdza, o którym sądziłem, ze mi pomoże (nie spałem z nim!!!). Odbyłem spowiedź w zaciszu kancelarii. Ksiądz dał mi rozgrzeszenie i powiedział, że „tego z oczywistych względów pobłogosławić mu nie wolno” – byłem i jestem nadal w związku. Do chrztu wstrzymaliśmy się z seksem, przyjmowałem komunię, a potem było jak zwykle. Nie przyrzekałem Bogu poprawy, bo nie czuję się winien – taki się urodziłem, a skoro takim mnie stworzył, to miał w tym jakiś cel. Ale też niczego nie wymuszam – tn. nie nadużywam sakramentów, bo wiem, że i tak będę spał z facetem. Sakramenty zostawiam na specjalne okazje – ostateczne, jeżeli zdążę.
    Przyjęliśmy z moim partnerem ideologię środka – do kościoła chadzamy, ale nie wszystko, co tam się mówi, bierzemy do siebie /może coś się w Kościele zmieni?/.Wierzymy, że Bóg jest miłością. Nie taką, w jakiej imię musiałem wyjść rok temu z mieszkania moich rodziców usłyszawszy, że jestem gorszy niż przestępcy, a życie mojej matki już się skończyło i nie takiej, z jaką ojciec wydarł się na mnie, aż echo niosło po klatce schodowej: „Sp… jebana cioto!” – sprawa mojego gejostwa „wyszła”. Kontakty rodzinne są zerwane – dobrze, że brat chce mnie jeszcze znać.
    Źwięta spędzę we własnym domu z chłopakiem i u jego rodziny, która, choć radiomaryjna nie przekreśliła nas.
    Dlatego: Drodzy „inni”, wierzcie, że Bóg jest miłością.
    PS. Na owej spowiedzi powiedziałem księdzu: „Jestem gejem i muszę z tym żyć. On odpowiedział: „No, musisz.”
    A więc żyjmy!
    PS. O 17.30 wychodzimy na nabożeństwo wielkopiątkowe.

  • Przemysław Kryniewicz

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Do Tim21: Nigdy nie nazwałbym mojej miłości grzechem – o tym jest ten artykuł.

  • Przemysław Kryniewicz

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Tak z obawy o interpretację mojego tekstu podkreślam poniższe zdanie:

    „W konfesjonale przyznałem się do grzechów, wyraziłem skruchę, ale wspomniałem także o moim uczuciu do drugiego mężczyzny, o uczuciu, którego nigdy nie nazwę grzechem, bo jest ono dla mnie źródłem niewypowiedzianej radości i szczęścia, a także czystego dobra.”
    Czytaj uważniej Tim21!

  • janusz

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    dziekuję ci za ten tekst.

  • ondansetron

    [–> Stefek]

    „Nie przyrzekałem Bogu poprawy, bo nie czuję się winien – taki się urodziłem, a skoro takim mnie stworzył, to miał w tym jakiś cel”

    Nie spełniłeś zatem jednego z warunków spowiedzi … była ona zatem nieważna.
    Sakrament Spowiedzi nie polega tylko na wypowiedzeniu grzechów.

    Nie rozumiem jak gej – katolik może tworzyć związki gejowskie!! Przecież to czysty absurd!
    No chyba, że jest takim samym hipokryta jak większość polskich katolików…
    Pozdrawiam i życzę spokojnego długiego łikendu – przynajmniej śmieszne tradycje katoli na coś sie przydają …

  • cysiek

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    W tym roku przeżywam swoje pierwsze święta po ujawniniu się i jednocześnie pierwsze kiedy stoje z boku tych wszystkich wydarzeń dlatego rozumiem Cię bardzo dobrze i jednocześnie dziękuję za ten tekst-bardzo mi pomógł.

  • Agnostyk

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    Często ludzie, tzw. wierzący, narzekają na księży. Niech się jednak zastanowią, kto tak naprawdę jest winien tego, że „duchowi ojcowie” są tacy wredni. Wg mnie – ci, którzy do nich idą! Przestańcie chodzić do nich, a zginą śmiercią naturalną. Nie mogę przecież słuchać kogoś, kto mnie notorycznie potępia i moją miłość do mężczyzny ocenia jako złą. Obudźcie się i przestańcie wspierać wszelkie instytucje religijne. Wierzcie sami dla siebie, nie dla „duchownych”. To oni wmówili Wam, że są niezbędni do zbawienia. A skąd oni to wiedzą. Byli na telekonferencji z Bogiem?

  • bartek

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    cóz… w starym testamencie jest napisane, ze Bog przyjdzie gdy na swiecie rzadzic bedzie sie rozpusta i mezczyzna z mezczyzna beda sie kochac a nawet ze zwierzetami…. coż… dla mnie to wielki absurd, by na podstawie jednego niejednoznacznego zdania okreslac caly stosunek Boga do homoseksualistów. Najwazniejsze chyba jest to by kochac Boga i zyc „z jednym” partnerem, nie zmieniac go od tak sobie, ani nie przekrecac na lewo i prawo… wdg mnie to chyba jest dobra droga, do komunii i spowiedzi juz nie chodze, bowiem kosciol zamknal mi droge do Boga, wmawiajac ze dla mnie nie ma łaski. Ale jesli zyje dobrze, odwzajemniam milosc Boza i czekam spokojnie na sadny dzien to chyba dobrze prawda? A tak w ogole, o wszystkim przekonamy sie dopiero po smierci. Nawet jesli takie zycie jest grzechem, hmmm to sam nie wiem, nie powinienem chyba tak wielce wierzyc w Boze milosierdzie, ze mimo wszystko to mi odpusci, bowiem to juz jest grzech przeciw duchowi swietemu…. ale to pokrecone… nie wyrabiam juz 🙁

  • Jerzyk do Meos

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    …i znowu ta gadka o ojcu… zieeew…

    A „W drodze” w tym przypadku powinno zmienic tytuł na „W bezdroża” lub też na „W pole” – bo tęsknoty za tatusiem nie da się przypisać jak leci wszystkim gejom

    pozdrosy :-*

  • Piotr

    [Re: Na chwilę przed Wielkanocą…]

    podpisuję się pod pod Tobą, aza stray jestem na bajkę o tatusiu

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa