Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!

W październikowym numerze miesięcznika „Znak” ukazał się tekst o homoseksualizmie „Wychodzenie z podziemia” pióra Stefana Wilkanowicza, znanego katolickiego publicysty, wieloletniego redaktora naczelnego pisma, przewodniczącego Fundacji Kultury Chrześcijańskiej Znak. Artykuł przeczytałem z zaciekawieniem, próbowałem nawet spojrzeć nań życzliwym okiem, bowiem uważam, że „Znak” to jeden z niewielu miesięczników wydawanych pod szyldem katolicyzmu, który w ogóle da się czytać. W trakcie lektury zmagały się we mnie dwa odczucia – zadowolenie, że pismo w ogóle raczyło poruszyć sprawę gejów i lesbijek oraz uczucie zażenowania z poziomu wiedzy redaktora Wilkanowicza na temat homoseksualizmu.

„Nie czuję się kompetentny do wypowiadania się w tej dziedzinie, niemniej wydaje mi się potrzebne postawienie pytań, które mogłyby pomóc dyskutować i szukać rozwiązań (…) – pisze Wilkanowicz. Brak kompetencji jest – niestety – widoczny na każdym kroku, tekst powstał w oparciu o garść znanych nam od dawna stereotypów i klisz myślowych funkcjonujących w umysłach tych, którym „brak jest kompetencji w tej dziedzinie”. Chorobą tą zainfekowana jest nie tylko homofobiczny kołtun, prawicowe mikre głowy (i półgłówki), ale również – stwierdzam to z ubolewaniem – mniej lub bardziej liberalni intelektualiści.



Redaktor „Znaku” zapewnia swoich czytelników, że pragnie stworzyć platformę do dyskusji dla obu stron (tej homo i heteroseksualnej), innej niż dyskusyjne zdaniem Wilkanowicza wiece, parady równości, czy też – przykład z drugiego bieguna – rzucanie kamieniami w demonstrujących gejów i lesbijki. Autor już na samym wstępie przekreśla możliwość porozumienia, grunt do dialogu jest tak bardzo podbudowany prościutkimi stereotypami, że nam, ludziom homoseksualnym, wypada odwrócić się plecami do tego typu propozycji. Redaktor „Znaku” zakłada, że homoseksualista to człowiek zraniony i nieszczęśliwy. – „Wydaje się co najmniej prawdopodobne, że ludzie ci są z reguły osobami w szczególny sposób cierpiącymi”. Nie tylko dlatego, że społeczeństwo – w swej znakomitej większości heteroseksualne – jest nam nieprzychylne, ubliża i odmawia pełni obywatelskich praw. Lesbijki i geje cierpią „wskutek niemożności realizacji ojcostwa i macierzyństwa”- pisze Stefan Wilkanowicz.

Wyrażony w artykule przepis autora na szczęście jest co najmniej dziwaczny. Gdy odwrócimy rozumowanie redaktora, otrzymamy myślowy potworek – najprostszy przepis na „nie-cierpienie” to „możność realizacji ojcostwa i macierzyństwa”. Jakże łatwo można sobie poradzić z trudami życia! Jednakże rzeczywistość jaka jest, każdy widzi – wystarczy mieć minimum życiowego doświadczenia, aby wiedzieć, iż szczęście to stan niedefiniowalny, a cierpienie wpisane jest w ludzką egzystencję bez względu na tożsamość hetero czy homo. Życie lesbijek i gejów to nie samo pasmo cierpień – jest tu również i miejsce na miłość, radość, szczęście! I właśnie między innymi to próbujemy przekazać na naszych paradach, panie redaktorze! Paradach, które opisuje Pan jako wydarzenia niesmaczne, dziwne, czy wręcz budzące obrzydzenie!

W dążeniu do emancypacji Wilkanowicz widzi pochód liberalnych – i skrajnie liberalnych – ideologii. Emancypacja lesbijek i gejów, związana nierozerwalnie ze zmianą dotychczasowych wzorów (tradycji, reguł panujących do tej pory w społeczeństwie), to według redaktora „Znaku” obraz „radykalnej przewagi uprawnień nad powinnościami”, która prostą drogą prowadzi do „egoistycznego chaosu”. Wilkanowicz proponuje nam tu odejście od rozmowy o ludziach homoseksualnych i zajęcie się dyskusją o „społeczeństwie liberalnym w dobie globalizacji”, „reformie człowieka” w ogóle, tak by był on „przygotowany do przyszłych zadań”. W ten to sposób propozycja dyskusji o homoseksualizmie i równouprawnieniu zamienia się w jeszcze trudniejszy do rozwiązania problem. Nasze sprawy przestają tu się liczyć, stoimy bowiem w obliczu większego problemu, któremu na imię globalizacja i liberalizm.



„I wreszcie problem metod walki homoseksualistów o swoje prawa. Wielu zwykłych ludzi oglądających różne >>parady miłości<< po prostu wpada w lęk i przeżywa wstręt - bywają one bowiem połączeniem wulgarności, ekshibicjonizmu i prowokacji. [Ludzie] widzą w nich nie promieniowanie miłości, lecz jej degradację"
- pisze autor artykułu. Każdy widzi w demonstracjach to, co chce zobaczyć. Jedni zwracają uwagę na fakt, że w polskich paradach równości biorą udział zwykli ludzie, jakich można spotkać każdego dnia w pracy, na ulicy, w autobusie, czy nawet (sic!) w kościołach. Inni wyłuskują z tłumu gejów przebranych w kolorowe ciuszki i z pełnym makijażem, aby znaleźć dowód na wynaturzenia będące „połączeniem wulgarności, ekshibicjonizmu i prowokacji”. W jednym punkcie zgadzam się ze Stefanem Wilkanowiczem – ruch emancypacyjny homoseksualistów MOŻE wzbudzać LĘK. Przyczyną tego lęku nie jest jednak deptanie świętości i reguł przez homoseksualistów, jak chce redaktor „Znaku” – strach heteroseksualnych oglądaczy jest bliskim krewnym niewiedzy i tu, nie zaś w prowokacyjnej formie parad, należy dopatrywać się źródła problemu. Brak wiedzy o nas prowadzi nierzadko do agresywnych zachowań (vide wypadki w Krakowie wiosną tego roku) – agresja jest tu jednak nie tylko ślepą nienawiścią do inności, to również głos rozpaczy heteroseksualistów! W hasłach typu „Rób to w domu, po kryjomu!” kryje się drugie dno: niektórzy heterycy chcieliby, aby wszystko było jak dawniej: gej i lesba żyją w ukryciu, w norach, poza tzw. „świadomością zbiorową”, poza życiem społecznym i poza prawem. Jeszcze parę lat temu Polska wydawała się prostsza – w kraju tym nie było homoseksualistów, byli oni „gdzie indziej” (w szeptanych na ucho plotkach o sąsiedzie, wstrętnych dowcipach), nigdy w realnym życiu. Pojawienie się „naszego” ruchu emancypacyjnego ostatecznie przecina bezpieczną z pozoru iluzję heteroseksualnej większości. Z „gdzie indziej” przeprowadziliśmy się do Polski, „gdzie indziej” nie da się demonstrować, walczyć o prawa – dlatego wychodzimy i będziemy wychodzić na ulice Krakowa, Warszawy i innych miast. Bez homoseksualistów świat był i tak wystarczająco skomplikowany, ale z drugiej strony kto obiecywał, że w życiu będzie łatwo i przyjemnie?

Stefan Wilkanowicz pisze też o „dorabianiu ideologii”, za którą – jak sugeruje między wierszami – czai się pustka emancypacyjnych działań. Owo „dorabianie” ma rozgrzeszać wszelkie ekscesy – jak na przykład parady, pochody i demonstracje homoseksualistów domagających się równych praw. „Zakłamanie”, „plamy”, „łamanie zasad moralności” – takimi słowami autor strzela w swoim tekście do homoseksualistów, w tekście – warto to podkreślić, który miał być propozycją zdefiniowania gruntu pod przyszłą dyskusję pomiędzy „nami” a „nimi”. Na takim gruncie dyskutować się jednak nie da – z jednej strony jest bowiem Stefan Wilkanowicz, który ma rację i ta druga strona, która (co oczywiste!) racji nie ma. Do jednego worka z emancypacją autor artykułu wrzuca księdza – homoseksualistę, który nie dotrzymuje przysięgi celibatu oraz aferę w austriackim seminarium w Sankt Poelten. Te przykłady – cóż za poplątanie: mające zapewne świadczyć o pustce myślowej działaczy gejowskich – nie są jednak problemem ruchu emancypacyjnego. To przecież problem Kościoła Katolickiego!



Tekst „Wychodzenie z podziemia” miał być zaproszeniem do dyskusji, w istocie jednak to zbiór komunałów, które Stefan Wilkanowicz, znany przecież publicysta, szef szanowanej Fundacji Kultury (sic!) Chrześcijańskiej ma uwiarygodnić swoją osobą. Na końcu artykułu padają słowa: „(…) konieczna jest wymiana poglądów i doświadczeń ludzi z tego podziemnego świata. Bez reflektorów i mediów, w skupieniu i trosce.” W istocie – taka wymiana poglądów jest potrzebna, ale obecnie – zdaje się – wciąż jeszcze niemożliwa. Nie żyjemy bowiem w „podziemnym świecie”, co przecież sam autor tekstu raczył wcześniej zauważyć snując rozważania o gejowskich demonstracjach. Samo sugerowanie rozmowy „bez reflektorów” ubliża nam, ludziom homoseksualnym – nie da się przecież rozmawiać o naszej roli w dzisiejszej Polsce i we współczesnym społeczeństwie gdzieś w ukryciu, w owym nieistniejącym poza sferą publiczną „gdzie indziej”. Wstydliwe skrywanie i uciszanie problemów nie przynosi rozwiązania, a dyskusja nie jest szeptaną rozmową po kątach – MUSI toczyć się w świetle dziennym. W przeciwnym wypadku każda następna demonstracja lesbijek i gejów będzie kolejnym wielkim zaskoczeniem – również dla pana Wilkanowicza, który mógłby sobie darować tekst o nas, gdyż – jak sam przyznał – „nie czuje się kompetentny do wypowiadania się w tej dziedzinie”. Po co zatem tyle zachodu?



:: Czytaj artykuł Stefna Wilkanowicza w target=_blank>„Znaku”.

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.

8 komentarzy do:Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!

  • zawsze wierny

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    Nawiaze tylko do jednego watku tu i w artykule Stefana Wilkanowicza poruszonego, a mianowicie do glebokiego przeswiadczenia calkiem sporej grupy wierzacych katolikow, ze osoba homoseksualna bardzo cierpi ze jest homoseksualna. Pewnie takie osoby tez sa, ale chyba raczej to cierpienie jest zwiazane z brakiem akceptacji wlasnej orientacji niz z sama orientacja i konsekwencjami jakie z niej wyplywaja. Przekonanie ze kazdy gej badz lesbijka cierpi z powodu braku ojcostwa lub macierzynstwa zasadza na kilku blednych zalozeniach: ze kazdy pragnie zostac ojcem badz matka (a to nieprawda zarowno w przypadku osob homo- i heteroseksualnych), oraz ze geje i lesbijki nie maja dzieci (a przeciez pewna ich grupa ma z poprzednich zwiazkow).
    Prawdziwa trudnoscia w rozmowie z wierzacymi katolikami, ktorzy z tematem gejow sa na bierzaca, a wiec wiedza juz, ze wedlug katechizmu KK nie maja nas potepiac za „sklonnosci”, tylko odnosic sie do nas z szacunkiem i braterska miloscia, (choc oczywisie nie powinni wyrazac akceptacji dla samych „zachowan”) polega na tym, ze zalewaja nas swoja litoscia. W przekonaniu, ze tak bardzo cierpimy z powodu naszych „obiektywnie nieuporzadkowanych sklonnosci”, ze jedyne co mozna nam okazac to wspolczucie. To jest takie niby chrzescijanskie jednoczenie sie w cierpieniu. To jakby akt milosierdzia. I wlasnie to przeswiadczenie owych przyjaznie nastwawionych, gorliwych w wierze katolikow jest tak trudne, bo sa oni juz absolutnie przekonani, ze wlasnie zachowuja sie juz jak trzeba, ze juz sie przemienili bo zrozumieli, bo juz wiedza ze jestesmy, juz o nas mowia, na dodatek juz nie agresywnie, a z szczegolnie naleznym nam milosierdziem i litoscia. Oczekuja peanow od homoseksualnych baraci w wierze, za swoja prace nad przemiana wlasnej mentalnosci, a kiedy ich nie otrzymuja ich zal i rozgoryczenie nie ma dna.
    Oczywiscie, skoro cale to „milosierdzie-litosc” zasadza sie na niewlasciwym zalozeniu, ze tak bardzo cierpimy, nie ma w nim cienia rzeczywistego braterskiego milosierdzia: bo nie ma sluchania, nie ma dostrzezenia drugiej osoby. To jest tylko storzenie pewnej bardzo komfortowej dla sumienia sytuacji – mniej lub bardziej nieuswiadomionej bariery. Bo przeciez litosc to doskonala bariera przed drugim czlowiekiem. Jest w tym i przekonanie o wlasnej wyzszosci i posiadaniu prawdy, przekonanie o wlasnej wielkodusznosci i jednoczesnie pokazanie wlasciwego miejsca tym nad ktorymi sie litujemy. No i wyklucza rzeczywiste spotkanie z drugim czlowiekiem-gejem -lesbijka. To jest baaardzo wygodna formulka, wytrych, trick zwalniajacy od rzeczywistych trudow spotkania i rozmowy z kims kto ma troche inne poglady na seksualnosc czlowieka i inna wizje rodziny.

    Dlatego bardzo wazne jest pokazywanie katolickiemu otoczeniu (a wiec sporej grupie rodakow) naszej radosci zycia, tego ze jestesmy i potrafimy byc szczesliwi, ze harmonijnie wpisujemy sie w spoleczenstwo, ze nie stanowimy zagrozenia. I jest to znacznie wazniejsze od pokazywania naszego (slusznego) gniewu z powodu dyskryminacji.

  • Jonasz

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    Nie wiem, skad u autora, p. Piątka tyle zacietrzewienia i zajadłości. Ja po przeczytaniu tekstu źródłowego, autorstwa p. Wilkanowicza uważam, ze jest on bardzo wyważony i właśnie przez to pozytywnie odróznia się od innych na nasz temat publikacji „made in katoland”. Z jedną tezą p. Piątka się zgadzam. „Wstydliwe skrywanie i uciszanie problemów nie przynosi rozwiązania, a dyskusja nie jest szeptaną rozmową po kątach – MUSI toczyć się w świetle dziennym”. Na dialog w podziemiu geje nie mogą się godzić! Walczmy o prawo do istnienia w przestrzeni publicznej, ale doceniajmy każdy przejaw życzliwości i dobrej woli w obozie przeciwnym. Pozdrawiam kolegę J. Piątka i życzę mu tyle tolerancji ile on od innych wymaga. :-)

  • Jerzyk --> Jonasz

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    Propozycja redaktora Wilkanowicza zawarta w artykule jest nie do przyjęcia, artykuł – choć napisany słowami wyważonymi – tak naprawdę powiela jedynie stereotypy – autor nie musiał używać ostrych słów, by tekst był dla nas obraźliwy. Poza tym nie widzę powodu, by się płaszczyć przed znanym publicystą i całować go po rękach tylko dlatego, że napisał o lesbijkach i gejach. Pozdrawiam.

  • Ěťwinka Morska

    [To totalna dyskryminacja]

    Nie wiem dlaczego homiki urażają się, że są dyskryminowane. Co dopiero mamy powiedzieć, my – świnki morskie? Ja rozumiem, że historia naszego gatunku jest niepewna, a dodatkowo część z nas jest czarna, ale to chyba nie powód, żeby homiki miały swój vortal, a my świnki nie?

    A może lambda zajęłaby się także sprawami dyskryminowania świnek morskich? Zwłaszcza tych czarnych.

    Ps. Jestem smutną świnką morską (biało-czarną) :( (((((((((((

  • tchĂłrzo-fretka

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    jako przedstawicielka mojego gatunku domagam się pełni praw dla tchórzofretek i fretek wogóle!!! http://www.fretki.pl/ na barykady! i ostrzyć ząbkiiiii!!! wrrrrr!!!

  • bukowski

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    fretki i świnki morskie zapraszam do Lewina Kłodzkiego, tam Pani VIllas się wami zajmie.

  • Tomasz

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    Dlaczego wszyscy Polacy myślą,Ze katolicyzm jest jedynym wyznaniem w naszym kraju,to fakt że jest wyznaniem dominującym,ale wśród nas są również ewangelicy,prawosławni,babtyści.TZ tego wniosek,ze nie mozna nas wrzucać do jednego kotła.Katolikiem nie jestem,więc zdanie intelektualistów katolickich mnie nie interesuje.tym bardziej,że są laikami w tej dzedznie!!!

  • Smetana

    [Re: Nie będziemy rozmawiać w podziemiu!]

    Cześć cwele i kakaolizy. Zastanawiam się co jest takiego w was abym mogł uznac że jesteście ludźmi? Czy to, że macie dwie ręce i dwie nogi czyni was ludźmi? Nie przypominam sobie aby w świecie fauny był gatunek, który spółkuje z przedstawicielami tej samej płci! Sex, spółkowanie, kopulacja, wszystko to służy jednemu celowi a mianowicie przedłużaniu gatunku. Więc natura nie wymyśliła homoseksualizmu! Jeśli takie zachowanie nie jest chorobą , jest jakimś wynaturzeniem bądź jakąś patologiczną mutacją genów. Moje spojrzenie nie jest bynajmniej szowinistyczne, jest raczej trzeźwym spojrzeniem na waszą nienormalność. Problem polega na waszym podejściu do homoseksualizmu. Jesteście szczęśliwi, uważacie, że jesteście normalni(choć jest to niezgodne z naturą) nie chcecie się leczyć, krótko mówiąc nie chcecie nic zmieniać. Dobrze więc, żyjcie sobie spokojnie dalej, ale nie każcie nam heteroseksualnym oglądać waszych demonstracji w postaci pochodów lub reklam pedalstwa i lesbijstwa. My nie mamy zapędów aby obnosić sie publicznie ze swoją orientacją sexualną. Od takich spraw mamy swoje domy i swoje łóżka. Waszego wyuzdanie nie chcemy i nie musimy oglądać!!!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa