Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką

Właśnie mija rok. Zeszłej
zimy, wieczorową porą, po wyjściu kumpla, kiedy mąż z synem zapadli w
zasłużony sen, rozpoczęłam swoją pierwszą tak naprawdę, zamierzoną podróż
przez sieć. Nie byłam jeszcze wtedy pewna czego szukam, ale wiedziałam, że
strasznie to chcę znaleźć.

Jak zawsze szczęście mi sprzyjało i dzięki
zaskakującemu splotowi wydarzeń poznałam swojego obecnie chyba najlepszego
przyjaciela.

Prawie rok po tym, czyli kilka dni temu – tenże
właśnie przyjaciel – napisał w swoim pamiętniku, że gej jest najlepszym
przyjacielem kobiety. Musze przyznać, że się z nim w tej kwestii
całkowicie zgadzam.

Nie pamiętam już w jakich okolicznościach
stałam się gejolubna. Nie pamiętam również dlaczego właściwie zaczęłam
szukać znajomych w „branży”. Przez ostatni rok przypisywano mi w związku z
tym mnóstwo wymyślnych dolegliwości. A to, że na pewno muszę być krypto
lesbijką, albo, że czuję podskórnie, że mój mąż ma słabość do facetów i
podświadomie się przygotowuję, by nareszcie spojrzeć prawdzie w oczy, a
nawet, że jako dobra i bardzo empatyczna matka zapewne mam przeczucie co
do trzynastoletniego syna… .

Z każdą taką tezą osobno i do kupy
razem uczciwie się mierzyłam. Brałam pod uwagę każdą sugestię jakby miała
w ostatecznym rozrachunku wywrócić moje życie do góry nogami. Aż nadszedł
dzień, kiedy trzeba było się nareszcie pogodzić z faktem, że jestem jak
najbardziej zwykłą heteryczką, żoną zwykłego męża heteryka i matką
zdecydowanie niezwykłego, bardzo znerwicowanego nastolatka, który
przysparza sporo kłopotów, ale jednocześnie też sprawia wrażenie – jak na
razie – żywo zainteresowanego damską golizną.

Sądzę więc, że
dzisiejszy wieczór jest chyba dobrym momentem na malutkie podsumowanie,
skoro w pewnym sensie obchodzę dziś swoją osobistą mini-rocznicę. Tym
bardziej, że również dziś udało mi się rozpocząć pisanie nowej książki, w
której ma być mowa o gejach, dziewczynie i różnych rodzajach kochania
człowieka, a nie płci jako takiej. Jeśli tylko uda mi się dobrnąć z tą
opowieścią do końca – dam przeczytać.

Różni znajomi ciągle
powtarzali, że ulegam niezdrowej fascynacji, że nikt przy zdrowych
zmysłach nie potrafiłby chcieć akceptować całokształt zjawiska od początku
do końca. Potem dokuczali mi, że podkochuję się w nich wszystkich bez
pamięci, bo lubię cierpieć i być odtrącana. Nie pomagały argumenty, że ci
„oni” są tylko kumplami i to bardzo fajnymi, bo bezpiecznymi do granic
możliwości. Nawet napomykanie o fakcie, iż jestem od lat w szczęśliwym
związku z facetem moich marzeń nie pomagało, bo zaraz padały oskarżenia
zawierające w sobie określenie „znudzona mężatka”. Dałam więc za wygraną.
„Niech mówią co chcą” – postanowiłam mężnie. Na jakimś etapie swojej drogi
uparłam się, że pomogę światu oswoić się z „onymi” i tyle. Skoro ja lubię,
akceptuję, rozumiem, dobrze się czuję i uwielbiam słuchać opowieści różnej
treści, to i reszta świata może się nauczyć – kontakty z Innymi nie grożą
poparzeniem. Wiem, bo sprawdziłam.

Przyjaciel – dla porządku dalej
nazywany Robertem – powiedział mi kiedyś w złości, że ciągnę do pedałów,
bo to na dzień dzisiejszy bardzo modne. Może nawet była w tym jakaś
prawda, albo ułamek, czy odbicie większego zjawiska wskazującego na to, że
wszyscy ludzie kreujący się na tolerancyjnych chcą otaczać się obiektami
do „tolerowania”. Zgodziłam się więc na taką etykietkę. Trudno – niech
zostanie, że chcę być po prostu modna – w czymś trzeba. Rzeczywiście,
stare kumpelki słysząc o „nowych kolegach” piszczały z zachwytu
wykrzykując „o Boże! Jakie to romantyczne! Poznaj mnie z nim, poznaj!” Ale
przyjaciel gej to nie zwierze w ZOO, nie można go wystawiać na pokaz. Poza
tym wierzyć w tolerancję, a uprawiać tolerancję to dwie kompletnie różne
sprawy.

Co prawda zawsze poczytywałam sobie za nie lada zaletę
własną otwartość na świat, przesadną czasami pogodę ducha i empatię. Żyłam
w błogim przeświadczeniu, że jestem w stanie wyobrazić sobie niemal
wszystko i przynajmniej próbować wcielać się w cudzą skórę. Dzięki
Robertowi przekonałam się, że są takie dziedziny, które dla mojej
wybujałej imaginacji na zawsze pozostaną zamknięte i niedostępne. Jego
życie choć z pozoru właściwie podobne do mojego (pozostaje w stałym
związku partnerskim już od dość dawna) jednocześnie jest kompletnie inne.
Z zupełnie innej perspektywy patrzy na świat i nie ma to wcale tak wiele
wspólnego z faktem, że jest mężczyzną, a ja ze wszech miar kobietą.


Trudno mi przyszło bez zająknięcia znosić określenia: ciota,
cioteczka, pedał, pedzio, geik itp. wypowiadane z lekkością godną liryków
Mickiewicza. Dysputy o przygotowywaniu kanapek do pracy dla ukochanego
faceta, czy o rozpieszczaniu partnera, wspólnych zakupach i wyjazdach na
wakacje uświadomiły mi, że po prostu nie da się porównywać codzienności
życia małżeństwa heteryckiego z życiem pary gejowskiej. Choćby polscy geje
nie wiem jak bardzo byli otwarci na świat, swój homoseksualizm i Bóg wie
co jeszcze i tak nadal całkowita dekonspiracja dla wielu pozostanie
niedostatecznie bezpieczna. Wszyscy spotkani przeze mnie geje – w
mniejszym lub większym stopniu – zgłaszali obawy przed „wyjściem z
cienia”. Padały przeróżne argumenty, począwszy od wspomnianego już tu
zwierzęcia w ZOO, bezkarnie wytykanego palcami lub co gorsza okładanego
kijem, po stwierdzenie, że nikogo to nie powinno obchodzić, skoro ktoś
sobie żyje cichutko na marginesie autostrady okupowanej przez heteryków,
aż po szczere wyznania, że „mama by tego chyba nie przeżyła”.


Słuchając takich wypowiedzi zawsze, nieodmiennie dochodziłam do
wniosku, że wielu przemiłych facetów nie lubi siebie za gejostwo, jakby to
była nie przymierzając jakaś zbrodnia, albo nieuleczalna choroba. Skąd
więc czerpać siłę do spokojnego życia, budowania codzienności, jeśli się
ma wiecznie wrażenie, że żyje się wbrew prawom natury, albo trzeba w kółko
i na okrągło, ciągle od nowa wynajdywać argumenty dla słuszności wybranej
drogi życiowej. Oto wśród wchodzących w życie studencików z zamiłowaniem
do przedstawicieli własnej płci, ni stąd ni zowąd pojawiają się fobie
przed tajemniczymi „przegięciami”, zupełnie jakby zniewieścienie miało z
czasem zostać wypalone na ich czołach.

Zamarzyło mi się więc
stworzenie czegoś na wzór terapii rodzinnej dla nie lubiących siebie gejów
i lesbijek. Nie jakieś tam kółko wzajemnej adoracji, nie kolejną
pedalarnie z łomotem techno i lansem odbijającym się lustrach, ale coś w
rodzaju poradni. Na pewno w każdym ośrodku zajmującym się w jakimś stopniu
psychologią działają terapeuci gotowi koić lęki młodych (i nie tylko)
ludzi, ale mnie chodziło o coś innego, coś specjalnie z myślą o
mniejszości homoseksualnej. Jak dotąd jedni wyśmiewają ten pomysł, inni w
zadumie kiwają głową, jeszcze inni mają to gdzieś. Ale jeśli tylko ktoś
mnie wcześniej nie ubiegnie – dopnę swego, bo jestem uparta i
bezkompromisowa, o czym może zaświadczyć nie kto inny tylko właśnie
Robert, którego dokładnie rok temu zaczęłam nękać mailami, aż w końcu się
ze mną spotkał i przyparty do muru polubił, czego i Wam życzę.

Autorzy:

zdjęcie Szara

Szara

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 5; nazwa: Szara

5 komentarzy do:Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką

  • Justine

    [Re: Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką]

    Popieram Cię w 100% i myślę, że jesteśmy do siebie podobne pod względem poglądów. Jestem homoseksualna ale wydaje mi się, że mam taki jakiś dziwny sentyment do gejów. Denerwuje mnie, kiedy ludzie, którzy sami siebie nazywają normalnymi wyśmiewają się z nich a nawet nienawidzą tylko dlatego, że mają inną orientację seksualną. Przecież geje to też ludzie, nie powinno się o tym zapominać!

  • mina

    [Re: Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką]

    odkad pamietam zawshe wrecz… tryskalam ogromna tolerancja dla ludzi o kazdej orientacji sexualnej
    nie moglam zniesc gdy ktos obrazal np. gejoow
    wydaje mi sie ze to prawda ze najlepshym pshyjacielem kobiety jest gej ale nie bede shukac geja na sile wygladaloby to jakby inni -nie geje- byli gorsi
    zdazylo mi sie kilka razy ze kolega ktoory „zanosil sie” ze bedzie moim wielkim pshyjacielem jednak chcial nie tylko pshyjazni… ale cooz kilku to nie wshyscy
    ja mam swoja najwspanialsha na swiecie pshyjacioolke a ona nie odtraca mnie bo jestem bi…
    tolerancja jest wspaniala… tylko zeby kazdy ja mial w sobie! o jaki swiat bylby piekny

  • Tulka

    [Re: Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką]

    ta tolerancja jest trudna. zawsze chciałam być tolerancyjna, otwarta i za taką się uważałam. Nie było mi jednak łatwo gdy pierwszy raz zobaczyłam całujących się gejów, czułe gesty. Siła stereotypów zrobiła swoje i nie powstrzymałam głupiego uśmieszku. Teraz jest OK, walczę z własnymi uprzedzeniami dotyczącymi małżeństw homo i adopcji. Przyjmuję wszystkie argumenty ZA, rozumiem je, uważam za słuszne, właściwie nie mam argumentów PRZECIW. Ale nie jestem entuzjastką, coś w środku mówi mi „bez przesady”. Przyjaźnię się z parą gejowską (przyjaźniłam się z każdym z osobna zanim zostali parą i zanim się dowiedziałam, że są gejami) i akceptuję ich w 100%. Chciałabym być na ich ślubie. Chciałabym, by mogli zdecydować, czy chcą adoptować dziecko. A gdyby się zdecydowali, chciałbym być blisko, wspierać ich. Ale to nie jest generalna zasada. Nie ufam wszystkim, nie jestem przekonana, by WSZYSCY geje i lesbijki mieli taką możliwość. Ciągle przezwyciężam własne uprzedzenia. Pocieszam sie czasem, że moim zdaniem niektóre pary hetero też powinny mieć ograniczone prawo posiadania potomstwa :) . Dziękuję wszystkim za tą stronkę. Pomaga w drodze do pełnej, bezkompromisowej i odważnej akceptacji ludzi, którzy różnią się tylko tą sferą życia, która u innych nie specjalnie mnie interesuje.

  • Nula

    [Re: Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką]

    Hmmmmmm
    Ja sobie byłam tolerancyjna do czasu kiedy mąż mojej przyjaciółki oświadczył złapany na gorącym uczynku, że okłamywał ją przez 10 lat i woli panów. Zostawił ją i dziecko, z którego teraz smieją się inne dzieci, a on nawet nie uważa za słuszne płacić alimentów.
    Gejostwo to nie tylko te urocze romansowe historyjki- bardzo duża grupa gejów to faceci krzywdzący swoje okłamywane, nieszczęśliwe żony i dzieci…

  • Agnieszka

    [Re: Jestem jak najbardziej zwykłą heteryczką]

    ja również od roku przyjaznie sie z gejem i musze powiedziec ze to moj najlepszy przyjaciel.Dzieki niemu poznalam zupełnie inny śiwat o którym wiekszośc nie ma nawet zielonego pojecia.Nie wyobrazam sobei ze mogłabym z nim stracic kontak. Jest osobą której moge powiedziec naprawde wszystko i nie ma tu najmniejszego znaczenia orientacja seksualn. On poprostu jest wspanialym czlowiekiem. Bardzo bym chciala zeby wkoncu znalazł to czego szuka. Miłość szczesie i spokoj ,bo w swoim 21 letnim zyciu przeszedl naprawde tyle cierpien ,że jestem pełna podziwu ,że potrafi dac sobie rade. Chciałabym żeby kiedys móg isc na spacer za reke ze swoim chłopakiem ,żeby mógł dać mu całusa kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota choćby na przystanku atobusowym .Ciekawe czy sie kiedys tego doczekamy.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa