Za wszelka cenę myśleć pozytywnie

Przemoc jest jak łysienie. Słyszymy o niej i czytamy, ale nie wierzymy, że coś takiego może się nam przydarzyć. Zaczepki stałym się elementem naszego życia, podobnie jak Lucia di Lammermoor, gejowskie imprezy czy Barbara Streisand. Niestety.

- A ja uważam to za świetne, kiedy jakiś typ do mnie kretyńsko i to publicznie zagada – stwierdził Karolek – mogę wtedy zaaranżować prawdziwy teatr – scenę dramatyczną – niczym Zsa Zsa Gabor za kierownicą, przy zatrzymaniu z powodu pijaństwa. To doprowadza najbardziej nawet zajadłego homofoba do panicznej ucieczki. Po takiej scenie czuję się utwierdzony w swojej gejowskiej samoświadomości. A dawka adrenaliny, którą przy tym dostaję, działa niczym poppers, kochany!
- Ale co zrobisz, gdy, ktoś cię jednak fizycznie zaatakuje – zapytałem niepewnie?
Karolek łyknął lampkę Sherry i spuścił niewinnie oczęta:
- Po prostu krzyczę w niebogłosy: Gwałcą!!!

Rozmawialiśmy właśnie w milutkim malutkim lokalu gejowskim w centrum miasta i czekaliśmy na moją starą przyjaciółkę Lolę, która po wielomiesięcznej acz niedobrowolnej czystości – znalazła wreszcie swego lubego, i właśnie chciała nam do zaprezentować. Temat „przemoc przeciwko pedałom” wypłynął, gdy barman i zarazem DJ włączył płytę Petera Maffaya*, co Karolek odczuł jako bezsensowne okrucieństwo i osobisty na niego atak.

Drzwi otwarły się gwałtownie i Lola wpłynęła do środka niczym „ucieleśnienie pokuszenia na beżowo”: od krótkiej beż-spódniczki począwszy, poprzez beżowy kostiumik, skończywszy na beżowym turbaniku.
- Boshee! Jak ona wygląda – wysyczał Karolek prosto do ucha – czyżby obrabowała jakiś lumpeks?
- Kochane, to niesamowite – jęknęła Lola zamiast przywitania i opadła zupełnie nie jak dama na krzesło, przywołując w międzyczasie obsługę. – Potrójny likier miętowy, ale migiem!
- Likier miętowy? – jęknął Karolek – jesteś w ciąży?
- Zamknij się Karolu – zainterweniowałem, złapałem Lolę za rękę by zapytać, co się stało a przede wszystkim:
- Gdzie twój chłopak?
- Pobity, leży w szpitalu. Złamany nos, podbite oczy, wstrząs mózgu, złamane żebra. Przemoc przeciw pedałom! Jego matka właśnie do mnie dzwoniła. Jestem załamana. Specjalnie dla niego zrobiłam się na bóstwo. Chciałam go dziś zaskoczyć czymś naprawdę damskim. Helmut zawsze powtarzał, że lubi eleganckie kobiety.
- Chwilunia – przerwał niecierpliwie Karolek, powiedziałaś przecież przed chwilą: przemoc przeciwko pedałom. Twój chłopak nazywa się Helmut i jest pedałem?
Taaaa! On nazywa się Helmut, choć wcale tak nie wygląda, i oczywiście że nie jest pedałem – zdenerwowana Lola zapaliła Gauloise`a bez filtra.- odprowadzał po prostu swojego brata na pociąg, objął go na peronie i dał mu buzi na pożegnanie. Obserwowali to jacyś kibole, śledzili go i szli za nim na parking i przywalili mu właśnie, gdy wsiadał do auta. A potem jeszcze napisali mu na masce sprayem „pierdolony pedał” i to na różowo, poza tym powybijali mu wszystkie światła.

Karol i ja milczeliśmy.
Lola wychyliła jednym haustem miętowy likier i milczała również, co było u niej naprawdę dziwne.
- Właśnie rozmawialiśmy o przemocy przeciw gejom – przerwałem tę dramatyczną ciszę, ale że już heterycy są z tego powodu napadani to rzeczywiście straszne.
- Nie długo zaczną bić babcie staruszki, za całowanie swoich wnucząt i wyzywać je od pedofilnych lesbijek – zamruczał Karol.
- Nie mam ochoty na żarty, – powiedziała cicho Lola i wstała. – Idę do domu i poczytam Foucaulta. To uspokaja.
- A próbowałaś może obejrzeć jakiś odcinek „Miodowych lat”? – Lola uśmiechnęła się smutno i pocałowała mnie na pożegnanie:
- Jeśli chcecie mnie jutro złapać, jestem u Helmuta w szpitalu. Wychodząc ściągnęła swój beżowy turban i podrapała się odruchowo w świeżo ufarbowane blond włosy.
- Tak o wiele lepiej – zawołał za nią Karolek,- ten arabski wygląd ci wcale nie pasuje!

W godzinę i dwa piwa później wychodziliśmy z lokalu. Bar zamykano, a my byliśmy ostatnimi gośćmi. Karolek wziął taksówkę (bo mamusia znów przesłała mu na konto) a ja poszedłem niespiesznie do zaparkowanego w odległości stu metrów na ciemnym podwórzu roweru.
Gdy właśnie schylałem się by odblokować zamek, poczułem jak ktoś klepnął mnie w ramię. Odwróciłem się i w tym momencie coś metalowego wylądowało na mojej szczęce. Czułem jak moje jedynki łamią się pod wpływem ciosu a ich odłamki smakują teraz w ustach jak garść drobnego żwiru.
-Pierdolony Pedał! Pedalska świnia! – z ciemności słyszę syczenie. Jak na scenie z „Matrixa” w zwolnionym tempie widzę olbrzymi glan zmierzający w stronę moich ramion. Instynktownie robię unik. Jakaś para rąk chwyta mnie od tyłu, a z przodu następuje grad ciosów. Szukam językiem swoich przednich zębów i nie mogę pojąć, że jakoś ich nie ma. Pięść uzbrojona chyba w kastet trafia mnie ponownie. Ból otrzeźwia mnie i zaczynam pojmować wreszcie, co się święci. Rozpoznaję dwie młode postacie w czapkach bejsbolówkach. Jeden wali we mnie pięściami jak na filmie „Rocky”, drugi trenuje swobodnie kopnięcia w stylu Van Damme`a i próbuje trafić mnie w twarz. To takie duże dzieci bawiące się w brutalną nawalankę na peceta, podczas gdy ja w dzieciństwie oglądałem „czarodziejki z księżyca” lub „star-treka”. Co ja im zrobiłem? Czego oni chcą? Niczego!

Oni mnie nienawidzą, bo z knajpy pedalskiej wyszedłem. Przez myśl przemknęła mi Lola i jej chłopak leżący w szpitalu. Pojmuję, że muszę się bronić, inaczej jutro moja własna matka mnie nie pozna. Strach i wściekłość mieszając się powodują nieoczekiwany przypływ sił.

Wyrywam się gwałtownie, odpycham na oślep rękoma w kierunku mojego zaparkowanego roweru i całą siła moich wątlutkich mięśni bronię się chaotycznie przed ciosami obu napastników. Kickboxer traci równowagę a drugi łapie mnie za kołnierz mojej kurtki.

Wywijam się z niej, szturcham do tyłu łokciami na oślep i uciekam. Krzyk, o wiele za cichy i jakiś taki nieartykułowany udaje mi się wreszcie wydobyć z siebie. Wypadam za róg; słyszę za sobą bluzgi i stukot butów. Przede mną grupa turystów na pustej zazwyczaj o tej porze ulicy. Ratunek! Biegnę w ich kierunku. Moi prześladowcy rezygnują z dalszej pogoni. Jedna turystka na mój widok zaczyna przeraźliwie piszczeć. Nic dziwnego, muszę wyglądać strasznie.

- Nu, jaa, co się Ponu stałooo? – pyta z troska w głosie jakiś grubas. Aha. Bawarczycy. Mam nadzieję, że nie wyborcy republikanów, bo mógłbym znowu dostać po mordzie. Sepleniąc i sycząc – mówienie bez zębów przednich do najłatwiejszych nie należy, próbuję wyjaśnić, co się zdarzyło.
- Jo żech nic a nic nie widzioł.- z żalem konstatuje grubas i oferuje, że zadzwoni na policję. Wyobrażam sobie jak wyrwani w środku nocy strażnicy porządku i prawa będą mnie wypytywać, z jakiego powodu zostałem napadnięty i pobity. Oczyma wyobraźni już widzę, mundurowego, który kiwa mi groźnie paluchem i głosi: – „Dlaczego pan chodzi w ogóle w takie miejsca, no właśnie”! Nieee chce żadnej policji. Włączyć „Abbę” i wszystko zapomnieć! Zasnąć przy „I have a dream” i obudzić się dnia następnego stwierdziwszy, że ta cała bijatyka, to był po prostu zły sen. Bawarczycy odprowadzają mnie w kierunku roweru. Opony poprzecinane! Nagła myśl: „dobrze, że nie wypróbowali swoich noży na mnie”. Kurtki nie ma! Kolejna myśl: Jak to dobrze, że nie miałem na sobie tej drogiej skórzanej Ramoneski…” Za wszelka cenę myśleć pozytywnie. Grubas dzwoni po taksówkę.

W domu przed lustrem: Moja twarz od czoła do nosa blada. Pod spodem niebieskawo- czerwona. Koło oka limo! Silę się na uśmiech napuchniętymi wargami. Bosheee!, wyglądam jak z bilboardu „Bo zupa była za słona”. Obawiam się jednak, że powybijane zęby nie będą w tym sezonie en vogue. Mój poziom adrenaliny jest jednak nadal grubo powyżej przepisanych granic. Krążę niczym ranne (dosłownie) zwierze po mieszkaniu. Tam i z powrotem, tam i jeszcze raz w kółko, i z powrotem. Wreszcie wyczerpany padam na łóżko, zasypiam. We śnie przeżywam wszystko jeszcze raz, tylko inaczej: niczym Popeye miażdżę moich przeciwników, wiąże do jednego pala i ciągną na policję. Olivia Oli robi owację. Sędzia, wyglądający jak kot Garfield, uderza swoim młoteczkiem przed nosami bandytów i ogłasza w imieniu prawa wyrok: dwadzieścia lat pracy przymusowej – w tureckim więzieniu. W zakratowanej policyjnej budzie, krzycząc z przerażenia, transportowani są w eskorcie smerfów trzech. Drzwi furgonetki zatrzaskują się z hukiem. Ktoś doczepił blaszane puszki do tylnego zderzaka, które podskakują teraz na bruku a między nimi napis: „Świeżo skazani”.

Z (bolesnym) uśmiechem pobudka. Mój język daremnie poszukuje siekaczy a mój dobry senny humorek pryska niczym bańka mydlana. Przynajmniej mogę teraz trzeźwo myśleć i już nie drżę na całym ciele. Prawie nie. Dzwonię do „gejowskiego telefonu zaufania” i zgłaszam, co mi się przydarzyło. „Jeżeli nie potrafisz opisać sprawców, nie możemy nic zrobić” mówi mi jakiś cierpliwy, uspakajający głos. Prawda, gdybym ich jutro spotkał w supermarkecie, nie potrafiłbym ich rozpoznać. To wszystko działo się tak szybko, za szybko. Uspokajający głos radzi, by mimo wszystko zgłosić napad na policję, „aby statystyka bandyckich napadów i ciemna cyfra dokumentująca przemoc w stosunku do gejów została ujawniona”. Może pójdę na policję, kiedyś tam. Ale to nie zwróci mi moich powybijanych zębów. Dentysta powiedział, że nie są powybijane tylko połamane. Można zatem je sztucznie zrekonstruować, albo zrobić koronki. Nie będę więc musiał przez całe życie biegać niczym Hugo z telewizyjnego programu dla maluchów – szczerbaty. Miałem szczęście. Następna wizyta u lekarza domowego, w celu sprawdzenia, czy aby nic nie jest złamane. „Tylko zewnętrzne obrażenia”- tak brzmi diagnoza. Tylko? „W ubiegłym tygodniu miałem pacjenta, którego pobito żelaznymi prętami. W stosunku do niego jest pan okazem zdrowia.” Miałem więc szczęście. Szczęście? Muszę przestać z tym sztucznym optymistycznym nastawieniem. Pecha miałem i to jakiego! Jak to brutalność naszego społeczeństwa dotknęła mnie bezpośrednio niczym katastrofa naturalna- nagle i niespodziewanie.

Przemoc – symptom chorego społeczeństwa, które być może nikt już nie jest w stanie uzdrowić. Karolek przyszedł, pociesza mnie i robi śniadanie. Kaszka manna z powodu moich napuchniętych warg.

- Nawet pasuje ci ten wygląd napuszono – obrażonej Bardotki. Zawsze miałeś za wąskie wargi. Może powinieneś teraz zafundować sobie implanty z silikonu.
Po raz pierwszy, odkąd znam Karola, nie potrafię śmiać się z jego dowcipów.

* Peter Maffay, piosenkarz niemiecki lat 70, bardzo popularny w środowisku gejów. Brzmi, niczym nasz Jurek Połomski i jest porównywalnego wzrostu.

Fragment książki: „Das erste Mal/Mój pierwszy raz ” Baby Neumann`a;
Wydawnictwo magnus – Verlag, 1995
Tłumaczenie: Janusz Boguszewicz.

Autorzy:

zdjęcie Baby Neumann

Baby Neumann

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 80; nazwa: Baby_neumann

10 komentarzy do:Za wszelka cenę myśleć pozytywnie

  • Przemek Dańda

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    Wpoźo opowiadanie to tak jak by w naszej umiłowanej „ojczyźnie” na szczenście ja tak potwornego aktu przemocy z powodu homoseksualizmu jeszcze nie doświadczyłem a to tylko dlatego że nie wiele osób wie o moich przeferencjach, nie uczeszczam do klubów gejowskich i ZYJE W UKRYCIU wniosek jest prosty dla wielu jestes człowiekiem dopuki nie wiedzą że jesteś „pedałem”

  • Erico

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    tak, to że wiele homików nigdy na własnej skórze nei doświadczyło dyskryminacji, nie oznacza, że jej nie ma.
    W zęby można dostać pod klubem branżowym (np. znam 3 osoby które dostały pod wrocławską Sceną)
    Ale chyba gorsze od pobicia jest jątrzenie ludzi, uśmiech frontalne i obgadywanie za plecami….
    Mordercze jest wypytywanie się krewnych :”kiedy ślub”

  • SadBoy

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    Opowiadanie mnie trochę przeraziło, chodzę czasami do branżowych lokali, nieraz nawet dość często.
    Chyba powinienem zacząć bardziej uważać bo „chrześcijańska miłość bliźniego” może czekać za rogiem z bejsbolem.
    Co za pojebany kraj

  • heterona

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    Fakt… gdyby ludzie czasem poczytali,douczyli się….ale nie to za dużo,gdyby byli poprostu ludźmi…odrobina tolerancji temu światu by sie przydała…

  • Wojtek

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    nie chcę nikogo obrażać, więc napiszę tylko, że jestem przeciwko homoseksualistom

  • Wojtek

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    przepraszam za powtórkę, ale źle sprecyzowałem swoje uczucia, nie jestem przeciwko homoseksualistom, lecz przeciwko homoseksualizmowi

  • Remigiusz

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    Jestem przeciw gejom i koniec, po prostu to jest moje naturalne odczucie, że ich nie lubię. Nikt mnie do tego nie namawiał, sam tak zdecydowałem, nie jestem jakimś bezmózgim drechem co bije kogo popadnie. Wolę tę wojnę prowadzić na słowa, a jesli nawet trzeba będzie to przegrać ją z honorem

  • bryk

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    Remigiuszu, i z takimi ludzmi jak Ty chce rozmawiac! Chetnie bede sie z Toba spieral na argumenty i wzajemnie sie przekonywal o swoich racjach. Boje sie jednak, ze ani Ty mnie nie nawrocisz na heteroseksualizm ani ja Ciebie na homo. Mamy rozne zdania, rozne orientacje i to jest piekne :-)

  • piotrek jasiewicz

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    Co to znaczy być „przeciw”? To że z kimś się nie zgadzam, nie oznacza, że jestem wrogiem. Nie oznacza również światłych myśli w stylu -nie dam mu w mordę jak inni, bo jestem taki grzeczny. Nie lubię np. homofobów, ale jeśli ktokolwiek będzie nawoływał do przemocy wobec nich, bądź ją stosował, będę pierwszym który zaprotestuje.

  • marek

    [Re: Za wszelka cenę myśleć pozytywnie]

    sorry to nie jest moja wina ze sie taki urodizlem co mam sie zabic ? odpieprzcie sie od nas !! mamy swoje zycie




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa