Postawa łaski budzi się z osobistych doświadczeń

To zadziwiające, jak bardzo odczucia zmieniają się kiedy nagle o swoim homoseksualizmie zaczyna mówić własna córka czy brat. W moim przypadku był to mój przyjaciel, Mel. Nagle sprawy, o których wcześniej czytałem, przybrały konkretną twarz konkretnej osoby z jej własną historią. Po tym wydarzeniu wszystko się zmieniło. To jeden z powodów, dla których ubolewam, że kościoły mają tak niewielki kontakt z konkretnymi osobami. Bywałem w kościołach gejów i lesbijek, których gorliwość i zaangażowanie zawstydziłoby większość kościołów… – Publikujemy obszerne fragmenty wywiadu z pastorem Philipem Yanceyem, autorem książki „Oczy uzdrowione łaską”.

- W książce „What's so Amazing about grace?” opowiada Pan o swojej przyjaźni z liderem Soulforce, Melem White, oraz o tym, jak wspierał go Pan podczas marszu homoseksualistów na Waszyngton w 1987 r. Pański opis tej przyjaźni oraz Pańskich odczuć w stosunku do spotkanych podczas tego marszu gejów i lesbijek to prawdopodobnie najbardziej przepełniony łaską tekst, jaki kiedykolwiek napisany został przez ewangelicznego chrześcijanina. Jakie jest Pańskie stanowisko w odniesieniu do obecności osób homoseksualnych w Kościele?

- Zanim Mel ujawnił mi swoją orientację seksualną, przez lata był moim przyjacielem (i nadal nim jest, tak na marginesie). Tłumił i ukrywał swój homoseksualizm, był nawet żonaty i robił niezłą karierę jako autor książek o tematyce chrześcijańskiej oraz duchowny. Mel stał się dla mnie oknem na świat, o którym nie miałem pojęcia. On sam opowiedział swoją historię w książce zatytułowanej „Stranger at the Gate”. Doskonale wiadomo, że ta kwestia może wzbudzać ogromne emocje. Sam dostaję przepełnione nienawiścią i jadem listy od obu stron konfliktu: konserwatywni chrześcijanie są przerażeni tym, iż nadal pozostaję w przyjaźni z Melem oraz ze współczuciem piszę o gejach i lesbijkach, natomiast druga strona chciałaby, abym poszedł jeszcze dalej i wyraził pełne poparcie.



W takich sprawach, jak ta, staram się zawsze zacząć od tego, czego jestem całkowicie pewien, a potem drążyć dalej. Mam pewność co do tego, jaki powinien byc mój stosunek do gejów i lesbijek: powinienem im okazywać miłość i łaskę.



Ktoś mi kiedyś powiedział: „chrześcijanie bardzo się złoszczą na innych chrześcijan, którzy grzeszą w inny sposób, niż oni sami”. Kiedy ktoś mnie pyta, jak mogę pozostawać przyjacielem takiego grzesznika, jak Mel, odpowiadam pytaniem, jak Mel może pozostawać przyjacielem takiego grzesznika, jak ja. Gdybym nawet doszedł do wniosku, że każde postępowanie o charakterze homoseksualnym jest złe, jak uważa wielu konserwatywnych chrześcijan, zobowiązany jestem odpowiadać miłością.

Miałem okazję odwiedzać kościoły gejów i lesbijek, dlatego smuci mnie fakt, że Kościół ewangeliczny ogólnie rzecz biorąc nie widzi miejsca dla homoseksualistów. Spotkałem wspaniałych, wiernych chrześcijan, należących do wspólnot Metropolitan Community Church (MCC), co do których chciałbym, by ich wiara przynosiła korzyść większym kręgom Kościoła. Jednocześnie uważam za niezdrowe budowanie całej denominacji wokół tego konkretnego zagadnienia – osoby te potrzebują doświadczenia i uczestnictwa w Ciele Chrystusa w znacznie większym stopniu.

Jeżeli chodzi o wybrane sprawy polityki Kościoła, jak np. ordynacja duchownych homoseksualnych, mam mieszane uczucia, jak zresztą wielu ludzi. Jest dosłownie kilka fragmentów w Piśmie św., które wzbudzają moje wątpliwości, ale szczerze mówiąc, nie znam odpowiedzi na te pytania. Jestem wolnym człowiekiem, a nie oficjalnym przedstawicielem Kościoła i mam ten komfort, że mogę powiedzieć „Myślę tak i tak, ale tak naprawdę to nie wiem”, a nie muszę określać polityki Kościoła.



Bardzo smuci mnie polaryzacja stanowisk. Do mojego kościoła w Chicago należą osoby otwarcie przyznające się do swojego homoseksualizmu, jednakże praktykującym homoseksualistom nie pozwala się na zajmowanie wyższych stanowisk (podobnie zresztą, jak „praktykującym heteroseksualistom” – cokolwiek to znaczy). Powstał tam nawet specjalny komitet, który przez kilka zajmował się kwestią homoseksualistów w kościele, badając aspekty biblijne, teologiczne i społeczne. Ostatecznie komitet ten doszedł do wniosku podobnego do obowiązującej praktyki: należy przyjmować homoseksualistów do wspólnoty kościoła, ale nie powierzać im wiodących ról. Konserwatyści wściekli się i odeszli, podobnie, jak wielu gejów i lesbijek, zranionych faktem, iż kościół nadał im status „obywatela drugiej klasy”.



Nie mam żadnej cudownej odpowiedzi, co więcej, żadna nie rysuje mi się nawet na horyzoncie. Jak wiadomo, z problemem tym borykają się całe denominacje.


- W jaki sposób inni ewangeliczni chrześcijanie mogą rozwijać w sobie postawę łaski (jeżeli nie akceptacji) w stosunku do chrześcijan o homoseksualnej orientacji?


- Jedyny sposób to poprzez osobiste doświadczenia. To zadziwiające, jak bardzo odczucia zmieniają się kiedy nagle z ukrycia wychodzi własna córka czy brat. W moim przypadku był to mój przyjaciel, Mel. Nagle sprawy, o których wcześniej czytałem, przybrały konkretną twarz konkretnej osoby z jej własną historią. Po tym wydarzeniu wszystko się zmieniło. To jeden z powodów, dla których ubolewam, że kościoły mają tak niewielki kontakt z konkretnymi osobami. Bywałem w kościołach gejów i lesbijek, których gorliwość i zaangażowanie zawstydziłoby większość kościołów ewangelicznych. Konserwatyści tak zdecydowanie wyrażający swoją dezaprobatę powinni mieć kontakt z tymi osobami i vice versa.


- Wiele gejów i lesbijek zostało tak mocno zranionych stosunkiem Kościoła do nich, że ich noga więcej tam nie postanie. Co powiedziałby Pan tym ludziom, którzy spotkali się z ostracyzmem ze strony Kościoła i byc może nawet stracili wiarę?




- Mogą potrzebować trochę czasu poza Kościołem. Jestem jednak przekonany o tym, iż życie chrześcijanina nie zostało stworzone do tego, by przeżywać je w samotności czy izolacji. Jeżeli ktoś nie widzi swojego miejsca w kościele instytucjonalnym, powinien przynajmniej poszukać jakiejś mniejszej wspólnoty, kręgu biblijnego, czy po prostu grupy istot ludzkich, wspólnie zmagających się z tą samą wędrówką.

Uważam także za pomocne, by taka zraniona osoba szukała doświadczeń radykalnie różnych od tych, które ją zraniły. Powinna spróbować w kościele, który sprawuje kult w zupełnie inny sposób, co być może zapobiegnie uruchomieniu mechanizmów obronnych z przeszłości.



Mógłbym opowiedzieć wiele historii – i czynię to w moich książkach – o kościele, w którym wzrastałem. W podłości i ograniczeniu umysłowym przewyższał wszystkie kościoły, które widziałem. Gdybym po prostu porzucił całą swoją wiarę z powodu moich wcześniejszych doświadczeń z kościołem, to ja straciłbym najwięcej.


- Kościoły chrześcijańskie bardzo często przyjmują następującą postawę: z radością witają osoby homoseksualne pod warunkiem, że te wyrzekną się swojego „grzesznego stylu życia”. Gej czy lesbijka musi porzucić swoją orientację seksualną, żeby zostać zaakceptowanym. Co by Pan odpowiedział w takim przypadku?




- Prawdopodobnie nie jestem najlepszą osobą, by odnosić się do kościoła z tego punktu widzenia. Oczywiście jeżeli kościół nakazuje rezygnację z orientacji seksualnej, to sam potrzebuje edukacji. Znam duchownych, którzy próbują zmienić swoje seksualne zachowanie, ale nikogo, kto usiłowałby zmienić orientację seksualną – wszyscy przyznają, że jakakolwiek zmiana oznacza walkę przez całe życie. Mam nadzieję, że duchowni są otwarci na dialog, a homoseksualiści mają dość siły i pewności siebie, by dyskutować o swoich przypadkach oraz zarzutach biblijnych.

Nie jestem ani gejem ani lesbijką, więc zapewne podszedłbym zupełnie inaczej do spotkania z takim proboszczem. Wskazałbym na to, w jaki sposób Jezus postępował z osobami upadłymi moralnie (bo za taką właśnie osobę duchowny ten uważa homoseksualistę). Na swoją pierwszą misjonarkę Jezus wybrał jedną z takich właśnie kobiet, która miała za sobą 5 nieudanych małżeństw. Zapytałbym także, czy wymaga, by wszystkie osoby przychodzące do jego kościoła zostawiały swoje „grzechy” przed drzwiami. Czy każdą osobę po kolei pyta o jej aktywność seksualną? Czy wyklucza ludzi okazujących pychę, hipokryzję czy legalizm, które to grzechy wydawały się zasmucać Jezusa? Czy postrzega Kościół jako miejsce wyłącznie dla tych, którzy widzą rzeczy w podobny sposób, dla tych, którzy już dotarli do celu, a nie tych, którzy wciąż znajdują się w drodze? Zadałbym tego typu pytania.

:: Cały wywiad z Philem Yanceyem można przeczytać na stronach portalu Kosciol.pl >>



:: Czytaj fragment książki Phila Yanceya „Oczy uzdrowione łaską” >>



Dziękujemy redakcji Kosciol.pl za zgodę na publikację tekstu.

Autorzy:

zdjęcie Philip Yancey

Philip Yancey

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 51; nazwa: Philip Yancey

6 komentarzy do:Postawa łaski budzi się z osobistych doświadczeń

  • Radek

    [Re: Postawa łaski budzi się z osobistych doświadczeń]

    Jedno mnie wkurza…przecież homoseksualizm to nie choroba! Ludzie!opanujcie sie!

  • pawell

    [Re: Postawa łaski budzi się z osobistych doświadczeń]

    jest homiku jest…ale na szczescie -wyleczalna!

  • Cóż, Kościół nadal wyraźnie potrzebuje edukacji i długo jeszcze będzie potrzebował. Samo wyobrażenie, że Bóg, Ten co stworzył wszechświat przykłada wagę do tego czy ktoś okazuje drugiemu miłość dotykiem czy nie, jest idiotyczne. Nikt nie traktuje dosłownie wersetów z Biblii o niewolnictwie, mordowaniu syna dla Boga, braniu niewolnicy aby spłodziła dziecko, ale takie wygodne jest wybrać sobie zdania o homoseksualności i tylko do nich przyczepić się aby sprawować kontrolę nad drugim człowiekiem. Kościół już dawno nie ma nic wspólnego z tym, co Jezus rozpoczął jako Chrześcijaństwo.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa