Ojciec KaPeHeta


Homiki przepytują Roberta Biedronia – prezesa Kampanii Przeciw Homofobii.

Paweł Walczak: Ile masz dzieci?

Robert Biedroń: Niestety, nie mam żadnego.


A KPH? Czy to nie jest Twoje dziecko?


W pewnym sensie tak. Ale ja byłem tylko jednym z ojców, którzy trzy lata temu tworzyli KPH. Oprócz mnie był Jacek Kochanowski, Bartek Żurawiecki, Marta Abramowicz… Dziś kapehetów i kapehetek jest dużo więcej. Jestem z nich bardzo dumny. Bezinteresownie poświęcają swój wolny czas, by pomagać innym! Dobrze, że są ludzie, którzy chcą robić coś pozytywnego.

Dziś Kampania Przeciw Homofobii jest już jedną z największych organizacji pozarządowych w Polsce…

To prawda. Rodzice nie spodziewali się, że dziecko tak szybko będzie przybierało na wadze i zacznie ich przerastać. Coraz więcej osób zgłasza się do KPH, coraz więcej organizujemy akcji, coraz więcej o nas się mówi. Przyznam, że czasami nie radzimy sobie z tym tłumem sympatyków, ale bardzo się cieszymy.
Ważne aby w Polsce powstawało jak najwięcej takich inicjatyw. Fajnie, że powstają kolejne. Społeczeństwo obywatelskie powoli się odradza. Pamiętam czasy, kiedy była kompletna pustynia, jeśli chodzi o organizacje gejowsko-lesbijskie. Była jedna Lambda, która w dodatku działała w ukryciu i mało się o niej mówiło. Dziś jest inaczej. Bierzemy sprawy w swoje ręce.


Dziś mamy m.in. KPH. Co do tej pory udało się wam dobrego dla nas – gejów i lesbijek zrobić?


Na pewno udało się rozpocząć dyskusję wokół problemów homofobii w Polsce. Gdy powstawała Kampania, chcieliśmy stworzyć organizacje ogólopolską, ale nie liczyliśmy, że będzie to organizacja, która w tak krótkim czasie doprowadzi do tak olbrzymiej dyskusji. Nie spodziewaliśmy się też, że przyłączy się do nas tak wiele osób. Jako pierwsi odważyliśmy się wyjść na ulicę z akcją społeczną „Niech nas zobaczą”. Ta akcja sprowokowała do debaty o tym czy osoby homoseksualne mają prawo uczestniczyć w życiu publicznym i czy, jak osoby heteroseksualne, mają prawo eksponować swoją seksualność.


…i po tej kampanii mają prawo?


Myślę, że zawsze mieli prawo. Przed kampanią też. Z tym, że wcześniej nikt o tym nie dyskutował. To był temat tabu. Wiem z jak dużym oporem środowiska gejowsko-lesbijskiego spotkał się sam pomysł tej akcji. Wiem, że oskarżano nas, że próbujemy narzucać innym by „obnosili się ze swoją seksualnością”. Ale w tym przypadku chodzi o ponowne zdefiniowanie przestrzeni publicznej. Aby, w przeciwieństwie do obecnej sytuacji, nie była ona zawłaszczona przez jakąś dominującą grupę. Na ulicach najczęściej możemy spotkać pary heterseksualne, które nie tylko trzymaja się za ręce – tak jak my to pokazaliśmy na zdjęciach w przypadku par gejowskich i lesbijskich – ale też całują się i przytulają. Chcielibyśmy aby ta przestrzeń publiczna była także otwarta dla osób homoseksualnycha. Niektórzy politycy najchętniej zamknęli by nas w domu, żebyśmy spotykali się po kryjomu. Tymczasem mamy prawo cieszyć się radościa bycia razem na zewnątrz.


A minusy?


Niestety, też są. Największym jest to, że nie udało nam się rozbudzić w środowisku pozytywnej złości z zastanej sytuacji. Nie udało nam się pokazać gejom i lesbijkom, jak w bardzo niekorzystnym świetle jesteśmy pokazywani w społeczeństwie. Niestety, ciągle jest tak, że musimy walczyć z wewnętrzną niechęcią naszego środowiska. Nawet my, jako Kampania, jesteśmy często atakowani za to, że próbujemy pokazać, że można życ inaczej, alternatywnie do zastanej rzeczywistości, która sprowadza nas do podziemia i niestety zniewala.


Chcesz powiedzieć, że także wśród gejów i lesbijek istnieje homofobia?


Tak jest! Grupy, które są represjonowane, często identyfikują się z oprawcami, którzy tę mniejszość nękają. Znam wiele osób – gejów i lesbijek, które mówią, że w Polsce nie ma dyskryminacji. Twierdzą, że nie może być mowy o możliwości rejestracji swoich związków, nie wspomnę już o adopcji dzieci czy małżeństwach.
To bardzo poważny problem. Uważam, że ważną rolę w zwalczaniu homofobii wewnątrz środowiska mogą odegrać media środowiskowe. Geje i lesbijki mają poważny problem z odzielaniem mowy nienawiści i negatywnego obrazu osób homoseksualnych od rzeczywistości. Podobnie zresztą jak reszta społeczeństwa. Taki prawidzwy, obiektywny obraz mogą pomóc budować właśnie media. To niezwykle ważna misja mediów.


Wróćmy do KPH. Wysoko postawiona poprzeczka na początku działaności spowodowała, że dziś wiele osób postrzega Kampanię jako organizacje „jednej akcji” – akcji „Niech nas zobaczą”. Wokół Was narosło wiele mitów. Często spotykam się z opowieściami na temat ogromnych funduszy, którymi obracacie.


Ludzie zarzucają nam wiele rzeczy, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Tyczasem KPH nie stać na zatrudnienie nawet jednej osoby na etacie. Co więcej – jesteśmy jedyną w Polsce tak dużą ogranizacją pozarządową, która nie ma nawet swojej siedziby. Tak na marginesie, to doskonały dowód na dyskryminacje. Urzędnicy warszawskiej dzielnicy Śródmieście uważają, że lokal nam się nie należy, „bo co my tam będziemy robić”. Konsekwentnie odmawiają nam prawa do lokalu mimo, że zgodnie z ustawą o stowarzyszeniach i ustawą o organizacjach pożytku publicznego i wolontariacie lokal nam się należy. Interweniował już Rzecznik Praw Obywatelskich, premier Jaruga-Nowacka, prof. Szyszkowska i to też nie pomogło.

A co do naszego wizerunku: Prawdą jest, że poprzeczka została wysoko postawiona i teraz ludzie oczekują od nas tylko wielkich akcji.


W takim razie na początku niepotrzebnie wyskoczyliście ponad przeciętną. A może wyszło Wam to przez przypadek?


Nie. To była przemyślana akcja, która była bardzo skrupulatnie marketingowo przemyślana. Ale nie może być tak, że będziemy robili co tydzień nowe akcje bo wtedy nie odniosłyby one zamierzonego rezultatu. Gdyby tak było, to pewnie społeczeństwo byłoby już tak zirytowane naszą obecnoscią, że homofobia byłaby jeszcze większa. Tymczasem na codzień robimy wiele innych przedsięwzięć. Mamy np. stacjonarne poradnictwo psychologiczne, poradnictwo prawne, mamy Pracownię Tolerancji, która zajmuje się szkoleniami i warsztatami dla nauczycieli. Ostatnio wydaliśmy książkę „Homofobia po Polsku”.

Zajmujemy się mnóstwem spraw, które nie są tak nagłaśniane jak poprzednie. Ale w ten sposób też trzeba działać. Nie zawsze spektakularnie, ale małymi krokami. To taka praca u podstaw. Ona też jest bardzo potrzebna.
Polska jest krajem, w którym nasze problemy nie są rozumiane tak, jakbyśmy chcieli. Ale możemy to zmienić. Tak naprawdę, wiele zależy od nas. Każdy z nas powinnien dołożyc swoją cegiełkę do budowania środowiska.


…na przykład przekazując 1% podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego.


Jesteśmy jedyną ogólnopolską organizacją gejowsko-lesbijską, która posiada status organizacji pożytku publicznego. To jest olbrzymia szansa dla osób, które się ukrywają, które nie chcą działać w Kampanii, które nie chcą wychodzić na ulice i walczyć o swoje prawa, które nie chcą publicznie ujawniać swojej orientacji i przyznawać się do swojego homoseksualizmu. Ale chcą pomóc i wesprzeć ruch emancypacyjny gejów i lesbijek i chcą mieć wpływ na te akcje. Ten jeden procent na pewno nam pomoże zwłaszcza, że organizacje gej-les nie są w Polsce uprzywilejowane, jeśli chodzi o pozyskiwanie funduszy.
Przy tej okazji chciałbym obalić mit na temat funduszy z UE. Unia Europejska nie chce przekazywać funduszy organizacjom gejowskim. Nie było do tej pory organizacji, która otrzymałaby chociaż 1 Euro. Wprost przeciwnie. UE pozostawia tego typu sprawy władzom lokalnym. Tymczasem w Polsce władze nie kwapią się, by nas finansować. Jak na razie, pozostaje nam 1% naszych sympatyków.


Za kilka dni Walne Zgromadzenie KPH. Będziecie planowac przyszłość. Jak ona będzie wyglądać?


Przygotowujemy kolejną kampanię społeczną, ale na razie nie chciałbym zdradzać szczegółów. Będzie to kampania, o której z całą pewnością będzie bardzo głośno i będzie ona równie prowokująca do dyskusji jak kampania „Niech nas zobaczą”. Będzie widoczna nie tylko na billboardach, ale także w różnych mediach i mam nadzieję, że podobnie jak trzy lata temu zatrzęsie Polską i sprowokuje do zastanowienia się nad problemem homofobii w naszym kraju.


Kolejne pary na zdjęciach?


Raczej rodzice. Ale ani słowa więcej…


Rozmawiał Paweł Walczak.

Wrocław, 5 listopada 2004r.

Autorzy:

zdjęcie Paweł Walczak

Paweł Walczak

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 4; nazwa: pawelwalczak

14 komentarzy do:Ojciec KaPeHeta




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa