Coming out szklanego ekranu


Współczesna kultura społeczna zdaje się wspierać dążenia jednostki w jej nieustannej walce o prawo do bycia sobą, o prawo do egzystencji w harmonii z tożsamością duchową. Popularne hasła „bądź sobą” i „żyj w zgodzie z własnym sumieniem”, funkcjonujące już niczym toposy w ramach telewizyjnej mitologii doby reality show, zdają się potwierdzać tezę, iż szczerość, autentyzm zachowań czy postaw są dzisiaj w cenie i prowadzą do społecznej akceptacji, a nawet sukcesu zawodowego czy medialnego. Warto grać w otwarte karty, warto żyć „otwarcie”, warto więc również przyznać się do swojego homoseksualizmu w świetle reflektorów telewizyjnego studia.

Taki ogólnopolski, szklano-ekranowy coming-out z pewnością doczeka się pochwały i podziwu, bo niejako zmusi rzesze telewidzów do konfrontacji z problemem, a medialna poprawność polityczna zwycięży! Wszyscy chcą być uważani za tolerancyjnych. Ale co z tymi, którzy, zamiast w popularnym show, powiedzą o sobie prawdę w rzeczywistości nie wykreowanej na potrzeby telewizyjnej ramówki, ale w zwyczajnym życiu, w którym siła oddziaływania werbalnego apelu o tolerancję nie będzie już tak sugestywna i nie zostanie wsparta ideą politycznej poprawności telewizji?



Samo słówko show daje do myślenia i przywołuje skojarzenia z określoną konwencją stylistyczną, a także mentalną. Telewizyjne łamanie stereotypów jest przecież fikcją, gdyż niemal każdy program komercyjny opiera się na złożonych, piętrowych wręcz schematach, których skomplikowana struktura ma za zadanie sprawiać wrażenie autentyczności, tak potrzebnej telewizyjnej fabule spod znaku „reality”. O tym, że uczestnicy podobnych programów wchodzą w przedyskutowane i szczegółowo omówione wcześniej role, nie wszyscy wiedzą i nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, iż wszystkie postaci funkcjonują tylko w ramach wyraźnie zaakcentowanego gatunku telewizyjnego.



Dyskusja na temat homoseksualizmu jest w polskich mediach konieczna i oczywiście cieszy fakt, iż ktoś taką dyskusję pragnie rozpocząć głośno przyznając, że sam jest gejem czy lesbijką, ale czy formuła popularnego programu dla nastolatków jest najodpowiedniejszą areną takiej debaty? Raczej nie, bo deklaracja jednego z uczestników nowej edycji polsatowskiego „Baru” została niestety przyjęta przez widzów ze wzruszeniem ramion. „Fajnie, że się przyznał. Chce być sobą” – podobne komentarze było słychać na szkolnych korytarzach czy na ulicy, która do kwestii homoseksualizmu odnosi się nadal jak do wątku rodem z mydlanej opery. Być może świadomość widzów jest na tyle dojrzała, aby nie ufać już lansowanym przez telewizję trendom. W ten sposób nawet chwila prawdy w kiczowatym, wypreparowanym show zostaje uznana za wykreowaną fikcję. Przecież „Bar” ogląda się niczym kiepski serial komediowo-dramatyczny, do którego pojedynczy bohater gejowski pasuje idealnie jako symbol, w tym wypadku pozornej, wolności obyczajowej.



Ryzyko odrzucenia było w tym wypadku duże, ale mimo wszystko mniejsze niż to, które towarzyszy zwyczajnemu coming-out’owi, na reguły jakiego nie ma wpływu reżyser czy producent telewizyjnego widowiska. Rzeczywistość polska jest w dużej mierze ciągle zatopiona w myślowym schematyzmie, który często piętnowany i wyszydzany (przecież nie tylko przez Gombrowicza!) nieustannie jest elementem naszej mentalności (piszę „naszej”, bo nie uważam, aby środowisko homoseksualne było od owego schematyzmu zupełnie wolne) i aż nazbyt często daje o sobie znać przy okazji ogólnonarodowych dyskusji. Znakomity czeski pisarz – Milan Kundera w swoich „Zdradzonych testamentach” pisze, iż jedynie narody małe i zakompleksione – jak czeski czy polski – nie śmieją się śmiać ze swoich świętości, co świadczy i o tym, że jako owe „zakompleksione nacje” nie potrafimy zdobyć się również na osobisty rachunek sumienia i na reorganizację systemu wartości, którego anachronizm prowadzi do cierpienia i alienacji jednostek. Stąd bierze się lęk przed „byciem sobą”, tutaj jest źródło szkodliwego społecznie konserwatyzmu, który w obawie przed permisywizmem broni się atakując zaciekle bezbronnych i najczęściej uległych ludzi o nieakceptowanych poglądach czy cechach. I nagle tak powszechna moda na „bycie sobą” traci na atrakcyjności. Niestety nie każdy ma na tyle silny charakter, aby przeciwstawić się towarzyskiemu czy kulturowemu ostracyzmowi. Nie każdy wytrzyma nacisk społeczny tym bardziej, jeżeli znikąd nie będzie mógł liczyć na wsparcie.



Naprawdę zazdroszczę chłopakowi, który otrzymał szansę na akceptację, jaką zagwarantuje mu popularność i telewizyjny blichtr. Chciałbym zapewnić, iż w tej mojej zazdrości nie ma ani cienia złej wiary, a jedynie żal, jaki pojawia się wraz ze świadomością ilu sympatycznych chłopaków na taką szansę liczyć nie może. Bardzo się cieszę, że komuś się powiodło, a jednocześnie ubolewam nad tym, że być może właśnie w tej chwili kolejny młody człowiek, przyznając się do swojej orientacji, zostaje odrzucony przez rodzinę, przyjaciół, przez jego małą ojczyznę ze względu na to, iż żaden telewizyjny prezenter nie stanie w jego obronie, żaden sms nie zostanie wysłany po to, aby ów młody człowiek w swoim domu mógł pozostać bez obaw o agresję czy napiętnowanie.

Autorzy:

zdjęcie Przemysław Kryniewicz

Przemysław Kryniewicz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 82; nazwa: PKryniewicz

8 komentarzyComing out szklanego ekranu

  • zawsze wierny

    [Re: Coming out szklanego ekranu]

    Pragne tylko przypomniec szanownemu autorowi, ktory popelnial juz znacznie lepsze artykuly :-), ze okreslenia „byc soba” oraz „zyc w zgodzie ze swoim sumieniem” pochodza z zupelnie innych swiatow, z zupelnie roznych zalozen wywodza swoje postulaty, zupelnie co innego znacza i przez odmienne srodowiska sa uzywane. Sumienie nie jest przeciez ani specjalnie telewizyjne, ani popkulturowe.

  • Przemysław Kryniewicz

    [Re: Coming out szklanego ekranu]

    Sumienie telewizyjne i popkulturowe oczywiście nie jest, ale samo to okreslenie takim już się niestety staje. Co możemy poradzić na postępującą globalizację i jej chorobliwe nastepstwa społeczne? Każda świętność została już przeliczona na dolary, a ludzkie wartości traktuje się jak giełdowe akcje. Nic dziwnego, ze telewizja sięgnęła i po sumienie, jako modne hasło, którym posługują się uczestnicy tandetnych show… Ale to przecież…nieważne.
    Serdecznie pozdrawiam!

  • zawsze wierny

    [Re: Coming out szklanego ekranu]

    No wlasnie, kto oglada ten Bar ??!!!
    To dla kucharek chyba, choc nie jestem pewien czy nawet one nie wolalyby jednak czegos o posmaku brazylijskim.
    pozdrawiam

  • bukowski

    [Re: Coming out szklanego ekranu]

    Geje o posmaku brazylijskim też powinni występować. Wielka część Polski i Europy nie ogląda debat telewizyjnych i nie lubia gadających głów.
    Do nich powinnismy też umieć trafić. Nie naukową argumentacją, ale bardziej wpływaniem na uczucia.
    A bar ktoś tam ogląda. Ja na przykład oglądam, przejeżdżając tramwajem obok Uniwersytetu, który stał się dekoracją dla Baru.

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa