„Mój świat jest kobietą. Dziennik lesbijki” – fragment

 

  • 6 czerwca

    Wczoraj przeżywałam szaloną randkę – jestem pełna
    wspomnień i myśli. Zaskoczyłam sama siebie. Cóż, jakie jeszcze pokłady
    pragnień odkryję w sobie? Czyż życie nie jest oszałamiające, jak miłość?

 

Tego lata pogoda nie znała litości. Przez wiele długich, stanowczo
za długich dni, panował straszliwy upał. Niebo uparło się, aby w dzień
zalewać nas wrzątkiem, a w nocy oślepiać błyskawicami, które rzadko były
zapowiedzią przynoszącego chwilową ulgę deszczu. Gdy w końcu spadał, był
jak krótkotrwały, nieśmiały i nie przynoszący pełnej satysfakcji orgazm po
długich męczących pieszczotach. Do pracy wstawałam niewyspana, wracałam do
domu cała mokra, wchodziłam pod prysznic, by za kilka minut znowu zalewać
się potem.

Popołudnia spędzałam w domu. Przed żarem chroniłam się
w ocienionym żaluzjami pokoju, nie otwierając okien ani drzwi balkonowych.
Byłam ospała, snułam się z kąta w kąt, nie wiedząc, czego chcę. Kładłam
się na podłodze i czytałam. Rozebrana do naga szukałam ochłody,
przytulając się do śliskiej wykładziny, ale zwykle już po kilkunastu
minutach przyklejałam się do niej. Podobnie było nocą, kiedy to moje ciało
i skórzane obicie tapczanu łączyły się w jedno, prześcieradło leżało na
podłodze zwinięte w kłębek, a ja budziłam się cała mokra. Na bezsenność
nie pomagały nawet filmy erotyczne, przy których próbowałam rozładować
napięcie skumulowane podczas kilkutygodniowej abstynencji. Ale moje ciało,
wykończone upałem, nie reagowało na najbardziej nawet wymyślne bodźce.
Ręce w końcu omdlewały ze zmęczenia i zapadałam w krótką drzemkę, podczas
której śniłam o nagich kobietach całujących mnie namiętnie. Moja
namiętność przysnęła, niczym jaszczurka na gorącym kamieniu.

Wstawałam wcześnie, gdy ptaki i samochody sąsiadów zaczynały
koncert. To była najprzyjemniejsza chwila dnia. Otwierałam okna, chcąc
wywołać przeciąg, chociaż efekt był mizerny – powietrze stało nieruchomo.
Robiłam śniadanie – jedynie rankiem byłam w stanie coś przełknąć. Wtedy
próbowałam też uczyć się, chciałam wreszcie zdać zaległy egzamin.

Był początek lipca i zapowiadało się, że spędzę w ten sposób całe
lato. Nie była to wesoła perspektywa. Większość znajomych wyjechała, a ja
zaczęłam dopiero pracę i na urlop nie było szans. A jednak to upalne lato,
nazwane przez meteorologów „latem stulecia”, było dla mnie jednym z
najbardziej ekscytujących okresów w życiu. Jak to się stało? Sprawiła to
dziewczyna, którą wtedy spotkałam. Weszła nagle do mojego życia i dzięki
niej odkryłam w sobie niespodziewane pokłady namiętności, ba, perwersji,
czegoś, czego u siebie dotąd nie podejrzewałam. Nie mam tu na myśli
miłości do kobiet, bo o tym, że jestem lesbijką, wiedziałam już od dawna,
i myślałam, że już niczym siebie w tej kwestii nie zaskoczę. A jednak…

W końcu jednak musiałam wrócić do rzeczywistości, przecież jutro
idę na rozdanie świadectw córki, a pojutrze spotkanie klasowe. Spodnie
kupione. Z marynarką wyglądają ekstra. Do tego biała koszula. A może
krawat? Nie, to byłoby przegięcie. Wystarczy gang. Jestem przejęta, w
końcu to ważna chwila. Mama też chciała iść, ale się rozchorowała na
zapalenie oskrzeli, a pogoda jest do kitu, zimno, wieje, pada, i nie
zapowiada się, aby się poprawiło.

  • 10 czerwca

    Kim była? Niewiele o niej wiedziałam. Skończyła
    studia i miała szukać pracy, ale w wakacje postanowiła, odpuścić sobie
    nieco. Nie robiła nic szczególnego. Włóczyła się po pubach, nocami kąpała
    w jeziorze, w dzień spała lub wędrowała po okolicy, przy okazji dokonując
    licznych podbojów erotycznych. Uwielbiała namiętne pocałunki i subtelne
    pieszczoty – obdarzała swoje kochanki spazmami rozkoszy gwałtownymi jak
    pustynna burza.

    Po raz pierwszy spotkałam ją w jeden z tych
    upalnych, męczących dni. Była to niedziela, kiedy to zazwyczaj nie
    wychodziłam z domu na krok. Zwykle leżałam naga, popijałam zimną herbatę
    lub kefir i godzinami słuchałam muzyki. Tego dnia próbowałam coś tworzyć,
    od kilku lat pisuję wiersze, ale upał sprawił, że umarła we mnie wszelka
    inwencja. Byłam jałowa jak Sahara.
    I tak się złożyło, że akurat
    skończyły mi się zapasy i musiałam pójść na zakupy, a ponieważ nie bardzo
    wiedziałam na co mam apetyt, krążyłam po sklepie, bez przekonania
    przeglądając zawartość półek. Było pusto, powietrze chłodziła wentylacja.
    Pachniało jabłkami. Już prawie podjęłam decyzję, co biorę, gdy ujrzałam
    ją, jak przemykała po sklepie, pchając wózek, w którym zielono połyskiwał
    arbuz.

    Zaintrygowała mnie, bo od razu wyczułam, że jest „nasza”,
    „z branży”, jak to się ładnie nazywa. Po czym to się poznaje? Po czymś, co
    jest nieuchwytne, co drzemie w sposobie chodzenia, gestach, spojrzeniu,
    uśmiechu. Ubrana była w bojówki, opuszczone nisko na biodra, ukazujące
    gładkie ciało przyozdobione tatuażem. Bluzka bez rękawów odsłaniała silne
    ręce, na uszach miała słuchawki disckmana. Poszłam za nią do działu
    alkoholi, obserwując ją dyskretnie. Wzięła wino Chantal. Pewnie idzie na
    randkę – pomyślałam. Na taki upał arbuz jak znalazł, a wino jest dobre na
    każdą pogodę.

    Dawno nie piłam, chociaż lubię spędzać wieczory na
    sączeniu wina. Oczywiście, nie samotnie – najchętniej w towarzystwie
    pięknej kobiety. Czasem celebrowałam takie chwile, przygotowując starannie
    oprawę, i bywało, że forma spotkania okazywała się ciekawsza od jego
    treści. Zapalałam świece, szykowałam kolację, starając się, aby każdy
    szczegół urzekał. A w tej zmysłowej atmosferze, rozbudzałam inne
    pragnienia. Nie zdarzyło się, aby wybranka nie dała się uwieść moim oczom,
    dłoniom opowiadającym o pięknie pieszczonego ciała i ustom spijającym
    pocałunki równie chętnie jak zimne napoje.

    Do kasy dotarłam tuż za
    nią, ale zaaferowana nawet się nie obejrzała. Nie zdejmując słuchawek,
    zapłaciła i wyszła. Ja natomiast w ostatniej chwili cofnęłam się do owoców
    i wzięłam połówkę soczystego arbuza. Dawno go nie jadłam, kojarzył mi się
    z dzieciństwem, z sokiem kapiącym po brodzie i lepiącym się do rąk. Teraz
    do tych wspomnień dołączyła niespodziewana tęsknota za wilgocią
    pokrywającą moje ciało i zlizywaną przez czyjeś spragnione usta…

    Siedząc w fotelu i wydłubując pestki z czerwonawego miąższu,
    myślałam o niej, zastanawiałam się, co robi, dokąd poszła i z kim teraz
    zajada arbuza. Podobała mi się, miała coś w sobie. Stanowiła moje ulubione
    połączenie kobiecości i męskości, typ pośredni, zwany przeze mnie
    „pomiędzy”. Od chwili, gdy zaczęłam kochać dziewczyny, nie przyciągały
    mnie te o zrobionych twarzach, długich paznokciach lśniących od lakieru i
    misternych fryzurach. Podobały mi się kobiety o urodzie będącej
    jednocześnie wyrazem siły i subtelności, czegoś, co daje oparcie, ale co
    jednocześnie uwodzi urokiem bezbronności. Na ile taka wizja była zgodna z
    osobowością poszczególnych dziewczyn? Różnie to wyglądało. Czy zresztą
    fascynacja nie polega na tym, że podoba nam się coś, co odpowiada naszym
    wyobrażeniom i oczekiwaniom, a przynajmniej tak nam się wydaje, że
    odpowiada?

    Choćby Kasia, moja pierwsza dziewczyna. Była na pozór
    subtelną kobietką o słodkich niebieskich oczach i blond włosach. Ale gdy
    szła, jej ruchy były zamaszyste, a kroki długie. Moje zauroczenie zaczęło
    się w chwili, gdy zobaczyłam ją grającą w koszykówkę na szkolnym boisku.
    Zwróciła moją uwagę, gdyż miała obcisłą koszulkę i bardzo ładne piersi.
    Później, gdy ją lepiej poznałam zafascynowała mnie swoim charakterem i
    determinacją – jej marzeniem były studia za granicą i zrealizowała to, co
    między innymi było powodem naszego rozstania.

    Spotykałyśmy się
    przez dwa lata, co zważywszy na nasz wiek – w chwili rozpoczęcia związku,
    miałyśmy po niespełna osiemnaście lat – było ewenementem. Wszystko było
    tak intensywne, pełne nowych doznań, poszukiwań i dochodzenia do tego, co
    sprawia największą satysfakcję, od pierwszego pocałunku przez pierwsze
    dotknięcie i pieszczoty, do pierwszego orgazmu. Były to czasy naszego
    godzenia się z własną naturą, ujawniania przed znajomymi i rodziną. To
    wtedy powiedziałam babci, że kocham kobiety i że nigdy nie zwiążę się z
    mężczyzną. Babcia była w tym czasie już bardzo schorowana i mimo że
    chciała się nie przejmować tym, co ode mnie usłyszała, obeszło ją to
    bardziej, niż się spodziewałam. I stało się najgorsze, co mogło się stać -
    zaczęła się obwiniać, że mnie źle wychowała, że tym samym przyczyniła się
    do powstania tej mojej „inności”. Na próżno jej tłumaczyłam, że według
    najnowszych badań homoseksualizm jest wrodzony, na próżno podawałam
    przykłady innych znanych mi lesek, chociażby Kasi, która pochodziła z
    najnormalniejszej, jeśli użyć tu kryteriów mojej babci, a nie tak jak ja
    „rozbitej” rodziny. Nic do niej nie przemawiało. Ale Kasię polubiła i
    traktowała niemal jak drugą wnuczkę i razem ze mnę przeżywała jej wyjazd.

    Po burzliwym rozstaniu moje życie erotyczne przypominało podróż
    przez pustynię, na której co rusz spotykałam wabiące swoją urodą oazy.
    Przeważnie pozwalały napić się do syta, ale zdarzało się, że były to
    jedynie złudy. Te krótsze lub dłuższe romanse, wypełniały moje życie.
    Ostatni zakończyłam jakiś czas temu – po prostu znudził mnie.

    Mój świat jest kobietą. Dziennik lesbijki
    Wydawnictwo Jacek Santorski & Co
    Wydanie I marzec 2004
    ISBN: 83-88875-77-9

    przejdź
    do opisu kiążki

 

Autorzy:

zdjęcie Małgorzata Okoniewska

Małgorzata Okoniewska

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 40; nazwa: m_okoniewska

2 komentarzy do:„Mój świat jest kobietą. Dziennik lesbijki” – fragment




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa