- homiki.pl - http://homiki.pl -

Moja historia

Moja historia zaczęła się w podstawówce. Wtedy powoli zacząłem odkrywać, kim jestem, z kim chciałbym dzielić przyszłe życie, kto tak naprawdę mnie interesuje. Zaczęło się całkiem niewinnie, tradycyjnie od szatni na wf-ie. To chyba każdy z nas przechodził. Niby jeszcze młodzi, ale już zainteresowani własnym ciałem, wszystkim, co wiąże się z seksualnością, z dojrzewaniem. Wiadomo, że w tym okresie przychodzi zainteresowanie własną płcią, ale ja chyba w ogóle nie zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie jest dziwne i anormalne. Zawsze uważałem to za coś zwykłego, choć była to moja słodka tajemnica.

Owszem, w podstawówce było wielu ładnych chłopaków jak na swój wiek, ale mimo to nie byłem jakoś nastawiony na bliższe znajomości i kontakty. Miałem przyjaciela, a w zasadzie bliskiego kolegę, z którym gadałem o wszystkim, oprócz tego jednego tematu. On zawsze podkreślał swoje negatywne odczucia względem gejów, a ja nie chciałem tracić tej znajomości. Poza tym nie byłem gotowy na tak wczesny coming-out. Tak przeżyłem sobie całą podstawówkę do tej szóstej klasy, pod koniec której byłem pewien, że jestem gejem, że wolę chłopaków. Uczyłem się dobrze, wiele czasu spędzałem ze znajomymi, często to były dziewczyny, więc w niczym nie podpadałem, nikt nie podejrzewał nic. Może też dlatego, że to nie był jeszcze wiek na podobne odkrycia, na domniemania, co pociąga kolegów. Owszem, było wiele rozmów na tematy związane z seksem, jak to u podlotków w tym wieku, ale z góry były one nałożone na kontakty między dziewczyną a chłopakiem, nie dopuszczało się innych form miłości.

Dopiero w gimnazjum trafiłem na innych ludzi, część klasy była nowa, nie znaliśmy się na początku. Ja miałem to szczęście, że trafiłem do klasy z moim kumplem z podstawówki, trwało to całe 3 lata gimnazjum. Pierwsze dwa lata upływały spokojnie, stworzyłem sobie paczkę składającą się z naszej dwójki i dwóch dziewczyn, które nie miały nic przeciwko tematom związanym z seksualnością. Ja nie chciałem się afiszować z moją orientacją, więc milczałem, po prostu rozmawiałem o seksie między heterykami. Stwarzałem pozory.

W drugiej klasie zaczęło się kilka przełomowych wydarzeń. Odrzuciłem część klasy z mojej podstawówki, oprócz tych trzech osób z paczki i zawiązałem znajomości z pozostałą częścią klasy. Lubiłem ich, spędzałem z nimi sporo czasu, imponowali mi poniekąd, byli moim zdaniem lepszymi ludzi, kolegami, znajomymi niż moja była klasa. Wtedy ci, którzy znali mnie z podstawówki zaczęli batalię przeciwko mnie. Lubili się popisywać przed samymi sobą, prześcigali się w sposobach na dokuczenie mi, bo przecież od nich odszedłem. Momentami potrafili zranić, ale trawiłem to, bo wiedziałem, że nie są warci głębszych znajomości, więc nie zważałem na nich. Potrafili zepsuć mi każdą wycieczkę, oszczerstwa były z dnia na dzień coraz bardziej wymyślne, zaczęli wyzywać mnie od pedałów, ciot, do tego można było przywyknąć, choć nie ukrywam, ze nie należało to do przyjemnych. Ale ja wiedziałem, że to nie potrwa długo, że nie mają co robić i na kim się wyżywać, więc wybrali sobie mnie na ofiarę, być może dlatego, że w ich mniemaniu ich zdradziłem, odszedłem do innej bandy. Nie żałuję tej decyzji do dzisiaj, bo wiem, że mnie umocniła i pomogła wyrobić w sobie silną wolę.

W ostatniej klasie przyszła pora na pierwsze zauroczenia, miłostki, pierwsze obiekty westchnień. Może dopiero wtedy do tego dorosłem, może poprzednie wydarzenia spowodowały jakąś blokadę przed kontaktami z innymi chłopakami, a nóż pomyśleliby sobie, że jednak jestem ciotą. Więc unikałem tego. Przynajmniej w taki sposób, aby oni nie widzieli tego.

Pierwsza poważniejsza historia zaczęła się na początku trzeciej klasy. Zapisałem się na kurs, gdzie chodził również pewien Jarek z równoległej klasy, który wydawał mi się bóstwem, był przystojny, inteligentny, wyluzowany, poza tym miał takie słodkie tiki twarzy, na które mogłem patrzeć cały czas. Siadałem tak w sali, żeby móc go widzieć, często patrzyłem na niego, jednak starałem się to robić ukradkiem. Uważałem wtedy, że go kocham, mówiłem znajomym, że zakochałem się, ale nie chciałem podać w kim. Na szczęście nie drążyli usilnie tego tematu. Choć teraz wiem, że nie można tego było nazwać miłością, to było zwykłe zauroczenie, to pierwsze, więc może wydawało mi się miłością, bo wcześniej nie czułem nic podobnego. Choć był bliski memu sercu, to kontakty między nami nie były zbyt silne, on miał swoją paczkę, z którą uczęszczał na kurs, byli to jego znajomi z klasy, chyba nawet z podstawówki. Nie wnikałem w to, nie wnikałem w ich środowisko, zawsze stałem z boku, bo miałem też swoją paczkę na tym kursie. Mimo to on był bardzo ważny, często spacerowałem korytarzami, żeby go zobaczyć. Praktycznie nie miałem okazji pogadać z nim sam na sam, więc nasze kontakty nie były doskonałe. Pamiętam, jak raz on siedział sam i ja też, a przyszło nam robić zadanie w parach, wtedy to był pierwszy raz, gdy mogłem z nim pogadać oko w oko, a inni nie zwracali na to uwagi, bo byli zajęci swoimi parami. Obserwowałem go, jak mówił, jak na jego twarzy co jakiś czas pojawiały się te tiki, które tak u niego lubiłem. Udawałem, że tego nie widzę, ale mimo wszystko było to bardzo fajne. Tak mijały dni. Powoli przychodziło zwątpienie, że może nie warto się tym łudzić, przejmować, bo przecież to nie ma sensu. Powoli zainteresowanie jego osobą malało, aż pewnego dnia, gdzieś koło maja, na troszeczkę przed końcem roku szkolnego, przyszedłem trochę wcześniej na kurs. Tak się złożyło, że on też przyszedł wcześniej i zaczęliśmy gadać. W trakcie tej rozmowy uświadomiłem sobie, że to już na pewno koniec, ta rozmowa była przełomem, milowym krokiem ku zakończeniu tej farsy. Im bliżej było końca rozmowy, tym bardziej byłem szczęśliwy, że to koniec, że już będę mógł spokojnie sobie żyć, nie myśląc o nim. Nie poszedłem na te zajęcia. Pożegnałem się z nim, powiedziałem, że nie idę, bo nie chce mi się już na to chodzić. Od tamtej pory byłem może 2 razy, nie więcej. Jarku, dziękuję ci, dzięki tobie udało mi się wiele zrozumieć.

W międzyczasie trwała inna niby miłosna farsa z moim udziałem. Tym razem z dziewczyną. Poznałem ją na kółku geograficznym, spodobała mi się, bo mimo wszystko posiadam także gust do dziewczyn. Postanowiłem, że taka znajomość może znieść ze mnie podejrzenia, zresztą raczej bezpodstawne. Więc po prostu zacząłem działać. Rozmawiałem z nią, chodziłem na te same kółka, odprowadzałem ją kilka razy. Na okładce jej zeszytu napisałem, że ją kocham, dałem jej też 2 listy, w których pisałem, że ją kocham. Wiem, że może się to wydawać głupie, ale dla mnie było to ważne. Poniekąd czułem do niej sporą sympatię, choć wolałem, żebyśmy zostali przyjaciółmi niż parą. Zresztą nic z tego nie wypaliło, zaczęliśmy się unikać, odwracaliśmy spojrzenia na korytarzu. Przestaliśmy chodzić na kółka. Przyszedł koniec tego.

Pod koniec maja wraz z klasą wyjechałem na wycieczkę 6-dniową do Zakopanego wraz z klasą o rok młodszą od nas. Był tam pewien Jarek (znowu :]), który spodobał mi się i bardzo lubiłem spędzać z nim czas. On widocznie też lubił moje towarzystwo, bo staliśmy się nierozłączni w trakcie wycieczki. Widywano nas często razem, razem chodziliśmy po sklepach w wolnym czasie, razem spędzaliśmy czas w pensjonacie, sporo gadaliśmy, razem piliśmy, bo to nieodzowny element wycieczki. Ale pamiętałem, żeby nie przeholować, bo wtedy mógłbym za dużo powiedzieć. Wiedziałem, że on jest hetero, ale mimo wszystko zależało mi bardzo na znajomości z nim. Jednak wycieczka się skończyła, wróciliśmy do własnego życia, każdy do swojej paczki, swojej klasy, swoich znajomych i nie mieliśmy czasu na spotkania. Ja starałem się przychodzić wcześniej, bo on dochodził do szkoły pieszo, więc ja przychodziłem na przystanek i czekałem, aż on się zjawi, żeby iść razem do szkoły. Ale to już nie było to samo, nie to, co było na wycieczce. Być może tam, w Zakopanem pełniłem rolę zastępczego materiału przyjaciela, a potem znowu byłem tylko zwykłym znajomym z widzenia. Nie wiem, nie winię go za to. Wiem tylko, że pierwszy raz w tak krótkim czasie związałem się tak emocjonalnie z jakąś osobą, a wiem, że on też mnie lubił, bo gdy podczas zwiedzania ja odszedłem na chwilę od niego, dosłownie na kilka minut, on mi powiedział: „gdzie byłeś, bo cię szukałem”. To było dla mnie tak silne i mocne wrażenie, że nie zapomnę tego nigdy. Dziękuję mu za to, że był, że pozwolił mi na prawdziwe szczęście przez te kilka dni. Podchodzę bardzo emocjonalnie do wszystkiego, więc później sporo płakałem, widziałem, że to wszystko się kończy, a ja nie mogłem temu zaradzić. Wtedy przyszedł koniec roku. Ciągle za nim tęskniłem, ale powoli zapominałem, z czasem przychodziło ukojenie bólu, z czasem też zapomnienie. Ale to też nie była prawdziwa miłość.

Podczas wakacji odnowiłem znajomość z dziewczyną z klasy z podstawówki. Sporo razem spacerowaliśmy, zaczęliśmy się sobie zwierzać, aż wreszcie nastąpił pierwszy element mojego coming-outu. Powiedziałem jej. Sama idea zrobienia tego była prosta, gorzej z realizacją. Ale przełamałem się i powiedziałem jej, że osobą, w której byłem zakochany był Jarek. Nie musiałem więcej dopowiadać, bo to wyjaśniało wszystko, ale ona się tym nie przejęła. Stwierdziła, że jest OK i rozeszliśmy się do domów. Dopiero przy następnym spotkaniu jakiś tydzień później, zaczęliśmy o tym rozmawiać, okazało się, że Anka znała już 2 gejów i nie jest to dla niej niczym nowym i dziwnym. Byłem jej za to strasznie wdzięczny. Pierwsza akceptacja i pierwsze koty za płoty. Wynik pozytywny.

Po wakacjach przyszedł czas pójścia do liceum. Miałem dobre osiągnięcia w nauce, więc poszedłem do dobrej szkoły na profil biologiczno-chemiczny. Już pierwszego dnia wpadł mi w oko pewien chłopak, siedział niedaleko mnie w rzędzie obok i rzucaliśmy sobie ukradkowe spojrzenia. Od tamtego momentu poczułem, że muszę go poznać bliżej. Ze wszystkich twarzy tego dnia z nowej klasy, w której nie było nikogo ze starych znajomych z byłej klasy gimnazjalnej, jego twarz wydawała mi się najbardziej przyjemna. Od tamtej pory regularnie odprowadzałem go na przystanki, starałem się nawiązać jak najlepszy kontakt. Nasze kontakty były coraz lepsze, mimo że Arek, bo tak się nazywał, nigdy nie wydawał mi się w jakimś stopniu pociągający fizycznie. Dla mnie przyjaciel, czy dobry znajomy stanowił barierę, przez którą nie przedzierały się myśli o tematyce seksualnej. Stawał się dla mnie kimś bardzo ważnym, kimś, kto pełni ważną rolę w życiu. Ale jednocześnie pod koniec pierwszego miesiąca w liceum zacząłem dostrzegać, że chyba nie warto się zbytnio angażować, tak też uczyniłem. Na wycieczce się od niego oddalałem, nie przebywałem z nim w tym samym pokoju, spałem zawsze gdzieś indziej, nie gadałem z nim. Zacząłem dostrzegać pewnego Grześka. Dopiero wtedy zrozumiałem, że w klasie jest mój ideał, który sobie kiedyśtam wymarzyłem, wysoki blondyn o niebieskich oczach, cudownym charakterze…

Z dnia na dzień coraz silniej zakochiwałem się w Grzesiu, nie potrafiłem na to nic zaradzić. Początkowo nie potrafiliśmy jakoś nawiązać wspólnych tematów, bo oboje bardzo się różnimy, znajomość z nim wydawała mi się niemożliwa. Ale po kilku rozmowach stwierdziłem, że może warto spróbować. Spotkałem go na mieście i zacząłem z nim się przechadzać po uliczkach naszego centrum. Sporo dowiedziałem się o nim, on o mnie zresztą też, rozmowa się kleiła, było naprawdę super, wyszło w rozmowie, że jestem zakochany. Zaczęliśmy gadać na gg, stosunkowo często, on powoli zaczął się dopytywać, kim jest ta osoba. Dowiedziałem się, że on jest zakochany w jakiejś dziewczynie. To był dla mnie cios, mimo że na nic nie liczyłem, to i tak mnie to dotknęło, siedziałem przed kompem, gadałem z nim o tym, a łzy spływały mi po policzkach. Z każdym dniem, coraz bardziej nalegał, żebym mu powiedział, choćby ze względu na to, że on mi wyjawił, w kim jest zakochany. Nie chciałem stracić jego przyjaźni i chciałem być szczery, choć wiedziałem, że przez ten sposób możliwe jest, że go utracę, to jednak wyjawiłem mu wszystko. Powiedziałem, że o niego chodzi. To musiał być dla niego szok, w rozmowie na gg tego nie było tak widać, ale czułem, że to nie jest dla niego przyjemne doświadczenie. Dałem mu czas, w szkole nie podchodziłem, nie pisałem do niego, po prostu zostawiłem go, żeby na spokojnie mógł to rozważyć. Ale on też przestał zwracać na mnie uwagę, przestaliśmy gadać, uśmiechać się, odwracaliśmy wzrok, czułem, że jest coś nie tak. Ale ja go tak kochałem, chciałem jego szczęścia, a sam mu je poniekąd odebrałem. To on jest moją pierwszą miłością, teraz wiem to na pewno. Nie chciałem, żeby się z tym źle czuł, poza tym cierpiałem, miesiąc unikania się, to długo, serce już tego nie znosiło. Płakałem prawie cały czas w domu, popsuł mi się nastrój, chodziłem przybity. Podjąłem decyzję o przeniesieniu się do innej szkoły, żeby tylko on nie musiał już się głupio czuć, żeby nie musiał na mnie patrzeć. Postawiłem jego szczęście nad moje własne, bo czym byłbym z dala od niego. Niczym… Ogłosiłem to wszystkim, że chcę się przenieść do innej szkoły na inny profil, bo chcę zdawać na psychologię, uwierzono mi, poza kilkoma osobami, które wiedziały, czemu się przenoszę, w tym Arka, który wtedy był już moim najlepszym przyjacielem i wiedział o wszystkim, co mu zupełnie nie przeszkadzało; i Grzesia. Tego wieczoru, gdy podjąłem tą decyzję napisałem do niego, czy mu taka sytuacja, jaka jest między nami nie leży i czy czuje się głupio. Odpowiedź była znacząca: tak!! To było dla mnie jak cios, zawładnął mną taki płacz, szlochałem, trząsłem się, łzy płynęły strumieniami, nie potrafiłem tego zatrzymać, mogłem tylko płakać, płakać i płakać… I stało się, on napisał do mnie. Chciał sprostować sytuację, prosił, żebym został. Cóż innego mogłem zrobić, kochałem go, wszystko, co robiłem, było uwarunkowane nim. Chciałem tylko jego szczęścia, za które oddałbym wszystko. Zostałem. Choć niepewnie, ale znowu dla niego. Stwierdził, że źle zareagował, że miał odpowiedzieć: „sorry, nie kocham cię, bądźmy przyjaciółmi.” Postanowiliśmy spróbować zostać przyjaciółmi, ale ja w to powątpiewałem, czy to coś da, czy to ma sens. Starałem się, staram się nadal dążyć do przyjaźni, ale jest ciężko, bo boję się do niego pisać notorycznie, zresztą i tak zostawiam mu wiadomości codziennie, piszę dłuższe monologi, jak bardzo to jest dla mnie ciężkie, jak bardzo chcę tej przyjaźni, jak bardzo go kocham. Od samego początku nie okłamałem go ani razu, nie potrafiłbym chyba, mówię mu wszystko, czasami nawet więcej niż powinienem, ale na tym chyba polega szczerość w przyjaźni. Kocham go, on jest moją pierwszą miłością i nigdy nie przestanę. Grzesiu, jeśli pokusiłem się, by dać ci link, lub przesłać ci to pocztą, to wiedz, że jesteś moim najcenniejszym skarbem, światełkiem w tunelu, które prowadzi mnie do szczęścia, rozjaśniasz mi smutki życia, mimo iż wiem, że nigdy nie będzie nic z tego, ja cię kochać nie potrafię przestać i będę zawsze cię kochać. Możesz na mnie liczyć w każdej sytuacji…

Powoli dowiadywało się coraz więcej osób, do tej pory wie 9 osób. Najbliżsi znajomi, przyjaciele, którym mogę ufać. Dziękuję wam za to, że jesteście w moim życiu i pozwalacie mi żyć dobrze, akceptujecie i jesteście przy mnie w trudnych chwilach: Grzesiu, Arku, Andziu, Aniu, Sylwio, Kamilo, Maćku, Madziu i Simi, dziękuję wam.

Największe podziękowania dla ciebie, Madziu, bo to ty jako pierwsza i na razie jedyna sama odkryłaś, że jestem gejem i że kocham Grzesia. Dziękuję ci za to, bo to mi pomaga naprawdę dobrze przygotować się do batalii, w której będę musiał ogłosić całemu światu, kim jestem i chodzić z podniesionym czołem.

Autorzy:

zdjęcie Goryś

Goryś [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 106; nazwa: Goryś