Jak rozmawiać?

Ze słowem 'homofobia' uporałam się już dawno temu: 'homo' od homoseksualista, 'fobia' od lęku połączonego z głęboką niechęcią. Co z tego wynika? Homofobia to niechęć do homoseksualistów podszyta głębokim lękiem. Kropka. Uporałam się. Tak mi się przynajmniej wydawało – do wczoraj.

To była mała, kameralna impreza. Właściwie nie impreza, a spotkanie towarzyskie, taka sobie koleżeńska rozmowa przy piwie. Przyjemne tematy, słone paluszki, czasem jakiś ostrzejszy dowcip. I tam właśnie, w tej ludycznej atmosferze, gdzie z nikim o nic nie chciałam się sprzeczać, gdzie już tym bardziej nawet przez myśl mi nie przyszło, żeby nie daj Boże kogoś obrazić (nie daj Boże nie jest przypadkowe, bo jeden z rozmówców był praktykującym katolikiem i obrażenie go razem z jego poglądami to jak obrażenie Samego Kościoła Świętego), tam właśnie, co jest powodem mojego dzisiejszego (feministycznego) kaca, zostałam posądzona o: 1. agitację, 2. nietolerancję, 3. roszczeniowość, 4. agresję; a w końcu, co było obelgą kulminacyjną, o 5. Feminizm Ortodoksyjny.

A mnie się wydawało, że tylko rozmawiam – o płci, o gejach, o stereotypach kulturowych, o rodzinie. Tak sobie, wydawało mi się, rozmawiam… obiektywnie. Lecz bardzo szybko zostałam poinformowana, że nie rozmawiam, a tylko mówię, a jeszcze ściślej – wmawiam, i że nie o płci a o anomalii płciowej peroruję, o biologicznej pomyłce; nie o rodzinie, a o patologii, nie o stereotypie żadnym, tylko o zachowaniach naturalnych, a o gejach to owszem, tylko że tak jakoś bezkompromisowo. Że Radykalna jestem za bardzo, a do tego Ortodoksyjna jak sam Giertych, tyle że w spódnicy. Byłam w spodniach, ale w takich okolicznościach spodnie, wiadomo – feministyczna spódnica. Jeszcze gorzej.

Głupio mi się zrobiło, bo nie chciałam nikogo do niczego przekonywać ani agitować – nie po to przychodzę na imprezy, żeby propagandę uprawiać (naprawdę, nie po to! Choć jak feministka, to wiadomo, bojująca, gdziekolwiek, z kimkolwiek, o cokolwiek, byle tylko). Czułam się więc jak ten szpieg, co to kufel i paluszek słony tylko dla niepoznaki trzyma, że niby się bawić się przyszła, taka miła twarz, nawet (kto by pomyślał) umalowana i bez wąsika nad wargą, takie czarujące czarne rzęsy, a pod spodem co? A fe! Feministka.

Tak, głupio mi się zrobiło, ale też do myślenia dało. Po pierwsze nad tym, co to znaczy homofobia i czy to może brzmieć jak obelga, bo o to mnie jeden z rozmówców posądził: fobia, dziewczyno, fobia, to choroba, wariactwo, co ty mi tutaj chorobę wmawiasz? I kto tu dla kogo jest nietolerancyjny? No właśnie, czy chorobę? I czy ja mu w ogóle wmawiam? Czy moja nietolerancja dla braku tolerancji to może być dyskryminacja, czy większość można dyskryminować? Tak serio się zastanawiam, naprawdę, można?

Po drugie: gdzie przebiegają granice wewnątrz dyskursu: między wyrażaniem opinii a próbą przekonania, przekonywaniem a perswazją, perswazją a agitacją… I kiedy dyskurs (tu rzeczywiście przyznaję – radykalny) zaczyna przekraczać granice intymności drugiego człowieka? Kiedy, się zastanawiam, to, co uniwersalne, zamienia się w personalne, bo ostry, bezkompromisowy argument zaczyna rzeczywiście kłuć mojego bogu ducha winnego rozmówcę – w samo odsłonięte w prywatnej rozmowie, nadęte czasem bo nadęte, ale jednak na szwank wystawione – ego?

Ja mówię: Jest homofobia. On słyszy: Jesteś homofobem, to okropne! A właściwie: Ty prostaku! Ty wstrętny homofobie – słyszy. Ja mówię: Istnieją schematy myślowe. A on: Myślisz schematami, jesteś schematyczny, jesteś ignorantem – idiotą – debilem i jeszcze prychnięcie złośliwe słyszy i wzrok ironiczny spod czarno–czarujących rzęs zauważa.

Rozbija mi się rozmowa, a wraz z nią cała seria pieczołowicie zbieranych, solidnie budowanych argumentów. Rozbija mi się o mur niezrozumienia – merytoryczny, retoryczny, ale też emocjonalny. Jak rzadko kiedy, czuję realność matrixu. Heteromatrix, katomatrix, patromatrix… – to wszystko ma fundamenty! To wszystko jest stabilne! A fundament, jak wiadomo, niewidoczny, ale ruszyć, jak wiadomo, też się nie daje (a może tym bardziej). No bo co? Cały świat mam komuś spod jego gruntu wykopać? Sił na to nie mam, a własny język trochę mnie zdradza, bo czuję, że w ostre ząbki uzbrojony i czasem rzeczywiście moich niewprawnych inter (hetero) lokutorów – kąsa.

Kilka przykładów: Zaczynamy niewinnie, od TVN-u i reality show. Tak sobie rozmawiamy przyjemnie, bo się właściwie wszyscy zgadzamy. Reality show, wiadomo, miernota. Pech jednak chciał, że na TVN-ie emitowana jest aktualnie bardzo kontrowersyjna miernota, gdzie paru mężczyzn walczy o względy seksownej modelki. No i jeszcze o dziesięć tysięcy funtów, ale na to nikt nie zwraca uwagi, bo co tam dziesięć tysięcy funtów, kiedy tu modelka nie jest prawdziwą model–ką, a raczej, jak informuje lektor programu, nie jest prawdziwą kobietą, czy też jest nie w pełni kobietą. Miriam bowiem, kiedyś w ciele mężczyzny, dziś ma zrobioną operację piersi i zostawione męskie genitalia. Jest więc – tak chyba najlepiej powiedzieć – hermafrodytą, a uczestnicy gry oczywiście o tym nie wiedzą. I tu zaczyna się prawdziwa dyskusja. Bo oto zaczynam zastanawiać się głośno, dlaczego nazywa się Miriam nie w pełni kobietą, skoro ona czuje się całkowicie pełna i wcale nie wybrakowana, ani też, jak kto woli – nadmierna. No to dlaczego nie w pełni, a co to znaczy w pełni?- pytam innych i siebie, bo wcale nie udaję, że znam odpowiedź, kiedy jej nie znam. Zdaję sobie przecież sprawę z niewystarczalności słownika dotyczącego płci. Za to chłopcy sobie nie zdają i wcale zdać sobie nie chcą, bo odpowiedź, a jakże, i bez tego znają doskonale: jak to, pokrzykują, dlaczego nie w pełni? No przecież jasne, że cieleśnie nie w pełni, bo tylko w połowie, a nawet nie, bo tak naprawdę to wcale i tak naprawdę to facet jest – cieleśnie. No to się dopytuję o tę cielesność, bo cóż, niestety wydaje mi się, że w swym (cielesnym) seksapilu, giętkości ruchów, słodyczy gestów, wydęciu ust, Miriam przerasta mnie (w końcu chciał nie chciał – kobietę) o głowę. Ja przy niej to prawie że męska jestem. Nie mówiąc już o rzeczywistym przerastaniu. Miriam jest wysoka, szczupła, opalona, ma długie, gęste włosy, jest delikatna, miła a jednocześnie ogniście seksowna, ma coś z wampa i ma coś z dziewczynki, no słowem jest… nad wyraz kobieca. A nawet za bardzo, niewiarygodnie kobieca. W dodatku wciąż mówi, że poszukuje swojego księcia – romantycznego kochanka, ale też takiego, który będzie odpowiedzialny i dojrzały. Jak dla mnie to kwintesencja genderowej kobiecości, taka, jakiej chłopcy pożądacie, czyli i słodka, i śliczna, ale też fajna i równa, jak o niej mówią uczestnicy programu. Ideał. No i tu patrzą koledzy na mnie podejrzliwie, tych genderowych kategorii w ogóle do wiadomości nie przyjmują, mówiąc, że to bzdura jakaś i naciąganie, a ja to się chyba nienajlepiej czuję, skoro nie zauważam różnicy między facetem (genitalia) a kobietą (ich brak). Więc jeszcze próbuję o ekonomii hetero-pożądania, że relacja Miriam – gracze się w niej doskonale mieści, bo ona jak(o) kobieta (!) pożąda tych wszystkich chłopców i oni jej też (wszyscy) pożądają, że jak wiadomo są (wszyscy) heteroseksualni, a jeszcze nie słyszałam, żeby hetero mężczyzna pożądał innego mężczyzny itd.

Ale takie rozumowanie wywołuje najpierw śmiech, potem nerwowy śmiech, a potem już tylko nerwy. A ja czuję narastającą frustrację, bo ten język genderowy, ten język podważający binaryzację różnicy płci, zwielokratniający problem, piętrzący wieloznaczności, do moich rozmówców zupełnie nie dociera. Jest obcy i, tak jak sama Miriam, dziwaczny i anomalny. Napiera. Razi natarczywością, razi dekonstrukcją. Rozmówca czuje się dotknięty takim sposobem mówienia o płci. Czuje się niepewny, a nawet zagrożony, boi się, że mu tę jego pewną, stałą, prawdziwą i jedyną płeć zdekonstruuję, że go po gombrowiczowsku zgwałcę, że go semiotycznie wykastruję. Zatyka więc uszy i prastarym, wiecznym męskim gestem zasłania swa męskość. Przestaje dyskutować. Zaczyna desant, broni się.

A ja? Ja jestem Harpia, Ośmiornica, a kiedy się dziwię, że się pełnię kobiety sprowadza do jednej tylko jej części ciała (więc co to za pełnia?) – to już jestem Szurniętą Feministką Ortodoksyjną. Bo przecież bez przesady, jak kobieta, to kobieta i już! Im się inaczej w głowie nie mieści, a anomalia to anomalia, czyli wyjątek, i nie trzeba od razu uniwersalizować, teorii układać i na imprezach głosić, i tak dalej, w tym stylu, ja swoje, oni swoje, a głównie, że przesadzam i za głowy się łapią, albo niżej – odruchowo albo na wszelki wypadek…

Od Miriam gładkie przejście do homoseksualizmu. Bo ci chłopcy z programu tacy pokrzywdzeni, bo jakie to straszne doświadczenie być tak podstępnie wystawionym na homoseksualne pożądanie. Być może. A jakie to w takim razie jest dla lesbijki doświadczenie, być ciągle obiektem męskiego pożądania? – nie zdążam zapytać, bo jeden z kolegów już opowiada, jak to mimo że nie ma nic przeciwko homoseksualistom, bo nie ma nic, absolutnie, na widok dwóch całujących się mężczyzn musi, ale to musi odwrócić głowę. Więc pytam, skąd ten wstręt i dlaczego, i czy wstręt to przypadkiem nie trochę więcej niż nic? I chcę porozmawiać o przykładaniu etyki i estetyki do orientacji seksualnej, o heteronormatywnej edukacji, o wychowaniu. Ale kolega u progu zestrzela mnie argumentem, że ten wstręt nie jest w ogóle ufundowany kulturowo, tylko biologicznie, a wynika wprost i po prostu z orientacji seksualnej: Jestem heteroseksualistą – mówi autorytatywnie. Męsko–męskie pożądanie razi mnie. Mężczyzna jako przedmiot męskiego pragnienia jest dla mnie wstrętny. Dlatego odwracam głowę. Nikogo nie dyskryminuję. Po prostu nie chcę patrzeć. Gdy ja z kolei mówię, że takie nie-patrzenie (niedostrzeganie) także nakręca mechanizm dyskryminacji, bo gejów się nie słucha, marginalizuje, pomija, to czuje się urażony, bo dla niego dyskryminacja wiąże się z agresją i nienawiścią, a o to, to ja już go nie mogę posądzić, bo, a jakże, bez przesady… Homoseksualiści, twierdzi (autorytatywnie), są napiętnowani tylko przez margines – skinów i innych, jak twierdzi, bezmózgowców.

I cóż ja… ? Próbuję tłumaczyć niuanse cichej dyskryminacji, a potem niuanse płciowej różnorodności, niuanse transwestytyzmu, transseksualizmu, a potem jeszcze niuanse krypto- opresjonującej metaforyki, ale to wszystko po trochu mnie przerasta. Obracam te słowa w ustach, dziamgam je razem ze słonym paluszkiem, w kółko i w kółko, w kółko to samo…. I widzę, że oni (chociaż co najmniej jeden ma naprawdę dobre chęci) zwyczajnie mi nie wierzą, zwyczajnie nie chcą /nie potrafią (?) uwierzyć, zwyczajnie twierdzą… że przesadzam. Czuję na własnej skórze ciążące na społeczeństwie przekonanie, że cały ten problem z wykluczeniem homoseksualistów (a także kobiet) jest problemem napompowanym i wymyślonym, podobnie jak towarzyszący temu sztuczny język feminizmu. Poczekaj, i tak jest lepiej niż piętnaście lat temu, to się zmieni, społeczeństwo nowoczesne, zamiana pokoleń, nie trzeba być taką agresywną, nie trzeba być taką roszczeniową, się zmieni, zobaczysz… – … się zmieni! Jak? Samo się zmieni??!!? – nie krzyczę, bo zaraz upomną, że agituję i do negatywu Giertycha porównają. To już wolę słyszeć po raz setny, że przesadzam. No ale co? Szeptać mam? Wiem, wiem, to stara bolączka, żadne odkrycie. Scena polityczna aż świeci od przykładów. Ale ja nie o sferze publicznej. Ja o sferze prywatnej. O kolegach, o dyskursie potocznym, imprezowym. Jak mam rozmawiać? Czy mówić łagodnie, czy mówić ostro? Co robić, jeśli mówienie łagodne, takie które mieści się w dyskursie (a także słowniku) interlokutora homofobicznego, katonormatywnego zaczyna samo sobie przeczyć, bo ten ich heteronormatywny, patriarchalny język nie opisuje rzeczywistości, o której ja chcę mówić? Co zrobić z rzeczywistością, która (faktycznie, tu mają rację językoznawcy strukturalni) wykreowana została przez język i dalej się w tym języku wyraża? Co mam z tym zrobić? Zmienić język? Nie mogę, bo wtedy albo rozśmieszam, albo obrażam, albo szokuję – a zawsze wkraczam z nowym światem, radykalnie obcym, nieprzystającym, źródłowo innym, który nie daje się zasymilować i którego asymilować się nie chce. Jaki skutek? – Przeciwny (do zamierzonego): jeszcze większy lęk, jeszcze większa (homo/ kobieto/obco) fobia, jeszcze większa dziwność tego, co inne. No i ten wstręt.

Co do homo–wstrętu, kolega katolik ma swoje własne, bardzo jasno określone, stanowisko: To nie jest tak naprawdę, jak ja to określiłam, wstręt (taki biologiczny, jak po powąchaniu trzydniowej na przykład pieluchy, zjedzeniu żywego pająka, rozdeptaniu tłustego robala). On się robali i pieluch może brzydzi, ale do drugiego człowieka (bliźniego) to on takich uczuć nie ma – proszę go nie obrażać! A więc to jest taki inny wstręt – wstręt umysłowy. Wyższa kategoria wstrętu. On do tego wstrętu ma prawo, bo nikomu tym krzywdy nie robi. I to nie są żadne schematy kulturowe (zarzut myślenia schematami – powtórzę – obraża go jeszcze dotkliwiej, chyba jest bardziej intelektualistą niż katolikiem), tylko jego całkiem prywatny punkt widzenia. I jego prywatna sprawa. I niech ja go nie dyskryminuję, niech ja mu pozwolę mieć własne zdanie. Trochę tolerancji. Zresztą jak mu tu za chwilę podsunę ustawę o równouprawnieniu gejów i lesbijek, to on się pod nią zaraz, bez namysłu podpisze. I czego ja od niego chcę? Co to, brzydzić się umysłowo nie wolno? Co to, wyższa kategoria wstrętu zabroniona? I niech go kliniczną terminologią nie opresjonuję, bo on żadnej fobii nie ma. I kropka. A jak będę taka radykalna – agresywna – ortodoksyjna, to nikogo do swojego zdania nie przekonam, bo tylko zniechęcam. Trzeba czyjeś zdanie szanować, a nie podważać jego sądy i, co gorsza, dekonstruować, jakby się wszystkie rozumy pozjadało.

I jak tu nie mieć kaca po takiej imprezie, skąd się wyszło pijaną od tych wszystkich argumentów, zarzutów, poglądów… Co z nimi zrobić? Że tak powiem, jak to na kacu, zwrócić? Czy może przeanalizować, bo pytanie pozostaje i po głowie mi się telepie – jak rozmawiać?

tekst pochodzi z Portalu Kobiety – kobietom.com
Tytuł pochodzi od redakcji homiki.pl.

Autorzy:

zdjęcie Marta Konarzewska

Marta Konarzewska

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 111; nazwa: MartaKonarzewska

11 komentarzy do:Jak rozmawiać?

  • bukowski

    [Re: Jak rozmawiać?]

    no właśnie? jak rozmwawiać, żeby nas zrozumiano?
    wiele razy miałem bardoz podobną sytuację, kiedy dyskusja się skonczyła a zaczęły się – jak to pisze Autorka – nerwy.
    Moim zdaniem, w pewnym momencie argumentacja oparta na faktach naukowych przestaje działać. Może warto wtedy znaleźć inne argumenty? pisze o tym MK w artykule, tu jest link:
    http://homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=123
    W wielu momentach, kiedy my (geje i lesbijki) mówimy o potrzebie emancypacji, osoby ukierunkowane religijnie od razu się zamykają i nie przyjmują rzeczowych argumentów. Nie przebijemy Papieża, Biblii, Katechizmu i całej propagandy skierowanej przeciwko.
    Może wtedy warto odwołać się do uczuć? (vide: hasła wlepek)

  • ebh

    [Re: Jak rozmawiać?]

    autorka sama sobie odpowiedziała, tak nie. I ja się nie dziwię, będąc homikiem o lekkim zabarwieniu feministycznym również nie trawię w sytuacjach towarzyskich takiej gadki, a co dopiero ludzie, którzy są całkiem z dala od tego czym na codzień żyje perorująca feministka-lesbijka.
    Odwołać się do uczuć i wykorzystać elementy doktryny, ideologii, systemu wartości, itp jakie reprezentuje oponent dla swoich racji, dostosować poziom dyskusji i argumentów do poziomu oponenta, nie wymądrzać się i wywyższać, pokazać zdolność do kompromisu, wykazać się taktem, poczuciem humoru i…zimną krwią, bo czasem krew może zalać ;)

  • Max

    [Re: Jak rozmawiać?]

    Jak to mówią, świętego do knajpy sie nie zaciągnie, a diabła do kośćioła także nie …
    Ktos kto jest (czytaj; chce byc) głuchy i ślepu na fakty .. jest przegrany! lepiej dac sobie z nim spokoj. Po co tracic czasu i nerwy na twardogłowego?

  • [Re: Jak rozmawiać?]

    Max’owi:
    rozmawiac sie powinno, zeby zmieniac ten swiat na lepsze, tym bardziej ze znajomymi. Zeby w swoim otoczeniu zwiekszyc zrozumienie tematu i ogolnie pojeta wrazliwosc. Wydaje mi sie ze po to sie ma kolegow zeby nam z nimi dobrze bylo a nieporozumienie w opisywanej kwestii moze klasc sie cieniem na znajomosc.

    Ogolnie:
    Gadanie z osobami nietolerncyjnymi o sprawach gender jest troszke jak gadanie ze slepym o kolorach. Mnie sie wydaje ze jedyne co to mozna sie odniesc do wlasnych uczuc, opisac swoj stosunek do tematu i jak dzieciom tlumaczyc podstawy. Powoli, nie tlumaczac od razu wszystkiego (rozlozyc edukacje na wiele spotkan), czesto powtarzajac, najlepiej na przykladzie – moze pokazac wybrane strony internetowe (link do tego artykulu jako pierwszy :D ). Pokazac ‚zywych’ gejow – zaprosic na kawe… nie wiem. To jest tylko moje glosne myslenie. A problem rzeczywiscie istnieje. Jest olbrzymia przepasc i nie ma co czekac 15lat :> bo sama sie nie zmniejszy. Chcemy zyc w normalnosci – musimy ja sobie zbudowac.

    Autorce:
    Gratuluje. Rewelacyjnie napisany artykul. Brawo!
    dziekuje

  • Puer Prodigius

    [Re: Jak rozmawiać?]

    „zarzut myślenia schematami – powtórzę – obraża go jeszcze dotkliwiej, chyba jest bardziej intelektualistą niż katolikiem”

    Katolik to wg tej pani głupol myślący schematami i latajacy po mieście w glanach i z pałą, czekający by zaje….. homoseksualistę, no bo przeca stereotyp i schemat to „homosie do gazu”

    Kolejna sprawa, wielkie krzyki o tolerancję. Problem w tym, że homoseksualistom i reprezuntującym ich organizacjom tej tolerancji brakuje. Wasi przywódcy zieją nienawiścią wobec Kościoła, ludzi uważających homoseksualizm za dewiacje, katolików takich jak ten. Wasze marsze to prowokatorskie przedsięwzięcia, by wywołać medialną burze, a pod płaszczykiem walki o tolerancję szczerzycie nietolerancję. Margines, który chce być w centrum, złodziej krzyczący:”łapać złodzieja”, dewiacja pod płaszczykiem miłości. Nie robcie z siebie męczenników.

  • Jan

    [Re: Jak rozmawiać?]

    Tolerancja to najniższy poziom miłości ty mi nic nie robisz i ja tobie nic nie robie pozwalam ci żyć i wymagam tego abyś ty mi pozwolił żyć i abyś nie szkodził mojemu zdrowiu. Jak zacząłem czytać ten artykuł to z miejsca chciałem go wyłączyć. Ale postanowiłem jednak do końca przeczytać i przeczytałem. Należy wysłuchać każdego przynajmniej tyle i mu nie przerywać kiedy mówi. Homoseksualizm to CHOROBA. Czy z innym mężczyzną mogę mieć potomstwo? Bycie ojcem jest zapisane w każdym mężczyźnie czy tego chce czy nie. Może uciekać od tych myśli ale nie ucieknie. To uciekanie przed samym sobą. Często się słyszy że jacyś gdzieś tam klerycy w jakimś seminarium są homoseksualistami. Pytam dlaczego to się wtedy tak napiętnowuje w mediach i traktuje jako coś nienormalnego ? Pytam gdzie są inni homoseksualiści ? Czy ci klerycy kochają inaczej niż inni homoseksualiści ? Inni homoseksualiści powinni wtedy w namiotach koczować pod tym seminarium z transparentami „Bracia klerycy chodźcie do nas łączymy się z wami:) z wami może wreszcie uda się nam zreformować kościół ” Powinni organizować marsze wolności pod to seminarium. Sam kiedyś zacząłem patrzeć na innego kolegę jakoś inaczej. Uświadomiłem sobie, że jestem słaby, że jestem zbyt uległy że nie mam swojego zdania, że poszukuje siły. W stosunku homoseksualnym jeden mężczyzna chce otrzymać siłę od drugiego z jego nasienia. Jeden z nich chce być podporządkowany. Mogę się założyć, jeden i drugi wcześniej nie miel ojca lub ojciec był w jakimś sensie słaby i nie umiał z nimi rozmawiać. Dam sobie też rękę uciąć, że obydwaj ci mężczyźni wcześniej zanim się poznali bardzo regularnie się masturbowali i normalna kobieta już ich nie podnieca (przykre i smutne) szukają czegoś innego. Tym czymś jest osobnik tej samej płci. Nie pozwolę na to aby moje dziecko patrzyło na gejów i nie pozwolę na to aby dano im prawo do adopcji. Dlaczego się tak pokazujecie? homiki dlaczego tak krzyczycie że jesteście normalni? a może w to nie wierzycie. Tolerancja :) trzeba wiedzieć najpierw co to jest:) będę przechodził obok was obojętnie i waszych poglądów i do tego jak wy kochacie i jak któremuś z was się coś stanie czy będzie potrzebował pomocy z chęcią mu jej udzielę. Podam mu rękę uśmiechnę się i wysłucham do końca. Jedna tylko uwaga nie tykajcie się dzieci bo nie wiecie jaka jest ich orientacja seksualna. Tego będę bronić.

  • Taka jedna...

    [Re: Jak rozmawiać?]

    O Matko Kochana…
    Zaraz po prostu zwymiotuję na klawiaturę…

  • Ta sama...

    [Re: Jak rozmawiać?]

    „W stosunku homoseksualnym jeden mężczyzna chce otrzymać siłę od drugiego z jego nasienia.”. Brawo! Odkrył Pan Amerykę. Ale czy to Pana jedyna wiedza na temat homoseksualnego uczucia? Mnie samej, patrząc na heteroseksualne małżeństwo nie przychodzą na myśl takie skojarzenia.

    Druga sprawa… które media napiętnowują homoseksualnych duchownych? Ja o żadnej takiej nagonce nie słyszałam. Mówi Pan o polskich mediach? Niech Pan o tym opowie, jeśli byłby Pan uprzejmy zahaczyć tu ponownie…

    P.S. Przepraszam za mój poprzedni wpis…

  • Jan

    [Re: Jak rozmawiać?]

    detrollator: drogi Janie, nie lubimy, gdy w komentarzach ktoś przekleja cudze artykuły. cieszymy się, że lubisz potral ktolik.pl, my też, ale funkcję kopiuj / wklej wykorzystuj do innych celów.

  • Jan

    [Re: Jak rozmawiać?]

    Może ktoś po jego przeczytaniu pomyśli, że coś jest nie tak i zacznie się zastanawiać nad tym czy nie jest w błędzie. Z miłą chęcią będę wam przysyłać więcej takich artykułów. Pozdrawiam :)

  • Kyrm

    [Re: Jak rozmawiać?]

    jak rozmawiac z ludzmi przez internet?
    sa filmy instruktazowe na http://www.punktgg.pl :)
    polecam zobaczyc, bo w smieszny sposob mowia co mozna zrobic :)




Skomentuj: bukowski Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa