Rozkołatane serce


2001-12-09 : Potrzeba czułości


Nie wiem co się stało, ale Medzio ostatnio strasznie się lepi. Przychodzi, kładzie się obok mnie i delikatnie dotyka, całuje. Nawet nie wiedziałem, że jest we mnie taka potrzeba czułości. Poddaję się temu mimowolnie. Czuję tylko ciepło jego oddechu, jak schodzi ku moim pośladkom. W takich chwilach chcę być bezbronny. Czuję się bezpiecznie, by być bezbronny.

Jak ataman w geście uległości odsłania swoje podbrzusze i pozwala na drapanie, tak ja z zamkniętymi powiekami odsłaniam przed Medziem całą moją intymność. W takich chwilach, niczym rozłożony, rozbity na poszczególne atomy mego ciała, każdym z nich, każdą częścią mej fizyczności czuje jak bombarduje mnie deszcz meteorytów. Cały drżę. Medzio to jedyny facet, którego dotyk działa na mnie obezwładniająco niczym jad węża. A tych facetów były przecież setki. Dopiero on potrafi ujeżdżać moją zwierzęcość. I nie ma w tym nic z tresury czy krwawych korrid. Nawet nie wiem jak to nazwać, tą energię, siłę. Zresztą nie chcę nadawać jej nazw, klasyfikować. Cieszę się każdym dotykiem. Bawią mnie jego spojrzenia, które wieszam na sznurze od bielizny i po wyschnięciu układam wraz z innymi ubraniami. Rozdaję je później biednym, ubogim ludziom.



Poznaliśmy się w piątek a w poniedziałek już się do niego przeprowadziłem. Było to wbrew mojej wiecznie zastanawiającej się i ważącej…jak przystało na wagę… naturze. A był jeszcze mój facet. Nie umiałem sobie ani jemu wytłumaczyć jak to możliwe. W piątek jeszcze wspólne plany na weekend a w parę godzin później wybucha rewolucja i następuje zupełna zmiana polityki, ustroju. Niczym wszechmocny zadecydowałem o końcu świata. Nie dla mnie. Dla Niego. Chciał jeszcze rozmawiać, negocjować. Ja jednak byłem już zupełnie innym człowiekiem. Jedna noc z Medziem wystarczyła bym odkrył w sobie wszystkie skrywane dotąd pragnienia. Noc bez seksu a pełna rozmów, filozofowania. Porażała mnie jego siła i spokój. No i ten jego wzrost…prawie dwa metry…a ja przecież wolałem i nadal działają na mnie faceci raczej niscy. Tak gdzieś poniżej metra siedemdziesiąt. Ta wygoda i praktyczność. Wygoda w tańcu podczas podnoszeń i takich tam akrobacji. Praktyczność, bo można zapakować do walizki i nadać jako bagaż oszczędzając na biletach. Nadal jednak twierdzę, że Medzio musiał mnie zaczarować podczas pierwszego spotkania. Rzucić jakiś urok czy coś w tym stylu. Przecież to w jego stylu. Zawsze marzył o napisaniu księgi czarów.



Kocham Medzia. Każdym dniem bardziej, pełniej, mocniej. Podobno przed śmiercią, przypominamy sobie wydarzenia z życia. Chciałbym, żeby mój film kończył się stop-klatką jak Medzio siedzi w kuchni na taborecie i pali swojego papierocha. Nie wiem jaka będzie nasza przyszłość, czy przyjdzie nam zestarzeć się razem. Wiem jednak jedno, że nikt tak nie nabałaganił w moim życiu jak on. I nikt jak on nie pokazał mi co to znaczy żyć. Wszystko będzie albo przed nim albo z nim-po nim. Ale z onanizmu nie zrezygnuje nigdy i dla nikogo.



2002-03-18 : Miłość trzeba wymyślać…





Medzio jak zwykle mnie zaniedbuje. Zaniedbuje w orgazmach. Niemniej jego pocałunki, przytulenia pozwalają mi czuć miłość. Czasami się zastanawiam, czy za jakiś czas nie będę żałował tej abstynencji…nie wiem. Jedyne co mogę powiedzieć, ze jeżeli będę tego żałował, to znaczy, że w tej chwili oszukuje sam siebie, oszukuje swoje pragnienia i wreszcie oszukuje też Medzia. I że jeżeli będę żałował, to znaczy że spotkała mnie właściwa kara. Kara za zakłamanie, obłudę, udawanie.



Ja dopiero uczę się kochać. Uczę się ufać. Do tej pory, dzięki dość wyczerpującym treningom nieźle posiadłem technikę obciągania. (…) Faceci to uwielbiali. Uwielbiali tez parę innych rzeczy, które im robiłem, Myślę, ze gdybym został dziwką, to nieźle byłbym teraz ustawiony w życiu. Ale nie mogę powiedzieć, że wtedy siebie okłamywałem. Raz, ze poznawałem ludzi, którzy tak żyli, od jednego ptaszka do drugiego i myślałem, że to zachowanie powszechne jest wśród gejów, ta nieskrępowana samczość. Dwa, to po przyjeździe do Wawy poczułem się wolny. Tak wolny, ze rozsadzało mi spodnie w kroku, co przy moim ówczesnym zagubieniu i podatności na wpływy zaowocowało ogólną luźnością.



Z moim byłym facetem popełniliśmy jeden błąd. Miłość uznaliśmy za pewnik, coś co będzie zawsze. Jeszcze jeden mebel w naszym mieszkaniu, odkurzany raz w tygodniu jak inne rupiecie. Teraz wiem, ze miłość trzeba wymyślać codziennie. Nie można jej budować na przyzwyczajeniu, rutynie.



Jak poznałem Medzia to miał pogniecioną koszulę, lekko tłustawe włosy. Ale jego oczy i ten śmiech… Przez pierwszy kwadrans myślałem, ze się czegoś naćpał czy coś w tym stylu. Co nie powiedziałem to rżał jak koń, odsłaniając zakopcone papierochami uzębienie. I zakochałem się w tej szkapinie. Nie ogier ale właśnie porządna z niego szkapa. A mogłem przecież pomyśleć, ze nie traktuje mnie poważnie skoro w takim stanie przyszedł na pierwszą randkę. Zbyt często popełniamy błąd zamknięcia się w naszych wyobrażeniach, pochopnych osądach a tymczasem obok nas przeszedł ktoś w zabłoconych butach, może miał brudne paznokcie albo śpiewał coś pod nosem. To nie musiał być wcale dziwak czy jakaś niechluja, to mogła przechodzić nasza miłość.



Może to i lepiej bo nie byliśmy jeszcze gotowi… .



2002-04-27 : …pusto w domu…





To musiało się tak skończyć. Papierosy, kawa, stres i niewyspanie. Mniejsza z tym, że jestem zaniedbywany. Wolę być zaniedbywany, mieć się na kogo złościć, mieć się do kogoś przytulić niż nie mieć TEGO kogoś i tylko TEGO, nie kogoś innego. Medzia zabrało dzisiaj pogotowie, coś z sercem. Byłem w szpitalu, czuje się już lepiej. Może nawet wyjdzie jutro. Trochę pusto w domu… .



Z otwartymi powiekami





Gdy Cię nie ma

sen nie-przespany

budzi mnie

karze czuwać

do rana

z otwartymi powiekami

ku niebu czekania

Boję się tych nocy

bo widzę jak jestem blady



Kapryśny i niedomagający





Medzio wraca w sobotę do domu. Boję się tego trochę. Nie tego, ze sobie nie poradzę, że będę za mało opiekuńczy ale że Medzio będzie ponad-zwyczajnie kapryśny i wciąż niedomagający. A on to lubi, zresztą chyba jak większość facetów.



Idę z piesiem na spacer, wypożyczę sobie przy okazji jakieś filmiki.



2002-05-04 : Medzio w domu





Medzio już w domu. Mamusia biega i dopieszcza synka. Ma jeść dużo błonnika i potasu, nie palić, nie pić kawy jak najmniej alkoholu a przy tym dużo się ruszać i w ogóle jak najmniej stresu. To mówi nie jemu ale mi. Podobno na zbyt wiele mu pozwalałem i teraz mam to na co zasłużyłem, czyli wrak.



Ataman wylizał Medzia doszczętnie. Mi przypadło w udziale umycie. Z początku myślałem, że mojej miłości złazi skóra. Jak wyznał mi w trakcie szorowania pleców, nie chciało mu się prysznicować w szpitalu. Wieczorem Medzio z dłonią na sercu poprosił mnie by mógł siadywać na moim fotelu bo podobno jest wygodniejszy. Mamusia oczywiście zatwierdziła tą propozycję – możesz robić wszystko synku a by ci było dobrze – powiedziała. Czekają mnie wielki zmiany. Tyle się będę jeszcze musiał nauczyć. Łącznie z sznurowaniem butów, schylanie ponoć wywołuje u Medzia zawroty głowy. Teraz więc oprócz Atamana na spacery będę wyprowadzał drugiego zwierzaka. Jeden będzie obsikiwał krzaczki i ganiał koty a drugi użalał się nad sobą. Rozumiem go, to jakby stracić czucie w nogach i zacząć jeździć na wózku. Jest mu ciężko, pewnie dlatego jest wobec mnie taki inny niż wcześniej; ni to opryskliwy, ni to serdeczny. Przy każdej okazji pokazuje swoją udrękę. Wiem, że to trochę ironizuję, ale jest mi to bardzo potrzebne, coś w rodzaju odre,agowania.



2002-05-15 : Rozkołatane serce





Cichy wieczór. Medzio poszedł spać. Jest wkurzony bo nie kupiłem mu papierosów. Ja tu dbam o jego rozkołatane serce a on urządza mi sceny. Podobno chcę go wykończyć psychicznie. A przecież powiedziałem Medziowi po jego powrocie ze szpitala, żeby mnie nawet nie usiłował prosić o kupno fajek. Jak chce to niech truje się sam. Nawet razem z nim przestałem pić kawę. Pewnie gdybym palił to rzuciłbym też palenie. Trochę go rozumiem, tę nerwowość i humorzastość, raz, że nie pracuje i jak nigdy ma kupę wolnego czasu, dwa, ze organizm przyzwyczajony do dość wysokich dawek nikotyny domaga się dostaw na określonym poziomie. Niemniej jak ma już palić to trochę ruchu by mu nie zaszkodziło, np. spacerek z psem po papieroski. Będę nieugięty, nie będę brał udziału w jakimkolwiek przemycie papierosów.



2002-06-10 : Pieprzyk





Znalazłem go przypadkiem. Medzio leżał w lekkim rozkroku, tak że jedna noga spoczywała mi na udzie, druga służyła za oparcie dla moich pleców. Nie, nie było żadnych ekscesów. Oglądaliśmy „Depresję gangstera” na DVD. Przy okazji chciałem trochę rozluźnić Medzia i zaserwowałem mu lekki masażyk. W pewnym momencie, gdy zacząłem masować Medziowi stopy moją uwagę przykuła ciemna plamka na pięcie. Myślałem, że to jakiś paproch czy coś w tym stylu ale nie, to był pieprzyk. Jak wcześniej mogłem go nie zauważyć.



Na tym chyba polega piękno bycia razem; niby ten sam facet, ten sam zapach, dotyk, to samo miejsce gdzie rzuca skarpety i w całej tej zwyczajności mały pieprzyk nabiera takiego wprost energetyzującego uroku. Może to i lepiej, że nie rzucił mi się w oczy wcześniej.



Chciałbym też czuć w sobie tyle energii gdy Medziowi w przyszłości – oby nie – przytrafiło się coś złego. Czasami sobie myślę: dlaczego ja, dlaczego mi jest tak dobrze? Czy to przypadek, dar, nagroda. Inni szukają, tęsknią…wiem, że nie mogę pozwolić sobie by zgubić tej miłości, nie chcę zgubić.



2002-11-25 : Lubię czuć jego zapach…





Nie wiem jak to się zaczęło. Kiedy się zaczęło. Niemniej od jakiegoś czasu po przyjściu z pracy przebieram się w Medziowe koszule, bluzy. Nie robię tego codziennie ale słowo niekiedy czy czasami nie odzwierciedla w pełni częstotliwości tego zjawiska. Lubię czuć na sobie jego zapach. Z początku strasznie mi to wypominał i marudził. Zamówił mi nawet przez Internet dwie koszule(właśnie je odebrałem)po to tylko bym nie używał jego ubrań. Niepotrzebnie chyba. Jak zadzwoniłem do niego by poinformować go o przesyłce, powiedział, ze to strasznie miłe i takie intymne, że chcę chodzić w jego rzeczach po mieszkaniu. Ciekawe, co go skłoniło do takiej zmiany poglądów. Tak więc przybyły mi dwie, nowe koszule. Dobrze, że mamy ten sam rozmiar buta, zastanawiam się, czy aby nie zacząć chodzić na spacery z Atamanem w Medziowych adidaskach a nuż dostanę podobne w prezencie.



Dzisiaj na kolację piekę właśnie swojej miłości (w jego bluzie) schabik. Do tego będą zielone oliwki nadziewane migdałami. Naprawdę dobre. Zjadłem już połowę. Wspomniałem mu o swoim łakomstwie przy okazji rozmowy o przesyłce. Ma być możliwie szybko, nawet kupi po drodze wino. Faceci strasznie lubią dobre żarcie. Jakbym powiedział, że ugotowałem pyzy czy usmażyłem mielone to Medzio nie byłby taki śpieszny do wcześniejszego powrotu z pracy.



2002-12-10 : Prawo Gumpersona…





Prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś
jest odwrotnie proporcjonalne do jego pożądalności”. Zostałem sam. Nawet nie wiecie jak denerwujący może być rozbawiony ogon psa – nieświadomy niczego ogon psa.



2002-12-15 : ***





Nie ma Medzia i już nie będzie. Łzy przemieszane ze śniegiem jak dreszcze; napady zimna i ciepła, naprzemian. Leżę skryty pod kocem naszej ostatniej wspólnie przespanej nocy. Samotne wyjścia do restauracji. Nie mam już, dla kogo gotować.



Tak będzie jeszcze przez jakiś czas. Muszę sobie wszystko poukładać, zrozumieć. Zadać parę fundamentalnych pytań. Odpowiedzi, których nie będzie. Po co? Taki rytuał.



Między nami układało się dobrze do końca. Ta miłość nie mogła być lepsza. Będąc razem wiedzieliśmy, że tak naprawdę każdy z nas jest sam, będąc razem szanowaliśmy wybory drugiej strony, będąc razem nie zmuszaliśmy się do bycia razem. Medzio miał tylko za słabe serce. I za mało dbał o siebie. Mógłbym wyrzucać, że nie myślał o mnie, że ja sam bardziej powinienem się nim opiekować. Szukanie winy nic nie da. Pogodzony chcę iść dalej. Zostało we mnie jeszcze tyle miłości, ciepła. Muszę coś z tym zrobić.



Jutro mają przywieźć kanapę i fotele, które jeszcze razem zamówiliśmy. Wiem, że usiądę na nich i będę płakał. Mogło być tak pięknie. Wiem też, że będzie jeszcze pięknie. Tylko dlaczego bez Niego, bez Medzia.



2002-12-19 : Ulubione marcepany





Mieliśmy zacząć pracować razem. Ale nudy nam się marzyły. Co? Nie dość, że razem mieszkaliśmy, zasypialiśmy, puszczaliśmy bąki to w planach mieliśmy wspólne prowadzenie firmy. Medzio nawet złożył wypowiedzenie w swojej firmie by mieć wystarczająco dużo czasu i sił na męczące pojedynki biurokratyczne w licznych urzędach.



Pamiętam, ciągle słyszę ten jego zmęczony głos: nie wiem o której wrócę. Niby normalka. Takie późne, bliżej nieokreślone powroty zdarzały się Medziowi kilka razy w miesiącu. Powiedziałem: będę czekał. – Nie czekaj- odpowiedział – muszę przejrzeć masę dokumentów. Chcą mnie w coś wrobić. Muszę kończyć. Jutro porozmawiamy… .



Czekałem, jak zawsze czekałem. Nie na jutro a na Medzia. Nieodebrane telefony; druga-trzecia w nocy. Wreszcie kilka minut po czwartej zaspany głos ochroniarza powiedział, że zabrało go pogotowie. – Jak to? – krzyczałem. Bezpretensjonalnie wytłumaczył mi, że coś z sercem i że był martwy (Medzio) jak Go wynosili. Zabrano mi nawet tych kilka chwil nadziei, jakimi żywią się bliscy jadąc do szpitala. Stojąc z słuchawką w ręku poczułem się strasznie ciężki jakbym zjadł z dziesięć „moich-i na zawsze naszych” ulubionych marcepanów. Bałem się tej ciszy. Włączyłem muzykę. Nie pamiętam nawet co to była za płyta. Zacząłem wydzwaniać po znajomych. Nie chciałem być sam. Chciałem widzieć ludzi, znajome twarze. Iluzja. Tak. Wmawiałem sobie, że to nie prawda.



2003-01-04 : Słodyczomania





Nie uciekam. Nie szukam łatwego zapomnienia. Chcę czuć ból rozstania w pełni. Bez znieczulenia. Jedynie jem więcej niż zwykle-słodyczy. No i jak mam doła, rozrzucam i na nowo układam skarpetki; Medzia i swoje. Strasznie mnie to uspokaja.



Sylwestra spędziłem razem z siostrą i jej chłopakiem. Zabawiali mnie do dzisiaj. Znowu chciało mi się gotować. Miałem dla kogo. To też mnie uspokaja. Dobrze, że nie podchodzili do mnie z litością, z współczuciem, zachowywali się jak gdyby nic się nie stało. Odżyłem.
Wiem, że muszę nauczyć się…”z tym żyć, być blisko ale nie być już tym kim miałem być. Być z Nim.”



Powtórzę się, uspokaja mnie, podobnie jak wspomniana słodyczomania i parowanie skarpetek, myśl, że nie mogłem być dla Niego lepszy. Z wzajemnością.



2003-11-01 : telenowela bez powtórek





Zaduszki. Nie padało. Na szczęście. Podobno padało w całej Polsce a tu nie. Zaopatrzony w termos z ciepłym rosołkiem z kury a może z kurczaka, nie wnikałem tak głęboko, wystarczy, ze smakowało, przesiedziałem u Medzia prawie pół dnia. Nazbierało się tego, pierwszą godzinę ryczałem. Siedziałem na ławce przed grobem i patrzyłem się w czarno białe zdjęcie na krzyżu. Było tyle do opowiedzenia. Nie śpieszyłem się, chciałem by wszystko załapał, zrozumiał. W końcu to nie jakaś telenowela, którą powtórzą następnego dnia rano. Przed nami rok czekania. Przychodzili jacyś ludzie, stawiali świeczki. Na pytanie, skąd znali Medzia, zwykle padało – znajomy z szkoły. Dobrze, że nie pytali o mnie, skąd my się znamy. Nie miałem przygotowanej odpowiedzi. Prawda. Prawda nie jest już najważniejsza, przynajmniej dla Niego. Nie będę przecież psuł jakimś gejostwem opinii mojemu byłemu facetowi. A nuż, za rok już nikt by nie zapalił znicza.



tekst zaczerpnięty z blogu www.onanista.blog.pl

wybór: Szara

Autorzy:

zdjęcie Onanista

Onanista

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 42; nazwa: Onanista

3 komentarzy do:Rozkołatane serce




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa