Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga

Kilka dni temu na homiki.pl, a jeszcze wcześniej na portalu Gejowo opublikowany został tekst Walpurga pt. ”Organizacje, garstka studentów i… rzesza roszczeniowych gejów”.Autor w nieco dramatycznym stylu pyta się „Gdzie są polscy geje i polskie lesbijki?”. Szukając powodów małego zainteresowania warszawskim Wiecem Wolności odnajduje je pośród organizatorów, „naszych przeciwników”, lecz przede wszystkim wśród nas samych – homoseksualistów. Trudno się nie z godzić z tym poglądem. Faktycznie, wszelkie akcje mające służyć poprawie sytuacji mniejszości seksualnych w Polsce są zazwyczaj organizowane przez tych samych ludzi i te same osoby biorą w nich udział. Na pewno jednak nie można zgodzić się z podawanymi przez Autora przyczynami takiego stanu rzeczy.

Podstawowym problemem we wszelkich próbach opisywania homoseksualizmu i homoseksualistów w Polsce jest trudny do nich dostęp. Oczywiście, można zawsze korzystać z osób odwiedzających lokale branżowe czy czaty gejowskie albo lesbijskie. Ale wydaje mi się, że takie postępowanie jest błędne i prowadzi do tworzenia fałszywego obrazu polskiego geja i polskiej lesbijki. Zakładając, że w 700-tysięcznym mieście, jakim jest Wrocław, 10% jego społeczności stanowią homoseksualiści i każdy z nich chciałby choć raz odwiedzić w weekend klub Scena, to w każdy piątkowy lub sobotni wieczór powinno się tam bawić około 10 tysięcy osób. W największej polskiej bazie ogłoszeń homoseksualnych (na portalu gejowo.pl) w regionie mazowieckim codziennie dodawanych jest ok. 30 nowych ogłoszeń, a zakładając, że każde z nich jest od innej osoby, miesięcznie ogłasza się tam niecały 1000 osób.

Nie trzeba chyba dalej podawać przykładów, żeby było widoczne, iż polski gej i polska lesbijka niekoniecznie muszą korzystać z homoseksualnych stron internetowych i bawić się w klubach branżowych. Nie wiadomo, jaką część stanowią ci, którzy z tych miejsc korzystają. Dlatego też oparte chyba na obserwacji tych właśnie osób twierdzenie Walpurga, iż ”większości gejów i lesbijek wszelkie działania na rzecz tolerancji absolutnie zwisają” wydaje mi się mało wiarygodne (a jeszcze mniej wiarygodna wydaje się jego argumentacja, iż większość woli szybki sex lub odwiedzanie sauny w sąsiednim województwie, ale to już wypada pozostawić bez komentarza). Nie wiemy i prawdopodobnie w najbliższym czasie się nie dowiemy, ilu z nas jest zainteresowanych sprawami tolerancji i poprawy sytuacji mniejszości seksualnych. Powiem więcej, wydaje mi się, że jest takich osób bardzo dużo, lecz wstydzą się lub nie widzą możliwości dla realizacji tych działań.

Oczywiście, zawsze można powiedzieć (i tak też czyni Walpurg), iż wystarczy wybrać się na paradę, wiec lub spotkanie jednej z organizacji mniejszościowych. Wstęp na tego typu imprezy jest przecież wolny, jedyne co trzeba zrobić to przyjść, każdy zostanie przecież gorąco powitany. Znikoma liczba uczestników tych wydarzeń jest, zdaniem Autora, spowodowana lenistwem homoseksualistów i obojętnością wobec działalności społecznej. Zgadzam się z takim rozumowaniem, ale tylko i wyłącznie jeżeli dotyczy ono gejów i lesbijek niekryjących się ze swoją orientacją. Bo faktycznie, jeżeli ktoś lubi bawić się w Kokonie czy Scenie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przyszedł również na wiec.

Ale sprawa ma również drugą stronę. Jak już było wspomniane wyżej, nie każdemu przychodzi z łatwością otwarta deklaracja swojej odmienności seksualnej. Co więcej, nie jest dla mnie dobrą sprawą wartościowanie coming-outu. Prawdziwymi gejami są nie tylko ci, którzy nie boją się mówić o swoim homoseksualizmie. Osoby ukrywające bycie gejem lub lesbijką nie muszą być „kryptociotą”. Każdy inaczej podchodzi do swojej seksualności, jest to rzecz na tyle delikatna, że zmuszanie kogoś (nawet niebezpośrednio) do coming-outu jest zdecydowanie niepoprawne.

Poza tym wzywanie wszystkich tych, którzy boją się wziąć udział w publicznych spotkaniach homoseksualistów, do ujawnienia siebie jest wg mnie zaprzeczeniem samej idei parad i wieców. Są one przecież organizowane po to, aby polepszyć sytuację mniejszości seksualnych w Polsce (a więc również zlikwidować strach przed ujawnianiem swej odmiennej orientacji). Skoro taki jest ich cel, to powinni brać w nich udział przede wszystkim ci, którzy ten strach już przełamali. Wzywanie gejów wciąż ukrywających się ze swoją orientacją do jej ujawniania właśnie na publicznych spotkaniach jest działaniem bezsensownym i służy chyba tylko organizatorom tych spotkań. Coming-out jest sprawą bardzo intymną, wymagającą przełamania wielu barier i jego miejsce jest w domu rodzinnym, w atmosferze miłości i zaufania, a nie w rozkrzyczanym tłumie w środku miasta.

Kolejną sprawą poruszaną przez Walpurga jest wsparcie finansowe dla organizacji walczących o prawa mniejszości seksualnych. Tutaj jednak pojawia się znowu pytanie: Dlaczego mam wspierać organizacje, które nie bronią moich praw? (bo jak po raz kolejny zauważył w komentarzy do omawianego artykułu Szymon Niemiec – jego organizacja reprezentuje tylko i wyłącznie członków ILGCN oraz osoby popierające jego działania). Czyli, jeżeli dobrze rozumiem, organizacja broni praw tych, którzy swoją orientację tak czy inaczej już ujawnili, a tych, którzy tego nie zrobili, lekceważy. Kolejne błędne koło?

Nie chcę jednak zwalniać od wszelkiej odpowiedzialności za sprawy mniejszości seksualnych tych, którzy wciąż pozostają anonimowi. Wydaje mi się, iż wciąż niedocenianym i mało wykorzystywanym medium jest Internet. Trudno przecież wyobrazić sobie dzisiejszy świat gejów i lesbijek polskich bez stron www, portali, ogłoszeń, czatów. W tym przypadku wina leży jednak po stronie właścicieli tych stron i osób aktywnie zaangażowanych w ich działalność (w tym również mojej skromnej osoby, co pokornie w tym miejscu przyznaję). Nigdzie indziej nie ma przecież takiej bazy danych adresów mejlowych homoseksualistów jak w anonsach portali gejowskich i lesbijskich. Dlaczego nie wykorzystać ich w jakiś sposób, np. nie rozesłać do ich właścicieli krótkich ankiet dotyczących ich poglądów na temat działalności ILGCN czy KPH?. Dlaczego na najważniejszych portalach nie umieścić na dość widocznym miejscu linków do stron wyżej wymienionych organizacji? Gdyby rzucały się one bardziej w oczy – zainteresowanie nimi też byłoby pewnie większe.

Na koniec jeszcze raz napiszę: nie wymuszajmy na nikim przyśpieszenia coming-outu. To jest sprawa zbyt intymna, aby traktować ją w sposób tak bardzo przedmiotowy. Gratulujmy tym, którzy mają już to za sobą. Pomagajmy tym, którzy jeszcze się boją. Ale nic na siłę. Anonimowe działanie na rzecz mniejszości seksualnych również może przynieść wiele dobrych skutków. Wystarczy trochę dobrej woli ze strony właścicieli, administratorów stron gejowskich i lesbijskich. W ten sposób, małymi krokami i po cichu, również można osiągnąć wielkie rzeczy.

:: Czytaj artykuł Walpurga >>

Autorzy:

zdjęcie MK

MK

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 52; nazwa: MK

6 komentarzy do:Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga

  • Walpurg

    [Re: Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga]

    Nie namawiam nikogo do ujawniania się – rozumiem, że dla wielu osób to niemożliwe. W artykule podkreśliłem natomiast, że ważne jest to, by robić cokolwiek. Zwróć uwagę na ten fragment, w którym piszę o dwóch anonimowych gejach – jeden to chłopak z Trzcianki (nikt pewnie nawet nie wie, gdzie to dokładnie jest), a drugi to chłopak z Rzeszowa – pozostają anonimowi, ale nie są biernymi czytelnikami portali gejowskich; w ramach swoich możliwości włączają się w życie środowiska.
    Jeszcze raz powtórzę: nie trzeba być Niemcem czy Biedroniem, można iść na Paradę albo przesłać choćby małą kwotę pieniędzy, można podpisać jakiś list otwarty czy petycję, można przysłać portalowi jakiegoś newsa lub organizację gejowską uczulić w mailu na coś, czego może nie dostrzega, można wreszcie na jakimś forum podjąć polemikę ze stadem matołków krzyczących „pedały do gazu” lub z jakimiś pseudointelektualistami, którym dwie kobiety się podobają, ale dwaj mężczyźni już nie. Można przysłać informację, że w jakiejś lokalnej gazecie ktoś coś napisał, co kwalifikuje się do sądu. Po prostu: zawsze można coś zrobić, coś małego, bardzo małego. Bo życie nie składa się tylko z wielkich czynów – wręcz przeciwnie – każdy mały kroczek zmienia ten świat.

    Pytasz, dlaczego nie rozesłać ankiet na temat organizacji gejowskich. No właśnie. Dlaczego? Dlaczego nie zaproponujesz pytań? Głowę daję, że większość portali włączy się w to.
    Bo to nie redakcja homików czy gejowa ma mieć monopol na myślenie o wszystkim. Samo założenie i utrzymywanie portalu to duże wyzwanie, więc czytelnicy powinni stać się bardziej aktywni i włączać się w redagowanie, przysyłać pomysły, projekty. Na tyle dobrze poznałem gejowskie media w sieci, by wiedzieć, że każdy pomysł czytelników będzie przemyślany.

    To od nas zależy, czy coś się zmieni. Każdy może znaleźć jakiś sposób na włączanie się w walkę o nasze prawa. Jedni będą czynić to w sposób spektakularny, a inni w tajemnicy przed wszystkimi. Ok. Liczy się aktywność.

  • wojtek

    [Re: Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga]

    Walpurg: to w końcu bez parad i wieców jest się gejem czy też nie???

    Bo może powinienem nadal pozostawać „tchórzliwym homoseksualistą”???

  • MK

    [Re: Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga]

    Jakkolwiek by nie mówić, parady, wiecie i organizacje przeznaczone są tylko i wyłącznie dla osób nieukrywających swojej orientacji seksualnej. Reszcie pozostaje działalność anonimowa, przez wielu niedoceniana i lekceważona. Ja chciałem udowodnić, że głos milczącej większości może być równie ważny i pomocny, jak innych.

    Jeżeli chodzi o ankiety – to jest pomysł dopiero pierwszy raz rzucony. Myślę, że trzeba by przeprowadzić najpierw na ten temat jakąś dyskusję na wszystkich portalach zainteresowanych pomysłem. Poza tym zapoznać z pomysłem KPH i ILGCN i poznać ich zdanie na ten temat. Dopiero potem można przystąpić do budowania pytań – jeżeli o to chodzi, jestem jak najbardziej pomocny :)

  • Walpurg

    [Re: Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga]

    A po co ci jest potrzebne zdanie KPH i ILGCN? Uważasz się za kogoś gorszego i o mniejszym rozumku niż Biedroń i Niemiec??? Po co ci opinie i błogosławieństwo innych? Rób, co uważasz za słuszne. Nie można oglądać się na innych; oni robią swoje, ty rób swoje. W demokratycznym społeczeństwie obywatelskim KAŻDY może coś robić. Czy Szymon Niemiec lub Robert Biedroń pytają kogoś o zdanie i pozwolenie?Nie; robią to, co uważają za słuszne.
    A to, że nie wsyztskim się podoba to, co robią… trudno. Twoja dziełalność też nie wszystkim się spodoba, tak samo jak moja i naszych gościnnych homików…

  • Anonim

    [Re: Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga]

    Nie chodzi o to, aby uzyskać jakieś „błogosławieństwo” ze strony Biedronia albo Niemca.
    Rozwiązaniem najkorzystniejszym byłoby jednak, gdyby wymienieni wyżej Panowie zobowiązali się zapoznać z wynikami przeprowadzonych ankiet, które mogłyby stanowić pewnien rodzaj legitymizacji ich działań. Jeżeli wyniki będą stanowiły poparcie sposobu prowadzenia przez nich działalności – chwała im za to. Jeżeli nie – być może powinni spróbować wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

  • MK

    [Re: Anonimowość działania – czyli kilka uwag do artykułu Walpurga]

    To ja napisałem :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa