GLAAD nominuje

28 marca już po raz szesnasty Gay and Lesbian Alliance Against Defamation (Gejowsko-Lesbijskie Przymierze Przeciw Dyskryminacji) przyzna swoje nagrody dla najciekawszych filmowych, telewizyjnych i teatralnych projektów artystycznych, które dotykają bezpośrednio problemów mniejszości seksualnych oraz twórczo odnoszą się do kwestii homoseksualnej tożsamości. 19 stycznia mogliśmy poznać nominacje do tegorocznej edycji GLAAD Media Awards, które zostaną wręczone w aż 37 kategoriach! W tym roku na wyróżnienie mogą liczyć także dziennikarze prasowi i internetowi publicyści, dla których utworzono 7 nowych kategorii (m.in. najlepszy felieton prasowy, najlepszy artykuł prasy codziennej, najlepszy artykuł magazynu tygodniowego i czasopisma). Czy któryś z naszych homikowych publicystów znalazł się wśród nominowanych?!

Myślę, że Janusz Boguszewicz nie miałby żadnych problemów z konkurencją pod warunkiem, iż pisałby dla The Boston Globe, którego redaktorzy zdominowali listę nominacji. Cóż…GLAAD, choć zawsze podkreśla swój internacjonalny charakter, dokonania autorów i artystów spoza USA trochę ignoruje, żeby nie powiedzieć brzydko – dyskryminuje. Widać to także na przykładzie innych kategorii.

Być może najwięcej emocji wywołują kategorie filmowe, gdyż GLAAD Media Awards uważane są w środowisku filmowym za wyróżnienia ważne, a uroczystości wręczenia nagród (imprezy organizowane są w 3 miastach – Los Angeles, Nowym Jorku i San Francisco) przyciągają co roku śmietankę towarzyską show-biznesu. Nic w tym dziwnego skoro bardzo duży procent amerykańskich i europejskich filmowców od zawsze stanowili homoseksualiści (mówi się nawet, iż Stowarzyszenie Amerykańskich Scenarzystów składa się głównie z członków o innej orientacji seksualnej). W poprzednich latach specjalnymi nagrodami uhonorowano m.in. Robina Williams’a, Julianne Moore i Todd’a Haynes’a.

W kategorii najlepszy film w szerokiej dystrybucji nominacje uzyskały produkcje o charakterze dość różnorodnym. Biograficzny dramat będzie więc konkurował z wystawnym filmem kostiumowym, a komedia obyczajowa z drapieżną psychodramą. Niestety polscy widzowie jak dotąd mieli szanse obejrzeć jedynie dwa spośród nominowanych filmów – wstrząsający Monster Patty Jenkins i Alexandra Olivera Stone’a. Na premierę Kinsey’a – filmowej biografii legendarnego wręcz seksuologa oraz filmów A Home at the End of the World i Wszyscy święci będziemy musieli jeszcze trochę poczekać (w przypadku ostatniego filmu prawdopodobnie aż do sierpnia). Dopiero wówczas będziemy mogli ostatecznie przekonać się, który z filmów prezentuje najwyższy poziom kulturalny, ale już dziś można stwierdzić, iż w gronie nominowanych brakuje dzieła autentycznie wybitnego, którego artystyczna siła predestynowałaby do bezwarunkowego zwycięstwa.

Sporym nieporozumieniem jest wyróżnienie Alexandra – najmniej udanego dzieła Stone’a, który wątek homoseksualny potraktował, podobnie jak pozostałą warstwę fabularną filmu, z manierą godną reżysera telenoweli. Niestety wszelkie motywy kulturowe, do których obraz się odwołuje, uległy ideowej pauperyzacji. Stone jest twórcą o niebagatelnym znaczeniu dla amerykańskiej kultury, ale Alexander (podobnie jak jego poprzedni film Męska gra) jest jedynie inscenizacyjną sugestią głębi zarówno artystycznej jak i emocjonalnej, w jaką większość widzów nie uwierzy. Epicki rozmach, który nie opiera się na dramaturgicznym autentyzmie, nie udźwignie ciężaru nawet jednej sceny. Dlatego wszystko w filmie wydaje się płaskie, uproszczone, nieznośnie banalne, a często wręcz tandetne.

Nominacja dla Monster jest zdecydowanie bardziej trafiona. Portret seryjnej morderczyni – Aileen Wurnous jest filmem przejmującym, bo w przeciwieństwie do Alexandra nie unika psychologicznej analizy postaci, a przez to niczego nie rozwiązuje w sposób oczywisty. Ekranowy konflikt pomiędzy zepchniętą na margines młodą kobietą a społeczeństwem, którego zasady funkcjonowania opierają się na dominacji jednostek nad jednostkami, nabiera dramatyzmu głównie dzięki znakomitej kreacji Charlize Theron. Aktorka w przekonywujący sposób zagrała nie tylko okrutnego oprawcę, ale i zaszczutą ofiarę. Homoseksualny związek Aileen z młodziutką dziewczyną stał się uzupełnieniem psychologicznego wizerunku bohaterki, a nie jak w przypadku Alexandra efektownym, źle funkcjonującym w materii filmowej dodatkiem, który w perfidny sposób wykorzystano przy okazji kampanii reklamowej.

O Kinsey’u mówi się w prasie bardzo wiele. Przeważnie – dobrze. Krytycy zachodni podkreślają świetne aktorstwo wykonawców głównych ról – Liama Neeson’a i Laury Linney, którzy za stworzenie oryginalnego portretu małżeństwa Kinsey’ów mogą spodziewać się nominacji do Oscara. Film w reżyserii Billa Condon’a – twórcy ciekawego obrazu Bogowie i potwory, w którym poruszył także i sobie bliską tematykę homoseksualną, szykuje się na wydarzenie sezonu. Myślę, że to właśnie Kinsey ma największe szanse na zwycięstwo w GLAAD Awards, bo pozostałe dwa tytuły – adaptacja powieści obyczajowej Michaela Cunnigham’a (autora rewelacyjnych Godzin) A Home at the End of the World w reżyserii Michaela Mayer’a i Wszyscy Święci Briana Dennelly’ego – nie pozyskały ani wielkiej popularności ani specjalnie entuzjastycznych recenzji.

O ile wśród tzw. filmów szerokiej dystrybucji prym wiodą wyłącznie amerykańskie produkcje, o tyle w kategorii najlepszy film przeznaczony do wąskiego rozpowszechniania najbardziej liczą się już projekty spoza USA. Pośród nominowanych błyszczy znakomite, kompletne dramaturgicznie i wybitne warsztatowo Złe wychowanie. Najnowszy film Almodóvara będzie w tej kategorii raczej bezkonkurencyjny, bo nigdy wcześniej nie oglądaliśmy na ekranach kin obrazu, który wprost dyktowany byłby przez homoseksualną wrażliwość przy jednoczesnym zachowaniu uniwersalnej wartości artystycznej i uczuciowej. Głęboko poruszające (trzecie już z kolei tak udane!) dzieło hiszpańskiego mistrza stawia go na firmamencie najwybitniejszych artystów kina tuż obok Felliniego, który swoje autobiograficzne kino realizował z podobnym zaangażowaniem i wiarą, umiejętnie i odkrywczo przekładając własne przeżycia, wspomnienia, obawy, pragnienia na język uniwersalnego poznania, dzięki czemu czynił własne doznania emocjonalną i intelektualną pożywką dla mas. Taka umiejętność jest właściwa tylko wielkim twórcom! Mozaikowy charakter fabuły, niezwykła wręcz sprawność stylistyczno-filmowa i inscenizacyjne mistrzostwo Almodóvara, a także znakomita kreacja Gaela Garcii Bernala złożyły się na sukces perfekcyjnego pejzażu emocjonalnego, którym rozkoszować można się w każdej minucie seansu.

Kontrkandydatem dla Złego wychowania mógłby być jedynie Jego brat Patrice’a Chereau, gdyby tylko znalazł się w gronie nominowanych. Film Francuza zachwyca przede wszystkim psychologiczną sugestywnością i wnikliwością analizy wzajemnych relacji między dwójką bohaterów – między braćmi. Wstrząsający, chłodny, ascetyczny formalnie i surowy plastycznie obraz jest doskonałym dowodem na to jak płynne są granice sfer homo i hetero oraz jak sztucznie, za pomocą kulturowych schematów wytyczana jest bariera pomiędzy nimi. Chereau był daleki od reżyserskiego witalizmu i pomysłowej kreatywności Almodóvara, ale dzięki maksymalnemu skupieniu na postaciach, dzięki swoistemu wyciszeniu formy i uproszczeniu stylistyki zyskał nawet więcej. Jego brat to kino genialne, którego pominięcie w moim przekonaniu dyskredytuje niejako prestiż samej nagrody.

Obok Złego wychowania na liście nominowanych znalazł się za to skromny, tajwański film Blue Gate Crossing, którego fabuła, inspirowana nieco Cyrano de Bergerac’em, rozgrywa się w środowisku tajpejskich nastolatków. Wszystko kręci się wokół dziwnego trójkąta zakochanych licealistów, którzy z trudem potrafią definiować swoje emocje, ale za to potrafią im się oddać prawdziwie i bez reszty. Blue Gate Crossing dzięki subtelnej atmosferze i lekkości narracji jest filmem godnym polecenia. Niestety nie wiadomo czy w ogóle doczekamy się polskiej premiery tego filmu.

O GLAAD Award walczą także hiszpańskie Miśki, które, pokazywane na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym 2004 zapadły w pamięci widzów i krytyki głównie dzięki realistycznym scenom seksu gejowskiego, niemal zupełnie odwracając uwagę od samej fabuły. Obrazu niestety nie widziałem, ale sadząc po kwaśnych opiniach po-festiwalowych reżyser – Miguel Albaladejo zatracił szansę na zainicjowanie poważnej dyskusji na temat adopcji dzieci przez homoseksualistów, bo właśnie tej kwestii dotyka film. Położenie akcentu na nieodpowiednie wątki przyczyniło się do częściowego odrzucenia obrazu, a co za tym idzie także do odwrócenia uwagi od jego humanistycznego przesłania. Szkoda straconej szansy na nawiązanie dialogu w ważnej sprawie.

Wśród nominowanych do GLAAD filmów wąskiej dystrybucji są także: The Mudge Boy i Brother to Brother, które polskiej widowni póki co znane nie są. Cóż…Dystrybutorzy w Polsce rzadko decydują się na wprowadzenie bardziej kontrowersyjnego filmu. Po co narażać się Młodzieży Wszechpolskiej? Na szczęcie na rynku ciągle jest obecny Roman Gutek, którego autorytet pozwala na zignorowanie protestów podobnych organizacji.

Niestety w dziedzinie telewizji brakuje już takiego dystrybutora. Spośród nominowanych do GLAAD Awards seriali i miniseriali znamy tylko jeden – Sześć stóp pod ziemią, oryginalny, pozbawiony znamion serialowej sztampy tasiemiec, którego autorem-scenarzystą jest Alan Ball – twórca nagrodzony Oskarem ‘99 za scenariusz do świetnego American Beaty. Poza nim o nagrodę ubiegać się będą takie telewizyjne produkcje jak Kevin Hill, The L Word, Queer as Folk i The Wire. W gronie tym wyraźnie brakuje faworyta, którym w zeszłym roku był wspaniały (emitowany również w polskiej HBO) miniserial Anioły w Ameryce Mike’a Nicholsa z rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi Ala Pacino, Meryl Streep, Emmy Thompson i Sary Jessici Parker. Zwycięzcą może okazać się Queer as Folk, który zyskał sobie miano gejowskiej telenoweli i pomimo raczej słabych recenzji zebrał sporą widownię.

Dla nas Polaków rywalizacja o główne nagrody będzie raczej mało emocjonująca. Nasze kino na ewentualną nominację do GLAAD Award będzie musiało jeszcze długo czekać. Niestety homoseksualizm funkcjonuje w sferze polskiej kinematografii ciągle na marginesie i nigdy jeszcze nie zaistniał jako temat sam w sobie. Czyżby polski homoseksualista miał mniej do powiedzenia niż ten zza oceanu (lub nawet zza odrzańskiej granicy)?! Nie sądzę. Być może już wkrótce tę niszę w polskiej kulturze wypełnią młodzi artyści, którzy nie boją się rzeczywistości i akceptują wszelkie aspekty człowieczeństwa.

Autorzy:

zdjęcie Przemysław Kryniewicz

Przemysław Kryniewicz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 82; nazwa: PKryniewicz

4 komentarzy do:GLAAD nominuje

  • Erico

    [Re: GLAAD nominuje]

    hehe, w polskiej konematografii nawet Iwaszkiewicz pozostanie wieszczem,
    a na filmie i Wojaczku tylko czasami nie dalo sie zasnac, ze bohaterowie tlukli butelki…
    Brakuje tez gejow i les w serialach dla gospodyn. Jeden madry i pozytywny gej w serialu zrobilby wiecej, niz organizacje przez rok

  • Katowice

    [Re: GLAAD nominuje]

    Do: Enrico!
    Masz rację, ale trzeba by rezysera geja aby dobrze popowadzic bohatera gejowskiego w serialu dla polskich gospodyń i … :-) )
    A nawet jak sie go wprowadza, to po kilku odcinkach, rezyser juz nie wie co ma dalej z nim robic wiec albo go usmierca, albo kaze mu wyjezdzac za granice (na stałe!). Poza tym nawet jesli jakims cudem sie jakis pojawia (jak meteor) to jest on najczesciej przedstawiany negatywnie, albo alkoholik, albo narkomna, albo rozbijacz heterycznych zwiazkow … Czy naprawde tak strasznie trudno pokazac geja normalnie??????

  • primo19

    [Re: GLAAD nominuje]

    Przemysław Kryniewicz
    No i wygrały moje typy ;)
    „Kinsey” i „Złe wychowanie” górą!

  • mTV

    Dopiero dzisiaj mogłem zapoznać się z filmem „Jego brat”. Film chciałem obejrzeć od samego początku, tj. od jego prezentacji na Festiwalu ERA Nowe Horyzonty w Cieszynie w 2004. Krążył on na orbicie moich zainteresowań, jako że zapoznałem się z książkami Philippe Bessona. Na podstawie właśnie jednej z nich (nie przetłumaczonej na polski) powstał scenariusz oraz film.

    Powyższa, krótka recenzja trafnie celuje w sedno filmu. Nie nazwałbym go jednak genialnym. Jest owszem nielekki, ale raczej drażniący, niewygodny. Szybko do niego nie wrócę. Jednak z drugiej strony zapada mocno w pamięć. Operując nagim ciałem, przestrzenią szpitalną i w większości milczeniem dotyka do żywego oraz zmusza do przemyśleń o sprawach najważniejszych w życiu, także ostatecznych. Tak, o nich też trzeba kiedyś pomyśleć!

    Oprócz tego jednak prowokuje do konfrontacji i obala kulturowe schematy. Oto bowiem nierozumiany i spychany na margines brat gej, który de facto wyprowadził się z domu, podejmuje się opieki nad starszym, chorym heteroseksualnym bratem. Nie obywa się przy tym bez wewnętrznych rozterek. „Czyż jestem stróżem brata mego?” (Genesis 4,9) myśli Luc. Wspomina jednak ich dzieciństwo, wspólne przygody, pierwsze doświadczenia seksualne. Pomimo, że dziś powszechnie się szafuje powiedzeniem, że „z rodziną to najlepiej na zdjęciu” film dowartościowuje braterstwo – więzi krwi. Obaj z Thomasem dokonują przy tym wiwisekcji swych związków. Do jakich wniosków dochodzą? Niestety niezbyt optymistycznych dla nich obu.
    Film godny uwagi.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa