- homiki.pl - http://homiki.pl -

Jehowa nie kocha gejów

„Całe życie musisz
poświęcić Jehowie”. Kiedy usłyszałem to pierwszy raz? Nie pamiętam. Pewnie
jeszcze w kołysce. Urodziłem się w rodzinie, w której ojciec nie mógł się
zdecydować, jaką wiarę wyznaje, a matka była fanatycznym świadkiem Jehowy.
„Homoseksualizm jest grzechem”. To też słyszałem często podczas domowego
studium Biblii czy tzw. spotkań odbywających się trzy razy w tygodniu.

Matka twierdziła, że Jehowa dwa razy uratował jej
życie. Pierwszy raz, gdy zesłał je swoich świadków, kiedy jako
dwudziestokilkulatka przeżywała poważny kryzys po śmierci swoje matki.
Drugi – gdy leżała w bardzo ciężkim stanie, bo odmówiła transfuzji krwi,
po urodzeniu mnie. Jakoś nigdy nie dziękowała Jehowie za to, że pchnął ją
w ramiona mojego ojca. A tak było. Ktoś ze zboru zapoznał ją z młodym
„zainteresowanym” (tak śJ nazywają ludzi, którzy studiują z nimi Biblię,
ale nie są jeszcze ochrzczeni). On miał na karku nieudane małżeństwo i
dwójkę dzieci. Ona była w wieku staropanieńskim. W pół roku później się
pobrali, a zbór zyskał nowego brata, bo chrzest był jedynym warunkiem
małżeństwa.

Szybko okazało się, że studiowanie Biblii przez mojego
ojca ograniczyło się do suto zakrapianych spotkań z odwiedzającymi go
braćmi. Nie wierzył, nie miał ochoty „głosić dobrej nowiny od drzwi do
drzwi” i uczestniczyć w spotkaniach zboru. Szybko został wykluczony ze
społeczności świadków (to najgorsza kara jaka może spotkać członka zboru).
Do katolicyzmu nie wrócił. Wychowanie religijne pozostawił matce, bo
świadków uważał za porządnych ludzi. Nie znaczy to jednak, że w domu nie
wybuchały awantury na tle religijnym. Głównie chodziło o to, ile czasu
matka poświęca na głoszenie i spotkania. A kiedy nadużył alkoholu każdy
powód był dobry do wszczęcia burdy. Matka tłumaczyła nam (dwa lata po mnie
na świat przyszła moja siostra), że Jehowa zsyła próby i sprawdza czy
pomimo przeszkód będziemy mu wierni. Nie myślała o rozwodzie, bo u
świadków jedynym powodem do zerwania małżeństwa jest cudzołóstwo.
Świadkowie Jehowy uznają się za następców pierwszych chrześcijan.
Prześladowania w systemach totalitarnych czy kpiny na jakie narażeni są w
otoczeniu porównują do prześladowań chrześcijan w Rzymie. Sam często to
słyszałem, gdy wracałem do domu opluty, zwyzywany od „kociarzy” czy
„jehowych”.

Jehowa to dla świadków hebrajskie imię „prawdziwego
Boga”, które zostało przez tłumaczy usunięte z Biblii. Wiem, że jakiś czas
temu wydali własnym nakładem „Pismo Święte w przekładzie Nowego Świata”,
gdzie imię Jehowa pojawia się w miejscach, w których – zdaniem śJ –
występowało w oryginale. Twierdzą, że są jedynymi „prawdziwymi
chrześcijanami” i odgrywają istotną rolę w boskim planie. Od ich
wytrwałości zależy zwycięstwo Jehowy w sporze z Szatanem. Diabeł to
zbuntowany anioł, który stwierdził, że żaden człowiek poddany cierpieniu
nie dochowa wiary Bogu (casus Hioba). Tym sporem tłumaczą też tolerowanie
przez Boga zła na ziemi. Ich cel to wytrwać w wierze, kierować się w życiu
nakazami bożymi i pomóc jak największej liczbie ludzi „znaleźć Jehowę”
(temu służy „głoszenie dobrej nowiny od drzwi do drzwi”). Nagrodą będzie
wejście do „nowego porządku”, to rządzone przez Jehowę i Chrystusa
królestwo na ziemi przygotowane tylko dla jego świadków. Nastanie ono na
ziemi, gdy Jehowa zniszczy szatana i „jego porządek rzeczy”.

Biblia jest dla nich wszystkim. Twierdzą, że można w niej
znaleźć odpowiedzi na każde pytanie. Porównują ją do listu napisanego
przez kochającego ojca do dziecka. Jej zapisy traktują dosłownie, często
nie zwracając uwagi na kontekst. Podczas spotkań w zborach i domowych
studiów posługują się książkami i czasopismami wydawanymi przez
Towarzystwo „Strażnica”. Zawarte w nich teksty są naszpikowane cytatami
lub odnośnikami do Biblii. Autorzy tekstów we wszystkich wydawnictwach
„Strażnicy” są anonimowi. Tłumaczą to nie pożądaniem sławy czy poklasku.
Nikt nie śmie jednak wątpić, że publikacje ułatwiające zrozumienie Biblii
zostały napisane pod wpływem ducha bożego. Zręcznie żonglując biblijnymi
cytatami potrafią odpowiedzieć na każde pytanie. Ćwiczą to zresztą podczas
tzw. „Szkoły Teokratycznej” i zebrania „Służby”. Są to spotkania, w
których członkowie zboru aktywnie uczestniczą, przeprowadza się m.in.
pokazy symulujące rozmowy z ludźmi podczas głoszenia. Na te spotkania
raczej nie zaprasza się początkujących zainteresowanych. Dla nich są
wykładu publiczne, „studium książki” i „Strażnicy”.

Każdy świadek
ma jak najwięcej czasu poświęcić na zgłębianie Biblii i głoszenie. Dzieci
są wdrażane do tego od niemowlęctwa. Pamiętam, że słońce czy deszcz, upał
czy mróz matka – zgodnie z „biblijną” zasadą „nie opuszczajcie wspólnych
zebrań” – ciągała nas na spotkania. Chyba w wieku czterech lat pierwszy
raz uczestniczyłem w głoszeniu od domu do domu. Początkowo jako obserwator
(świadkowie głoszą w parach, byłem więc trzecim na dokładkę). Później
włączałem się np. odczytując wersety z Biblii, aż w wieku chyba 10 lat
pierwszy raz poszedłem głosić w towarzystwie tylko jednego starszego
zboru.

Świadkowie są zobowiązaniu prowadzić również studium
biblijne ze swoimi potomstwem. Dziecko świadków ma jasno wytyczony cel, ma
służyć Jehowie. W moich czasach młodzi mieli zdobyć konkretny zawód, który
pozwalałby się utrzymać, ale nie był zbyt absorbujący. Pozostały czas
należało poświęcić „służbie” – najlepiej zostać pionierem (tak nazywa się
świadka, który deklaruje, że w miesiącu będzie głosił określoną liczbę
godzin, każdy członek zboru raportuje co miesiąc ile czasu poświęcił na
głoszenie). Przed mężczyznami stoi też obowiązek służenia w zborze jako
sługa pomocniczy lub starszy. Taką wyglądała wizja mojej przyszłości.
Życie dziecka świadka Jehowy nie jest łatwe. Świadkowie nie uczestniczą w
obchodach świąt państwowych, nie obchodzą imienin, urodzin oraz innych
świąt. Źle widziany jest udział w wyjazdach na wycieczki „ze świeckim
towarzystwem”, zabawach, studniówkach. Dziecko świadek powinno przyjaźnić
się ze świadkami. Oczywiście tę inność trudno ukryć, zresztą świadkowie
nawet tego nie próbują i ich dzieci narażone są na kpiny. Sam często
przekonywałem się jak okrutni potrafią być rówieśnicy.

W wieku 13 lat zostałem ochrzczony. Dwie rzeczy zdecydowały o
tym, że dzisiaj nie jestem świadkiem Jehowy. Pierwsza dotyczyła wyboru
szkoły. Zamiast, zgodnie z sugestiami starszych, do zawodówki poszedłem do
liceum. Miałem polonistkę, która nie ograniczała się do przerabiania
lektur. Uczyła nas myśleć, oceniać, stawiać pytania. No i zaczęło się.
Proste prawdy świadków stały się niewiarygodne. Na pytania było tylko
jedna odpowiedzi: „trzeba wierzyć i ufać Jehowie, że w odpowiednim czasie
ześle na tę sprawę właściwe światło”. Przestałem wierzyć, zacząłem unikać
zebrań (tłumaczyłem się nadmiarem nauki) i wstydzić się głoszenia prawd,
które sam podważyłem. Raportowałem fałszywe godziny – twierdziłem, że
głoszę z kolegą ze szkoły, który należy do innego zboru. Czasem musiałem
jednak pójść głosić ze starszym z mojego zboru. To były katusze.


Miałem może 16 lat. Po dwóch godzinach wciskania ludziom ciemnoty
pożegnałem się ze starszym i czekałem na przystanku na autobus. Z nudów
oglądałem gazety w pobliskim kiosku. Moją uwagę przykuł nagi tors
mężczyzny na jednej z okładek. Był to jeden z pierwszych numerów
„Inaczej”. Kupiłem. Czytając odkrywałem prawdę o swojej naturze…


Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o homoseksualizmie? Bardzo
wcześnie, bo już podczas studium Biblii z mamą czytaliśmy o Locie i
zniszczeniu Sodomy za wynaturzenie jakiemu oddali się jej mieszkańcy.
Chcieli nawet współżyć z aniołami, którzy przybyli ostrzec Lota. Spalenie
tych złych ludzi było karą, bo Jehowa uznaje homoseksualizm za grzech.
Świadkowie otwarcie potępiają homoseksualizm. Twierdzą, że dla takich
ludzi nie ma miejsca nie tylko w ich organizacji, ale również w przyszłym
„nowym porządku”, którego oczekują na ziemi.

Potrafią przytoczyć
kilkanaście wersetów Biblijnych świadczących o stanowisku Jehowy w tej
sprawie, np. „Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup
nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę
Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli
jemu zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.
Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie
kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze.
Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą,
zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając
bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie”
(Rz
1,24-27). Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi, co oznacza „wydał ich Bóg”.


Świadkowie nie przyjmują argumentów naukowych. Dla
nich homoseksualizm wciąż jest chorobą. Chore jest ciało, ale duch może to
przezwyciężyć. Nie wolno tylko ulegać cielesnym pokusom. Pomocna ma być
modlitwa. Upraszczając trochę ich stanowisko można je sprowadzić do
jednego zdania: Homoseksualista dzięki modlitwie może stać się
heteroseksualistą, kochającym mężem i ojcem. Ci wynaturzeńcy mają nie
tylko zamknięte bramy do „nowego porządku”, ale również muszą się liczyć z
karami zsyłanymi przez Jehowę już w życiu doczesnym. Formą kary jest np.
AIDS.

Przez pewien czas walczyłem ze swoją naturą, nie ze względów
religijny, ale społecznego odbioru pedałów. Próbowałem się nawet modlić do
Jehowy w tej sprawie, ale pozostał głuchy na moje prośby, podobnie jak na
wiele innych. Może modliłem się bez wiary, ze byt małą żarliwością? A może
jest wręcz przeciwnie: wysłuchał moich próśb i pozwolił mi zrozumieć, że
nie można walczyć z własną naturą, że trzeba się zaakceptować? To już jest
herezja, podważająca stanowisko jego wybrańców na ziemi…

Kiedy
skończyłem 18 lat zakomunikowałem starszym zboru, że nie chcę mieć ze
świadkami nic wspólnego. Próbowali mnie przekonywać, ale nie mieli
argumentów. O homoseksualizmie im nie powiedziałem. Mama nigdy nie
pogodziła się z moją decyzją. Wiem, że było jej trudno, ale wprowadziła w
naszych stosunkach „biblijną” zasadę, aby odchodzących od Jehowy traktować
gorzej od niewierzących. Swojego Boga kochała bardziej niż syna.
Powiedziałem jej o swojej drugiej naturze. Najpierw potraktowała to jako
chwilową fanaberię, a gdy mi nie przechodziło, uznała to za karę od Jehowy
za to, że go opuściłem.

Zmarła ponad rok temu. Czasem zastanawiam
się, czy modliła się o mnie, czy miała nadzieję, że ponownie odnajdę drogę
do Jehowy i spotkamy się w jego „nowym porządku”? Ja nie mam tej nadziei.
Nie wierzę w żadnego Boga, niezależnie od imienia jakie nadali mu jego
wyznawcy. Ateizm jest świadomym wyborem trudniejszego życia. Jeśli wyrzuca
się z życia Boga, trzeba całą odpowiedzialność wziąć na siebie i mieć
świadomość, że ma się do wykorzystania ściśle określony czas, bo potem nie
będzie już nic. Nie ma prostych prawd i nagrody. Od ponad czterech lat
żyję w związku z ukochanym mężczyzną.

Autorzy:

zdjęcie Łukasz

Łukasz [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 38; nazwa: Łukasz