WIGILIA PO PARYSKU


Bo Adaś chciał Wigilii. Najwspanialszej, takiej jak w domu. Z tradycjami. Reszcie było wszystko jedno. Leopardom tylko jedzenie ważne. Ja wspomnienia z obowiązkowych rodzinnych świąt mam raczej smutne. Zorganizował nas. Choinkę kupił (małą, z plastiku). Świece kupuję ja.

Od tygodnia omawia z Anią menu, wymieniają przepisy. Nie znam się na tym zupełnie i nie interesuje mnie to. Ale chłopcy i Ania umieją gotować. Karpia nawet u Chińczyka widzieli. Dla nich jest ważny, więc kupią. Barszcz ma być z buraków, i uszka, i kapusta z grochem. Adaś namacza w przeddzień fasolę.

Ja, że w kuchni jestem do niczego, mam sprzątać. Obrus biały jest, ale ma być wyprany i wyprasowany. Bez fałdek. Opłatek z polskiego kościoła! W ostatniej chwili kupuję jeszcze każdemu mały prezencik.



Już są w domu, gdy wracam. Pokój aż lśni.

- MASZ OPŁATEK ? ? ? ? ?

- Mam.

Adaś oddycha z ulgą.



Co teraz? Chłopcy w kuchni. Ania się kąpie. Ja dyskretnie zawijam w ozdobny papier moje prezenty. Na stoliku już obrus, mała choinka, na spodeczku chleb, sól, opłatek, troche monet. („To, żeby tego nam w przyszłym roku nie brakowało.” ) Wypijamy jako aperitif dwa musujące wina.

- Czy na twoim komputerze można znaleźć polskie kolędy ?

Udało mi się ściągnać jedną. Ale potem z rathergood.com słuchamy gaybar i frightened boy (to podoba się Ani). Kolędy będą w tele.



Teraz ja mam się szybko wykąpać. Każdy musi byc wykąpany i w czystym ubranku.

- Kiedy zaczynamy ?

- Jak będzie pierwsza gwiazda na niebie.

- Już jest ze dwadzieścia…

- Kto prowadzi? Ktowie o co chodzi? W każdym domu są inne tradycje…

- Adam prowadzi! Był kiedyś ministrantem.

Stajemy przy stole. Adam mówi:

- U mnie najpierw była wspólna modlitwa, a potem łamanie się opłatkiem.
Razem z nim odmawiamy głośno Ojcze Nasz. Teraz opłatek. Wszyscy się całują i składają życzenia. Leopardom życzymy ślubu – Adam chce być świadkiem. Miło. Pierwszy raz całuje Grzegorza. Anię też. Dobrze nam razem.

Teraz barszcz. Potem kapusta, ziemniaki po polsku i z triumfem, na półmisku kawały panierowanego karpia. Obżeramy się.

Co dalej ?

Kawa, likiery, prezenty.

Ja kupiłam czekoladki Lindora i butelkę Ballantines, ale tu Adaś wyciąga 1,5-litrową butlę Long Johna. No, naprawdę! Pierwszy raz widzę taką dużą butelkę whisky! Gdzie on to znalazł ?

Teraz prezenty. Pod stolikiem leżą 4 paczuszki. (Oni nie kupili, dobrze, że ja pamiętałam.)

- Kto z nas jest najmłodszy? Gregory ? No to będziesz aniołkiem św. Mikołaja. Rozdaj.

Dostaję miseczkę w sztucznie spękanej szarej polewie z brązowym brzegiem. (Kupiłam na wszelki wypadek i dla siebie). Śliczna jak chińska albo Zen. Od razu nasypuję do niej rodzynek.

Teraz Ania. Maleńki, miękki rulonik. Co w środku? Szal czy chusta, co się jej tak podobała, półprzeźroczysta, 150×60, w podłużne kolory od żóltego do magenty. Śliczna będzie latem na bialej bluzce.

Teraz Adam. Talia pornograficznych kart.

- Popatrzcie na te, co za cyc! A ta, aż palec sobie wsadzila! No cudo, malina! Bedę się na nich tasował wieczorem w łazience. Na każdy wieczór inna. Albo zagram nimi kiedyś w pokera. Goście będa tak zainteresowani, ze przegrają!

Leopardy ogladają z zainteresowaniem każdą kartę.

- Zrobię ci dziś to! I tak też lubię, co ty na to ? Bedzie ci się podobało!

Prezent Grzegorza jest większy. Otwiera długo i podejrzliwie. Album Michała Anioła.

- Musze nauczyć się czytać…

- Tego się nie czyta, to się ogląda. To twój album rodzinny, tam jeden cię przypomina.

Ogladają powoli, z szacunkiem każdą stronę.

- Będziesz miał pamiatkę z Paryża – mówi Ania. – Na razie nie masz żadnej.

- O, proszę. To Dawid, ten z procą, po zwycięstwie nad Goliatem. (Nic im to nie mówi.)

– Ale nogi i uda Grzegorz ma lepsze. A tu – umierający niewolnik.

- Popatrz, Aniu, właśnie ta rzeźba mi najbardziej Grzegorza przypomina.

- Ależ tak, misiu, to ty! I brzuszek, i mięśnie, o, i tu masz tak samo !

Wszyscy oglądają, komentują. Grzegorz słucha zadowolony.

- Gdzie jest oryginał? W Luwrze? No to musimy się kiedyś wybrać.

- Byliście już w Luwrze? – pyta Adaś Leopardy.

Nie, nie przyszło im to do głowy.



Pijemy whisky z coca-colą. Ja często się odłączam do komputera. Grzegorz odpadł prędko. Leży nieprzytomny na łożu pod scianą. Ania rozmawia z Adamem. Charakter Grzegorza ją niepokoi, jego stała agresywność. Adam i ja widzimy, że tam kompleksy i kontaktu psychicznego nie będzie, ale Ania lubi seks i pieniądze i musi zadecydowac sama. Radzę wobec tego trzymać krótko przy mordzie, tylko wtedy nie odważy się chamić.

Teraz o dziecku. Już dwa lata są razem i nic, choć się starają. A Ani już pora. Ale Ania ma rh minus, może to przez ten konflikt.



O wpół do czwartej rano Ada dzwoni z życzeniami do Polski. Przedtem wielokrotnie pyta mnie o pozwolenie „Oczywiście ci zapłacę” i kładzie 10 euro. Już mu trudno wystukać numery, prosi mnie o pomoc. (Ma bardzo milego, cieszącego się życiem ojca).



Też popijam te whisky i siedzę na kompie. Czasami odwracam głowę w ich stronę.



- Chyba ci przepłaciłem.

- Wyjdzie na szczegółowym rachunku. A i tak wydam to na wspólna wypiwkę…



Teraz Adaś tańczy pod muzykę z tele. Ładnie. (Był w zespole, startował nawet do jakiegos pieśni i tańca. Żaluję, że go nie przyjęli.)

Ania smutna, popłakuje.

- Zrobię wam strip-tease !

- Tak, tak! – klaszcze w ręce Ania.

- Ale to kosztuje. 10 euro. A jak chcecie we wzwodzie, to 20!

Podaję te 10 euro za telefony.

- Podnieca cię, jak kurwę z siebie robisz? A mi to skórzaków wypominasz…

- Jestem kurwa – mowi Adaś.

Teraz tańczy. Sexy. Ściąga koszulkę. Świetny ten ruch ugiętych ud, powtarza go wielokrotnie. Teraz opuszcza spodnie, jest w elastycznych bordo majteczkach. Podchodzi, daje nam do poglaskania.

Grzegorz przewraca się we śnie. Adas wskakuje w spodnie. Zamieramy. Alarm odwołany.

- Kontynuuj, pliiizz.

I Adaś kontynuuje. Powoli, przeciąga, teraz uchyla majteczki z boku, w stronę Ani. („Bo Ania jest kobietą, a ty to jestes cyborg!”) W końcu staje nagi. Bezgłośnie klaszczemy.



Adam z Ania tańczą. Na chwile odrywam sie od kompa i tańczę.

- Nina tańczy jak meżczyzna – zauważa Ania.

- To ten gej we mnie – mówie. – Zaprogramowali mnie. (I nawet wiem, kto. Mam go w kompie.)



”Cieszę się” wciąż powtarza Adam. Uczy nas. „Powiedz: cieszę się, że jesteście.”
Cieszę się, że mam ciepły, czysty i jasny kąt na zimę. Z łazienką, lodówką i coś w tej lodówce jest. To luksusy, dawno tak dobrze nie mialam. Cieszę się, że mam miłe towarzystwo. (Niepokoi mnie mój chroniczny brak pieniędzy – znowu debet na koncie.)

Ale gdybym była bogatsza, to bym siedziała sama na dwóch pokojach z kuchnią i łazienką, jak ta biedna Marie Christine i świrowała z samotności. Najwspanialsze rzeczy zdarzają mi się, gdy jestem goła.

Najciekawsze przygody – gdy się zagubię w terenie. (Tak odkryłam Taizé i Dom Thierry’ego.)

W sprawach materialnych optimum jest zaraz po minimum. Gdy mam więcej – marnuję. I tak już z nami będzie póki się nie nauczymy mądrze gospodarować swoją kasą. Widzę to. Już i tak dobrze, ze czas tej najgorszej ascezy minął.



tekst pochodzi z blogu ciotolubka.blog.pl

Autorzy:

zdjęcie nina2

nina2

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 8; nazwa: nina2

2 komentarzy do:WIGILIA PO PARYSKU




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa