Z mamuśką na paradzie…


Jak co roku w Berlinie i wielu innych miastach na całym świecie odbywają się wielkie parady dla uczczenia dnia, w którym na Christopher Street odbyła się pierwsza demonstracja gejów i lesbijek; jest to rodzaj naszego branżowego święta niepodległości. Zawsze chciałem być na takiej paradzie, ale brakowało mi energii na taka wyprawę do stolicy, by włączyć się w defiladę dumnych gejów. Decydujący impuls, by mimo wszystko wziąć udział w tym spektaklu, przyszedł jednak z zupełnie nieoczekiwanego kierunku.

Rankiem o wpół do ósmej dzwonek telefonu wyrwał mnie gwałtownie ze snu, w którym Christian Slater i Tom Cruise odgrywali wcale niepoślednie role. Od razu rozbudziłem się, gdyż jeśli telefon terkocze o tak niechrześcijańskiej godzinie, to może być wyłącznie mój przyjaciel Karol dzwoniący w miłosnej rozpaczy z jakiejś knajpy, gdzie całą noc próbował się pocieszać wódką i orzeszkami ziemnymi, albo też – moja mamusia.


- Baby, dziecko drogie; chyba cię nie obudziłam?

- Ależ skąd, mamusiu, od paru godzin jestem już na nogach. Amerykańscy naukowcy stwierdzili, że ludzie wstający regularnie o czwartej nad ranem żyją średnio trzydzieści minut dłużej.

- Drogie dziecko, zawsze gdy słyszę tak miłe słowa z twoich ust, kocham cię jeszcze bardziej. Ale teraz słuchaj, czemu dzwonię: przeczytałam w gazecie, że nasilają się ostatnio napady na was… noo – tych… homoseksualistów (boże, jak ja nienawidzę tego określenia, czy nie moglibyście sobie znaleźć jakiejś sympatyczniejszej nazwy?) i oni tu piszą, że te napady się nasilają. Co to ma znaczyć? Czy znów zaczęły się w Niemczech brunatne czasy, a cały naród tego nie zauważył? Baby, najwyższy czas, by temu wszystkiemu przeciwdziałać! Jedziemy do Berlina i weźmiemy udział w paradzie. Ci naziści muszą widzieć, jak nas jest dużo.

- Jak nas jest dużo? – odpowiedzłem – Rozchodzisz się z tatą dla jakiejś kobiety?

- Nie łap mnie za słówka, dziecko drogie, dobrze rozumiesz, o co mi chodzi!

- Zaistniejmy publicznie, czy coś takiego; to głosili ci… no… homoseksualiści już przed dwudziestu laty. No więc zaistniejmy!

- Chcesz mnie upublicznić?? – zdziwiłem się.

- Boshe… ciebie jako… no… tego… homoseksualistę… a mnie jako matkę… tego no… homoseksualisty. Karol też może pójść, im więcej tym lepiej.

Mamusia miała naturalnie rację. Biorąc pod uwagę brutalne przypadki pobić gejów w Anglii, (mam nadzieję, że nie mają one nic wspólnego z tradycyjną gościnnością angielską), próbom wprowadzanie prawa dyskryminacyjnego we Francji i nowym sportem narodowym (może trzeba tu naród pisać DUŻYMI LITERAMI) młodzieży wszechpolskiej, która to konkurencja nazywa się: traf kamieniem pedała, może rzeczywiście należało wyjść na ulicę?

Mamusia zorganizowała więc bilety i noclegi dla naszej trójki: mój najlepszy przyjaciel Karol (tylko przyjaciel i nic poza tym) jechał wraz z nami. Jego wytłumaczenie było jednak o wiele bardziej racjonalne: „Baby, skarbie, wyobraź sobie tysiące facetów w jednym miejscu o jednej porze, tam musi być coś dla mnie. Ale będzie w czym wybierać!”

W wieczór przed paradą zastanawialiśmy się w hotelu, co modny gej na paradzie nosić powinien. Mamusia już wcześniej zdecydowała się na beżowy kostium i „odpowiednie butki”
„Nie potrafię zrozumieć tych no…. homoseksualistów, co demonstrują na obcasach, to przecież czyste samobójstwo!”

Karol zaproponował w końcu partię kanasty. Kto wygra będzie miał prawo decydowania co pozostali włożą na paradę. I bez żadnych sprzeciwów. Oczyma duszy widziałem już Karola w spódniczce z bananów, los go jednak oszczędził: niestety przegrałem.

W sobotę rano, o jedenastej na berlińskim placu Savigny było miejsce zbiórki i formowania się pochodu. Pogoda była zmienna, zachmurzenie duże, ale mimo, iż zanosiło się na deszcz na plac ciągnęły nieprzebrane tłumy. Tysiącom demonstrantów towarzyszyły silne kordony policji. Grupa lesbijek pod wdzięczną nazwą: „Lesbische Samba Gruppe” oraz platforma z której roznosiły się dźwięki dyskotekowej muzyki lat siedemdziesiątych tworzyły niepowtarzalny klimat. Mamusia, która dokonała wcześniej małych zakupów, czekała już na nas.

- Jak ty wyglądasz, moje dziecko? Czy to konieczne?- przeraziła się.

Karolek wyznaczył mi rolę maczo – obiektu seksualnych pożądań. Miałem więc na sobie kurtkę jeansową z fantazyjnie przyciętymi rękawami, włożoną na goły tors, tatuaże z henny widniały na każdym bicepsie. Całość uzupełniały obcisłe, czarne spodenki kolarskie i masywne Doc Martensy. Czułem się niczym Evelyn Hamann w stroju Madonny z jednego z jej teledysków. Karolek dla siebie wybrał jeans i T- Shirt z napisem: Silence = Death.

Na placu panował wielki tumult. Osiem krótko obciętych lesbijek, ubranych na liliowo, odgrywało spontanicznie spektakl „Kiss-In”, cała masa półnagich ciotek z piórami wpiętymi nie powiem gdzie i girlandami sztucznych owoców na głowie, tańczyła histerycznie coś w rodzaju samby konkurując z oddziałem brodatych facetów w czarnych skórach. Mamusie tylko kiwała głową: Znowu potwierdzenie stereotypów.

– Ależ pani Neumann – wtrącił się Karol – to są właśnie rajskie ptaki. Jest i tak wystarczająca ilość szarych myszek a one przeważnie pozostają niestety w domu.

W tym momencie trzech prawie nagich facetów, przebranych za neandertalczyków, skoczyło chrząkając niczym świnki na moją mamusię. Mama znalazła się w ich kręgu; a oni łasili się do niej i dotykali delikatnie jak łagodne małpki. Mamusia wyjęła papierosa z torebki, zapaliła go, zaciągnęła się głęboko, westchnęła i pokiwała głowa do Karolka:

- Taaaa, szare myszki. – Potem wyciągnęła błyskawicznie przed siebie zapaloną zapalniczkę i zawołała groźnie:

- Każda biała kobieta posiada moc błyskawicy!

Parskając z uciechy prehistoryczne stwory umknęły nagle. Mamusie wypuściła świszcząc obłoczek dymu i zapytała mnie, dlaczego, na miły bóg, ci… no… tego…. homoseksualiści przebierają się za neandertalczyków? Sam nie wiedziałem.

- Może miało to oznaczać zwierzęcą siłę drzemiącą w męskiej potencji – próbowałem zgadnąć.

- Zamknij się lepiej, Różyczko! – podsumował moje dywagacje Karol.

Tymczasem pochód ruszył. Widać było demonstrantów w kostiumach barokowych, kobiety ubrane w czarną skórę, prezentujące swoje obfite odsłonięte biusty oraz całą masę facetów w fatałaszkach. Jakaś południowoamerykańska ciota ciągnęła za sobą przytwierdzony do pupci olbrzymi pawi ogon. Inna dama w niebieskim płaszczu niosła transparent z napisem: Może nikt mnie nie rozpozna. Na platformie jednej z berlińskich dyskotek gromada umięśnionych skórzaków tańczyła w rytm muzyki Jimmiego Somerville`a i rozrzucała cukierki w otaczający ją tłum. Wszystko, co tylko możliwe, najróżniejsze grupy maszerowały pod swoimi transparentami: począwszy od „tatusiów gejów” skończywszy na „lesbijkach w kościele”. Byli także tacy, którzy nie należąc do żadnej zorganizowanej grupy maszerowali podobnie jak my, bez transparentów. Mamusia zastanawiała się, w którym miejscu pochodu powinniśmy się dołączyć:

- W żadnym wypadu nie w pobliżu jakiejś kościelnej organizacji. Nie mogę pojąć, że istnieją geje i lesbijki, którzy nie wystąpili jeszcze z kościoła. Może koło tych skórzaków, tam dawali cukierki i była fajna muzyka?

Podobnie myślało wielu, gdyż właśnie za tą platformą tańczyło już wielu Time Wrap z Rocky Horror Picture Show. Karol wmieszał się w tłum, podczas gdy ja i mamusia podążaliśmy z dziesięciometrowym odstępem za tańczącymi.

Pochód skręcał z Kantstraße i prowadził dalej obskurnymi ulicami pomiędzy torami kolejowymi i tylnymi ścianami wielkich domów towarowych, co nie podobało się mamusi.

- Spójrz tylko drogie dziecko! Prócz kubłów w tym zapomnianym przez boga miejscu nie stoi nikt! Przecież nie demonstruję dla kubłów na śmieci! Niesłychane! Kto wymyślił taką bzdurną trasę?

Parada wkrótce powróciła jednak na Wilmersdorfer Straße gdzie publiczność gromadziła się tłumnie przy oknach i krawężnikach ulic. Wielu machało przyjaźnie, niektórzy czuli się obco. Właśnie, gdy zatrzymaliśmy się pod wiaduktem kolejki miejskiej, rozpętała się burza. Z piskiem i krzykiem obawiając się o swoje fryzury ze wszystkich stron koleżanki – demonstrantki ruszyły szukając schronienie w stronę wiaduktu. Lesbijski zespół samby również został tam uwięziony.

- Let`s party!!! – darła się jakaś olbrzymia transwestytka na wrotkach i samba – band rozpoczął szaloną muzykę. Wśród ogłuszających dźwięków około 250 ludzi pod mostem tańczyło w rytmie samby. Trans na wrotkach pochwycił mnie w żelaznym uścisku i przyciągnął do obfitych piersi. Zaimprowizowaliśmy południowoamerykańskie tańce. Mamusia klaskała do rytmu. Gdy po pół godziny deszcz ustał byliśmy smutni, że to już koniec. Parada podzieliła się na grupy i podgrupy. Kilometrowe przerwy dzieliły początek pochodu i jego koniec. W przyśpieszonym tempie dotarliśmy na Ku`damm, gdzie napotkaliśmy znowu platformę z Karolem, który mokry, ale szczęśliwy trzymał w ramionach jakieś młode blond-ciało. Typowe! A ja miałem mamusię na karku. Przy rogu ulic stały autobusy turystyczne z gorączkowo pstrykającymi Japończykami i zniesmaczonymi Amerykankami, które lekko wstrząśnięte odwracały swoje siwe świeżo ondulowane główki.
- Głupie kozy- stwierdziła mamusia i zapukała w szybę autobusu:

- Yes, we are gay, you know! – Jej poczucie solidarności dawało znać o sobie.

Wreszcie dotarliśmy do Breitscheidplatz, gdzie przed kościołem wspomnienia (Gedächtniskirche) odbywały się końcowe wystąpienia. Jak wszystkie tego rodzaju imprezy, było niesamowicie nudno. Nie słuchaliśmy więc, tylko wypatrywaliśmy w tłumie znajome twarze i (jak zawsze) wyszukiwaliśmy książąt z bajki. Odkryłem jednego znajomego, który wołał do mnie: „Hej Babe! Długo się nie odzywałem, bo jestem w stałym związku. Zadzwonię do ciebie, jakbyśmy się rozstali.” Mamusia pokiwała głowa i przydeptała niedopałek:

- Właśnie tacy są oni, ci.. no.. homoseksualiści.

Potem przeprosiła i poszła na kawę, by zrekapitulować wrażenia tego jakże niezwykłego dnia. Karol dawno gdzieś przepadł ze swoim blond-szczęściem. Nie czułem się jednak samotnie. Byłem tu w tłumie dziesięciu tysięcy lesbijek i gejów.
Jestem jednym z nich.

Fragment książki Baby Neumann`a „Das erste Mal/Mój pierwszy raz ”

Wydawnictwo Magnus – Verlag 1995

Tłumaczenie: Janusz Boguszewicz

Autorzy:

zdjęcie Baby Neumann

Baby Neumann

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 80; nazwa: Baby_neumann

3 komentarzy do:Z mamuśką na paradzie…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa