Tulipany, wiatraki i techno

Tolerancyjny Amsterdam wciąż uchodzi za europejską stolicę wolności, pomimo coraz bardziej modnych trendów liberalnych, którymi mogą pochwalić się również inne miasta starego kontynentu. I chociaż Paryż czy Londyn mają obecnie znacznie więcej atrakcji do zaoferowania gejowskiemu turyście, to jednak warto wybrać się do holenderskiej metropolii, by poznać jej specyficzny klimat, nie spotykany nigdzie indziej w Europie.

Fenomen Amsterdamu tworzą przede wszystkim jego mieszkańcy.
Amsterdamski konglomerat wielu ras, wyznań religijnych, najdziwniejszych subkultur młodzieżowych, przeróżnych grup mniejszościowych przyciąga jak magnes hedonistów szukających alternatywnego stylu życia. Otwarty na dziwactwa, pluralistyczny do granic możliwości, chłonie każdą odmienność, jak gąbka wodę.

Przeciętny amsterdamczyk nie jest typowym, przywiązanym do tradycji Holendrem, pomijając sam fakt, że około 50 % populacji miasta stanowią obcokrajowcy.
Amsterdamczyk jest więc zakręconym kosmopolitą kochającym przygody, zabawę oraz piwko na tarasie kawiarni, niekoniecznie w słoneczne popołudnie.

Jest trochę takim beztroskim zawadiaką, mającym na pierwszy rzut oka pstro w głowie.
Drepcząc w weekendy od baru do baru, od dyskoteki do dyskoteki, świętuje wolność kurząc trawkę, nie kłopocząc się tym co przyniesie jutro.

Żyje szybko, intensywnie, dzisiaj, tu i teraz.

Amsterdamczyk jest doskonałym materiałem na kumpla-wodzireja, ale nie oczekuj od niego, że będzie wysłuchiwał twoich zwierzeń oraz opowieści o codziennych problemach.

On chce poszaleć, a gdy będziesz zbyt długo zrzędzić, powie ci otwarcie, że jesteś gderą i zaproponuje, byś kłopoty zostawił w domu lub za biurkiem w pracy.
Charakteryzuje go swoboda dyskusji oraz obsesyjna wręcz bezstronność. Niedbale prześlizguje się po powierzchni spraw, które go dotyczą.

Ignoruje zmartwienia, jakby w ogóle nie miał pojęcia o ich istnieniu, gwiżdżąc przy tym wesoło pod nosem, piratując na zardzewiałym, rozklekotanym rowerze.



Amsterdam to miasto przyjazne, łatwe do życia, które nie spycha nikogo na margines.

Każdy ma prawo zaistnieć tu takim jakim jest i być może dlatego wielu turystów odwiedzających stolicę Holandii często podejmuje decyzję o pozostaniu w niej na dłużej, a czasem nawet o osiedleniu się na stałe w tym kolorowym, zwariowanym mieście.
Bo czy istnieje jakiekolwiek inne miejsce w Europie gdzie chłopak siedzący przyjacielowi na kolanach w tramwaju, nie narazi się na wrogie spojrzenia? Albo gdzie dziewczyna namiętnie całująca przyjaciółkę nie bulwersuje otoczenia?
Chyba nie i właśnie na tym polega czar Amsterdamu, magicznego miasta, w którym mit tolerancji staje się rzeczywistością, a drwiąca z praw fizyki architektura sugeruje, że tak zwana “normalność” jest pojęciem względnym.
Barokowe kamieniczki wzniesione na palach, wystające tu i ówdzie prosto z wody, chylą się ku sobie w przyjacielskim geście, pokrzywione, rozpląsane, dopełniając atmosferę wesołego jarmarku.



Amsterdamczyk to człowiek traktujący życie z przymróżeniem oka.

Kiedy nadchodzi oczekiwany weekend pracusie masowo zrzucają urzędowe ubrania, by po starannych przygotowaniach przed lustrem, przywdziewać modne fatałaszki i zagrać którąś z ulubionych ról w jakiejś futurystycznej dyskotece. Zanim jednak zmieszają się z tłumem podobnych sobie pseudoaktorów w hollywoodzkim wydaniu, zamówią gdzieś po drodze błękitny likierek, tak z czystej próżności, bo akurat ładnie pasuje do koloru bluzeczki.

W sobotnią noc miasto jest sceną, na której każda szara mysz może przemienić się w gwiazdę estrady i zaprezentować swoj wymarzony “catwalk”.
Na przeludnionym Placu Rembrandta oraz na Leidseplein trzeba wówczas uważać, by nie wpaść pod tramwaj jeżdżący pomiędzy chaotycznie ustawionymi stolikami kawiarni, bądź też nie dostać w głowę płonącą pochodnią jakiegoś utalentowanego ulicznego żonglera. Przy okazji fanatyk piłki nożnej może przyłączyć się do rozbrykanej metroseksualnej młodzieży i wziąć udział w spontanicznie zorganizowanych igrzyskach, odbywających sie tuż obok, gdyż z braku wolnej przestrzeni wszyscy walczą o każdy centymetr kwadratowy powierzchni.

Gdy wreszcie grubo po północy ucichnie kawiarniany gwar, a kilku roztargnionych turystów zauważy, że ktoś im buchnął portfel, cała miejska ferajna ruszy na parkiety dziesiątek klubów tanecznych.

W długich, hałaśliwych ogonkach przypominających niegdysiejsze polskie kolejki po mięso, spragnieni decybeli klubowicze staną wytrwale ręka w rękę jak jeden mąż.
Wystarczy odrobina szczęścia, wyćwiczona na pokaz mina, ewentualnie jakieś oryginalne wdzianko wygrzebane ze starej komody na strychu, a surowy osiłek wpuszczający do środka tylko tych wybranych, padnie z wrażenia otwierając drzwi na oścież. Wtedy dopiero zacznie się prawdziwa zabawa, a mieszkańcy Amsterdamu doskonale wiedzą jak się bawić.



Stolica Holandii jest zasadniczo różna od pozostałych niderlandzkich miast. Podczas gdy w schludnej, wymuskanej Hadze starsze panie odziane w perfekcyjnie skrojone kostiumiki wracają do swoich willi z pieskami na smyczy, a ultranowoczesny Rotterdam po zamknięciu sklepów zupełnie pustoszeje, w Amsterdamie życie dopiero się zaczyna.
I nie zdziw się, jeśli przejeżdżający na wrotkach dowcipniś klepnie cię w tyłek, a zapytana o godzinę wystrzałowa blondynka odpowie męskim głosem. Wtedy otrząśnij się z szoku i pomyśl, że jesteś w Amsterdamie – mieście, w którym może wydarzyć się wszystko.

Dla geja będzie to Eldorado nieograniczonych możliwości.

W aglomeracji liczącej niespełna milion (legalnych) mieszkańców aż roi się od barów, hoteli, fitness klubów, restauracji, sklepów, kin oraz rozmaitych lokali o podejrzanym profilu, otwartych na gejowskiego klienta. Nawet ci najbardziej wybredni znajdą tu coś dla siebie. Jeśli nie lubisz ekstrawaganckich restauracji gdzie przy dźwiękach elektronicznej muzyki cudacznie poubierani goście konsumują podwieczorki leżąc wygodnie na łóżkach, zawsze możesz wpaść do stylowego pubu i poskakać w rytmie miejscowego folkloru.

Jeśli chcesz się pośmiać, idź na Reguliersdwarsstraat i zobacz jak transwestyci mierzą swoje siły w dyscyplinie o nazwie “bieg na sto metrów w szpilkach”.

Gdyby jednak nie bawiły cię przebieranki, wówczas radzę przyłączyć się do muskularnych facetów na comiesięcznym Salvation Party, gdzie z pewnością dostaniesz oczopląsu podziwiając doskonale wytrenowane, tańczące ciała.

Odrobina egzotyki również nie zaszkodzi. Koniecznie odwiedź klub COC organizujący w niedziele arabskie wieczory. Bez problemu przygruchasz sobie męskiego Turka albo Marokańczyka, by wymienić się z nim poglądami na temat kulturowych różnic środowisk, z których się wywodzicie.


Dziewczyny natomiast spotykają się ze sobą w COC w soboty. Mają w centrum miasta jeszcze dwie dyskoteki Vive La Vie i You II, do których, o zgrozo, nie wpuszczają mężczyzn. Stojąca w drzwiach potężna baba-grzmot robiąca za wykidajło, odmawia wstępu nawet panom bardzo zaprzyjaźnionym z lesbijkami. Być może ten dziwny stan rzeczy sprowokuje uczulonych na brak tolerancji amsterdamczyków do otwarcia jakiegoś alternatywnego klubu o nazwie Paradox, w którym mogliby spotykać się wszyscy ci, nie rozumiejący podziałów na lokale męskie i żeńskie.


A kiedy któregoś poranka w drodze do hotelu, po wyczerpującej nocnej balandze Amsterdam wyda ci się cały osrebrzony kosmicznym pyłem, zastanów się czy cukierek, który dostałeś od przygodnie poznanego kolesia rzeczywiście był cukiereczkiem, czy może pigułką xtc.


Miłych odlotów.

Autorzy:

zdjęcie Inigo Montoya

Inigo Montoya

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 44; nazwa: InigoMontoya

3 komentarzy do:Tulipany, wiatraki i techno

  • Moppy

    [Re: Tulipany, wiatraki i techno]

    ale przesadzone to wszystko; mieszkam tu i jakos inaczej to wszystko od mojej strony wyglada

  • Mariusz

    [Re: Tulipany, wiatraki i techno]

    takiego klubu jak COC to nie ma tutaj

  • Bartek

    [Re: Tulipany, wiatraki i techno]

    Mariusz, wstydź się :) – COC jest organizacją gejowską, która ma swoje przedstawicielstwo w większych miastach Holandii. Kawiarnia i dyskoteka COC znajduje się w Amsterdamie na Rozenstraat 14. ;-)

    link do oficjalnej strony COC
    http://www.cocamsterdam.nl/

    A ten tekst o Amsterdamie to raczej trzeba wziąc z przymrużeniem oka.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa