- homiki.pl - http://homiki.pl -

…a my się kochamy jak trzy aniołki

Szykuje się kolejny skandal. 15 kwietnia nakładem wydawnictwa Sic! ukaże się powieść Bartosza Żurawieckiego „Trzech panów w łóżku, nie licząc kota”. Nie będzie to grzeczna opowiastka o wyemancypowanych gejach i lesbijkach w Polsce a kontrowersyjna, pełna mocnych fragmnetów książka o dylematach trójki zakochanych w sobie młodych ludzi. Powieść ukaże się w połowie kwietnia ale już krążą o niej plotki. Dziś po raz pierwszy jej fragmenty poddane zostaną osądowi naszych czytelników. Książkę objął swoim patronatem portal homiki.pl.

* * *

Popołudnia pewnego, po pracy, w przypływie uczuć tkliwych i wzniosłych, z odruchu serca i ze łzami w oczach postanowił obdarować chłopców ogromnym bukietem kwiatów. Mijało właśnie półtora miesiąca, odkąd po raz pierwszy wylądowali we trójkę w łóżku. Półtora miesiąca bez dwóch dni.
-Trzynaście szkarłatnych róż poproszę – rzucił w kwiaciarni. – Nie, lepiej piętnaście. Żeby nie zapeszyć.
Sprzedawczyni pobieżała chyżo do wiaderka.
-Dla żony? – spytała z niedowierzaniem, dobierając co mniej rozwinięte.
-Nie mam żony – rzekł Michał dumnie.
-To dla ko… dla narzeczonej? – drążyła serdecznie.
-Nie mam… narzeczonej – głos mu nieco przycichł.
Sprzedawczyni zapatrzyła się na niego sceptycznie.
-Miałam na myśli dziewczynę.
-Nie mam dziewczyny… też.
-Każdy ma dziewczynę. Albo będzie miał – i w tym samym nakazoworozdzielczym trybie oberwała zbędne listki – Pasuje?
-Nie może być inaczej.
-Dla matki?
-Nie mam… Nie, nie dla matki.
-To pewnie na ślub?
-Nie mam ślubu.
-To na grób?
-Nie mam grobu.
-To po co?
-Ja, wie Pani, tak dla siebie.
-Pan sam sobie daje kwiaty? – kobieta cięła końcówki – Szczęściarz z pana.

(…)Poszli razem na wernisaż wystawy „Niech nas zobaczą!” do niewielkiej galerii na obrzeżach centrum. Ściany obwieszone były zdjęciami par homoseksualnych, które posyłały radosne uśmiechy na tle łagodnej zimowej scenerii. Wszystkie fotografie wyglądały dokładnie tak samo. Ich bohaterowie ujęci zostali frontalnie, w pełnym planie, stali prosto, nie przeginali się. Trzymali się za ręce. Mieli zawisnąć w większych miastach na billboardach, ale histeryczna reakcja otoczenia pokrzyżowała im plany. I blokersi, i prezydenci projektowali na te zdjęcia słodkie a la pocztówki UNICEFU swoje uprzedzenia i pokątne myśli. Kontrast był uderzający, groteskowy, zostawiał daleko w tyle sławetne reakcje na „Szał”, „Śniadanie na trawie” i Duchampa. Był tak naprawdę kontrastem kontrastu.
– W tamtych przypadkach – tłumaczył Michał – skandal wpisano w poetykę dzieła, a tu wynikł on z użycia mieszczańskiej estetyki przez osoby, którymi odmówiono prawa do posługiwania się nią.
– To mi przypomina scenę z „Widma wolności” Bunuela – dodał Paweł. – Małżeńska para gorszy się i podnieca pocztówkami z widokiem zabytków i zachodów słońca.
– Bo oni wszyscy z miejsca wyobrażają sobie, jak ci grzeczni chłopcy z plakatów się pieprzą. I nie mogą wytrzymać z tej ekscytacji. A przecież niektórzy z nich nawet nie są sparowani. To modele.
– Jakże trywialne są nasze rozkosze!
W tym momencie przecisnął się do nich z plastikowym kubkiem w dłoni Wiktor. Zapytał surowo.
– Dlaczego się nie sfotografowaliścieeeee?
– Och! Bo my jesteśmy ci rozwiąźli – odparł Michał. Adam roześmiał się w głos, ale szybko się zasępił, bo uświadomił sobie, że jego nieobecności na zdjęciach nikt nie dostrzegł i nikt już nie dostrzeże.
– Niemożliwe! – wykrzyknął Wiktor.
– A dlaczego? Czyżbyśmy uchodzili za wzorzec homomałżeństwa i winniśmy upowszechniać swój wizerunek?
– Winniście upowszechniać pozytywny wizerunek. Wszyscy winniśmy.
– Jak następnym razem postanowicie upowszechniać pozytywny wizerunek seksu analanego, to chętnie zawiśniemy. A ty gdzie wisisz? – Michał tknął Wiktora palcem.
Wiktor wskazał na jedno ze zdjęć, nie odróżniające się od pozostałych. Michał rzucił okiem.
– Jesteś na nim bardzo do siebie podobny.
Tout le monde przyszedł na ten wernisaż. Adam dostrzegł i Leona urzędnika, i słynnych bywalców darkroomów, dziennikarzy prywatnie, parę osób gay friendlych, nawet jakichś polityków. Gdzieś w tłumie mignął małolat ekskochanek z drugim małolatem, pomachali Adamowi i przepadli. Adam snujący się i osamotniony jak wtedy, na zebraniu OOGiLDZGiPD z klozetem w podwórzu, próbował wzbudzić w sobie gay pride. Oto jest tutaj, robi coś dla sprawy, pije wino na wernisażu słusznej wystawy, prowadzi nonkonformistyczny tryb życia, na pohybel betonowym impotentom, udowadnia, że jest normalny, choć inny, inny, ale zwyczajny, zwyczajny, ale niezwyczajny, niezwyczajny, bo inny, inny, ale taki sam. Kurwa, nie taki sam! Kręci mu się w głowie od tego wina w plastikowych kubkach, podłego wina, jak zawsze na wernisażach. Spogląda na Michała, który rozjaśnił specjalnie na tę okoliczność końcówki włosów, założył koszulę w delikatne paseczki, chyba od Armaniego, koszula, nie paseczki, i chciałby go zerżnąć tu i teraz, Michała nie Armaniego, kochać się na oczach tych wszystkich kochających inaczej i niech nas zobaczą, niech nas powieszą na ścianach i billboardach. Ale Michał rozmawia z Wiktorem, a teraz ze znajomą z telewizji, nie on nigdy tego nie zrobi, nie straci nad sobą kontroli, choć tak prowokacyjnie mówi, choć taki mocny w gębie, bo on jest tylko pośrednikiem idealnym, daje tyle, ile dostaje i nie zatrzymuje niczego dla siebie.

Adam spojrzał na Pawła, zaaferowanego nagrywaniem gości, z których wypowiedzi zrobi mały reportaż i będzie się użerał, by go puścili na antenie. Ale on, Paweł, wierzy w sprawę, wierzy w skuteczność działania, pracy organicznej i perswazji przez media. Spędził kilka lat w Stanach, gdzie ludzie potrafią się skupiać i walczyć o polityczne cele i swoje interesy. On w to wierzy, nie – on nie wierzy, bo nie jest skażony myśleniem religijnym, on wie, że kropla drąży skałę, że nie ma skutku bez przyczyny, że kultura to coś, co sami tworzymy, nie jakieś majaki pijanego Adama, ale proces, wieczny proces niczym u tego, jak mu tam, Kafki.

Paweł spojrzał roztargnionym wzrokiem na Adama i Adam wiedział, że Paweł skwapliwiej niż Michał podjąłby wyzwanie i dla dobra sprawy kochałby się z nim na środku sali. Może rzucić mu się do ust? Albo rzucić się na przód, skłębić te odstawione ciała niczym u tego, jak mu tam, Gombrowicza i tak pierdolić się bez końca, aż przyjdzie Straż Miejska i w pocie czoła będzie rozdzielać, a może się przyłączy. Adam zachichotał i odstawił kubeczek. Przerzedzało się na sali, skończyło się wino, trzeba było wracać. Michał ujął Adama za ramię i poprowadził go ku wyjściu.

Autorzy:

zdjęcie Bartosz Żurawiecki

Bartosz Żurawiecki [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 71; nazwa: BZurawiecki