O homoseksualizmie Andrzeja M.

O homoseksualizmie Andrzeja M. nie wiedział nikt, nawet matka. Żył
w piętrowych mistyfikacjach, gnębiony depresją i nieustanną obawą, że ktoś
go odkryje. – Do tego stopnia miałem siebie dość, że czasem musiałem
przejść na drugą stronę ulicy, żeby nie iść razem z sobą
– mówił.

„Żyć
w ukryciu”, jak nazywają to geje, jest męką, o której nie potrzebujący
mistyfikować mogą mieć małe pojęcie. Mężczyźni, mający przez lata dwie
żony, dwa domy, dwa życia, którym brak odwagi i siły ani żeby się z tego
wyplątać, ani żeby się przyznać, w wiecznych oszukańczych zebraniach i
delegacjach służbowych…

Chłopaka, który w wieku 16–18 lat
odkrywa, że ciągnie go do kolegów w sposób jednoznaczny, ogarnia
przerażenie. Homoseksualiści – wyśmiewane przez kumpli pedały, potępiani
przez Kościół „sodomici”, zboczeńcy nurzający się w grzechu – taki obraz
geja funkcjonuje wciąż jeszcze w potocznej opinii. I oto chłopak ma się do
takich przymierzyć, być jednym z nich! Coś w rodzaju wyroku. Ale w wyroki
w młodym wieku się nie wierzy. Większość reaguje buntem. Odsuwa myśli o
seksie, unika kontaktów z mężczyznami. Nie ma zwykle komu się zwierzyć,
gdzie zasięgnąć rady. Czasem zaczyna szukać bliskości Boga.

Jeśli
ta droga przynosi ukojenie, chłopak dochodzi do wniosku, że nie spotkało
go poniżenie, a przeciwnie, został wybrany, cóż za ulga. Richard Sipe,
ksiądz katolicki i profesor psychiatrii Uniwersytetu Hopkinsa, podaje w „A
Secret World”, że niemal 50 proc. duchownych amerykańskich przejawia
skłonności homoseksualne. Badania relacjonowane przez Sipe zostały
zamówione przez hierarchów kościelnych w USA, zaniepokojonych skandalami
powodowanymi przez księży-gejów. Najczęściej jednak chłopak dramatycznie
pragnie sprawdzić się na dziewczynach. Nie daje za wygraną. Ale pierwszy
kontakt z partnerem-mężczyzną obraca w niwecz całą autoterapię. Z
dziewczyną, jeśli w ogóle jest możliwe – okazuje się blado, mdło, na siłę.
Cała tkliwość, siła, uniesienie – to męski seks. Już wie. Upłynąć musi
jednak zwykle jakiś czas, nim zaakceptuje siebie innego lub też będzie się
tego w sobie wypierał do późnych lat. Albo do końca życia. Dołożyć!

Osobowość podlega dezintegracji – bunt, chaos, rozpacz. Pojawiają
się cechy neurotyczne, piszą Lech i Michał Lew Starowiczowie w
„Homoseksualizmie”; budzi się agresja przeciw instytucjom, osobom: ktoś
musi być winny. Nowotwór – to wyrok losu, a to odmieństwo przychodzi jakby
znikąd, jakby z powietrza. Agresja, która jest wynikiem nieprzezwyciężenia
frustracji, łatwo przechodzi w autoagresję. Samobójstwa zdarzają się wśród
homoseksualistów 4-5 razy częściej niż pozostałej populacji w podobnych
grupach wiekowych. Aż 53 proc. lesbijek ankietowanych przez Alicję
Długołęcką-Lach przyznało, że chciało się targnąć na swoje życie. I drugi
kanał, w który oni idą – defensywa. Boją się, że się wyda, że dla rodziców
będzie to cios nie do zniesienia. Niektórzy robią próbę. Mówią: mam kumpla
pedała. - Zabiłbym – mówi ojciec. - Wypędziłbym. Niech się
zboczeniec leczy.

Artykuł opublikowano dzięki współpracy z
portalem Homopak.pl

:: Szukasz pomocy? Porady? Chciałabyś / chciałbyś z kimś
porozmawiać? – napisz do nas

Autorzy:

zdjęcie tarczuch

tarczuch

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 34; nazwa: tarczuch

1 komentarz do: O homoseksualizmie Andrzeja M.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa