Od przemocy do komunikacji – i z powrotem

W dniach od 24 do 26 maja we Wrocławiu odbywała się piąta edycja międzynarodowej konferencji na temat nienormatywnych seksualności i płci kulturowej „Europa bez homofobii”. Poniżej prezentujemy fragmenty wystąpienia Jacka Kochanowskiego.

Spotkaliśmy się w tym pięknym nadodrzańskim mieście, by zastanawiać się, w jaki sposób my, teoretycy i teoretyczki gender i queer, możemy przyczyniać się do tego, by wspólna od niedawna Unia Europejska stawała się przestrzenią społeczną bez homofobii. Jak nam wszystkim wiadomo, Polska ma tu do ofiarowania Europie dar szczególny, którego przykłady mogliśmy obserwować podczas krakowskich dni Kultury na rzecz Tolerancji, zorganizowanych przez Kampanię przeciw Homofobii i które będziemy mogli zapewne obserwować w czasie warszawskiej Parady Równości.

Homofobia ma się u nas świetnie, kwitnie wręcz, znajdując poparcie instytucjonalne, poparcie polityczne, nie mówiąc o poparciu religijnym. Okazuje się, że hierarcha Kościoła katolickiego jest w stanie – w ramach oczywiście swojej „religii miłości” usprawiedliwić nawet akty przemocy fizycznej wobec lesbijek i gejów. Okazuje się, że biedni kibole i faszyści z LPR zostali „sprowokowani” publiczną obecnością społeczności queer i słusznie przeciwstawili się „promocji dewiacji”. Trudno zachować spokój, omawiając te wypadki. W najbardziej oczywisty sposób okazało się, że do owej Europy, do której podobno weszliśmy, nam jeszcze bardzo daleko i że w gruncie rzeczy Andrzej Lepper jest odpowiednim kandydatem na premiera w naszym jakże egzotycznym kraju. Reprezentatywnym dla większości. Jak w takim kraju uprawiać politykę queer?

Najpierw chciałbym wytłumaczyć się z mojego sposobu rozumienia tego wieloznacznego terminu „polityka”, która jest moim zdanie wielostronnym, racjonalnym z założenia dialogiem. Założeniem tego sposobu rozumienia polityki jest uznanie prymarnej równości wszystkich stron dialogu publicznego, przy czym za szczególnie uprzywilejowany należy uznać ten głos, który należy do grup i kategorii społecznych uważających się za marginalizowane i podlegające praktykom wykluczenia. Wielostronny dialog racjonalnych partnerów – oto model teoretyczny. Kamienie i wyzwiska – oto praktyka, w obrębie której mamy się poruszać. Model teoretyczny wyznacza cel, ku któremu zmierzamy, praktyka wyznacza zaś konkretne ramy, w obrębie których projektować należy takie posunięcia, które przybliżą nam cel wyczekiwany. Stajemy jednak wobec pytania zasadniczego: czy do celu owego zmierzać mamy drogą ewolucyjną, drogą małych kroków, cierpliwego budowania sprzyjającego odmieńcom horyzontu politycznego, poszukiwania sojuszników, opracowywania krótkoterminowych strategii, czy też odpowiednią drogą jest droga rewolucyjna, droga buntu, droga sprzeciwu, droga strategii zwanej strategią słusznego gniewu. Nie chodzi przy tym o to, aby rozstrzygnąć ten dylemat na poziomie teoretycznym raz na zawsze, ale o to, która z tych dwóch strategii: ewolucyjna czy rewolucyjna wydaje się dziś słuszniejsza i ewentualnie bardziej skuteczna w Polsce.

Odpowiedź wydaje się dość prosta. W naszą stronę lecą kamienie i wyzwiska. Brak poważnej siły politycznej, z którą nawiązać można socjusz strategiczny, wszelkie słowa poparcia i deklaracje przychylności kończą się zazwyczaj niczym, nie idą za nimi żadne konkretne akty polityczne. Rosną w siłę ekstremistyczne partie prawicowe i populistyczne, Kościół zachowuje swoją hegemonię w sferze obyczajowej i światopoglądowej. Obowiązuje niepisana cenzura na dzieła sztuki i wypowiedzi publicystyczne wykraczające poza katolicką ortodoksję obyczajową. Jak w takim kontekście społecznym myśleć o dialogu i strategii małych kroków? Z kim prowadzić dialog, skoro pozostajemy w naszym społeczeństwie na etapie amerykańskich lat pięćdziesiątych, a zatem na etapie zastanawiania się, czy homoseksualiści mają w ogóle prawo istnieć w sferze publicznej? Wrzeszczeć: „zaakceptujcie nas” pomiędzy jednym lecącym kamieniem a drugim? Czas zatem na rewolucję. W obecnej sytuacji brak miejsca na dialog. Mamy wybór jedynie pomiędzy krzykiem a milczeniem. Opowiadam się zatem za krzykiem.

(…)

Strategia słusznego gniewu podpowiada: z tymi, którzy chcą rozmawiać, z szacunkiem i uwagą słuchając naszego głosu, z tymi rozmawiać, tym, którzy rzucają kamienie i wyzwiska, odpowiadać przemocą. Pytanie jednak, jakiego rodzaju przemocą. Pewną podpowiedzią są działania amerykańskiej grupy ACT UP, organizacji odwołującej się w swych działania do teorii queer. Część ich działań można nazwać rzeczywiście „kontrolowaną prowokacją” – polegają one na wdzieraniu się do heteronormatywnej przestrzeni publicznej; np. akcja całowania się par lesbijskich i gejowskich w supermarketach, podczas tradycyjnych niedzielnych zakupów rodzinnych. Działania tego rodzaju są przykładem słusznej, moim zdaniem, przemocy kulturowej, polegającej na pogwałceniu heteryckiego roszczenia do sfery publicznej i procedur zmierzających do zamknięcia nas w szafach. Pojawiać się należy szczególnie wszędzie tam, gdzie nas nie chcą, gdzie nasze pojawianie się byłoby naprawdę prowokacją, obrażałoby różne uczucia, irytowało, denerwowało, wzbudzało wściekłość. Liczna reprezentacja odmieńców pod flagami, w przebraniach w czasie narodowych celebracji przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Coroczna parada wokół częstochowskiej Jasnej Góry. Wielka wielkopiątkowa dyskoteka na rynku w Krakowie. Przestrzeń publiczna nie może być zawłaszczona przez katolickie uczucia religijne. Najpierw próbuje się zabronić krakowskiej parady, bo odbywa się w tym samym terminie co jakaś tam religijna procesja, a potem pojawiają się problemy w Warszawie, bo parada planowana jest dzień po Bożym Ciele i rozmodleni katolicy mogą jej nie znieść. W dodatku – co jest doprawdy skandaliczne – trasa parady gejowskiej i lesbijskiej wiedzie obok katolickich świątyń, co prawdopodobnie prowadzić do ich zbezczeszczenia.

Absurdalność tego sposobu stawiania sprawy, niesłychana impertynencja żądania prawa własności do czasu i przestrzeni w tym kraju domaga równie absurdalnych i równie impertynenckich odpowiedzi. Bo problem oczywiście leży głębiej: sama publiczna obecność, jawność homoseksualistów jest problemem, który trzeba zwalczyć. Problemy z paradami to początek. Pamiętajmy, że towarzyszy temu coraz ostrzejsza cenzura sztuki, wielka antygejowska i antylesbijska prowokacja w mediach (przykład to program telewizyjny z cyklu „Warto rozmawiać”, program wulgarnie zmanipulowany, prowadzony przez katolickiego rycerzyka), butne wypowiedzi katolickich hierarchów. Jestem przekonany, że stoimy na początku wybuchu antyhomoseksualnej paranoi i nadchodzące bezlitośnie rządy prawicy będą pod tym względem niewątpliwie wyjątkowo bezwzględne. Potrzeba zatem nowego rodzaju aktywności politycznej, zdecydowanej, rewolucyjnej, nieugodowej, prowokacyjnej. Słowa te kieruję szczególnie do obecnych na naszej konferencji działaczy queer: odwagi. Jesteście społeczności queer potrzebni teraz bardziej niż kiedykolwiek indziej. Miejsce odwagę prowokować, denerwować, wzbudzać tak zwane kontrowersje. Być może potrzebna jest nowa wersja akcji niech nas zobaczą: pojawmy się z wielkimi zdjęciami pornograficznymi, oczywiście gejowskimi, przed katedrami katolickimi. I wynajmijmy ochroniarzy do palowania wyrostków z młodzieży wszechkosmicznej. Niech nas zobaczą. Niech nas wreszcie zobaczą i zrozumieją, że jesteśmy i będziemy.

W tym kontekście niesłychanie ważne wydaje mi się pojawienie się na polskiej scenie politycznej profesjonalnych polityków gejowskich, występujących w brawach różnych partii. To już się dzieje, w Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy partii Zieloni 2004. Jeden jednak Robert Biedroń oraz grupka działaczy w marginalnej w gruncie rzeczy – być może na razie – partii sprawy nie załatwi. Jesteśmy słusznie obrzydzeni stanem polskiej polityki, niemniej jednak waga naszej sprawy nie usprawiedliwia zrezygnowania z działalności politycznej na rzecz wyłącznie najbardziej nawet udanej działalności teoretycznej. Jestem najgłębiej przekonany, że zajmowanie się teorią queer nakłada na nas etyczny obowiązek zaangażowania politycznego we wszystkich wymiarach, o których mówiłem wcześniej. Teoria queer bez praktyki i polityki queer jest pustą neoakademicką wydmuszką, przynoszącą jedynie intelektualne samozadowolenie. Nie można teoretyzować o przemocy, o wykluczeniu, o marginalizacji i pozostać politycznie bezczynnym. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że samo teoretyzowanie, szczególnie w połączeniu z działalnością dydaktyczną ma także wymiar polityczny, szczególnie w obecnej rzeczywistości polskich uniwersytetów, jednak chciałbym wyrazić nadzieję, że przynajmniej niektóre i niektórzy z nas zdecydują się na wyjście poza mury Akademii i włączenie się do czynnej działalności politycznej, choćby poprzez wsparcie i doradzanie tym inicjatywom politycznym, które budzą nadzieję na zapoczątkowanie pożądanej przez nas zmiany społecznej. Idealną sytuacją byłoby pojawienie się w polskim parlamencie kilku otwarcie homoseksualnych osób, które w odważny i zdecydowany sposób włączyłyby się do debat związanych z sytuacją lesbijek i gejów, promowałyby przyjęcie korzystnych dla nas ustaw, a także pracowały na rzecz takiej wizji państwa i przestrzeni społecznej, która jest przyjazna odmienności. Zwracam uwagę, że ten typ lobbingu wewnątrzparlamentarnego okazał się wyjątkowo skuteczny w przypadku państw, które przyjęły ustawy o partnerstwie bądź o małżeństwie homoseksualnym.

Reasumując: polityka queer uprawiana dziś w Polsce stoi przed szczególnie trudnymi wyzwaniami. Heteronormatywna przemoc ukryta i jawna sprawia, że nie istnieją warunki do przeprowadzenia strategii czysto komunikacyjnej, czyli prowadzenia spójnego i wyważonego dialogu z partnerami zamieszkującymi wspólnie z nami przestrzeń społeczną. Do dialogu tego gotowi są nieliczni, bowiem generalnie lesbijki i geje nie są w Polsce uznawania za partnerów publicznego dialogu. Przezwyciężenie tego impasu możliwe jest tylko dzięki zdecydowanym i ostrym wystąpieniom, szczególnie że względu na pojawiającą się coraz silniej agresję po drugiej stronie. Być może bowiem jest tak, że właśnie w tych dniach decydujemy o tym, czy Polska podąży drogą Francji w wypracowywaniu takiego modelu społeczeństwa, które respektuje odmienność, czy też pozostanie w Unii Europejskiej katolickim skansenem. Bierność z naszej strony byłaby w tej sytuacji poważną nieodpowiedzialnością etyczną.



:: Redakcja Homiki.pl dziękuje Autorowi za zgodę na publikację odczytu.

4 komentarzy do:Od przemocy do komunikacji – i z powrotem

  • MK

    [Re: Od przemocy do komunikacji - i z powrotem]

    Nikt nie lubi być pouczanym, nikt nie lubi, jak wytyka mu się błędy. Dlatego wychodzenie z założenia, że homoseksualiści wiedzą lepiej, jak powinien wyglądać świat, może przynieść zupełnie inne skutki od oczekiwanych.

    A jeżeli chodzi o propozycje działań pojawiające się w tekście, to jeszcze dodałbym festiwal drag queen podczas Marszu Żywych w Oświęcimiu i ogólnopolską pikietę na Powązkach w dniu Wszystkich Źwiętych. W końcu przestrzeń publiczna nie może być zawłaszczona przez jednostronne interpretacje historii i okazywanie szacunku zmarłym, prawda?

  • Bukowski

    [Re: Od przemocy do komunikacji - i z powrotem]

    Na pytanie: rewolucja, czy praca u podstaw odpowiem: Nie wiem.
    Ale na kampanię nagatywną pozwolić sobie mogą społeczności czy firmy, które mają pozycję, markę.
    Przykłądem porażki kampani negatywnej w Polsce są Zieloni. Ich akcje typu przywiązywanie sie do drzew na długo będą ciążyć na wizerunku ZIelonych. Obecnie Zieloni bardzo często są postrzegani jako oszołomi-terroryści

  • Agent L

    [Re: Od przemocy do komunikacji - i z powrotem]

    „przy czym za szczególnie uprzywilejowany należy uznać ten głos, który należy do grup i kategorii społecznych uważających się za marginalizowane i podlegające praktykom wykluczenia”
    Dlaczego? Jeżeli dana grupa JEST mniejsza liczebnie to na decyzje ogółu ma proporcjonalnie mniejszy wpływ. Na tym polega demokracja.
    Poza tym sam zwrot „uważające się” jest niemoralnie dowolny. Kościół kat. sam uważa się za marginalizowany. Czy w związku tym należy traktować ich głos za „szczególnie uprzywilejowany”?

  • AMS-guy

    [Re: Od przemocy do komunikacji - i z powrotem]

    Tym ktorzy ocenili powyzszy arykul na jedynke, chcialbym uzmyslowic, ze mamy oceniac artykul, a nie poglady w nim przedstawione. Wiec jesli te poglady nie zgadzaja sie z naszymi, nie znaczy to, ze artykul jest warty oceny 1. ;-) To tyle na temat subiektywizmu.
    Nie jestem do konca pewien jaka droge ma obecnie obrac polityka queer w Polsce, ale wydaje mi sie, ze „rewolucyjne dzialania” sa wskazane. Zachod i to nie tylko ten gejowski, patrzy na Polske ciagle jak na busz, gdzie nie sa respektowane prawa czlowieka. Antygejowskie partie moga probowac spychac homoseksualizm na margines, lecz przez to tylko umacniaja na Zachodzie obraz polskiego ciemnogrodu w srodku Europy. Wiec jesli chcemy byc postrzegani jako kraj cywilizowany, a nie Haiti czy Zombabwe, nalezaloby zrobic cos w kierunku demokracji, ktorej niestety w nadwislanskim kraju ciagle nie ma.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa