Kiedy rodzice są homo (w Niemczech)


Pary homoseksualne w Niemczech coraz częściej pragną mieć dzieci. Pragnienie to jednak trudno zrealizować – jak lesbijki mają znaleźć dawcę nasienia, a geje biologiczną matkę dla dziecka? Szczególnie, że dyskryminują ich ustawy, a sami często nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ich dzieci w przyszłości poradzą sobie z taką sytuacją.


Gayby-boom


Przyjrzyjmy się kilku parom z „nowego pokolenia” homoseksualistów niemieckich. Vivienne i Sabine doczekały się właśnie pięknego, zdrowego synka. Odkąd ponad dziesięć lat temu zostały parą, marzyły o dziecku, które urodzić miała 40-letnia Vivienne.

Nie brały w ogóle pod uwagę anonimowego dawcy nasienia. Wśród znajomych znalazły tylko jednego mężczyznę, któremu chciały to zaproponować, ten jednak po długim namyśle odmówił, a paniom zegar biologiczny tykał nieubłaganie. W końcu trafiły na geja, żyjącego samotnie Oliviera, który zgodził się zostać dawcą nasienia – czy też, jak wolą mówić, był gotowy zostać ojcem.


Nie wiadomo dokładnie, ilu homoseksualnych rodziców żyje w Niemczech, ponieważ orientacja seksualna nie jest uwzględniana w badaniach statystycznych. Lela Lähnemann, kierująca w berlińskim senacie komisją zajmującą się związkami jednopłciowymi, ocenia na podstawie danych z USA, że około jedna trzecia lesbijek i jedna piąta gejów posiada dzieci, najczęściej z wcześniejszych związków heteroseksualnych. Wzrasta jednakże również liczba dzieci urodzonych już w związkach jednopłciowych, na co wskazuje wiele przesłanek – liczba stron internetowych i książek poświęconych temu zagadnieniu, niezliczone ogłoszenia drobne w pismach branżowych dotyczące dawców nasienia, jak też powstawiane nowych grup wsparcia dla par homoseksualnych pragnących posiadać dziecko. Mówi się już o zjawisku „gayby-boom”, przez analogię do „baby-boom”. Ludzie szukają możliwości wymiany poglądów, zdobycia wzorców, znalezienia potencjalnych partnerów. Sabine mówi, że nie istnieją gotowe wzorce dla tego, co robią – że muszą się „sami wynaleźć”.



„To pole dla eksperymentów”, mówi Lähnemann, która opisała niegdyś wszystkie możliwe układy rodzinne wśród homoseksualistów i naliczyła ich 16. Samotna matka lesbijka; ojciec gej, jego partner i adoptowane dziecko; dwie matki lesbijki z dziećmi anonimowych dawców nasienia; para lesbijek z dziećmi z poprzednich małżeństw; para lesbijek lub para gejów jako rodzice zastępczy; układ pary lesbijek i pary gejów, które w czwórkę wychowują dzieci.



Droga do posiadania dziecka jest dla gejów i lesbijek szczególnie trudna – jeśli nią podążają, oznacza to, że naprawdę są zdeterminowani. Nie obywa się bez trudności, nawet jeśli wszystko wydaje się układać pomyślnie – Sabine i Vivienne spotkały się kilka razy z Olivierem, do inseminacji doszło, jak mówią, „w miłej atmosferze”, Vivienne zaszła w ciążę natychmiast, a jednak okazuje się, że nie są do końca zgodni, jaką rolę w życiu chłopca powinien odgrywać Olivier. Tylko znajomego rodziny? Olivier zbyt długo marzył o własnym dziecku, by się na to zgodzić, niemożność posiadania potomka była dla niego jedynym minusem bycia gejem. Sabine i Vivienne nie chcą, by je ograniczał, planują wyjazd z kraju, a choć synkowi powiedzą, że Olivier jest jego ojcem, nie pozwolą nazywać go „tatą”. „To oznaczałoby, że w życiu chłopca jest jakieś puste miejsce, które należy wypełnić – a to przecież nieprawda”, mówi Vivienne. „Mnie też nie będzie nazywał mamą, będzie mi mówił po imieniu.”



Widziani inaczej, sami zaczynają patrzeć inaczej



„Nowemu pokoleniu” niemieckich gejów i lesbijek, świadomych i pewnych siebie, nie wystarcza już, że społeczeństwo akceptuje ich jako pary. Chcą dla siebie prawa do posiadania dzieci i zakładania rodzin. Jak pisze w publikacji „Podręcznik o rodzinie” Niemiecki Związek Lesbijek i Gejów (LSVD – Lesben- und Schwulenverband Deutschlands) „przełamano kolejne tabu”. Homoseksualizm stał się bardziej oczywisty. Ogromną rolę w tej zmianie postaw społecznych odegrała przyjęta w 2001 r. ustawa o związkach partnerskich, jak również otwarte przyznawanie się do swojej orientacji takich osobistości życia publicznego jak choćby burmistrz Berlina Klaus Wowereit.



Jednocześnie zmianie uległy postawy samych homoseksualistów. Posiadanie dzieci utożsamiano niegdyś wyłącznie z heteroseksualizmem – i traktowano z niechęcią. Szanujący się homoseksualista nie chciał mieć dzieci – nie wolno mu było chcieć. W „branży” zatajano posiadanie potomstwa z wcześniejszych związków. Z biegiem czasu jednak aktywność seksualna przestała być automatycznie łączona z posiadaniem dzieci – pojawiało się coraz więcej bezdzietnych par heteroseksualnych, a jednocześnie coraz więcej gejów i lesbijek przestało tłumić swoje pragnienie posiadania dzieci.



„Nie można myśleć o dziecku, kiedy zastanawiasz się, czy przyznać się w pracy, że jesteś gejem”, mówi Mario, 37-letni bankowiec, a jego partner Georg (35 lat), z którym stworzyli inicjatywę „Kids Wanted” dodaje, że jego potrzeba posiadania dzieci, najlepiej trójki, nigdy nie stała w żadnej sprzeczności z jego orientacją seksualną. Szukają pary lesbijek, z którymi mogliby wychowywać dzieci.



Taka zmiana postaw homoseksualistów podważa ostatni argument, którego trzyma się ustawodawca niemiecki nie zrównując w pełni praw związków homoseksualnych i małżeństw heteroseksualnych, czyli tego, że prawo powinno w sposób szczególny chronić małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, którzy tworzą rodzinę i wychowując dzieci „przyczyniają się do przyrostu naturalnego w społeczeństwie”.



Anonimowy tatuś



Ponieważ państwo nie wspiera, a przeciwnicy gwałtownie (choć coraz ciszej) zwalczają wszelką „pomoc techniczną” dla lesbijek pragnących poddać się sztucznemu zapłodnieniu, muszą sobie one radzić same. 40-letnia Johanna i 36-letnia Mareike doczekały się syna dzięki anonimowemu dawcy, po wielu frustrujących i upokarzających doświadczeniach. Nie udało się im znaleźć godnego zaufania dawcy przez ogłoszenia w branżowych czasopismach ani wśród znajomych, musiały skorzystać z wyjścia, które jest bardzo popularne wśród niemieckich lesbijek, a mianowicie z usług holenderskiego banku nasienia (niemieckie banki nie obsługują lesbijek) i holenderskiej kliniki ginekologicznej. Za drugim razem Johanna zaszła w ciążę.



Dziś w mieszkaniu pełnym kolorowych zabawek i porozrzucanych dziecięcych ubranek mieszka z nimi dwuipółletni Jonas. Żadne z nich nie spotkało się jak dotąd z niechęcią czy odrzuceniem. Położna zwracała się do nich jako do „rodziców”; kiedy Jonas był już na świecie, sąsiedzi i znajomi „zareagowali tak, jakby wszystko było normalnie”, mówi Johanna. Rodzice gratulowali Mareike, że stały się wreszcie pełną rodziną, również rodzice Johanny są dumni z wnuka. Johanna opowiada: „Kiedy powiedziałam opiekunkom w żłobku, że Jonas ma dwie mamy, stwierdziły jedynie, że już dawno tak myślały”.



Jonas mówi obydwu mamom po imieniu. Obowiązki związane z wychowaniem dzielą po połowie, obydwie też pracują dalej zawodowo. Miejsce w żłobku dostała Johanna, ponieważ oficjalnie jest matką wychowującą dziecko samotnie – pozwoliły sobie na to małe kłamstwo w obliczu utrudnień administracyjnych, którym muszą stawiać czoła praktycznie co krok, szczególnie Mareike. „W obliczu prawa nie mam nic do powiedzenia. Muszę mieć zawsze przy sobie upoważnienie od Johanny, nawet idąc z synem do lekarza”, mówi.



Co powiedzą w przyszłości synowi o ojcu? Obydwie są świadome, że ich syn będzie dorastał z obciążeniem wynikającym z faktu, że go nie zna. Teraz mówią, że powiedzą mu prawdę. W swoich przeżyciach Jonas nie będzie zresztą sam – w grupie wsparcia dla lesbijek z dziećmi wychowuje się z trójką innych maluchów, które nie znają swoich ojców. To szersza tendencja. Wiele lesbijek woli, by ojciec dziecka pozostał anonimowy. Jest to jednakże sprzeczne z prawem każdego dziecka do tego, by znać swojego biologicznego ojca, zawartym oryginalnie w konwencji o prawach dziecka ONZ i wielokrotnie potwierdzonym przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny.



Szwecja była pierwszym w świecie krajem, w którym ustawowo zagwarantowano dzieciom możliwość poznania danych osobowych biologicznego ojca „kiedy są na to wystarczająco dojrzałe”; w tym celu utworzono ogólnokrajowy rejestr dawców nasienia. W Holandii w połowie ubiegłego roku weszło w życie podobne prawo – kliniki płodności mogą akceptować nasienie pochodzące jedynie od tzw. „dawców-YES”, czyli takich, którzy wyrażają zgodę na to, by dziecko mogło się w przyszłości z nimi skontaktować. Powodem, dla którego odchodzi się od anonimowości biologicznych rodziców są doświadczenia z dziećmi adoptowanymi. Świadomość swojego pochodzenia ma ogromne znaczenie w procesie budowania przez nie własnej tożsamości, nawet jeśli mają one znakomite relacje z adoptowanymi rodzicami, a rodzice biologiczni nie odgrywają w ich życiu później żadnej roli.



Sytuacja wyglądała jednak inaczej dwadzieścia jeden lat temu, kiedy Valerie została poczęta w gabinecie lekarskim za pomocą kaniuli. Jej matka była wówczas sama, z mężczyznami jej się nie wiodło, ale chciała mieć dziecko – tylko dla siebie. Lekarz, dokonujący zabiegu nielegalnie, powiedział o dawcy jedynie tyle, że jest biały, zdrowy, inteligentny i przystojny. A teraz po raz pierwszy obydwie chcą podzielić się swoimi doświadczeniami i opowiedzieć o swoim życiu parom homoseksualnym, które chcą mieć dziecko. W sali Berlińskiego Związku Lesbijek i Gejów jest cicho jak makiem zasiał, kiedy Valerie zaczyna drżącym głosem opowiadać: o tym, jak trzymała się na uboczu w przedszkolu i szkole, żeby uniknąć pytań innych dzieci o tatę; jak po coming-oucie matki oznajmiła radośnie w przedszkolu, że mama i jej przyjaciółka zaręczyły się, a dzieci dokuczały jej z tego powodu; o tym, jak najważniejszym celem stało się dla niej nie wyróżniać się z tłumu. Ubierała się ciemno, nie zapraszała do siebie koleżanek ani kolegów ze szkoły, a chłopców, którzy się w niej zakochiwali traktowała tak ostro, że szybko rezygnowali. I ciągle męczyły ją pytania – kto jest moim ojcem? czy mam rodzeństwo? do jakich krewnych jestem podobna?



Jej matka mówi otwarcie, że nie może sobie poradzić z cierpieniem córki. W jej życiu stale obecne jest poczucie winy, choć nie żałuje w żadnym wypadku podjęcia decyzji o urodzeniu Valerie. Również córka mówi, że nie ma matce niczego za złe – widać panującą między nimi harmonię. Na koniec spotkania Valerie wypowiada ważne słowa: „Żadne dzieci nie są tak wyczekiwane i kochane jak wasze. Ale nie popełniajcie tego straszliwego błędu i nie decydujcie się na anonimowego dawcę. Nie wiecie, co czynicie w ten sposób własnemu dziecku.”



Życie rodzinne



Badania prowadzone w USA [1], Wielkiej Brytanii czy Holandii dowodzą, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne nie różnią się niczym od dzieci par heteroseksualnych – mają takie same potrzeby, rozwijają się tak samo pod względem psychicznym, emocjonalnym i społecznym, przejmują odpowiadające swoim płciom wzorce kulturowe, a jeśli okazuje się, że są homoseksualne, mają oparcie w rodzinach i są bardziej pewne siebie. Problemem może być fakt, że rodzice częstokroć obracają się głównie w środowiskach homoseksualnych i (dorastające) dziecko heteroseksualne ma niewiele szans, by spotkać osoby heteroseksualne płci przeciwnej wśród znajomych rodziców, poznać je i oswoić się z nimi.



Co do rozwoju w grupie rówieśniczej badacze są spokojni. Mimo, że dzieci dotykają przykrości ze strony rówieśników ze względu na orientację ich rodziców, nie ma mowy o stygmatyzacji. Lähnemann ma bardziej krytyczny pogląd na sprawę: „Wiadomo, że < > to jedno z ulubionych przezwisk na podwórkach i boiskach. Większość dzieci nie mówi zbyt głośno o swoich rodzicach.”



Zaś ci właśnie homoseksualni rodzice okazują się częstokroć lepsi od heteroseksualnych. Dyrektor bawarskiego Instytutu Nauczania Wczesnoszkolnego i Badań nad Rodziną Wassilios Fthenakis twierdzi, że „badania dowiodły, że rodzice homoseksualni kładą większy nacisk na potrzeby dzieci.” Pary lesbijskie i gejowskie są zmuszone inaczej rozwiązywać swoje konflikty niż tradycyjne rodziny – choćby dlatego, że nie istnieje w nich tradycyjny podział ról płciowych. Zdaniem Gabrielle Kämper z komisji ds. pracy, spraw społecznych i kobiet berlińskiego senatu w „tęczowych rodzinach” częściej rozwiązuje się konflikty w drodze konsensusu „i przy udziale wszystkich członków rodziny”.



Sama rodzina nie zawsze musi być rodziną biologiczną. Timo i Sebastian od dawna wiedzieli, że chcą mieć dziecko – i że nie musi to być „ich krew”. Problem polegał na tym, że szanse na adopcję są w przypadku pary gejów niemalże zerowe – na każde osierocone niemieckie dziecko, które może zostać zaadoptowane, czeka dziesięć chętnych par, wśród których urzędnicy do spraw adopcji mogą do woli przebierać, nie biorąc nawet na poważnie kandydatury gejów. Adopcja z zagranicy z kolei jest procedurą bardzo kosztowną i stanowi dodatkowe obciążenie dla dziecka, wychowującego się w innej kulturze. Jest jednak wyjście, z którego Timo i Sebastian skorzystali – zostali rodziną zastępczą. Chętnych do odegrania tej roli jest w Niemczech znacznie mniej, ponieważ wiąże się to z przyjęciem pod swój dach dziecka z trudnej, często patologicznej rodziny, nierzadko upośledzonego, a na dodatek nie wiadomo na jak długo, bo jeden wyrok sądu może zakończyć byt takiej rodziny i odesłać dziecko z powrotem – lub dalej.



Urząd do spraw rodziny lojalnie poinformował panów, że ich propozycja będzie rozważana dopiero wtedy, kiedy dla dziecka nie znajdzie się idealna rodzina „mama+tata” – a to dlatego, żeby nie przysparzać dziecku dodatkowego obciążenia w postaci szykan ze strony rówieśników. Sebastian mówi jednak, że był to jedyny moment, kiedy poczuli się dyskryminowani. Poza tym – podczas spotkań informacyjnych, badania ich trybu życia, wizyt urzędników w ich domu – nie zdarzyło się im spotkać z jakąkolwiek złą wolą.



Po telefonie z urzędu, pierwszym spotkaniu z dwuletnim Jannikiem, kilkakrotnych spotkaniach na neutralnym gruncie, wizytach chłopca u panów w domu, okresie przyzwyczajania Jannik zamieszkał w końcu wraz z Timo i Sebastianem. Rok później zostali rodziną zastępczą dla Paula, dziecka z innej rodziny. Dzieci nazywają ich „tatuś Sebastian” i „tatuś Timo”, w przedszkolu mówią „jeden z tatusiów Jannika przyszedł go odebrać”. Sąsiedzi gratulują potomstwa, dziadkowie, pogodzeni już z tym, że nie doczekają się wnuków, są pełni dumy. Timo, lekarz, dalej pracuje na cały etat, Sebastian wziął długi urlop po pojawieniu się Jannika w domu, potem wrócił do pracy na pół etatu. Choć role w domu są oczywiście równo podzielone, Sebastian mówi, że to on jest „tatą-mamą” – gotuje, sprząta, wyciera nosy i masuje potłuczone kolana.



Najwięcej niezrozumienia dotyka tatusiów ze strony znajomych gejów. Dawniej dużo imprezowali, co weekend wychodzili do klubów. Dziś, gdy przyjaciele dzwonią z zaproszeniem, Timo i Sebastian odmawiają: „Nie możemy dzieci zostawić samych”. Znajomi nie rozumieją, obrażają się, znikają. Tatusiowe doświadczają tego samego, co wiele małżeństw z małymi dziećmi – Timo, żywiciel rodziny, mówi o obawach wynikających z odpowiedzialności za całą gromadkę. Sebastian, który siedzi więcej w domu z dziećmi, miał złudzenia, że będzie mógł więcej czasu poświęcić dla siebie, co okazało się nieprawdą. Nawet w swoich konfliktach przypominają teraz bardziej pary heteroseksualne. „Pomyśl o tym, że jestem sam w domu z dziećmi”, przypomina Sebastian, gdy Timo wyjeżdża w delegacje. Czy wychowują swoich synów na gejów? Jaki wpływ będzie na nich miało dorastanie w domu dwóch mężczyzn? „Piosenki dla dzieci są takie same dla wszystkich. Zachowujemy się przecież też normalnie”, mówi Sebastian. A kontakt z kobietami zapewniają maluchom babcie i przybrane ciocie, które często je odwiedzają.



Jak wygląda przyszłość?



Niejasny jest jeszcze podział ról w przypadku Saschy, Markusa, Anette i Coriny, którzy od kilku miesięcy są rodziną – dokładnie od chwili urodzenia Nadine. Biologicznymi rodzicami dziewczynki są Anette i Sascha, obydwie pary znają się i przyjaźnią od dawna. Pomysł wyszedł od Anette, nastąpiło po nim wiele dyskusji – we dwójkę z Saschą, któremu zaproponowała, by został dawcą nasienia, w parach, w czwórkę – podczas których ustalono, że tatusiowie powinni odgrywać jak największą rolę w życiu Nadine. W tej chwili polega ona na wizytach w domu mam kilka razy w tygodniu, zabawach z córeczką i zajmowaniu się nią. Nie planują zamieszkania we czwórkę, a jedynie tak blisko, jak to możliwe, tak jak obecnie. Anette chciałaby od czasu do czasu móc wyjechać z Corinne na urlop i zostawić małą tatusiom. Żadne z nich nie wydaje się wiedzieć, jak będzie wyglądało naprawdę życie dziewczynki, która ma czworo rodziców i ośmioro dziadków. Zależy im jednak wyraźnie na jednym – żeby ich córeczka była jak najmniej tym wszystkim obarczona.



Jakie będą dzieci opisanych tu par – z pewnością jeszcze nie raz zaskoczą swoich rodziców. Podczas imprezy zorganizowanej w ramach berlińskiego projektu dla dzieci par LGBT „Kwas i wstyd czy super cool? Kiedy rodzice są inni.” dzieci mówiły przede wszystkim, że chciałyby, żeby ich rodzice bardziej otwarcie traktowali swój homoseksualizm. Wielu młodych ludzi twierdziło, że sami byliby mniej dyskryminowani, gdyby ich rodzice byli mniej tchórzliwi. Na wielkiej tablicy wypisali swoje życzenia: „żeby z Niemczech lepiej traktowano homoseksualizm”, „żeby o gejach i lesbijkach można było porozmawiać wszędzie i z każdym”.


Uschi „Sass” Pawlik, na podstawie publikacji „Die Zeit”
(http://www.zeit.de/2004/02/Regenbogen-Familien)



przypisy:



[1] Patrz: materiały dostępne na stronach American Psychological Association, głównie http://www.apa.org/releases/gaymarriage_reso.pdf



tekst opublikowany również w portalu target=_blank>Kobiety-Kobietom.com

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

3 komentarzy do:Kiedy rodzice są homo (w Niemczech)

  • bimbalimba

    [Re: Kiedy rodzice są homo (w Niemczech)]

    nie chcialbym adoptowac dziecka bez kobiety, moze jestem staroswiecki ale uwazam, ze powinna byc i matka i ojciec… jezeli geje decyduja sie na dzieci to powinni tak ulozyc sobie zycie, zeby zawsze byla tam jakas ciocia, jakas kobieta /nie wiem jak to po polsku napisac, po angielsku jest wyrazenia ‚mother figure’/, przynajmniej do czasu jak dziecko zacznie pokwitac….

  • szarak

    [Re: Kiedy rodzice są homo (w Niemczech)]

    Bardzo dobrze, że pojawił sie taki artykuł. Byc może sprawi, że parę osób po jego przeczytaniu przynajmniej choć raz poważnie zastanowi się nad swoimi poglądami w tej kwestii. Podziękowania dla Redakcji. :)

  • Enlil

    [Re: Kiedy rodzice są homo (w Niemczech)]

    Bardzo, bardzo pożyteczny tekst. I myślę, że świetny wstęp do wielu poważnych dyskusji na temat „homorodzicielstwa”. I dziękuje osobie, która mi go wskazała – abramasia – jesteś kochana!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa