- homiki.pl - http://homiki.pl -

Pamięć ułomna

Oglądając i słuchając wystąpień licznych mądrych i mądrzejszych dotyczących miejsca osób homoseksualnych w pamięci (lub niepamięci) o masowych morderstwach dokonanych przez nazistów, ogarnęło mnie przerażenie. Po jakimś czasie przerażenie ustąpiło miejsca nieodpartemu uczuciu wszechobecnej hipokryzji i to hipokryzji w najgorszym wydaniu, bo dotyczącej wymordowanych Bogu ducha winnych ludzi, którzy zostali skazani na eksterminację za to, że kochali.

Tematem eksterminacji osób homoseksualnych przez nazistów zainteresowałem się, kiedy parę lat temu wpadła mi w ręce książka Heinza Hegera „The Men with the Pink Triangle”. Książkę tę mógłbym właściwie opisać słowami, którymi swego czasu The New York Times podsumował wydane przez Eliego Wiesela opowiadanie „Night” – „a slim volume of terrifying power”. Porównanie to jest uprawnione z dwóch powodów. Po pierwsze książka, a właściwie książeczka Hegera jest cieniutka i rzeczywiście poraża swoją siłą. Ostatnią książką, której czytanie musiałem przerywać co jakiś czas na kilka minut, byli „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa, a przecież o okropnościach nazistów przeczytałem niezliczone ilości książek i obejrzałem setki, jeśli nie tysiące makabrycznych zdjęć, poza tym, po prostu byłem w Auschwitz-Birkenau, byłem niestety niejednokrotnie.

Temat prześladowania osób homoseksualnych przez nazistów był i o dziwo dalej jest tematem tabu. Tematem wstydliwym, tematem, o którym nikt nie chce mówić, o którym wszyscy chcą zapomnieć. Chcą go przemilczeć nie tylko ci, którzy programowo osób homoseksualnych po prostu nienawidzą i sami by najchętniej powtórzyli dzieło hitlerowców, a takowych w Polsce nie brakuje, ale także wybitne osobistości, osoby, które nazywamy na co dzień największymi autorytetami. „Pedały do gazu!” – to okrzyk młodych polityków partii, która ma duże szanse na współtworzenie już niedługo rządu RP.

Wsłuchiwałem się uważnie w słowa wielkich tego świata podczas uroczystych obchodów 60. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau i ani razu podczas jałowych przemówień w stylu „nigdy więcej” nie usłyszałem nawet jednego zdania wzywającego do przeciwdziałania nienawiści skierowanej w stosunku do gejów i lesbijek, ani razu, ani jedno słowo. Nie wspomnę już nawet o nie zaproszeniu przedstawicieli organizacji gejowskich na uroczyste obchody, dyrektor Wróblewski zapomniał o różowym trójkącie w jego Muzeum. Odnoszę właściwie wrażenie, że gdyby mógł, to by go w ogóle wymazał.

W dzisiejszych czasach nadużywa się słów, przez co tracą one swoje fundamentalne znaczenie. Jaki pisał Zygmunt Bauman, to są swego rodzaju „słowokęsy”, których już nawet, jako słuchacze, nie jesteśmy w stanie wyłapać. Dlatego pozwolę sobie, zamiast rozbudowanej argumentacji i niezliczonych epitetów posłużyć się niewielkim fragmentem pamiętnika Heinza Hegera, więzionego w nazistowskich obozach koncentracyjnych homoseksualisty, którego wymowa jest po stokroć mocniejsza, niż niekończące się linie tekstu.

„Kiedy tam byłem [w celi bunkra obozu Sachsenhausen – przyp. aut.], więzień z różowym trójkątem, z Insbruku w Austrii był torturowany na śmierć. Był rozebrany do naga a jego ręce były związane tak, że wisiał zawieszony na haku w ścianie w taki sposób, że jego stopy nie dotykały ziemi. Dwóch lub trzech esesmanów, którzy byli przypisani do tego bloku, bo tak nazywano bunkier, stało w koło i czekało na rozpoczęcie „przedstawienia” – tortur tyrolskiego chłopca.
Pierwszą „zabawą”, którą zaczął sierżant SS i jego kompan, było łaskotanie ich ofiary gęsimi piórami po stopach, między nogami, pod pachami i innych częściach jego nagiego ciała. Na początku więzień próbował się zmusić do powstrzymania śmiechu, kiedy jego oczy drgały przerażone, spoglądając w męce raz na jednego esesmana, raz na drugiego. W końcu nie mógł się powstrzymać i wybuchł śmiechem, który natychmiast przerodził się w płacz bólu. Jego łzy spływały po twarzy, a jego ciało szamotało się w łańcuchach. Po tych torturach łaskotaniem, esesmani pozwolili chłopakowi trochę powisieć, strumień łez płyną po jego policzkach, chłopak płakał i szlochał.

Zdeprawowani esesmani zamierzali mieć więcej zabawy z tym biednym stworzeniem. Kapo z bunkra musiał przynieść dwie miski, jedną z zimną, drugą z gorącą wodą. „Teraz ugotujemy ci twoje jaja ty ohydny pedale. Już niedługo będzie ci wystarczająco ciepło” – powiedział radośnie oficer SS, podnosząc miskę z gorącą wodą do ud ofiary, tak by jądra więźnia zanurzyły się w niej. Więzień zaczął krzyczeć i wołać o pomoc, ból był przeraźliwy. Próbował się uwolnić, obrócić się na drugą stronę, ale jego ręce związane były zbyt mocno.
„Daj mu zimnej wody, bo nasza ohydna świnia jest już wystarczająco gorąca” – jeden esesman zaśmiał się brutalnie, kiedy pozostali rzeźnicy wzięli miskę z zimną wodą i podstawili ją między uda ofiary. Chłopak ponownie zaczął krzyczeć w agonii, gdyż zimna woda, podstawiona po gorącej, powodowała rozdzierający ból. Znów próbował uwolnić się z trzymających go więzów, ale tylko męczył się bezowocnie.

Cała procedura była powtarzana kilkakrotnie dopóty, dopóki wymęczona ofiara straciła przytomność. Kiedy wykrzyczał się do nieprzytomności i mógł jedynie wydać z siebie dźwięki podobne do gulgotu, wylewano na niego wiadro zimnej wody i zaczynano tortury od początku. Już tylko kawałki skóry wisiały z poparzonych genitaliów ofiary.
Podczas tortur potwory z SS miały butelkę lub dwie jakiegoś alkoholu, którą cały czas podawali sobie. Byli już całkiem pijani kiedy wymyślili nowe tortury, które mogły się narodzić tylko w głowach kompletnie perwersyjnych ludzi.

„On jest przecież dupojebcą, dajmy mu czego chce” – warknął jeden z esesmanów, biorąc miotłę stojącą w rogu i wpychając jej kij głęboko w odbyt więźnia. Chłopak nie mógł już krzyczeć, jego ciało już tylko drgało i płakało spętane, ale ciągle jeszcze życie nie uleciało z chłopaka. Esesman nie przestawał się śmiać krzycząc na „ohydnego pedała”, który próbował zacisnąć usta by płakać bez wydawania żadnego dźwięku.

Wreszcie odcięli omdlałego człowieka i pozwolili mu spaść na ziemię, na której leżał niczym nieruchoma masa, jego ręce powykręcane, leżały pod nim. Pijany esesman zataczał się ku wyjściu, ale drugi potknął się o ofiarę, która ciągle leżała na ziemi. Zaczął wściekle kopać chłopaka czubem swoich ciężkich buciorów, a ten zaczął się lekko poruszać.
„Ten obrzydliwy pedał ciągle żyje” – wymamrotał strażnik biorąc drewniany stołek stojący przy ścianie i rzucając go z całej siły w głowę ofiary. To w końcu uwolniło więźnia od bólu, teraz chłopak był naprawdę martwy”.

Fragment przesłania papieża Jana Pawła II z okazji 60. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau: „[…] nie można ulegać ideologiom , które usprawiedliwiają możliwość deptania godności człowieka odmiennością jego rasy, koloru skóry, języka czy religii”. Aż się prosi o jeszcze jeden przecinek, jeszcze jeden rzeczownik. Niestety go brak.

Naziści zużyli w swoich obozach koncentracyjnych 15 000 różowych trójkątów.

Heinz Heger, „The Men with the Pink Triangle. The True Life-and-Death Story of Homosexuals in the Nazi Death Camps”, translated by David Fernbach, Alyson Books, Los Angeles-New York 1994, s. 83-85. Tłumaczenie cytowanego fragmentu na język polski: Mike Urbaniak.

Mike Urbaniak jest szefem Sekcji Edukacyjnej im. Rabina Ozjasza Thona w Żydowskim Stowarzyszeniu „Czulent” oraz działaczem Kampanii Przeciw Homofobii. Studiuje stosunki międzynarodowe w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie. Zajmuje się polityką zagraniczną Izraela, szczególnie stosunkami amerykańsko-izraelskimi, problematyką diaspory żydowskiej oraz Haskalą i judaizmem reformowanym.

mikeurbaniak@yahoo.com