Noc motylka – opowiadanie

1.
Zbliża się już sobotni wieczór. Samopoczucie rośnie, morale spada. Coraz bliżej sobotniej wizyty w Scenie. Takie miłe uwieńczenie tygodnia. W naszym pedalskim mieszkaniu wrzawa i zgiełk. Nerwowe prasowanie, przymierzanie i upiększanie się. Znam ciotkę potrzebującą aż trzy godziny na toaletę przed wyjściem. Mnie i moim współlokatorom (takie normalne gejowskie mieszkanko) wystarcza na szczęście znacznie mniej czasu. Pilingi, kremy i żele idą w ruch. To wszakże najważniejsze wyjście tygodnia, na to się czekało aż sześć dni. Popijamy drinki, słuchamy Madonny, Whitney i House…

2.
Wybija już godzina odjazdu. Gwiazdy pakują się w taksówkę i wyruszają. Mijają Buldogi, Wagony, Brava i inne heteryckie przybytki i jadą w samo serce nieprzyzwoitości.
Wysiadamy jak zwykle w ciemnej uliczce. Dalej idziemy piechotą, mijając gotycki kościół, który by nas z radością rozszarpał pazurami swych łuków. Mijamy ruiny i puste boisko. Niczym błysk flesza zapala się halogenówka. Zbliżamy się do różowego korytarzyka i przekraczamy granicę azylu. Myślę, że każdy wchodząc przez te wrota, niczym do bram azylu, czuje się w końcu normalniej i spokojniej. Chociaż uczucie niepewności i strachu zawsze towarzyszy. W głębi średniowiecznego podwórka widać żelazne schody i ogromny napis z różowym trójkątem w tle, by wszystko było wiadomo. Tutaj nie ma miejsca dla niepewnych, niezdecydowanym i gotowych do ucieczki w małżeństwo. Scena, jak lep na muchy ściąga do siebie same tłuste kąski. Scena uzależnia. Scena nie da ci spokoju, jeśli tej nocy zostaniesz w domu.



3.
Na górnym podeście schodów tłoczą się już pierwsi goście, przytuleni do siebie w namiętności, czy po prostu rozmawiający i negocjujący, kto do kogo dzisiaj wieczorem pójdzie do łóżka.
Po otwarciu drzwi wlewa się na ciebie fala hałasu. Kilkadziesiąt decybeli więcej niż na zewnątrz. Strumień dymu papierosowego połączonego z drogimi perfumami i potem. Zwraca się na ciebie kilkadziesiąt par oczu. Z zaciekawieniem. Nie, nie będą cię obmacywać, nie będą rozbierać. Nic z tych rzeczy. Być poderwanym w Scenie po raz pierwszy jest dosyć trudno. Można stać godzinami i nic się nie stanie, nikt nie podjedzie. Geje nie są aż tacy odważni i zdesperowani.
Mijasz groźnych z pozoru bramkarzy, chroniących swe ostatnie podwoje męskości po tysiącach dób spędzonych wśród ciot. I oto cała scena. Tak niewiele, a zarazem tak wiele. Kilkadziesiąt metrów kwadratowych i kilkaset problemów, tragedii. Są tu okruszki szczęścia, jak i szczątki dopiero co rozbitych ideałów. Na całej rozległości tego miejsca jest w czym wybierać. Przychodzą tutaj zagubieni chłopcy w kraciastych koszulach, męscy a zarazem nieśmiali i nic nie wiedzący. Przychodzą transy, ze swoją uderzającą innością i skłonnością do szokowania. Pojawiają się wypielęgnowane ciotowate osobniki, w najmodniejszych kreacjach. Są bardzo męscy mężczyźni, zasłaniający erekcję na widok facetów siedzącymi im na kolanach dziewczynami. Są chłopcy, są dziewczyny, stany pośrednie też są. Są ci, którzy przyszli tutaj się pobawić, poskakać, porozmawiać, są poszukiwacze mężów i żon, na jak najdłużej. Są ci, którzy oczekują zarobku. Są też jednonocne zjawy. Zawierają umowę na miłość tylko do niedzieli rano. Potem mogą cię nie poznać po raz drugi, ale za to ta noc może być najbardziej odlotową w twoim życiu.



4.
Muzyka huczy, światła pulsują, alkohol uderza do głowy i czyni cię coraz to bardziej nierealnym. Pojawiają się największe osobowości. Aż dziw bierze, co może lakier i żel zrobić z człowieka. Są kulturyści z wachlarzami, skini z lizakami w ustach. Kobiety bardziej męskie od Leona Zawodowca i chłopcy, których taniec zawstydziłby najśmielszą tancerkę erotyczną.
Wszystko kotłuje się i miesza, jak w kotle czarownicy. Muzyka panuje wszędzie, tylko na podeście na zewnątrz i w kiblu można zaczerpnąć oddechu. Kibel jest zresztą miejscem spotkań najbardziej elitarnych okazów i nie jest miejscem dla pospólstwa w kraciastych koszulach.



5.
Siedzę z przyjaciółką lesbijką przy barze i gaworzę wesoło.

- Jedna dziewczyna od siedmiu lat szuka tutaj miłości – zaczyna – I nadal nie znalazła. Jejku, czyli ja mam jeszcze sześć lat celibatu przed sobą.

- Celibatu może nie, można sobie różnie życie zaprojektować. Każdy ma takie życie, na jakie go stać. Problem nie w tym, że

- Tak, a najlepiej, jakby ten ktoś był przystojny, inteligentny i jeszcze się nie puszczał.

- Uhm, racja – przytakuję – ale czy tacy jeszcze istnieją ?

- No właśnie. To może lepiej zostanę mniszką? Na to samo wyjdę, i tak na koniec będę samotna a przynajmniej duszę uratuję ?

- To może stwórzmy jakiś bezhabitowy zakon – Proponuję – Sceniarzy i Sceniarek Oczekujących Na Wielką Miłość ?
BR>Muzyka dalej huczy, coraz to nowe twarze zachęcają nas do wzrokiem do wkroczenia w ich najintymniejsze sfery życia. Aż trudno się oprzeć.



6.
Ten chłopak może nie jest najinteligentniejszy, ale doskonale całuje. Tulimy się, siedząc wśród tańczących. Dwoje dusz razem złączonych z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie mówimy wiele słów. Wiemy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Na tę noc.
Żar namiętności zaćmiewa nam ostatnie granice przyzwoitości i rozsądku. Prędko ubieramy się, by się broń boże nie rozmyślić. Bierzemy ubrania z szatni i zmykamy jak najprędzej. W pośpiechu zauważam jeszcze moją przyjaciółkę, w objęciach nowej poznanej kobietki. Biorę ją na bok, całuję na do widzenia i powtarzam naszą jeszcze jedną maksymę: „Kochaj się bezpiecznie i nie zakochuj głupio”. „Okej” – mówi.



7.
Schodzimy po schodkach, patrząc pod nogi. Ze schodów w Las Vegas nikt się nie wywalił. Przechodzimy przez różowy korytarzyk, śluzę do obcego świata, w którym będziemy dalej egzystować przez następne sześć dni.
Jedziemy tramwajem otoczeni obcymi ludźmi. Są inni, dzicy, nierozumiejący. Stoimy spokojnie, nawet bojąc się wymienić dłuższe spojrzenie, które mogłoby nas zdekonspirować. W domu pieprzymy się dokładnie, namiętnie, tak jakby ten seks był ostatnim naszym numerkiem w życiu. Jest młody, świeży fizycznie i pociągający, a jednak zepsuty do szpiku kości. Nie ma skrupułów. Nawet za bardzo nie jestem pewny, jak ma na imię. Dochodzimy, ścieramy z siebie spermę. Przytulamy się jak prawdziwie kochające się osoby. Taka przynajmniej złudna odrobina spokoju, prawdziwej radości z posiadania kogoś. Przynajmniej przez kilka minut można sobie wyobrazić, że ten facet, z którym się było przed chwilą blisko, bardzo blisko jest moim, naprawdę, na zawsze. Chłopak wychodzi o świcie. Spieszy się. Obiecał rodzicom, że wróci wcześniej.



8.
Miałem kiedyś faceta, którego kochałem. Cierpiałem więcej, jak się skończyło, niż miałem radości z jego posiadania. Zastanawiam się, czy mnie stać na jeszcze jedno takie uczucie. Czy miałbym odwagę komuś popatrzeć w oczy i powiedzieć te dwa najpiękniejsze słowa? Czy potrafiłbym zaufać komuś tak, by przestać myśleć o nim i o Scenie? Nie wiem. Chciałbym, nawet nie wiesz, jak tego pragnę. Problem w tym, że widząc czyjeś zaangażowanie daję nogę. Boję się miłości, boję się być znów zranionym, boję się sytuacji, w której ktoś będzie przeze mnie płakał po nocach. Boję się miłości i zarazem tak bardzo jej pragnę.



9.
Budzę się. Autokontrola ….. Aha, jestem we własnym łóżku, dobrze. Głowa – średnio boli, będzie dobrze. Łóżko – puste (aha, rzeczywiście już sobie poszedł) to też mniej problemów. Idę do łazienki. W lustrze ukazuje się upiorna twarz z szarą cerą, przekrwionymi oczami i wargami czerwonymi od pocałunków. Z tyłu stoi niezbyt zadowolony Anioł Stróż. Biorę wacik do ręki i tonikiem oczyszczam twarz. Ścieram z twarzy Scenę, niemoralność, tymczasowość. Rozmazuję upodlenie. No, już lepiej. Patrzy na mnie po drugiej stronie lustra już lepsza twarz. Zmęczona, obrosła cynizmem. Ale Aniołek się uśmiecha. Bo znów w oku błysnęło pragnienie, tęsknota. Tęsknota za prawdziwą miłością.



opowiadanie opublikowane w miesięczniku „Inaczej” w 2001 roku.

10 komentarzy do:Noc motylka – opowiadanie

  • Anonim

    [Re: Noc motylka - opowiadanie]

    Wiecej, wiecej takich tekstów
    !!! Piękne, smutne, prawdziwe…a przede wszytkim bardzo dobrze „się czytające”. I wreszcie najwazniejsze – na poziomie, bez wulgaryzmów i nachalnej erotyki wyzierającej ze słow, które z chamskich stały sie normalnymi dla polskiej ulicy.

  • maciuś

    [mam problem z wsadem]

    od paru dni używałem wazemliny, ale to nie wiele daje… ia tak sobie myśle czy by nie użyć oliwki ;-)

  • mTV

    [Re: Noc motylka - opowiadanie]

    Nie wiedziałem że to Twoje opowiadanie. Hm. Im bardziej Cię poznaję tym więcej Cię lubię. Cmok :-)

  • mTV

    [Re: Noc motylka - opowiadanie]

    kiedy część III ?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa