Moloko. Komu bije dzwonek?


Są płyty, są wykonawcy, są głosy, które w jakiś wyjątkowy, podprogowy sposób szczególnie podobają się lesbijkom i gejom. Istnieje całkiem spora grupa artystów tworzących współczesną muzykę popularną, którzy niezamierzenie stają się idolami w środowisku homoseksualistów.


Tytuły „gejowskich” albumów można wymieniać i wymieniać – każdy może mieć swoje typy. Wszakże ja chciałbym stworzyć spis ubiegający się o miano uniwersalnego – niezależnie ile ma się lat i gdzie mieszka – te płyty uwodzą absolutnie wszystkich.

Roisin Murphy i Mark Brydon męczyli się dwa lata, zanim udało im się upichcić czwartą i najgorszą płytę w karierze. I choć „Statues” jest wtórna, nudna i męcząca, Moloko pozostaje niekwestionowaną gwiazdą muzyki klubowej na całym świecie. Niestety nie ma innego globusa i trzeba się z tym faktem pogodzić.



I'm the only sound you'll ever need to hear



Kilka skocznych kawałków („Familiar feeling”, „Forever more”, „I want you”), zestaw kilkunastu łatwo wpadających w ucho melodii, kilkadziesiąt nagłośnionych występów (m.in. Warszawa 29 V 2004) i kilkaset tysięcy słuchaczy na każdym wystarczyło, by bublowate dziecko angielskiego duetu uchodziło za płytę sezonu. Mam nadzieję, że ten dołujący brak oryginalności to nie zwiastun jakiejś szerszej tendencji, lecz przejaw chwilowego (dwuletniego) kryzysu twórczego.



Promujące album „Familiar feelings” wraz z doskonałym klipem zabiło wszystkich i na wiele miesięcy stało się żelaznym punktem ramówki MTV i klubowych nocy. „Forever more” z kolei stał się ogólnoświatowym symbolem niekończącej się imprezy. Od gorących australijskich plaż, aż po duszne kanadyjskie dyskoteki „nadzy, piękni i szczęśliwi” tańczą i odśpiewują ten hymn weekendowego życia w totalnej wolności i „endless joy”. A nawiązujące do najlepszych kompozycji sprzed kilku sezonów „100%” i „The only ones” uzyskały już miano kultowych. Jednak „Statues” od pierwszej do ostatniej piosenki to klasyczny przykład przeładowania, nadmiaru pomysłów lub niedowładu umysłowego. I choć brytyjski band znany jest ze swobodnej zabawy z konwencjami, stylami i dźwiękami, to na najnowszym krążku zagubił gdzieś umiejętność rozróżniania między wirtuozerską żonglerką, a zmasowanym atakiem. Na avant – popowym eklektyzmie zbudowali wizerunek zespołu awangardowego i nowoczesnego, jednak dla mnie bardziej awangardowy od najnowszego wydawnictwa Moloko jest Krzysztof Krawczyk śpiewający „Trudno tak”.



Komu bije dzwonek



Otwierające płytę „Familiar feelings” to przydługi kolaż dźwiękowy, który – choć niebanalny – prowadzi wprost do ekstatycznego punktu kulminacyjnego, który już doskonale nadaje się na ostro zakrapianą imprezę. „Come on” to proteza house – owego grania, z jakiego znaliśmy Moloko. Odcinaniu kuponów od starych pomysłów nie widać jednak końca. W „Cannot cantain this” słychać „Remain The Same” i inne, niezbyt wypromowane kompozycje z poprzedniej płyty (widocznie pomysł jest póty nowy, póki się na nim nie zarobi). Czwarty utwór, tytułowe „Statues” uderza z kolei w cięższe tony, głównie za pomocą prostych filmowych dygresji. Mark Brydon przysnął chyba za didżejką, zwłaszcza, że Roisin śpiewa jakby chciała porządnie ziewnąć. Po najmniejszej linii oporu jest też poprowadzone „Forever more”, w którym niepostrzeżenie zagubił się gdzieś finał. Kolejne „Blow x blow” to ballada delikatna, nastrojowa i z piękną wokalizą, ale zwyczajnie nudna. Siódma kompozycja na płycie – „100%” to być może wynik siostrobójczego pochłonięcia jednej piosenki przez drugą (historia odnotowuje takie przypadki), bo dopatrzyć się ładu i składu w tym śnie pijanego dyrygenta nie sposób. Przedostatnia „The only ones” jest jak lukrowana wata cukrowa – tak słodka, że nie sposób skończyć. Prawdziwym straszydłem jest kończący płytę kawałek „Over & over”. Spod hollywoodzko – romantycznego sosu wyłania się czasami linia melodyczna, ale zaraz przekrzykuje ją komputerowo zwielokrotniony głos wokalistki. Utwór zamyka kiczowate uderzenie „dzwonu”, żebyśmy przypadkiem nie pomyśleli, że czeka nas coś jeszcze (informacja ta byłaby wszak zabójcza).



Dobrze poinformowani donoszą, że „Statues” to pierwszy album, który Roisin Murphy i Mark Brydon zrobili bardziej jako przyjaciele, niż para. Strach pomyśleć, co się stanie, jak zostaną już tylko kumplami.



Let there be love

Everlasting



Do dziś największym hitem Moloko pozostaje zremiksowane przez Borisa Długoscha w 1999 roku „Sing It Back”. Mało kto wie, że wersja na albumie była cicha i niepokojąca, zupełnie niepodobna do tanecznego klipu znanego z muzycznych stacji. Może dlatego tak dobrze udało się ją zinterpretować. Na „Statues” nie będzie już takich ever – greenów, gdyż całość jest już dostatecznie podrasowana (świetna robota Timo Maasa i Robbiego Rivery). Na albumie słychać stare numery Carol King z początku lat 70-tych, rozbudowane sekcje smyczkowe i dęte, elementy funku i jazzu i dużo, dużo elektroniki. W wywiadzie dla Machiny (z września 2000) Roisin Murphy zapewnia: „Staramy się być progresywni, nieustannie się rozwijamy”, jednak z płyty na płytę zanika zupełnie gorąca atmosfera kabaretu wraz z jego niedozwolonymi używkami, niepokornymi myślami i brudnym seksem. Moloko przestało być elitarne, a „Statues” w zgodnej opinii większości miało być płytą dla wszystkich. Najlepszym dowodem są wypowiedzi internetowych forumowiczów, przyznających bez żenady: „Słucham przede wszystkim metalu, ale akurat ten album potrafił zauroczyć mnie właściwie od pierwszych sekund”!.



Nie potrzeba słuchać niczego innego, bo tu jest wszystko, czyli nic. Miłość, szumnie zapowiadaną w „Forever more”, zastąpił marketing. Dj zwija manatki i znika, pozostajemy na parkiecie z pustką w głowie.

Autorzy:

zdjęcie Asura

Asura

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 9; nazwa: Asura

6 komentarzy do:Moloko. Komu bije dzwonek?

  • Mateusz

    [Re: Moloko. Komu bije dzwonek?]

    Cóż, jestem wielkim fanem Moloko od czasów pamiętnej, rewelacyjnej płyty „Things to make and do” i z pełnią świadomości polecam WAM WSZYSTKIM ten zespół! Są cudowni, Roisin śpiewa tak, jak nikt inny nie potrafi. Moja muzyka to: Nosowska, Pogodno i Moloko właśnie… :) )) A co do Roisin – nawet będąc gejem mogę stwierdzić, że to piękna kobieta i pewnie wielu hetero pociąga ;) Kto był na koncercie w Warszawie wie o czym mowa :) pozdrawiam

  • Marcin

    [Re: Moloko. Komu bije dzwonek?]

    ehhh… chciałem wylać tutaj nadmiar żółci jaki się we mnie zgromadził po przeczytaniu tej pożal się Boże „recenzji” ale chyba jednak nie będę wylewał!

  • Mat

    [Re: Moloko. Komu bije dzwonek?]

    Co ty Asura wiesz o muzyce? jesteś be.
    „Statues” to wspaniała płyta, nie gorsza od wcześniejszych, ani wtórna, więc nie siej herezji ty okropny statuesfobie ;)

  • ww16

    [Re: Moloko. Komu bije dzwonek?]

    Plytka ta jest wielkim rozczarowaniem.czekalem na nia dlugo, jestem zawiedziony.sam nie napisalbym innej recenzji. chłam i tyle

  • Srokacz

    [Re: Moloko. Komu bije dzwonek? Oni już nic nie nagrają!]

    Ale emocjonalne wypowiedzi, hehe. Co sie tak napinacie? Statues to takie naturalne rozwinięcie nawet jeżeli jest uwstecznianiem, ale nie jest, o muzyce to się łatwo gada – zawiedzeńcy myśleliście, że nagrają drugie Things To Make And Do ? Mało jest kapel, które nagrywają naprawdę genialne płyty, a jeszcze mniej takich, które nagrywają je 2 razy. To tak jakby ktoś powiedział, że ‚California’ Mr Bungle jest chłamem w porównaniu z wcześniejszą ‚Disco Volante’ – inny powiedziałby, że jest dokładnie odwrotnie, no i komu tu wierzyć? Z kolei z pewnością i jeden i drugi zgodziliby się, że jedynka Bungle’a to płyta milowa w muzyce. Zachęcam – jeśli podoba Wam się Molokus Szanowni gejowie, sięgnijecie po bangla – wszystkie płyty.

  • ews

    [Re: Moloko. Komu bije dzwonek?]

    autor recenzji ma jakieś problemy?…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa