Moja Odwaga

Mam dwadzieścia trzy lata i pół roku temu zdecydowałem się na coming-out. Chciałbym podzielić się z wami moją drogą dochodzenia do tej decyzji. Naukowiec badający „fenomen homoseksualizmu” stwierdziłby, że pasuję jak ulał do szablonu. Wychowałem się w rodzinie, gdzie nigdy niczego nie brakowało, rodzice z wyższym wykształceniem, dobry standard życia itp. Były pewne odstępstwa od normalności. Mój ojciec nadużywał alkoholu i rzadko bywał w domu. Ale o tym, że jestem gejem przekonałem się o wiele wcześniej niż rozwinęła się choroba mojego ojca. A było to tak…

Pierwszy raz zauważyłem, że nie jestem taki jak wszyscy, kiedy, jako mały chłopak przeglądałem katalogi z modą. W pewnym momencie zorientowałem się, że zwracam uwagę na zdjęcia facetów w bieliźnie, a szczególnie na ich ciała. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale starałem się zagłuszyć w sobie te obawy. Potem długo nie działo się w moim życiu nic szczególnego. No może za wyjątkiem tego, że choroba mojego ojca nasilała się coraz bardziej. Nie było dnia, żeby w domu nie dochodziło do kłótni i przepychanek. Nigdy nie zapomnę tych nieprzespanych nocy, stawania pomiędzy rodzicami, szarpaniny z ojcem, kiedy próbował wypchnąć mnie przez okno. To był koszmar. W wieku dziesięciu lat musiałem zapomnieć o świecie zabawek i beztroski i dorosnąć, myśleć i zachowywać się jak dorosły mężczyzna. Nigdzie nie miałem wsparcia. O naszych problemach rodzinnych nikt nie wiedział, wszystko trzeba było ukrywać. W szkole nie byłem akceptowany. Po pierwsze, nie mogłem znaleźć wspólnego języka z moimi rówieśnikami, oni mieli swoje problemy, swój dziecięcy świat. Po drugie, miałem mnóstwo kompleksów, spowodowanych moją otyłością, no a po trzecie był mój homoseksualizm.

Byłem potrzebny moim rówieśnikom, kiedy trzeba było dać ściągnąć, przepisać zadanie domowe. Potrzebowali mnie też wtedy, kiedy trzeba było schować alkohol na wycieczkach i obozach sportowych. Zawsze miałem dobre kontakty z nauczycielami i trenerem, którzy mieli do mnie pełne zaufanie. W domu bywałem rzadko, większość czasu spędzałem w szkole i na treningach, które stanowiły ucieczkę od problemów. Ale również na treningach nie miałem przyjaciół, nie pasowałem do nich. Wszystkie moje problemy dopełniała moja odmienność.

Zacząłem zauważać, że co raz bardziej interesują mnie moi koledzy. Zawsze wchodziłem do szatni na wuefie i basenie pierwszy, a wychodziłem ostatni. Lubiłem patrzyć na moich kolegów, na to jak są zbudowani. Do tego dochodziły dziecięce zabawy w zapasy czy potyczki, gdzie nie raz ręce zawędrowały w zakazane miejsca. Całe moje życie było dla mnie do bani. W domu koszmar, wśród rówieśników tak samo, no i ta moja inność. Miałem wszystkiego dosyć. Wtedy postanowiłem się zabić. Stanąłem nawet na dziewiątym piętrze i spoglądałem w dół. Jedyne, co mnie wtedy powstrzymało to myśli, że nie chciałem skrzywdzić swojej mamy i źle wyglądać w trumnie. Może to śmieszne, ale te myśli powstrzymały mnie od tego kroku, jednego kroku w przód, który miał rozwiązać wszystkie moje problemy. Stwierdziłem, że może znajdę jakąś łatwiejszą drogę niż skok. Cieszę się, że mi się nie udało bo „…mogło mnie tu nie być choć tak kocham życie…”(tekst z piosenki Łez).

Wtedy na mojej drodze życia stanęli ludzie ze wspólnoty ruchu Światło-Życie. Byli całkowicie inni niż wszyscy, których spotkałem na swojej drodze. Byli dojrzali, pełni optymizmu i miłości. Rozumieli moje problemy. Oczywiście nie wszystkie. Przecież nikt nie wiedział, że jestem gejem. Postanowiłem, że będę normalny i zmienię swoje życie. Zaangażowałem się w ruch i Kościół pełną parą. Zawsze, jak coś robię, daje z siebie wszystko. Znalazłem przyjaciół, a wśród nich były też dziewczyny. Spróbowałem wtedy stworzyć coś z jedną z nich. Mówiłem, że ją kocham, że mi zależy. Nie kłamałem, mówiłem prawdę. Kochałem ją, ale jak przyjaciela i to wszystko. Nie wyobrażałem sobie czegoś fizycznego między nią a mną, nie pociągało mnie to w ogóle.

Nie udało mi się zagłuszyć swojego homoseksualizmu. Ciągle walczyłem sam ze sobą, zaprzeczałem temu, co czuję. Spowiadałem się, modliłem o uzdrowienie. Nigdy nie zapomnę mojej rozmowy z księdzem o mojej inności. Powiedział, że to przejdzie, minie. Ale to nie mijało a wręcz przeciwnie, nasilało się coraz bardziej. Spotykałem na swojej drodze wielu przystojnych mężczyzn, chłopaków. Oczywiście do niczego nigdy nie dochodziło, przecież to było złe, chore i nienormalne. Po pewnym czasie zacząłem jeździć na rekolekcje nie jako uczestnik lecz wychowawca, miałem przybliżać ludzi do Boga. Stwierdziłem, że muszę zrobić coś ze swoim życiem – zacząłem szukać pomocy.

Natknąłem się na materiały grupy „Odwaga”, lecz nie miało to dla mnie sensu. Tak bardzo pragnąłem normalności i uzdrowienia. Moi rówieśnicy przeżywali licealne miłości, a ja dalej byłem sam. Wtedy poznałem mojego przyjaciela. Nawet nie wiem, jak to się stało, że pewnego dnia zasnęliśmy przytuleni. To powtarzało się bardzo często, ale nic więcej. On był moim przyjacielem, miał dziewczynę. Wystarczała mi jego nocna obecność. Jeszcze dwa razy próbowałem być z dziewczynami, ale zawsze kończyło się to totalną klapą. Stwierdziłem, że będę sam, że sobie poradzę. Jak bardzo się wtedy myliłem. Kościół pomógł mi rozwiązać problemy w domu, mój ojciec poszedł na leczenie, przestał pić i zaczął budować z mamą spokojny rodzinny dom. I zaczęły się pytania, czemu jestem sam, kiedy znajdę sobie dziewczynę itp.

Wtedy też, w liceum, dostałem pierwsze ostrzeżenie. Wiedziałem, że często patrzę na facetów w szkole i się zapominam. Kiedyś mój przyjaciel, którego znałem od dzieciństwa i razem chodziliśmy do jednej klasy, powiedział żebym się uspokoił i przestał się tak gapić na chłopaków. Myślałem, że się spalę ze wstydu. Liceum się skończyło, poszedłem na studia. Nowi ludzie, nowe środowisko i ciągle dalej te same problemy. Dualizm mojego życia doprowadzał mnie do szału. Nie potrafiłem być sobą w stu procentach. Nie umiałem się cieszyć życiem. To, że jestem sam dokuczało mi co raz bardziej. I wtedy pojawił się pierwszy znak. Mój przyjaciel z liceum, ten sam, który mnie tak upominał, ujawnił się. Było to dla mnie szokiem. Ale cieszyłem się i jednocześnie strasznie mu zazdrościłem odwagi. Oczywiście jako grupa przyjaciół hetero chodziliśmy z nim na imprezy do klubów, spotykaliśmy się z jego znajomymi. Wtedy co raz bardziej nabierałem przekonania, że dalej tak żyć nie mogę. Czułem, że zwariuje, jeśli czegoś z tym nie zrobię. Ale bałem się bardzo. Moi przyjaciele coś podejrzewali i próbowali mnie podpuszczać żebym się ujawnił, żebym był szczęśliwy.

Wtedy też odważyłem się na poznawanie ludzi na czatach, ale chciałem pozostać anonimowy. Ale to też nie przyniosło ulgi. W końcu pół roku temu stwierdziłem, że kończę… Kończę z podwójnym życie. Zacząłem mówić o sobie, najpierw najbliższym przyjaciołom, potem tym dalszym. Jakże bardzo z szokowała mnie ich reakcja. Oni wszyscy się domyślali i cieszyli się, że w końcu się odważyłem. Są dla mnie wielkim wsparciem i darem. Obiecałem sobie, że moi rodzice nie dowiedzą się nigdy. Ale ja nie potrafię kłamać. Kiedyś moja mama zapytała mnie wprost, wiec jej odpowiedziałem, że jestem gejem. To był koszmar. Płacz, obwinianie się, kłótnie. Moi rodzice chcieli mnie leczyć, wysłać na terapie, próbowali zabronić kontaktów ze znajomymi itp. Wtedy wielkim wsparciem dla mnie byli moja siostra i jej mąż, którzy negocjowali z rodzicami, zaoferowali mi mieszkanie w razie czego. Cieszę się, że się nie poddałem. Ostrzegłem rodziców, że jeśli mnie nie będą tolerować to mnie stracą i trochę się uspokoili. Sądzę, że nigdy się z tym nie pogodzą, przecież mieli takie wspaniałe plany na moje życie… Nie wiem co bym zrobił gdyby nie siostra, szwagier i cała grupa moich wspaniałych przyjaciół, których bardzo kocham.

Mieszkam dalej z rodzicami, codziennie od nowa budujemy relacje między sobą, uczymy się siebie. Nadal bardzo ich kocham i szanuję. Rozumiem, że był to dla nich szok i rozumiem teraz ich zachowanie. Ciężko mi się teraz odnaleźć w Kościele, byłem tak bardzo blisko Boga. Brakuje mi tego. Wierzę w to, że On kocha mnie takiego jakim jestem. Staram się z Nim rozmawiać w modlitwach, być blisko Niego. Jednak w Kościele czuje się obco, nieakceptowany, chory. Nie mogę tam być i słuchać spokojnie opinii kleru na mój temat. Przecież jestem NORMALNYM CZŁOWIEKIEM. Zostało mi jeszcze półtora roku studiów potem chce się wyprowadzić z domu. Chcę znaleźć kogoś na stałe i razem z nim iść przez życie wspólnie znosząc trudy i niewygody życia w naszym społeczeństwie.

Autorzy:

zdjęcie Christophorus Civitatis Vratislavensis

Christophorus Civitatis Vratislavensis

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 117; nazwa: Christophorus

9 komentarzy do:Moja Odwaga

  • Nina2

    [Re: Moja Odwaga]

    Wiesz, ja sie tam przewinelam przez buddyzm. Dla tych, co chwilowo ze swoja religia skloceni, zapewnia od razu duchowosc na uniwersyteckim poziomie. I z zadna religia nie koliduje, jesli tylko jako filozofie i techniki przyjac (bo -jak nauka- bogami sie nie zajmuje).
    Osobiscie – polecam.

  • Reformaci

    [Re: Moja Odwaga]

    Chrzescijanom nie mogacym odnalezc sie w Kosciele Katolickim polecam strone Wolnego Kosciola Reformowanego: http://www.reformaci.neostrada.pl/

    W innych krajach istnieje wiele kosciolow, w ktorych geje i lesbijki traktowani sa na rowni z innymi wiernymi, np. United Church of Christ w Stanach (http://www.stillspeaking.com/about/brooke.htm).

  • K.

    [Re: Moja Odwaga]

    Dla wszystkich gejów Chrześcijan, którzy mają problem ze swoją wiarą polecam stronę http://www.kosciol-gejow.prv.pl

  • Pawel

    [Re: Moja Odwaga]

    Wzruszylem sie.

    Uczymy sie siebie. To najpiekniejsze stwierdzenie tego…wyznania.

    Jestem z Toba. Myslami.

    Trzymaj sie.

  • krzysztof

    [Re: Moja Odwaga]

    Bardzo ladnie napisane… no nie ma co ukrywac, prawdziwe. Chwilami moglem pomyslec, ze sam moglbym tak napisac…. albo ze ktos mi ukradl zyciorys :) Powodzenia!

  • Piotrek

    [... Prosze o kontakt z autorem.]

    Wzruszony dziekuje za ten artykul i za umieszczenie go. Moje zycie jest podobne do przedstawionego. Ciezko i ciezej sie robi. NIe wystarcza mi mysl, ze ktos ma „podobnie jak ja”. Prosilbym o kontakt, rozmowe. Z gory, bardzo dziekuje.
    Pozdrawiam.
    Moj e-mail: xxxxxxxx

  • Tomek

    [Re: Moja Odwaga]

    Bóg Ciebie kocha i to jest najważniejsze…Jesteś przede wszystkim człowiekiem, a nie homoseksualistą…to jedna ze sfer Twojego istnienia. Wiadomo, że ona w pewien sposób determinuje Twoje wybory, ale z drugiej strony, jeśli Twoja orientacja jest głęboko zjednoczona z Twoją osobą, to nie sposób jej wyrwać na siłę…To byłoby nie ludzkie i na pewno nie miałoby nic wspólnego z miłością, zwłaszcza Bożą…Myślę, że najważniejsze, abyś żył w zgodzie z własnym sumieniem. W Kościele zawsze będzie dla Ciebie miejsce, czasami tylko ludzie Kościoła potrafią być tak małostkowi…Miej nadzieję i ufaj…

  • Jerz

    [Re: Moja Odwaga]

    Wielkie brawa!

  • Kacper

    [Re: Moja Odwaga]

    dziękuje za ten tekst.czy ktoś zna jakieś strony na temat gej/wiara/Kościół?
    mój mejl:
    xxxxxxxx




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa