Czarne buty bez welonu

229.
Do pierwszej komunii świętej przystępowaliśmy w jednakowych habitach z grubo dzierganego sztucznego tworzywa w kolorze skorupki jaj, które nadawałyby się doskonale do robótek ręcznych. Byłam zadowolona, sądziłam bowiem, że perspektywa noszenia obrzydliwie ckliwej miniaturowej sukienki ślubnej oddaliła się bezpowrotnie.

Ale niestety nie… Dziewczynki miały mieć białe buty, welon z wianuszkiem, a także woreczki na chusteczkę.

Włożyłam czarne buty i byłam bez welonu. Moja mama bro¬niła tych kaprysów wobec zaproszonej rodziny. – Zostawcie ją w spokoju – powiedziała – to zupełnie nie w jej stylu. W idącej przez wieś procesji, z cho¬rągwiami i orkiestrą, na przedzie szły dziewczynki, za nimi chłopcy. Między jednymi i drugimi szłam ja. W ten sposób byłam albo ostatnią dziewczynką, albo pierwszym chłopcem. Głęboko zraniło mnie wypowiedziane półgłosem zdanie, które usłyszałam, wychodząc z kościoła: – Nie, to dziewczynka. – Na cmentarzu zrobiono nam jeszcze zdjęcie. Cała gru¬pa z księdzem w czerwono-żóltym ornacie w tle. Uważałam, żeby woreczek nie znalazł się na zdjęciu.

(…)

53.
Zawsze marzyłam o tym, żeby tworzyć literaturę. Teraz robię, co mogę. Układam zdania.

54.
Pociski dum-dum są to naboje ze ściętymi wierz¬chołkami. Na skórze pozostawiają małe, ledwo widoczne dziurki. Ale gdy tylko natrafią na opór, za¬czynają kręcić się w kółko i wyszarpują straszliwe rany. Wspomnienia jak pociski dum-dum.

55.
Kiedy ostatni raz przyszłam po Raya. żeby go za¬brać do salonu gier, czekałam na niego na dole, na ulicy. Nagle usłyszałam dziecięcy głos wołają¬cy mnie po imieniu. Podniosłam głowę i spojrza¬łam w górę. Florence stała w otwartym oknie i machała mi ręką. Uśmiechała się. Omal nie pękło mi serce.

56.
Nagle cień na twarzy. Rozstawiwszy nogi, pochyliła się nade mną. Speszył mnie jej wzrok. Niewinny brąz, gdzie tylko spojrzałam. Zaczęła mnie całować, wsunęła mi rękę pod kostium, aby dotknąć moich piersi. Małżeństwo pod parasolem obok już po raz czwarty zerknęło w naszą stronę. Zachowywałam rezerwę. Zarzuciła mi tchórzostwo. Odparowałam, że przynajmniej wszyscy moi przyjaciele wiedzą. Był to cios nokautujący. Milczała zirytowana.

57.
Bywało, że kiedy sobie trochę wypiła, całowała mnie długo na środku ulicy. Zdarzało się jej to tak¬że, kiedy nie piła. W Paryżu działało mi to na ner¬wy, bo nie miała jeszcze rozwodu. W Zurychu spra¬wiało mi rozkosz.

58.
Moja kochanka opuściła mnie. Moja kochanka z walizką firmy Samsonite i jedwabistymi rzęsami. Natychmiast zapaliłam papierosa.

59.
Pierwszego stycznia zadzwoniła do mnie. Położyłam się właśnie z książką i kieliszkiem wina do łóżka. Wieczorem chciałam wyjść z przyjaciółmi. – Przy¬jedź do Paryża. Potrzebuję cię. – Odłożyłam słu¬chawkę, zapakowałam torbę podróżną. Znowu za¬dzwonił telefon. – Nie przyjeżdżaj, źle bym cię po¬traktowała. – Była bliska łez. Powiedziałam: – To nie powód, żeby nie przyjeżdżać. Zadzwoń do mnie jeszcze raz za dziesięć minut. – Dziesięć minut później: – Przyjedź. Ale ja prawie nie mam czasu, żeby się z tobą zobaczyć. – Pojechałam.

60.
Dwa zdania dziennie też złożą się w końcu na książkę.

fragmenty książki „Bo to jest w miłości najstraszniejsze”
przekład Alicja Buras,
posłowie Maria Janion,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2004,
135 x 205 mm, oprawa twarda, 122 s.
Dziękujemy za zgodę na publikację fragmentu.

Autorzy:

zdjęcie Nicole Muller

Nicole Muller

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 101; nazwa: NicoleMuller

4 komentarzy do:Czarne buty bez welonu




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa