Aprobata


Sztuka kochania siebie to problem, wobec którego każdy jest stawiany, choćby go tak nie nazywał, bowiem nikogo nie omija Kierkagaardowskie „albo – albo”. Jest to zagadnienie trudne do rozwiązania, ponieważ powszechnie funkcjonuje przekonanie o tym, że mamy kochać innych, nie zaś siebie. Siebie kochamy na ogół skrycie. Potawę kochania siebie zastępujemy deklaracjami o służbie dla innych. Nie chcemy we wzniosłych postawach, określanych mianem altruistycznych, dostrzec wysublimowanej miłości własnej. Scott, robiąc wyprawę na biegun, czy Pasteur, dokonując wynalazku, uczynili wiele dla ludzkości, ale wkładany ogrom wysiłku i poświęcenia nie był pozbawiony pierwiastka egoistycznego. Dokonywali tego również dla siebie, dla zaspokojenia własnych ambicji, własnych potrzeb.

W sztuce kochania siebie zawarty jest stosunek do samego siebie oraz stosunek do innych. Sztuka ta wymaga umiejętności przeprowadzania harmonijnej granicy między myślą i dbałością o siebie a myślą i dbałością o innego konkretnego człowieka. Idealny jest stan, w którym ta granica samoistnie zanika dzięki temu, że każda z tych dbałości zaczyna wyrażać zarazem dbałość przeciwstawną.

Sztuka kochania siebie – należycie opanowana – nie pozwala ani na poświęcenie się innym bez umiaru, ani też na nadmierny egotyzm i egocentryzm. Nie pozwala na traktowanie wszystkiego, co się otrzymuje, jako należnego sobie. Mądre kochanie siebie skłania do zwracania uwagi na przeżycia innych. Ale nie pozwala też na takie robienie ofiary ze swego życia dla innego, które prowadzi do zatraty własnego indywidualnego kształtu życia i bywa wygodnym zdjęciem odpowiedzialności z siebie; wygodniej mieć winnego, który ponosi odpowiedzialność za nasze nieudane istnienie. I wygodnie też zasługi innego przypisywać sobie.

Nie tylko nadmierny egoizm, ale i postawa przeciwna, tj. brak umiaru w altruizmie, są objawami niepokojącymi, niepożądanymi. Brak umiaru w altruizmie bywa często sposobem ucieczki przed samym sobą, przed koniecznością wysiłku, by rozwiązać trudne własne problemy.
Czy można bliżej określić przejawy sztuki kochania siebie? Otóż wiąże się ona najczęściej z umiejętnością znajdowania aprobaty. Podkreślam, umiejętnością, bowiem potrzeba uznania, zaakceptowania przez innych, bywa tak silna, że jej brak staje się czymś destrukcyjnym. Prowadzi do deformacji naszego ja. Wtedy – przy tak silnym niepohamowanym pragnieniu – wierność sobie schodzi na dalszy plan, zaś postawa koniunkturalizmu w różnych przejawach dochodzi do głosu, by tą drogą znaleźć aprobatę.

Potrzeba aprobaty staje się szczególnie silna, gdy człowieka znamionuje niewielka pewność siebie. Każdy z nas ceni w szczególny sposób aprobatę w tej dziedzinie,w której czuje się niedoskonały. Utarło się, że potrzeba aprobaty wyraziście pozostaje w związku z osobowością artystów. Jednak każdy człowiek pragnie „oklasków”. Słowa Goethego, „Kto zajmuje się sztuką, ten wszystko traci, jeśli dzieło jego nie zyska uznania”, są prawdziwe nie tylko w odniesieniu do artystów. Trzeba je rozciągnąć na sprawy bardziej powszednie, codzienne.
Aprobatę, o której mówiłam do tej pory, określiłabym jako aprobatę zewnętrzną. Jej sens sprowadza się bowiem do stosunku innych – zewnętrznych wobec danej jednostki – wobec niej samej. Ta, rozważana potrzeba aprobaty zewnętrznej, czyli uznania ze strony innych dla nas samych, znajduje wyraz w niepokoju o opinię otoczenia. Co on, oni o mnie myślą? Prowokuje do unikania czynów, które by mogły być skryrykowane czy wyśmiane, ci często wszak hamuje przejaw indywidualności. W pewnych krajach kompromitacja do dziś jeszcze bywa powodem samobójstwa.

Kryteria aprobaty i dezaprobaty środowiska mają silny wpływ na postępowanie człowieka i powodują niejednokrotnie skutki negatywne. Mianowicie, postawę niewierności wobec siebie – tak bowiem cenną i niezbędną wartością staje się dla wielu aprobata zewnętrzna. Nie każdy ma odwagę bez niej istnieć. Ale nie zawsze zewnętrzna dezaprobata dowodzi tego, że słuszność jest po stronie krytycznie ocenianej jednostki.

Bywa też odwrotnie.

Bywa, że wierność sobie jest dla danej jednostki wartością na tyle bezcenną, iż podejmuje ona odważny trud urzeczywistnienia swej wewnętrznej prawdy bez względu na stosunek otoczenia. Decyduje się na heroiczne postępowanie wbrew opiniom innym. Skazuje się na osamotnienie. Wystarcza wtedy, w tak skrajnej sytuacji, aprobata ze strony jednego człowieka, by nie dopuścić do zejścia z uznawanej drogi. Van Gogh został uratowany dzięku temu, że odnalazł jednego człowieka – brata – który go wspomagał.

Zdarzają się, oczywiście, wybrańcy, którzy pozostając wierni sobie, bez trudu zyskuja aprobatę otoczenia o dużym zasięgu. Są wybrańcami, bo rzadko się zdarza, by dochowując wierności sobie, trafić zarazem w ton powszechny. Na przykładzie artystów widać najjaskrawiej tę tragiczną prawidłowość wyprzedzania prądów estetycznych epoki bądź opóźnienia wobec tego, co powszechnie aprobowane.

Wierność sobie i zyskiwanie aprobaty otoczenia rzadko, niestety, idą w parze i stąd pokusy postaw oportunistycznych i konformistycznych, słowem koniukturalnych. One właśnie najkrótszą drogą prowadzą do zyskania wewnętrznej aprobaty.

Aprobata wewnętrzna, czyli aprobata siebie przez siebie samego, jest wyrazem samoświadomości i związanego z tym procesu wyzwalania się spod niewolnictwa opinii innych osób. Jest wyrazem narastającego procesu poszukiwania własnego autentyzmu, wyrazistego określenia moich chceń, moich celów, zgodnych z moimi właściwościami.
Aprobata wewnętrzna najczęściej pozostaje w sprzeczności z aprobatą zewnętrzną. A jeśli aprobata wewnętrzna bierze górę w tym zmaganiu się, to znaczy, że toczy się w nas pozytywny proces rozwojowy i że nadal, pragnąc zewnętrznej aprobaty, uniezależniamy się od niej. Wymaga to samozaparcia oraz odwagi stawania się, kształtowania na swój własny sposób i na swoją własną odpowiedzialność.

Aprobata wewnętrzna ma również społeczny charakter. Wyraża się w tym podobieństwo z aprobatą zewnętrzną. Chcę przez to powiedzieć, że po to, by określać swoje własne potrzeby, po to, by odnajdywać siebie autentycznego, nie można odsuwać się od ludzi wzorem anachoretów. Przeciwnie.

Jakim się jest naprawę, dowiadujemy się wciąż lepiej poprzez kontakt z innymi, poprzez czyny, które podejmujemy wspólnie, czyli poprzez konfrontację. Niezbędne w tym procesie odnajdywania własnego autentyzmu – procesie twórczym i tak długim, jak życie jednostki – jest również poznawanie ludzi poprzez dzieła kultury, które tworzyli i tworzą. Twórczość innych pomaga ujawniać nam nas samych. W opisach przeżyć i przemyśleń innych zdarza się, że natrafiamy na strony, które przeżywamy, nie umiejąc ich nazwać. Przykładowo, z literatury czerpać możemy bodźce skłaniające do odwagi bycia sobą. Obcowanie z dziełami sztuki, z muzyka pobudza naszą zdolność przeżywania, bywa, że wzmaga świeżość emocjonalnego kontaktu ze światem, niezbędną również do tego, by zachwoać wierność sobie.
Aprobata wewnętrzna – inaczej niż aprobata zewnętrzna – zawsze bywa niepełna. Pełne zadowolenie z samego siebie czy, jak nazywają psycholodzy, pełnia dodatniej samooceny, może być tylko krótkotrwała. I to nie tylko dlatego, że podlagamy procesom rozwojowym.

Aprobata wewnętrzna wobec nas samych w dniu dzisiejszym zawsze jest niepełna, ponieważ zdajemy sobie sprawę z wewnętrznego rozdarcia, wyrażającego się w dualizmie: ja tu i teraz oraz ja, jakim uważam, że być powinienem.
Aprobata – poza podziałem na wewnętrzną i zewnętrzną – wymaga jeszcze innych rozróżnień. Problem aprobaty jest istotny, bowiem wzmaga ona siły wirtualne, nie tylko psychiczne. Ma moc pobudzania do czynu. Katalizuje. Otóż bywa aprobata za coś, aprobata pozorowana, wygodna, bo nie wymagająca wysiłku wewnętrzengo, interesowna. Aprobata autentyczna – w jej odmianach zewnętrznej i wewnętrznej – już została omówiona. Pozostaje jeszcze wspomnieć o aprobacie totalnej. Znakomity wyraz takiej aprobaty zawarł znany aktor, Anthony Quinn, w swojej „Autobiografii”: „Nawet jeżeli będę w czymś ostatni, wstawaj i klaszcz, uważaj mnie za zwycięzcę”.

Chciałam, kończąc, zwrócić uwagę na pozytywne znaczenie braku aprobaty. Brzmi to paradokalnie, ale w pewnych określonych warunkach brak ten staje się rozwojową siłą napędową. Dzięki przeżywanemu niedosytowi jednostka gotowa jest zdobywać się na czyny urzeczywistniające jej możliwości, na takie, które w warunkach aprobaty nie doszłyby do głosu. Taką moc wyzwala nieraz bolesnie odczuwany rozdźwięk między aprobatą wewnętrzną a brakiem aprobaty zewnętrznej. Jeśli wierność sobie jest urzeczywistniona, wtedy brak zewnętrznej aprobaty może być przeżywany jako niesprawidliwość i krzywda. Twardy mur nieaprobaty ma wciąż nadzieję owa jednostka zburzyć i wykazać słuszność własnej prawdy. Nowy sens zyskują tym samym słowa Mickiewicza: „mierz siły na zamiary”.

Fragmet książki prof. Marii Szyszkowskiej „Twórcze niepokoje codzienności”, wydanej nakładem Wydawnictwa Łódzkiego, Łódź 1985.

Autorzy:

zdjęcie Maria Szyszkowska

Maria Szyszkowska

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 58; nazwa: MariaSzyszkowska

5 komentarzy do:Aprobata

  • Diego

    [Re: Aprobata]

    Bardzo ciekawy tekst i dajacy duzo do myslenia. Pozwalajacy spojzec na sprawy z innej strony. Dzieki za umieszcze nie tego tutaj ze moglem to przeczytac.

  • Magda

    [Sedno sprawy....]

    Bardzo podobał mi sie ten fragment książki.Mądry,dający do myslenia.Poza tym weszłam na tę stronę bo zastanawiala mnie kwestia aprobaty ktorej ostatnio bardzo potrzebuje.To nieprawdopodobne ze dzieki temu niby krotkiemu fragmentowi ksiazki znalazlam odpowiedz na wiele dreczacych mnie pytan,ktore budzily we mnie niepokoj.
    Dziekuje za wyczerpujace info :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa