„Zniewolenie duszy” czyli refleksje na temat ''Gry pozorów''


Już Arystoteles wspominał w jednym ze swoich dzieł, iż czysta metafizyka swoje źródło powinna czerpać z fizyki. W przeciwnym razie okaże się nieautentyczna. Stwierdzenie starożytnego myśliciela, choć wydaje się paradoksalne, jest najzupełniej trafione. W taki oto sposób spirytualizm związany jest ostatecznie z teorią materializmu, a każda wartość abstrakcyjna pozostaje w związku z materią.

Ludzka myśl również nie może być wolna od formy i nigdy od formy się nie uwolni, bo przecież stanowią związek nierozerwalny i ostateczny. Podobnie jest z duszą, która, dążąc ku nieskończoności szczęścia, „przymocowana” jest do śmiertelnego ciała. A ciało, marząc o wolności, nigdy od ziemi oderwać się przecież nie zdoła. Dziwny to związek i trudny.

Homoseksualiści wiedzą o tym najlepiej. Mamy większą, bardziej dojrzałą świadomość takiego stanu rzeczy, bo pogodzenie się z własna cielesnością przychodzi nam trudniej. Tak ważki problem tożsamości duszy poruszył niegdyś reżyser Neil Jordan – twórca znakomitego obrazu „Gra pozorów”.


Za streszczenie „Gry pozorów” czytelnikowi, który filmu jeszcze nie oglądał, należałby się moim zdaniem streszczającemu najwyższy wymiar kary. Siłą artystyczną obrazu jest m.in. perfekcyjny scenariusz (Oscar 1992 za najlepszy scenariusz oryginalny!) obfitujący w zwroty akcji i zaskakujące motywy. „Gra pozorów” przed rokiem uplasowała się na pierwszym miejscu amerykańskiego rankingu najbardziej zaskakujących filmów wszech czasów i jest to wyróżnienie jak najbardziej zasłużone. Fabuła filmu stanowi misterną układankę, której skompletowanie jest dla widza czystą przyjemnością i ja nie mam zamiaru „uchylać rąbka tajemnicy” przed niewtajemniczonymi. Któż w kinie nie lubi być zaskakiwany?! Któż zrezygnuje z tej inteligentnej zabawy i nie da się wciągnąć w przewrotną grę?! Perfekcyjnie zawiązana intryga, zbliżona aurą do mrocznego thrillera, kryje pod sobą podwójne dno i największym osiągnięciem Jordana jest tutaj fakt, iż film można analizować, rozpatrywać, a także przeżywać na kilku płaszczyznach. Poza sensacyjną fabułą jest tu przecież ukryty także autentyczny dramat psychologiczny, a tytuł odnosi się nie tylko do wydarzeń prezentowanych na ekranie, ale zarazem do symbolicznej istoty rzeczywistości „Gry pozorów”.



Jordan to artysta postmodernizmu. Owszem, w dzisiejszych czasach trudno jest nie doszukać się w jakimkolwiek dziele znamion filozofii postmodernistycznej, psychologicznego i aksjologicznego relatywizmu, artystycznego chaosu, estetycznego wszystkoizmu, ale zarazem też nie łatwo odnaleźć twórcę, który, tak jak Lynch, Almodóvar, Cronenberg czy Jarman, realizowałby założenia owej sztuki. A jakie są te założenia? Chyba jedynym punktem manifestu postmodernistycznego (gdyby taki kiedykolwiek powstał!) byłaby, wyśpiewywana kiedyś z przekąsem przez Ś.P. Jacka Karczmarskiego, zwrotka piosenki „Postmodernizm”:



Wszystko wolno! Hulaj dusza!

Do niczego się nie zmuszaj!

Niczym się nie przejmuj za nic!

Nie wyznaczaj sobie granic!



Zasada prosta, ale dochowanie jej wierności jest już znacznie trudniejsze, bo wymaga od artysty uniezależnienia się od klasycznej formy. I choć Karczmarski upatrywał w postmodernizmie zagrożenia dla kultury i społeczeństwa, dla ogólnoludzkiej cywilizacji i jego stosunek do nowoczesnej sztuki był zdecydowanie negatywny, to jednak dzisiaj należy podjąć polemikę ze słowami jego piosenki. Bo czyż postmodernizm nie prowadzi do neokonserwatyzmu, powrotu to patriarchalnych reguł życia, charakterystycznych dla kultury antycznej?


Czyż nie prowokuje do dyskusji na temat współczesnej kondycji człowieka i wartości istnienia?


Czyż nie kreuje nowego oblicza Boga, który jest miłościwy i kocha wszystkich ludzi jednakowo, bez ograniczeń, bez barier, bez podziału na „normalnych” i nienormalnych”, „ofiary” i „katów”, „heteroseksualnych” i „homoseksualnych”? Czyż w postmodernizmie nie jest głęboko zakorzeniony humanitaryzm? Na wszystkie te pytania odpowiedzieć należy twierdząco. A pojawiający się w sztuce, pewnego rodzaju neo-humanizm, krytykowany przez kościół, ale tak potrzebny ludzkości, obecny jest w naszej kulturze i miejmy nadzieję, że będzie się nieustannie rozwijał. Obecny jest także w filmie Jordana.



Kluczową postacią filmu jest Dil, transgenderysta, którego postać odtwarza Jaye Davidson (nominacja do Oscara za męską role drugoplanową) – bardzo młody wówczas jeszcze aktor, którego oryginalna fizys okazała się niezwykle pomocna dla realizacji całego projektu, odbywającego się pod patronatem wielkiego mistrza – Stanleya Kubricka. Davidson wykreował na ekranie bohatera skrajnie androgynicznego i ten androginizm stanowi w „Grze pozorów” synonim zagubienia. Dusza Dil jest uwięziona w niechcianym ciele. Dusza Dil jest związana z odrzuconą przez nią materialną powłoką. Dusza jest zniewolona przez formę. Gombrowicz wspominał o tym nieustannie. Nieustannie powracał do tematu formy ograniczającej skutecznie myśl i uczucie. Pisał o gębach przyprawianych nam na siłę przez społeczeństwo. Gombrowicz buntował się przeciwko formie, przeciw konwencji. W „Grze pozorów” buntuje się także Dil, ale ten bunt jest bardzo rozpaczliwy, podszyty desperacją. Dil ciągle poszukuje miłości, współczucia i zrozumienia. Kiedy na swojej drodze spotyka Fergusa (w tej roli znakomity Stephen Rea-także nominowany do Oscara), będącego zarazem głównym bohaterem filmu i jego narratorem, jest przekonana, że to jej ostatnia szansa na szczęście, że to koniec zniewolenia duszy, bo ciało wreszcie przestaje się liczyć. W oczach Fergusa Dil jest człowiekiem, a nie dziwacznym tworem, który można bezkarnie odsunąć na margines, którego trzeba się wstydzić. W tej sytuacji Dil jest gotowa na wszystko. Nawet na zabójstwo.



Jordan wyreżyserował przejmujące studium ludzkiej emocjonalności, przy czym nie zamierzał przemilczeć problemu tożsamości seksualnej. „Gra pozorów” jest, więc opowieścią o ludziach zniewolonych społecznie, bo Dil nie jako jedyna nie godzi się z narzucona jej rolą. Zagubiony jest także Fergus, który, współpracując z organizacją IRA, musi być człowiekiem pozbawionym sumienia, pozbawionym skrupułów i współczucia, a jednak nie potrafi zabić bez mrugnięcia okiem. Czy to oznacza, że jest słabszy psychicznie od innych terrorystów? Nie! Po prostu ma kręgosłup moralny i świadomość własnego człowieczeństwa. Fergus jako jedyny nie potrafi odrzucić Dil, bo jako jedyny zwraca uwagę na jej poranioną duszę, a nie na modyfikowane ciało. Postacią w równym stopniu odbiegającą od konwencjonalności jest Jude (genialna kreacja Mirandy Richardson – nominowana do nagrody BAFTA), będąca symbolem drapieżnej kobiecości. Pod agresywną powierzchownością kobiety kryją się jednak głębokie pragnienia, które nie ograniczają się tylko do potrzeb seksualnych. Jude obraca się w świecie terrorystów IRA, ale w przeciwieństwie do Fergusa, nauczyła się zatajać swoje ludzkie odruchy. Jest lodowata, okrutna, przebiegła i wie doskonale jak może wykorzystać swój sex appeal, który w „Grze pozorów” okazuje się być nie tyle kobiecą bronią, ile narzędziem ataku.



Wstrząsający jest dość drastyczny finał „Gry pozorów”, w którym dochodzi do spiętrzenia emocji, prowadzącego do tragedii, jaka wisi nad całą historią i od samego początku wydaje się być nieunikniona. Nieoczekiwanie jednak Jordan wprowadza na koniec jeszcze jeden element układanki, który jest dopełnieniem tej opowieści. Pojawia się sprawa odpowiedzialności i poświecenia. Fergus, choć nie zakochany, ale na pewno mocno związany z Dil, bierze odpowiedzialność za jej czyn. Jego człowieczeństwo znajduje w ten sposób swoje spełnienie. Zakończenie filmu jest, więc optymistyczne, bo przywraca wiarę w człowieka i w ludzką moralność. Postmodernistyczne dzieło znów tchnie humanitaryzmem i nie podważa zasad etyki. Dla Karczmarskiego było to chyba zaskakujące. Dla mnie jest konsekwencją rozwoju artystycznego i społecznego zarazem. Ciekaw jestem czy w Polsce mógłby powstać film, którego bohater, będąc gejem, będąc transgenderystą, byłby jednocześnie potraktowany jak wrażliwy mężczyzna?


Autorzy:

zdjęcie Przemysław Kryniewicz

Przemysław Kryniewicz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 82; nazwa: PKryniewicz

2 komentarzy do:„Zniewolenie duszy” czyli refleksje na temat ''Gry pozorów''

  • bukowski

    [Re: „Zniewolenie duszy” czyli refleksje na temat ''Gry pozorów'']

    Ciekaw jestem czy w Polsce mógłby powstać film, którego bohater, będąc gejem, będąc transgenderystą, byłby jednocześnie potraktowany jak wrażliwy mężczyzna?
    Miejmy nadzieję, że może kiedyś będzie to możliwe….

  • Nimfa

    [Re: „Zniewolenie duszy” czyli refleksje na temat ''Gry pozorów'']

    Zgadzam sie ze wszystkim co jest tutakj napisane! I tyle.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa